czwartek, 26 września 2013

Ziall -Rozdział VIII

Tydzień później]

   Wszedłem do domu, zamykając za sobą drzwi i zsunąłem się po nich, totalnie załamany. Po chwili zgiąłem kolana i oparłem nie łokcie chowając głowę. Mimowolnie rozpłakałem się.
 -Zayn? co się stało?
   Natychmiast podniosłem głowę, zaskoczony. Skąd się on tu wziął? Otarłem szybko mokre policzki i spytałem.
 -Co ty tu robisz? miałeś wrócić jutro.
 -Ale postanowiłem wrócić wcześniej, chciałem zrobić ci niespodziankę...zresztą nieważne. Co się stało?- nie dał za wygraną Niall.
 -Byłem na badaniach kontrolnych...nie były za dobre- wyszeptałem.
   Przykucnął, kładąc mi dłonie na kolanach i czekał cierpliwie.
 -Rak szybko się rozwinął...Niall, mam bardzo mało czasu- wyznałem.
 -Ile?
 -Dwa miesiące. Koncert w Manchester, będzie moim ostatnim...- odparłem, a po moim policzku spłynęła łza.
 -Stąd te bóle?
   Przytaknąłem głową.
   wstał gwałtownie i kopnął z całej siły w półkę na buty rozwalając ją.
 -Kurwa dla czego?!Dla czego rak mi cię odbiera?!- wrzasnął, po chwili jednak opadł na miejsce obok mnie i wtulił się we mnie, mocząc moją koszulę. Objąłem go ramieniem i oparłem brodę o jego głowę, zamykając oczy. Mimowolnie usnęło mi się...

[cztery dni później]

   Odkąd dowiedziałem się że zastało mi tylko dwa miesiące, przez pierwsze dni było mi z tą myślą  ciężko. Uwierzcie nie życzył bym togo nikomu, nawet najgorszemu wrogowi, by wiedział i czuł że umiera. Nie wiedziałem kompletnie co ze sobą zrobić. Rak stał się bardziej dla mnie rzeczywisty niż poprzednio. Bałem się umierania, nie bałem się śmierci. Ale miało być ze mną coraz gorzej.
   Moje i Nialler'a samopoczucie zauważyli już chłopcy. Tłumaczyliśmy to tym że przechodzimy "kryzys" w związku.
 -Niall... Nie możemy ciągle o tym myśleć- powiedziałem.
   Zbieraliśmy się rawie na odpisywanie płyt do centrum handlowego.
 -Masz rację. To bez sensu, marnujemy przez to tylko czas- westchnął po czym dodał- zabieram cię dzisiaj do kina.
 -Mam to traktować jako randkę?- uniosłem brew, mile zaskoczony
 -Jak najbardziej- musnął moje wargi swoimi.
   Splótł nasze dłonie i wyszliśmy na zewnątrz, ale kiedy doszliśmy do bramki, puściłem jego dłoń i  wyszliśmy na ulicę.

[wieczorem]

