czwartek, 26 września 2013

Ziall -Rozdział VIII

Tydzień później]

   Wszedłem do domu, zamykając za sobą drzwi i zsunąłem się po nich, totalnie załamany. Po chwili zgiąłem kolana i oparłem nie łokcie chowając głowę. Mimowolnie rozpłakałem się.
 -Zayn? co się stało?
   Natychmiast podniosłem głowę, zaskoczony. Skąd się on tu wziął? Otarłem szybko mokre policzki i spytałem.
 -Co ty tu robisz? miałeś wrócić jutro.
 -Ale postanowiłem wrócić wcześniej, chciałem zrobić ci niespodziankę...zresztą nieważne. Co się stało?- nie dał za wygraną Niall.
 -Byłem na badaniach kontrolnych...nie były za dobre- wyszeptałem.
   Przykucnął, kładąc mi dłonie na kolanach i czekał cierpliwie.
 -Rak szybko się rozwinął...Niall, mam bardzo mało czasu- wyznałem.
 -Ile?
 -Dwa miesiące. Koncert w Manchester, będzie moim ostatnim...- odparłem, a po moim policzku spłynęła łza.
 -Stąd te bóle?
   Przytaknąłem głową.
   wstał gwałtownie i kopnął z całej siły w półkę na buty rozwalając ją.
 -Kurwa dla czego?!Dla czego rak mi cię odbiera?!- wrzasnął, po chwili jednak opadł na miejsce obok mnie i wtulił się we mnie, mocząc moją koszulę. Objąłem go ramieniem i oparłem brodę o jego głowę, zamykając oczy. Mimowolnie usnęło mi się...

[cztery dni później]

   Odkąd dowiedziałem się że zastało mi tylko dwa miesiące, przez pierwsze dni było mi z tą myślą  ciężko. Uwierzcie nie życzył bym togo nikomu, nawet najgorszemu wrogowi, by wiedział i czuł że umiera. Nie wiedziałem kompletnie co ze sobą zrobić. Rak stał się bardziej dla mnie rzeczywisty niż poprzednio. Bałem się umierania, nie bałem się śmierci. Ale miało być ze mną coraz gorzej.
   Moje i Nialler'a samopoczucie zauważyli już chłopcy. Tłumaczyliśmy to tym że przechodzimy "kryzys" w związku.
 -Niall... Nie możemy ciągle o tym myśleć- powiedziałem.
   Zbieraliśmy się rawie na odpisywanie płyt do centrum handlowego.
 -Masz rację. To bez sensu, marnujemy przez to tylko czas- westchnął po czym dodał- zabieram cię dzisiaj do kina.
 -Mam to traktować jako randkę?- uniosłem brew, mile zaskoczony
 -Jak najbardziej- musnął moje wargi swoimi.
   Splótł nasze dłonie i wyszliśmy na zewnątrz, ale kiedy doszliśmy do bramki, puściłem jego dłoń i  wyszliśmy na ulicę.

[wieczorem]