 -Niall, co ty na to żeby iść na nocny seans filmowy?- spytałem wskazując na plakat.
 -Jeszcze lepiej! Ok, to ja idę kupić popcorn i pepsi, a ty kup bilety- zgodził się podając mi  pieniądze- pamiętaj, to ja dzisiaj wszystko stawiam.
 -Jasne, rozumiem- wywróciłem oczami i ruszyłem do kas biletowych.
    Po kilkunastu minutach, usiedliśmy obładowani dwoma kubełkami popcornu i pepsi w najciemniejszym miejscu na widowni, licząc że zostaniemy niezauważeni. Ale cały szlak trafił w to kiedy puścili komedię i zaczęliśmy się z niej totalnie nabijać. Do tego zaczęliśmy si rzucać nawzajem popcornem. W końcu dziewczyna przed nami obróciła się żeby nas uciszyć, ale kiedy zobaczyła kto za nią siedzi, zaczęła piszczeć jak szalona. Efekt końcowy był taki, że wyrzucili nas i tę dziewczynę z kina. Ale wcale mi to nie zepsuło humoru.
 -Przepraszam, przeze mnie wyrzucili nas z kina- bąknęła zawstydzona bruneta.
 -Nie przejmuj się, prędzej czy później by nas też wywalili, bo cicho też nie byliśmy- uśmiechnąłem się- Jak ty w ogóle się nazywasz?
 -Christiana, w skrócie Chris-odparła.
 -Miło mi. My się nie musimy przedstawiać, tak?
 -Tak- zachichotała.
 -To co robimy?- spytał Niall- Jest pierwsza w nocy...
 -Spieszysz się gdzieś, Chris?- spytałem.
 -W sumie to w domu miałam być dopiero rano-stwierdziła.
 -No to zabieramy cię na pizzę! Oczywiście Nialler stawia.
 -Co?!
 -No co? Miałeś mi  dzisiaj za wszystko płacić, więc nie wziąłem portfela- wzruszyłem ramionami.- A Chris teraz samej przecież nie zostawimy...
 -Nie o to chodzi, Zayn! Przecież jest środek nocy, gdzie teraz znajdziemy jakąś otwartą pizzerię?- zdziwił się.
 -Ja znam- powiedziała cicho Christiana.
 -O widzisz? idziemy- zawołałem otaczając ramieniem dziewczynę.
  -No ok- mruknął i ruszyliśmy za wskazówkami dziewczyny.
 -Co jest Niall'owi?- spytała cicho brunetka.
    Spojrzałem na niego. Szedł za nami ze spuszczoną głową. Westchnąłem ciężko.
 -Pojedziesz przodem? zaraz do ciebie dołączymy- powiedziałem jej na ucho.
   Bez słowa przyspieszyła kroku, a ja się zrównałem z blondynem.
 -Co jest kochanie? Jeśli chodzi o dodatkowy wydatek, to oddam ci  kasę w domu- odezwałem się, chwytając go w pasie.
   Podniósł głowę.
 -Nie oto chodzi. Kasa nie jest dla mnie ważna. Ty jesteś dla mnie ważny. To miała być nasza randka- powiedział z wyrzutem.
 -Obiecuję że ci to wynagrodzę.
    Upewniając się ze Christiana nie patrzy, musnąłem czule jego usta.
 -Nie powinieneś...- zaczął ale mu przerwałem.
 -Jest wiele rzeczy których nie powinienem robić. jak na przykład kłócić się z managementem- wzruszyłem ramionami.
   Pociągłem go za rękę i pociąłem do naszej towarzyszki. irlandczyk szybko się rozkręcił i zaczął rozmawiać na luzie z Chris, a mi do głowy wpadł świetny pomysł. Harry powinien być zachwycony.
    Po kilkunastu minutach spaceru doszliśmy do pizzeri. Tam spotkaliśmy Lenę z brunetem.
 -Cześć Lena! Co tam u ciebie?- przywitałem się.
 -Hej!- uśmiechnęła się szeroko- tak w ogóle to mój chłopak Mat, Mat to jest Zayn, Niall i...
 -Christiana- dodała nasza towarzyszka.
 -Nowa znajoma? -spytała
 -Długa historia- odpowiedziała- póki co Niall stawia pizzę- wskazała kciukiem na blondyna, który szczerzył się od uch do ucha.
   Gdy tylko oddaliliśmy się od mojej znajomej w poszukiwaniu stolika, Niall nachylił się lekko ku mnie.
 -Wiesz, będziesz się musiał trochę namęczyć- zachichotał i ledwo zauważalnie musnął moją dłoń swoją.
   Jak gdyby nigdy nic, usiadł pod oknem przy stole.

 [Następny dzień]
 