 -Niall, co ty na to żeby iść na nocny seans filmowy?- spytałem wskazując na plakat.
 -Jeszcze lepiej! Ok, to ja idę kupić popcorn i pepsi, a ty kup bilety- zgodził się podając mi  pieniądze- pamiętaj, to ja dzisiaj wszystko stawiam.
 -Jasne, rozumiem- wywróciłem oczami i ruszyłem do kas biletowych.
    Po kilkunastu minutach, usiedliśmy obładowani dwoma kubełkami popcornu i pepsi w najciemniejszym miejscu na widowni, licząc że zostaniemy niezauważeni. Ale cały szlak trafił w to kiedy puścili komedię i zaczęliśmy się z niej totalnie nabijać. Do tego zaczęliśmy si rzucać nawzajem popcornem. W końcu dziewczyna przed nami obróciła się żeby nas uciszyć, ale kiedy zobaczyła kto za nią siedzi, zaczęła piszczeć jak szalona. Efekt końcowy był taki, że wyrzucili nas i tę dziewczynę z kina. Ale wcale mi to nie zepsuło humoru.
 -Przepraszam, przeze mnie wyrzucili nas z kina- bąknęła zawstydzona bruneta.
 -Nie przejmuj się, prędzej czy później by nas też wywalili, bo cicho też nie byliśmy- uśmiechnąłem się- Jak ty w ogóle się nazywasz?
 -Christiana, w skrócie Chris-odparła.
 -Miło mi. My się nie musimy przedstawiać, tak?
 -Tak- zachichotała.
 -To co robimy?- spytał Niall- Jest pierwsza w nocy...
 -Spieszysz się gdzieś, Chris?- spytałem.
 -W sumie to w domu miałam być dopiero rano-stwierdziła.
 -No to zabieramy cię na pizzę! Oczywiście Nialler stawia.
 -Co?!
 -No co? Miałeś mi  dzisiaj za wszystko płacić, więc nie wziąłem portfela- wzruszyłem ramionami.- A Chris teraz samej przecież nie zostawimy...
 -Nie o to chodzi, Zayn! Przecież jest środek nocy, gdzie teraz znajdziemy jakąś otwartą pizzerię?- zdziwił się.
 -Ja znam- powiedziała cicho Christiana.
 -O widzisz? idziemy- zawołałem otaczając ramieniem dziewczynę.
  -No ok- mruknął i ruszyliśmy za wskazówkami dziewczyny.
 -Co jest Niall'owi?- spytała cicho brunetka.
    Spojrzałem na niego. Szedł za nami ze spuszczoną głową. Westchnąłem ciężko.
 -Pojedziesz przodem? zaraz do ciebie dołączymy- powiedziałem jej na ucho.
   Bez słowa przyspieszyła kroku, a ja się zrównałem z blondynem.
 -Co jest kochanie? Jeśli chodzi o dodatkowy wydatek, to oddam ci  kasę w domu- odezwałem się, chwytając go w pasie.
   Podniósł głowę.
 -Nie oto chodzi. Kasa nie jest dla mnie ważna. Ty jesteś dla mnie ważny. To miała być nasza randka- powiedział z wyrzutem.
 -Obiecuję że ci to wynagrodzę.
    Upewniając się ze Christiana nie patrzy, musnąłem czule jego usta.
 -Nie powinieneś...- zaczął ale mu przerwałem.
 -Jest wiele rzeczy których nie powinienem robić. jak na przykład kłócić się z managementem- wzruszyłem ramionami.
   Pociągłem go za rękę i pociąłem do naszej towarzyszki. irlandczyk szybko się rozkręcił i zaczął rozmawiać na luzie z Chris, a mi do głowy wpadł świetny pomysł. Harry powinien być zachwycony.
    Po kilkunastu minutach spaceru doszliśmy do pizzeri. Tam spotkaliśmy Lenę z brunetem.
 -Cześć Lena! Co tam u ciebie?- przywitałem się.
 -Hej!- uśmiechnęła się szeroko- tak w ogóle to mój chłopak Mat, Mat to jest Zayn, Niall i...
 -Christiana- dodała nasza towarzyszka.
 -Nowa znajoma? -spytała
 -Długa historia- odpowiedziała- póki co Niall stawia pizzę- wskazała kciukiem na blondyna, który szczerzył się od uch do ucha.
   Gdy tylko oddaliliśmy się od mojej znajomej w poszukiwaniu stolika, Niall nachylił się lekko ku mnie.
 -Wiesz, będziesz się musiał trochę namęczyć- zachichotał i ledwo zauważalnie musnął moją dłoń swoją.
   Jak gdyby nigdy nic, usiadł pod oknem przy stole.

 [Następny dzień]
 