   Obudziłem się na brzuchu, a na moich nagich plecach poczułem ciężar. Byłem pewny że to Nialler potraktował mnie jak swoją poduszkę.
 -Niall? Możesz ze mnie zejść?- spytałem niepewnie.
   Wymamrotał coś przez sen i przyległ do mnie mocniej, wywołując nieprzyjemny uścisk w żołądku.
 -Niall!- jęknąłem.
   Czułem się tak słaby i wyczerpany jak bym nie spał przez ostatnie dwie doby.
 -Hmm...?- mruknął.
 -Zejdź ze mnie, proszę - powiedziałem cicho.
 -Wszystko w porządku?-spytał, natychmiast się rozbudzając i odsuwając.
 -Muszę do łazienki- wymamrotałem.
   Blondyn zerwał się na równe nogi patrząc na mnie z troską. Zmusiłem się do wstania i pobiegłem do łazięki jak najszybciej się dało, ignorując ból brzucha. Zamknąłem szybko drzwi na klucz, pochyliłem się nad muszlą i zwymiotowałem.
 -Zayn?- usłyszałem za drzwi irlandczyka.
 -Jest ok, zaraz wyjdę, przygotuj się na wywiad- skłamałem.
 -Na pewno?
 -Tak - odpowiedziałem cicho.
   Po chwili znów zwymiotowałem. Oparłem policzek o zimne płytki podłgowe i zamknąłem oczy. Czułem się...okropnie. Jak wrak człowieka. Skąd ta nagła zmiana? Dlaczego umieranie musi być aż tak bolesne?
 -Zayneh...?Na pewno masz dość siły?-spytał Niall.
 -Dam sobie radę, nie martw się.- odparłem.
   Usłyszałem cichy dźwięk otwierającego się zamka. No tak, zapomniałem o dodatkowym kluczu. Po chwili drzwi otworzyły się.
 -Zayn!- zawołał i kucnął przy mnie.
   Otworzyłem niechętnie oczy, napotykając morski odcień tęczówek Nialler'a. Uśmiechnąłem się krzywo, czując kolejną falę bólu.
 -Nie pozwolę żebyś w takim stanie gdziekolwiek szedł- zdecydował.
 -Ale ja chcę i mnie nie powstrzymasz- mruknąłem słabo, ale zdecydowanie.
 -Musisz być aż tak uparty? Nie możesz chodź raz odpuścić?- powiedział zirytowany.
 -Nie bo chcesz mi odebrać rzecz, którą kocham! Naszą pracę!- odparłem.
 -To nie tak...spójrz na siebie!- nie dał za wygraną i podał mi lustro.
   Westchnąłem i spojrzałem na swoje odbicie, siadając po turecku. Miałem mocno podkrążone oczy, mętny wzrok, byłem blady i wyglądałem na wykończonego.
  -Wyglądasz okropnie, a jeszcze gorzej się pewnie czujesz! Nie wyglądasz normalnie, Rak cię wyniszcza...- wyszeptał tuląc mnie do siebie.
  -Jest dobrze,  jestem silny i dam sobie rade. Proszę...
  -Ale jak byś się gorzej poczuł to natychmiast daj mi znać- dał warunek.
   Kiwnąłem głową i wstałem przy pomocy blondyna. Uśmiechnąłem się lekko do niego i po chwili rozpocząłem poranną toaletę.

 [Po południu]

   -Malik możemy pogadać?
   Znikąd koło mnie pojawił się Liam. Kiwnąłem niepewnie głową.
 -Wiesz...mam wrażenie że ty i Niall coś ukrywacie przed zespołem- powiedział.
 -Zdaje ci się- wzruszyłem ramionami.
 -Mam inne wrażenie, no ale nie chcecie, nie mówcie- odparł- jak się w ogóle czujesz?
 -Jest ok- znowu skłamałem.
   W rzeczywistości tak źle się jeszcze nie czułem. Może to chwilowe? Mam nadzieję że szybko mi przejdzie bo za tydzień mamy koncert. Do tego postanowiłem się jakoś przyczynić, pomagając ośrodkowi w którym dzieci chorowały na śmiertelne choroby tak jak ja.
 -Wiesz, w kłamaniu to ty nie jesteś dobry.-zachichotał- ale mniejsza o to, załatwiłem 4 dni wolnego żebyś doszedł do siebie. ok?
 -Mam ochotę cię zamordować ale nie mam na to siły- warknąłem.
 -Jeszcze długie lata przed nami, zdążysz to zrobić niejednokrotnie- wyszczerzył się.
   Uśmiechnąłem się sztucznie. W jakim był błędzie! Nie miałem długich lat przed sobą a zaledwie powyżej miesiąca. To przerażająco mało. A ja jeszcze chciałem żyć...

                         ___________________________________________________


Z dedykacją dla mojej przyjaciółki Joli (:

pozdrowienia:
Payne'owa


piątek, 13 września 2013

Ziall - Rozdział VII

 [dwa dni później]

   Od tamtego zdarzenia ból się nie powtórzył. Właśnie szedłem do klubu razem z Niall'em i Liam'em, zaszaleć. No tak...ale plany się zmieniły. Spotkaliśmy po drodze znajomego Li i poszliśmy na domówkę. Było świetnie, kiedy nagle Irlandczyk, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę stołu, żeby na nim zatańczyć..
 -No Malik! pokarz jak umiesz świetnie tańczyć!-zawołał gdy nie wszedłem na stół, tylko przyglądałem się jak on tańczy.
  Podszedł do mnie i pociągnął mnie, do siebie tak że nie miałem wyboru.
   Stanąłem obok mojego chłopaka i zacząłem z początku nieśmiało tańczyć. Ktoś pogłośnił piosenkę LIMFAO 'Sexy And I Konow It'. Dzięki procentom we krwi, rozluźniłem się i zacząłem szaleć. W końcu na koniec obje zdjęlśmy koszuli i zaczęliśmy nimi wywijać nad naszymi głowami. Ktoś to nawet nagrywał kamerą.
   Gdy była już druga w nocy, zaciągnąłem Niall'a do jakiegoś cichego kącika i usiedliśmy tam pod ścianą.
 -Wiesz może gdzie się odziały nasze koszulki?-spytałem niepewnie, patrząc na nagą klatkę piersiową blondyna.
 -Nie mam pojęcia ale nie narzekam-odparł dotykając mojego torsu-awww Malik! Mam na ciebie ochotę!
 -To mnie bierz Sunshine- wymruczałem kusząco.
   Wszyscy i tak byli pijani i nie kontaktowali, albo po prostu spali. Wszyscy prócz Liam'a. Wpiłem się w usta Niall'a, błąkając się rękami po jego nagim ciele.
 -Może chodźmy do naszego mieszkania...-zaproponował.
 -Jasne, bo byśmy roznieśli ten dom-zachichotałem, znów dobierając się do mojego chłopaka- ale za chwilkę...
   Usiadłem na jego biodrach, specjalnie, ocierając się o jego krocze. Jęknął cicho, wbijając mi palce w plecy. Powtórzyłem ruch, a Nialler tym razem wygiął się do przodu z przyjemności, złączając nasze klatki piersiowe razem.
 -Zayn...ktoś nas zauważy!- mruknął.
 -Albo już zauważył. Zbierajcie się, zamówiłem wam taksówkę- znikąd pojawił się obok nas Liam.
 -Dzięki- odparłem, odsuwając się od blondyna.
 -Musicie zachować większą ostrożność, nawet jeśli myślicie że nikt was nie widzi- ostrzegł nas Payne.
 -Ok, ok, rozumiemy-odpowiedział irlandczyk trzymając moją dłoń.
   W jego spodniach było bardzo dobrze widać wybrzuszenie. U mnie zresztą też nie było lepiej.
 -Przyjechała już taksówka. Gdzie wsze ubrania?- spytał Li zerkając przez okno.
 -Gdzieś tam leżą-wzruszyłem ramionami- zgubiliśmy...
   Musiało to komicznie brzmieć bo przyjaciel zachichotał. No ale w końcu bylśsmy pijani. Liam wywrócił oczami i rozbawiony pomógł nam szukać naszych rzeczy. Przypilnował nas też żebyśmy się znaleźli w domu.
 -Haha! Menager nas zabije jutro- zachichotał Niall.
 -W to nie wątpię. Miała być niewinna zabawa, a jutro traficie na wywiad i sesję na kacu- westchnął Li- wpadnę po was jutro.
   I zamknął drzwi, przekazując opiekę nad nami kierowcy, dając mu spory napiwek.