   Obudziłem się na brzuchu, a na moich nagich plecach poczułem ciężar. Byłem pewny że to Nialler potraktował mnie jak swoją poduszkę.
 -Niall? Możesz ze mnie zejść?- spytałem niepewnie.
   Wymamrotał coś przez sen i przyległ do mnie mocniej, wywołując nieprzyjemny uścisk w żołądku.
 -Niall!- jęknąłem.
   Czułem się tak słaby i wyczerpany jak bym nie spał przez ostatnie dwie doby.
 -Hmm...?- mruknął.
 -Zejdź ze mnie, proszę - powiedziałem cicho.
 -Wszystko w porządku?-spytał, natychmiast się rozbudzając i odsuwając.
 -Muszę do łazienki- wymamrotałem.
   Blondyn zerwał się na równe nogi patrząc na mnie z troską. Zmusiłem się do wstania i pobiegłem do łazięki jak najszybciej się dało, ignorując ból brzucha. Zamknąłem szybko drzwi na klucz, pochyliłem się nad muszlą i zwymiotowałem.
 -Zayn?- usłyszałem za drzwi irlandczyka.
 -Jest ok, zaraz wyjdę, przygotuj się na wywiad- skłamałem.
 -Na pewno?
 -Tak - odpowiedziałem cicho.
   Po chwili znów zwymiotowałem. Oparłem policzek o zimne płytki podłgowe i zamknąłem oczy. Czułem się...okropnie. Jak wrak człowieka. Skąd ta nagła zmiana? Dlaczego umieranie musi być aż tak bolesne?
 -Zayneh...?Na pewno masz dość siły?-spytał Niall.
 -Dam sobie radę, nie martw się.- odparłem.
   Usłyszałem cichy dźwięk otwierającego się zamka. No tak, zapomniałem o dodatkowym kluczu. Po chwili drzwi otworzyły się.
 -Zayn!- zawołał i kucnął przy mnie.
   Otworzyłem niechętnie oczy, napotykając morski odcień tęczówek Nialler'a. Uśmiechnąłem się krzywo, czując kolejną falę bólu.
 -Nie pozwolę żebyś w takim stanie gdziekolwiek szedł- zdecydował.
 -Ale ja chcę i mnie nie powstrzymasz- mruknąłem słabo, ale zdecydowanie.
 -Musisz być aż tak uparty? Nie możesz chodź raz odpuścić?- powiedział zirytowany.
 -Nie bo chcesz mi odebrać rzecz, którą kocham! Naszą pracę!- odparłem.
 -To nie tak...spójrz na siebie!- nie dał za wygraną i podał mi lustro.
   Westchnąłem i spojrzałem na swoje odbicie, siadając po turecku. Miałem mocno podkrążone oczy, mętny wzrok, byłem blady i wyglądałem na wykończonego.
  -Wyglądasz okropnie, a jeszcze gorzej się pewnie czujesz! Nie wyglądasz normalnie, Rak cię wyniszcza...- wyszeptał tuląc mnie do siebie.
  -Jest dobrze,  jestem silny i dam sobie rade. Proszę...
  -Ale jak byś się gorzej poczuł to natychmiast daj mi znać- dał warunek.
   Kiwnąłem głową i wstałem przy pomocy blondyna. Uśmiechnąłem się lekko do niego i po chwili rozpocząłem poranną toaletę.

 [Po południu]

   -Malik możemy pogadać?
   Znikąd koło mnie pojawił się Liam. Kiwnąłem niepewnie głową.
 -Wiesz...mam wrażenie że ty i Niall coś ukrywacie przed zespołem- powiedział.
 -Zdaje ci się- wzruszyłem ramionami.
 -Mam inne wrażenie, no ale nie chcecie, nie mówcie- odparł- jak się w ogóle czujesz?
 -Jest ok- znowu skłamałem.
   W rzeczywistości tak źle się jeszcze nie czułem. Może to chwilowe? Mam nadzieję że szybko mi przejdzie bo za tydzień mamy koncert. Do tego postanowiłem się jakoś przyczynić, pomagając ośrodkowi w którym dzieci chorowały na śmiertelne choroby tak jak ja.
 -Wiesz, w kłamaniu to ty nie jesteś dobry.-zachichotał- ale mniejsza o to, załatwiłem 4 dni wolnego żebyś doszedł do siebie. ok?
 -Mam ochotę cię zamordować ale nie mam na to siły- warknąłem.
 -Jeszcze długie lata przed nami, zdążysz to zrobić niejednokrotnie- wyszczerzył się.
   Uśmiechnąłem się sztucznie. W jakim był błędzie! Nie miałem długich lat przed sobą a zaledwie powyżej miesiąca. To przerażająco mało. A ja jeszcze chciałem żyć...

                         ___________________________________________________


Z dedykacją dla mojej przyjaciółki Joli (:

pozdrowienia:
Payne'owa


1 komentarz:

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.