 [Rano]

   Poczułem przyjemność. Wielką przyjemność. Ktoś właśnie budził mnie zajmując się moim kolegą. Jęknąłem cicho, otwierając oczy. Pod kołdrą wyczułem głowę i poznałem natychmiast średniej długości farbowane pasma włosów Nialler'a. Zacząłem je mierzwić, skupiając się na tym że zaraz dojdę. Wytrysnąłem krzycząc w ekstazie. Chwilę później poczułem jak Niall pnie się w górę całując mnie po nagiej skórze. W końcu wyłonił się z pod pościeli, całując mnie namiętnie w usta.
 -Pobudka, musimy już wstać- wyszeptał robiąc mi malinkę na barku.
   Westchnąłem cicho, uśmiechając się lekko.
 -Dziękuję za miłą pobudkę- powiedziałem całując go- Kocham cię.
    W odpowiedzi przejechał językiem po środku mojej klatki piersiowej, kończąc szlak krótkim [pocałunkiem w brzuch.
 -Koniec tego dobrego! wstawaj!- zawołał wskakując z łóżka i skrzywił się nagle- cholerny kac...
   Też szybko usiadłem i zaraz tego pożałowałem. Zakręciło mi się w głowie, a skronie przeszył ostry ból.
 -Kurwa...ostatni raz tyle piłem-mruknąłem opadając z powrotem na poduszki.
   Kiedy zbierałem się do kolejnej próby wstania, ktoś zaczął się dobijać do drzwi.
 -Idę otworzyć- zdecydował irlandczyk i wyszedł.
   Ja za ten czas ubrałem się i zszedłem na dół.
 -I wy macie niby zamiar jechać tak do studia?!- usłyszałem krzyk Rithard'a z Modest'u w kuchni.
 -Możecie ciszej? głowa mi pęka- poskarżyłem się, podchodząc do lodówki i biorą pierwszy lepszy karton sou z brzegu.
 -Zayn do cholery! Mieliście się bawić na chwilę na mieście, a nie robić striptiz u kogoś na stole!- warknął zirytowany.
 -To nie był żaden striptiz. Tańczyliśmy i na koniec ściągnęliśmy TYLKO koszulki jako efekt końcowy- wywróciłem oczami i przełknąłem dwie tabletki przeciwbólowe, podsunięte przez blondyna.
   Z wdzięcznością zmierzwiłem mu włosy na co przeszedł go dreszcz.
 -Mniejsza o to. Wyglądacie jak kupa nieszczęścia!
 -Dziwisz się? Jest w pół do piątej rano- odezwał się Niall.
 -Ugh...chodzi o to że macie kaca i cienie od oczami!
 -Kac zaraz powinien nam przejść, a reszta się zajmie nasza stylistka Lou- wzruszyłem ramionami.
 -Z wami jak z dziećmi!
 -Rith, nie przesadzaj, damy radę- zapewnił go irlandczyk.
 -Jak myślicie, ile pociągnie ten zespół, jak będziecie robić takie akcje?!
 -Rithard do cholery! Mamy swój rozum! To dzięki nam między innymi macie tą pracę, a mu kurwa, musimy od czasu do czasu się rozerwać!- krzyknąłem zdenerwowany-Mamy dopiero po 20 lat! czego od nas oczekujecie?!
 -Trochę dyscypliny!- odpowiedział.
 -To ja was rozczaruję ! Żegnam!
   Kierując się na piętro i 'przez przypadek' musnąłem palcami dłoń Niall'a.
 -Zayn! Zaczekaj! Słyszysz? Malik do jasnej cholery!- zawołał za mną ale ja go miałem głęboko w dupie.
   Dla mnie teraz było ważne by się przygotować na wywiad. Z westchnięciem sięgnąłem do szafy po ciuchy i skierowałem się do łazienki.

 [Kilka godzin później]

   Podkradłem się do Louis'a i dałem mu mocnego klapsa w tyłek. Hazza popatrzył na mnie z rządzą mordu w oczach, na co wybuchłem śmiechem nachylając się do ucha Lou.
 -Masz bardzo zazdrosnego chłopaka- szepnąłem.
 -Heh, zdarza mu się- wyszczerzył się.
 -A mówią że to my się spóźniamy! gdzie ten fotograf?- odezwał się zniecierpliwiony Liam.
 -A widział ktoś Niall'a?- spytałem.
 -Zgubiliśmy go gdzieś po drodze- odparł Harry, szturchając mnie z nudów.
   Jak na zawołanie na korytarzu pojawił się Niall z fotografem.
 -Przepraszam że musieliście czekać. Macie się ochotę trochę zabawić- spytał facet.
 -Zależy w co- wypalił Tommo- i czym.
   Wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem oprócz faceta.
 -O chyba wiem o co wam chodzi ale lepiej wróćmy do pracy. Przygotowałem  dla was pełno balonów i dmuchany zamek.. Możecie go wykorzystać jak tylko chcecie- odparł fotograf.
 -Nie powinieneś mówić 'co chcecie'- wyparował znowu Styles, co nawet mężczyznę doprowadziło do śmiechu.
 -Przeraża mnie wasz tok myślenia- powiedział facet otwierając po chwili drzwi sali.
   Po kilu dziesięciu minutach zacząłem skakać szalenie po dmuchanym zamku, odbijając się od ścianek- normalnie jak pięcioletnie dziecko. W pewnym momencie Harry powalił mnie na plecy i skoczył na mnie Nialler, przytulając się niewinnie. Ale ta chwila trwała krótko, bo skoczyła na nas reszta chłopaków.
 -Uśmiech!- zawołał fotograf, strzelając nam fotkę.
   W tym samym momencie Niall uśmiechnął się złośliwie i ścisnął mojego kolegę przez spodnie. Przeszły mnie przyjemne dreszcze i mogłem się tylko spodziewać jaką miałem minę. Blondyn tylko zachichotał i zmył się gdy miał okazję, atakując Liam'a balonem. Trudno, policzę się z nim później.
   Po skończonej sesji obejrzeliśmy wszystkie zdjęcia i usuwaliśmy te najgorsze. oczywiście chłopcy wybuchli śmiechem widząc moją minę na zdjęciu którą Li nazwał 'chwilą uniesienia'. na szczęście tylko ja i Niall znaliśmy źródło.
   Po pracy postanowiliśmy wszyscy że idziemy na miasto, gdzie skończyliśmy w pobliskim parku.
 -chłopaki ja się zbieram, bo obiecałem mamie i znajomym że przyjadę do Mulingar jak tylko będziemy mieć wolne- odezwał się po jakimś czasie irlandczyk.
 -Jasne. Miłego odpoczynku- odparł Liam.
   Pożegnał się pokolei ze wszystkimi przytulasem oprócz mnie.
 -My się jeszcze spotkamy w domu- puścił mi oczko.
 -Oczywiście- uśmiechnąłem się szeroko.
   Nialler poszedł, a my ruszyliśmy dalej parkową alejką.
 -Co robimy?
 -Idziemy do nas?- zaproponował Harry.
 -jasne. teraz nie mam co robić bo Andy przyjdzie dopiero jutro, a Dan* jest na wyjeździe.
 -Ja z Louis'em wyjeżdżamy jutro do swoich rodzin.- odparł Hazza.
 -ej, to tylko ja nic nie zaplanowałem?- zdziwiłem się.
 -Zawsze możesz się do nas dołączyć- zaproponował Payne.
 -świetnie, przynajmniej nie będzie tak nudno jak z tymi snobami- powiedziałem teatralnie wskazując na Larry'ego.
 -Sugerujesz mi coś?- zawołał oburzony Lou.
 -Yeah- odpowiedziałem ze śmiechem, chowając się z Li.
    I tak mnie to nie uchroniło przed przyjaciółmi. Louis przy pomocy Harry'ego wrzucili mnie do pobliskiego jeziora.
 -Cholera!! Pogięło was?!- krzyknąłem wychodząc na brzeg- jak ja teraz w ogóle wyglądam?!
 -Spokojnie przeżyjesz- zachichotał Lou.
 -Wy i te wasze powalone pomysły! jest dopiero połowa marca!- warknąłem trzęsąc się z zimna
 -Trzymaj- podszedł do nas  Liam, podając mi swoją ciepłą kurtkę.
 -Dzięki- odparłem, okrywając się nią.
 -Lepiej chodźmy do domu- zaproponował Louis z lekką nutką winny.
   Za zadość uczynienie zażądałem dwóch kubków gorącej czekolady i przebrałem się w suche ciuchy Hazzy.

   [Wieczorem]

   Niall wyjechał już kilka godzin temu. Leżałem sam w pokoju i rozmyślałem nad życiem, kiedy dostałem sms'a. Zdziwiłem się że to nie Nialler, tylko mój przyjaciel z Bradford, Danny.

 'Co tam Malik? Kiedy masz wolne? :)'
 
  'Hej! Po staremu, dużo akcji, śmiechu i zabawy. Wylądowałem dzisiaj w jeziorze, Lou i Harry mnie wepchnęli. Akurat mam tydzień wolnego'

 'Haha! szkoda że tego nie widziałem! Chociaż...może zobaczę w jakieś gazecie czy coś :D'

 'Bardzo śmieszne :/ Musiałem później iść tak mokry przez pół Londynu!'

 'Już widzę jak fanki krzyczą: OMG! mokry Malik!'

 '...weź...byłem pośmiewiskiem, ale Liam skutecznie odwracał moja uwagę'

 'Haha!:) a tak w ogóle, kiedy przyjeżdżasz na stare śmieci? nudno tu bez ciebie'

 'To może ty do mnie wpadnij do Londynu?Mamy cały dom dla siebie'

 'A gdzie blondyn?'

 'Wyjechał do Dublina'

 'Ok to postaram się przyjechać po jutrze'

 'Spoko. Jutro i tak spędzam dzień z Liam'em i Andy'm- jego przyjacielem:) dobranoc'

 'wezmę jeszcze braciszka, będzie zachwycony :P dobranoc!'

   Już rawie odpłynąłem kiedy ponownie pojawił się ból całego ciała. Krzyknąłem, chowając twarz w poduszkę i wgryzając się w poszwę. Rozległ się dzwonek mojego telefonu.
 -Kurwa!- wrzasnąłem, wyginając się i już ledwo kontaktując.
   Tak jak poprzednio wszystko zniknęło po dłuższej chwili.
   Oddychając jak bym przebiegł 5 mil, sięgnąłem  telefon. Nieodebrane połączenie od Niall'a. Uspokoiłem oddech i oddzwoniłem.
 -Halo?
 -Przepraszam że nie odebrałem...nie miałem przy sobie telefonu- starałem się mówić normalnie.
 -Stało się coś?
 -Nie, a czemu pytasz?
 -Nie kłam, głos ci drży. Co jest?
 -Eh.nie mogłem odebrać, bo nie byłem w stanie...
 -Znowu ten ból?!
 -Tak...
 -Zayn...martwię się o ciebie.
 -Będzie dobrze, nie przejmuj się.
 -Ale ty cierpisz...
 -Taki już jest rak.
 -dzwoniłem bo miałem przeczucie że coś jest nie tak. Chciałem się upewnić.
 -Już wszystko w porządku, nie psuj  sobie przeze mnie wolnego.
 -Wcale  tak nie uważam. Jesteś dla mnie ważny, kocham cię.
 -Czuję się jak bym był dla ciebie ciężarem...
 -Co ty za bzdury gadasz?!Nigdy nie byłeś i nie będziesz dla mnie ciężarem.
 -Dziękuję, dziękuję że jesteś.
 -Zawszę będę- ziewnął.
 -Może idźmy już spać, bo słyszę że jesteś już zmęczony. Ja zresztą też.
 - Jak by co dzwoń, nie ważne która jest godzina. Po prostu dzwoń. dobranoc.
 -Dobranoc, kocham cię.
   Rozłączyłem się i przykryłem szczelnie kołdrą, zasypiając z uśmiechem na twarzy.


                __________________________________________________________

jeszcze raz sorry za opóźnienie :/ dzięki za komentarze pod ostatnim postem  :D przepraszam za wszelkie błędy.
jeden komentarz = więcej motywacji :)

Nie mogę uwierzyć że Nialler ma już 20 lat...tym bardziej do mnie nie dociera że JA od wczoraj mam 18 lat i dziwnie się z tym czuje :O

pozdrowienia:
Payne'owa (:

Nasz kochany wiecznie uśmiechnięty solenizant :D



a tu jak zwykle Ziall :P





piątek, 6 września 2013

!! Informacja !!

przepraszam ale chwilowo nie mam dostępu do mojego komputera dlatego następny rozdział pojawi się może w przyszły piątek. Jeszcze raz przepraszam :(

pozdrawiam:
Payne'owa (: