czwartek, 28 listopada 2013

Ziall- Epilog

(kliknijcie najpierw tu)

" Do Zayn'a Malik'a od Niall'a Horan'a "

 Kiedy poprosiłeś  mnie żebym zawołał wszystkich do twojej sali, zacząłem przeczuwać że to już koniec. Moje obawy potwierdziły się kiedy zacząłeś mówić jak bardzo nas wszystkich kochasz...i ten piękny ostatni słaby uśmiech, skierowany tylko dla mnie. Z moich oczu wytrysnęła fontanna łez. To były ostatnie minuty twojego życia...ten fakt uderzył we mnie z dwojoną siłą. Przed oczami zobaczyłem wszystkie piękne chwile z tobą, wspólny smutek i zmartwienia.Każde wygłupy i radości. Każde bezsensowne małe kłótnie i to jak się słodko złościłeś za bałagan jaki zrobiłem. Nasze wspólne upojne noce i każde, nawet najdrobniejsze pocałunki.
 -Na zawsze zostaniesz w moim sercu- wydusiłem całując się po raz ostatni w suche, spękane usta.
   I odszedłeś...zabierając ze sobą część mnie.
   Poczułem napełniającą mnie pustkę i rozpacz.
   Otępiały patrzyłem jak twoja matka w histerii  chwyta cię za koszulę szpitalną i szarpie twoim ciałem, jak by chciała wykrzesać z ciebie jeszcze jakieś tchnienie życia. Liam i Lou, też nie powstrzymując łez, zaczęli odciągać ją od ciebie, próbując jakoś uspokoić.
   Siedziałem tak na krześle i wpatrywałem się wciąż w twoją nieruchomą twarz. delikatnie dotknąłem policzka i przejechałem po nim. Nie wiem ile minęło czasu. Twoi rodzice, Liam i Louis już wyszli. Zostałem tylko ja, TY i Harry.Dotarło do mnie w końcu że już cię nie ma. Zacząłem krzyczeć żebyś wrócił,, Hazz próbował mnie też jakoś uspokoić. A później wszedł personel i zajęli się twoim ciałem, prosząc abyśmy wyszli. Hazz zmusił mnie do wstania i wyprowadził mnie. Już nie płakałem. Loczka przerażało to jaki byłem spokojny...może przez to że już nie kontaktowałem, nie potrafiłem na nikogo spojrzeć. Postanowili zawieść mnie do domu.
   Lou zabrał twoje rzeczy ze szpitala w torbie i zaniósł do twojego pokoju, coś do mnie mówiąc. Nie potrafiłem go zrozumieć...a może nie chciałem?
   Skuliłem się na kanapie w salonie i zacząłem się gapić bezmyślnie w czarny ekran telewizora, zciskając w dłoni kopertę...od ciebie. Prosiłeś abym ją przeczytał po tym jak już cię tu nie będzie. Ale na razie nie byłem w stanie tego zrobić.
   Razem ze mną w salonie usiedli chłopcy. Spędziliśmy tak całe popołudnie i wieczór w ciszy, by uczcić ciebie.

[trzy dni później]

   Na twoim pogrzebie, jako ostatni odszedłem od twojego grobu. Przez całą ceremonię, Liam otaczał mnie ramieniem, lekko przytulając. Było mi ciężko i chyba to ja najbardziej widocznie byłem przybity z naszej czwórki. Bardzo się o mnie troszczyli kiedy...umarłeś. Byli naprawdę kochani. Mówiłem ci że Li ze mną zamieszkał? Nie chciał żebym został sam.
   Kiedy wróciliśmy do domu, poszedłem do mojej sypialni i na szafce nocnej zobaczyłem twój list. Jeszcze do dzisiaj nie otwarty. Z drżącymi rękami rozdarłem kopertę i zacząłem czytać.
   To był testament i napisałeś tam kila próśb.
   Jedną już znałem, chciałeś żeby kontynuować karierę One Direction. Póki co zrobimy sobie długą przerwę i jeszcze nie wiemy kiedy wrócimy znów do pracy...ale wrócimy na pewno. Będziemy śpiewać-dla ciebie i fanów. Modest chciał nam znaleźć piątego nowego członka. Nie zgodziliśmy się.  Postawiłem się im w imieniu nas wszystkich. Będzie tylko nas czterech. I wiesz co? Chyba przejąłem twoją rolę Badboy'a. To teraz ja załatwiam wszystko z Magmentem. Jeżeli nam się coś nie podoba to ja mówię im to w twarz i uparcie dążę do tego żeby było po naszemu. Wiesz że twój pogrzeb chcieli zrobić po cichu? Nie pozwoliłem na to żeby fani i inni którzy tak bardzo ci byli wdzięczni i cię kochali, nie mogli wziąść udziału w twoim pożegnaniu. Powinieneś mieć przyzwoity pogrzeb, bo byłeś wspaniałym człowiekiem i pokazałeś że bycie sławnym i bogatym to wcale nie oznacza że trzeba być nadętym, nie pomagać i uważać się za o wiele lepszego od innych. Obaliłeś ten mit.
   I byłbym zapomniał...twoja "opowieść" jak prosiłeś, zaniosłem do drukarni. powinna już wyjść za cztery miesiące.

[trzy tygodnie później]

   Twoje rzeczy zostały wystawione na licytację i pieniądze z tego  poszły, jak sobie życzyłeś, na cele charytatywne dla ubogich ludzi w afryce i chore dzieci na całym świecie. Zostawiłem sobie kilka twoich rzeczy na pamiątkę...nie jesteś zły?
   Twoje pieniądze daliśmy na fundację dla tych chorych dzieci, którymi jakiś czas się opiekowałeś i daliśmy też trochę na studia dla twoich młodszych sióstr.
   Larry ujawnili się i Modest dał im spokój ze względu na twoją wcześniejszą interwencję.
   Staram się i powoli wracam do codzienności. Chłopcy też. Fani udzielają nam niesamowitego wsparcia.
   Będę silny. Tak silny jak ty byłeś do końca.
   Gdy będziesz patrzył na nasz zespół, fanów, ludzi których kochałeś-będziesz dumny jak nigdy. Wierzę w to.

                     ______________________________________________________

Przybywam do was z Epilogiem! Dziękuję za wszystkie komcie do tych czas i za tyle wejść *.*
Jak wam się podoba Midnight Memories? dla mnie jest boska*.*
Jak wspominałam wcześniej nowe opowiadanie o Harry'm i Jasmine pojawi się w styczniu bo wcześniej nie mam czasu. Cukiernia, święta, przyjaciele i zespół w którym śpiewam...mam nadzieje że rozumiecie. Bay!

Pozdrawiam :
Hayne'owa















piątek, 22 listopada 2013

Ziall- Rozdział XII

[5 dni później]

   Zrobiłem miejsce na moim łóżku szpitalnym, patrząc jak Harry montuje laptopa z kamerką i mikrofonem na swoich kolanach, siadając z mojej lewej strony.żył się Nialler opierając się plecami o moją klatkę piersiową, a ja objąłem go ramionami, całując w policzek. Liam usiadł po mojej prawej stronie, a Lou wszedł na poduszkę i siedział wyżej za nami.
 -Gotowi?- upewnił się Harry.
   Przytaknęliśmy i loczek uruchomił twitcam'a. przyciągnąłem bliżej siebie blondyna, kładąc mu głowę na ramię, tak że nasze policzki się stykały.
 -Witamy wszystkich!- zawołaliśmy równocześnie, machając do kamerki.
   Licznik wskazywał na rekordową liczbę fanów. Uśmiechnąłem się szeroko, czytając wiadomości.
 -Zayn Niall, dacie sobie buzi?- zachichotał Lou.
 -Nie sądzę żeby nasze czułości były na pokaz- wystawiłem mu język.
 -Ale fani tak bardzo proszą- dodał Li.
   Trąciłem nosem policzek irlandczyka, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
 -Co nam szkodzi- mruknął mi do ucha.
   Wywróciłem oczami i dałem się pocałować Niall'owi prosto w usta, przymykając oczy i czując przyjemne dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Na koniec, potarłem nosem o jego nos.
 -Twierdzą że wyglądacie słodko- zachichotał Harry.
 -Dzięki- mruknął Nialler, rumieniąc się.
 -Uwielbiam jak się rumienisz- wyszeptałem mu do ucha na co jeszcze bardziej spalił buraka.
   Zachichotałem, wtykając nos w zgłębienie jego szyi.
 -Dobra koniec tych czułości- odezwał się Liam.
 -A wiecie że Louis was podpuścił i nie było żadnej prośby o pocałunek?- wyszczerzył się Hazza.
   Lou trzepnął go w głowę żeby siedział cicho, ale loczek mu oddał i zaczęli się bić na żarty i ciągnąć za włosy. Laptop niebezpiecznie zachwiał się.
 -Nialler! łap laptop!- zawołałem.
   Irlandczyk bez wahania złapał szybko sprzęt w ostatniej chwili. Harry spadł z łóżka z głośnym jękiem.
 -I co się szczerzycie?-warknął w naszą stronę, wstając z podłogi.
   Tommo uśmiechnął się niewinnie sprawiając, że w policzkach lokowatego na nowo pojawiły się dołeczki.
   Do sali weszła pielęgniarka. Odchrząknąłem znacząco poprawiając się na łóżku. Pielęgniarka zgromiła nas wzrokiem.
 -To łóżko jest przeznaczone tylko dla pacjenta!- ochrzaniła nas.
 -Pani odpuści ten jeden raz...robię dla fanów ostatniego twitcam'a- uśmiechnąłem się smutno.
 -No dobra, ale tylko ten jedyny raz- zgodziła się. chłopcy przepraszam was na chwilę, muszę zmienić kroplówkę i morfinę.
 -Ok- westchnąłem i podałem jej dłoń z motylkiem.
   Podpięła mi do ręki odpowiednie kabelki i wyszła.
 -Jak widzicie nie najlepiej ze mną. Ale przynajmniej wszystko mam pozałatwiane.- odezwałem się- dzięki że mogłem śpiewać i tworzyć dla tak wspaniałych fanów jak wy. To były moje najlepsze 2 lata i 9 miesięcy w życiu. Robiłem rzeczy o których nawet nie śniłem. Kocham was. Każdego i każdą z osobna.
 -Zayn, jak ci się podobał album od fanów?- spytał Niall.
 -To jak to oglądałem i czytałem...jesteście niesamowici- uśmiechnąłem się.
 -Aż się poryczał ze wzruszenia- wyparował Harry.
 -Nieprawda!- zawołałem zażenowany.
 -Mam to nawet nagrane- zachichotał Louis.
   Odwróciłem się do niego posyłając mu mordercze spojrzenie i patrzyłem jak wymachuje zadowolony z siebie telefonem.
 -Radzę ci to skasować- warknąłem.
 -Czyli jednak się przyznał!- zawołał Liam który chwilę później został zrzucony przeze mnie na podłogę.
 -Ale się Malik wkurzył- zachichotał Hazza.
 -Spokój! Rozumiem że fanki były by w niebo wzięte, gdybyście się zaczęli lać, ale weźcie się ogarnijcie- zachichotał blondyn, czochrając włosy loczkowi.
   Ten w odwecie chciał go dźgnąć w żebra, ale osłoniłem go
 -Łapy przy sobie- pokazałem mu język.
 -Zakochana para! Ziall to niedotykalska para!- zaczęli nagle śpiewać Liam i Lou, a po chwili dołączył do nich Harry. Wywróciłem oczami i z powrotem położyłem Niall'owi głowę na ramieniu, czytając tweety.
   Lecz mój spokój nie trwał długo, bo zacząłem mieć rewolucje w brzuchu.
 -Cholera...- jęknąłem opadając na poduszki.
 -Co jest?- spytał niepewnie Liam.
 -Nie dobrze mi- wydusiłem.
   Payne wstał gwałtownie, wyciągając z pod łóżka czysty pojemnik na wymiociny, a Niall podał laptop Styles'owi, odwracając się do mnie przodem. Ja sam się nachyliłem nad pojemnikiem i jak ostatnio, zwymiotowałem. Tylko że tym razem pojawiła się...krew.
 -Kurwa! Louis! Biegnij po lekarza!- zawołał Li, a ja znów zwymiotowałem.
    Lou jak burza wypadł z sali. Położyłem się z powrotem na łóżku zamykając oczy.
 -Przykro mi ale to koniec twitcam'a. Damy znać jak wszystko wróci do normy- usłyszałem Harry'ego, a później cichy trzask zamykanego laptopa.
    Nagle poczułem potężny ból brzucha. Zwinąłem się i zacząłem ostatkiem sił krzyczeć. a później zemdlałem...

 [3 dni później]

   Było ze mną o wiele gorzej. Z ledwością piszę dalej. Jestem bardzo słaby, ręce mi się trzęsą, ale nie czuję żadnego bólu. Podobno miałem drgawki i takie tam oraz otarłem się znów o śmierć. Ale dlaczego umieranie tak długo trwa? Miałem już dość.
   Niall praktycznie w ogóle nie wychodzi z mojej sali. Widzę jak bardzo przeżywa to co się ze mną dzieje, ale nie mówi o tym na głos. Poświęca mi każdą chwilę, opiekuje się mną jak tylko może. Teraz akurat wyszedł po coś do jedzenie, zostawiając mnie samego. Chłopcy też wiele godzin ze mną siedzą i widzą jak się męczę. Cholera. Ja naprawdę nie chcę żeby widzieli jak cierpię.
 -Jestem!- powiedział blondyn zamykając za sobą drzwi.
 -Wesz...zastanawiam się ile jeszcze wytrzymasz ze mną- uśmiechnąłem się.
 -Będę aż do końca- odpowiedział.
   Położył  na półkę opakowania z chińszczyzną (ciekawe jak przekupił personel?) i pochylił się całując mnie czule w usta. Mimo że byłem słaby, oddałem pocałunek chwytając go za kark. Usiadł na skraju lóżka, a nasz pocałunek przeszedł w bardziej zachłanny i namiętny. Nagle rozległo się ciche chrząknięcie. Nialler odskoczył ode mnie jak oparzony. Przed nami stała pielęgniarka. Oboje spaliliśmy buraka.
 -Przepraszam ze wam przeszkadzam. Przyszłam ci zmierzyć ciśnienie  i zmienić kroplówkę Zayn.- odezwał się podchodząc do mnie.
 -Nic się nie stało- uśmiechnąłem się.
   o zrobionych czynnościach uniosła zaskoczona brew.
 -Powiedz mi...jak się czujesz? Boli cię coś?
 -Właśnie o dziwo nie. ale to chyba dobrze?- odpowiedziałem.
 -Tak.- uśmiechnęła się niepewnie i wyszła zamyślona.
 -Nie podoba mi się jej reakcja - mruknął blondyn patrząc przez okno.
 -Chcę się przejść po korytarzu!- powiedziałem zdecydowany.
 -Zayn... Masz na tyle siły?-zdziwił się.
 -Przynieś mi jedną kulę i możemy iść- uśmiechnąłem się szeroko.
 -Ok to poczekaj chwilę- zgodził się wychodząc z sali.
   Ja powoli wstałem z łóżka i podszedłem do lustra wiszącego na ścianie. Poskromiłem jakoś swoje włosy, kiedy do dali wszedł irlandczyk razem z Harrym, Lou i Liam'em. Ten ostatni trzymał kamerę. Niall podał mi kulę o chwycił moje lewe ramie. Wolnym krokiem ale jednak zacząłem iść o własnych siłach po szpitalnym korytarzu. Li szedł przodem nagrywając wszystko na co wywróciłem oczami myśląc jakie to debilne co własnie robi. Gadaliśmy jak dawniej o koncertach, piosenkach i fanach. I nagle potężny ból okolicy brzucha powalił mnie na kolana.
 -Cholera! Wiedziałem że to nienajlepszy pomysł!- zawołał Nialler.
   Hazza pobiegł po lekarza, a ja wyłem z bólu, widząc przed oczami czarne plamki. A później znowu straciłem przytomność.

 [następny dzień]

   obudziłem nad ranem. Teraz już w ogóle ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Wszystkie siły kompletnie mnie opuściły i w dodatku ten silny ból...otworzyłem ledwo oczy wydając z ciebie cichy jęk.
 -Zayn? Zaraz po proszę jakąś pielęgniarkę...- usłyszałem głos mamy.
 -pić...-wydusiłem słabo.
   Po chwili nachylił się nade mną Louis ze szklanką wody. Uniósł delikatnie moja głowę i przyłożył naczynie do moich ust, lekko przechylając.
   Cholera...nawet nie miałem siły sam się napić. Chłodna woda była dla mnie jak jakieś zbawienie. Westchnąłem z ulgą. Tommo uśmiechnął się do mnie z troską i odłożył szklanką na szafkę obok i usiadł.
 -Potrzebujesz jeszcze czegoś?- spytał.
   Ledwo zauważalnie pokręciłem głową i znów odpłynąłem w krainę Morfeusza.

 [kilkanaście godzin później]

   Obudziło mnie irytujące pikanie. Otworzyłem gwałtownie oczy spoglądając w bok. Byłem podpięty do urządzenia monitorującego pracę mojego serca. Napotkałem duże turkusowe oczy Niall'a intesywnie wpatrujące się we mnie. Nale uświadomiłem sobie że to już nie długo. Uśmiechnąłem się delikatnie do mojego chłopaka.
 -Niall mam do ciebie prośbę...- zacząłem.
 -Żadnego spacerowanie po szpitalu!- ostrzegł.
   Zachichotałem po czym westchnąłem.
 -mógłbyś sprowadzić chłopaków, moich rodziców i siostry?- spytałem cicho.
 - C-co?- spytał zaskoczony.
 -wszystko ok, tylko ich sprowadź jak najszybciej i podaj mi telefon, a i zeszyt z szuflady...
   Blondyn podał mi wymienione rzeczy i wyszedł z sali. Wszedłem po raz ostatni na twitter'a i wysłałem tweet'a:
       'Dziękuję wszystkim którzy byli ze mną aż do końca, oraz wam directiners za wsparcie. Kocham was'
   Telefon wypadł mi z ręki i roztrzaskał się o podłogę.

  [oczami narratora]

   Mulat włożył  fioletowy zeszyt z powrotem do szuflady.Do pokoju wrócił Niall z Harry'm i Li.
 -Wszyscy są w drodze- powiadomił Irlandczyk.
 -To dobrze- odpowiedział Zayn i uśmiechnął się słabo.
   Hazza pochylił się i pozbierał części rozbitego telefonu i położył je na szafce.
 -Zayn...- zaczął cicho Liam.
 -jest ok, siadajcie- odparł Malik.
    W pomieszczeniu czuć było lekkie napięcie, ale mulat zignorował to i zaczął normalnie rozmawiać z przyjaciółmi, chcąc wykorzystać ostatnie minuty jego życia. Godzinę później do sali weszli oczekiwani goście i usiedli naokoło łóżka chorego piosenkarza.
 -Pewnie przeczuwacie po co was wszystkich tu wszystkich sprowadziłem- powiedział cicho Zayn- czuję że to już koniec.
   Wszyscy siedzieli cicho nic nie mówiąc. Malik westchnął ciężko.
 -Chłopaki... mam prośbę. Nie kończcie kariery One Direction...- poprosił cicho- wiem że będzie wam trudno, ale proszę.- wziął głęboki oddech i zwrócił się do blondyna- Naprawdę mi ciężko...
    Niall położył dłoń na policzku swojego chłopaka i przejechał po nim czule kciukiem. Po chwili pocałował go w czoło.
 -Kocham was wszystkich. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście. A było tego wiele.- odezwał się znowu i  przysunął się bliżej Nialler'a szepcząc mu do ucha- w szafce jest list dla ciebie i zeszyt. Przeczytaj go po mojej śmierci...
     Młodszy chłopak skinął głową dając znak że rozumie. Pochylił się po raz ostatni nad Zayn'em i pocałował go czule w usta. Malik zaczął ostatecznie zamykać swoje oczy.
 -Na zawsze zostaniesz w moim sercu- wydusił irlandczyk już nie powstrzymując już swoich emocji i rozpłakał się.
    Zayn Malik odszedł pamiętany przez wielu ludzi i wielu z nich uważało go za swojego największego bohatera...


                     __________________________________________________________

No cóż to był ostatni już rozdział Ziall'a. Mam nadzieje że opowiadanie się podobało i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza:) przepraszam za wszystkie błędy. W przyszłym tygodniu dodam Epilog.
Co do dalszych losów tego bloga- Następne opowiadanie pojawi się zaraz na początku stycznia i będzie ono o Harry'm i Jasmine.

Do napisania w sobotę! :)
pozdrawiam:
Hayne'owa








piątek, 8 listopada 2013

Ziall- Rozdział XI

 [2 dni później]
 Otworzyłem powoli oczy i rozejrzałem się nieprzytomnie do okoła. Leżałem znowu w szpitalnej sali, podpięty do kroplówki, w nosie miałem cienkie rureczki. Na krześle obok spał Louis z podkulonymi pod siebie kolanami i był przykryty kocem. Próbowałem się poruszyć, ale byłem zbyt słaby, żeby nawet podnieść rękę. Patrzyłem więc z frustracją na sufit, aż w końcu Tommo obudził się. Uśmiechnął się szeroko, zrywając się z krzesła, widząc że odzyskałem przytomność.
 -Malik! W końcu się obudziłeś!- zawołał, po czym dodał, zanim zdążyłem coś zrobić-  zawołam lekarza!
   I wybiegł z sali, wracając o kilku minutach z moim lekarzem u którego pojawiałem się na badaniach kontrolnych przez ostatnie kilka miesięcy.
 -Długo postanowiłeś odpocząć- zażartował po czym dodał poważnie- Jak się czujesz?
 -Jak by przejechał po mnie czołg- wyparowałem, przymykając oczy.
 -I myślę że wiele się nie zmieni twoje samopoczucie- westchnął.
 -Panie doktorze...ja się już z tym pogodziłem...że umieram- powiedziałem zachrypniętym głosem- bo raczej już mi nic nie pozostało...
 -Rozumiem doskonale. pozwól że cię zbadam- odparł podchodząc do mnie i zdejmując ze mnie kołdrę.
   Przez następne kilka minut odsłuchał moje płuca, sprawdził wyniki na maszynie obok mnie i wyszedł. Zostałem sam na sam z Lou.
 -Dlaczego nam nie powiedziałeś?- spytał cicho.
 -Nie chciałem was martwić. Na samym początku mieli tylko wiedzieć moi rodzice. Ale Niall usłyszał moją rozmowę przez telefon, w tedy na tym balkonie. Później po pobiciu, pielęgniarka nieświadomie wygadała się o raku przy tej jednej fance. I tak dziwne że  udało mi się  to ukryć przed wszystkimi tak długo- westchnąłem.
 -Ale chyba ci teraz lepiej? że wszyscy wiedzą?
 -Zależy. są osoby, które wolałbym żeby nie wiedziały. Tak po prostu by było lepiej. A co do ciebie, chłopaków i fanów, to nawet nie miałem pojęcia ile mi potraficie  dać wsparcia i siły w tym wszystkim- powiedziałem szczerze.
 -Nigdy byśmy cię nie zawiedli. Ja bym cię nie zawiódł. Kocham się jak rodzonego brata, którego nigdy nie miałem- odparł- wiesz? zachowałeś się podobnie jak ja i i Harry z ukrywaniem naszego związku przed wami. Tylko z tą różnicą  że ty umierasz...
 -a wy będziecie żyli długo i szczęśliwie- zachichotałem- kiedy macie się zamiar ujawnić?
 -Nie wiem..boimy się  Modest'u i w ogóle...
 -Pieprzyć Modest. Fanów na pewno nie stracicie. Bo przecież ja i Niall jesteśmy oficjalnie parą- odparłem.
 -Może i tak. Ale Modest pewnie wam odpuścił tylko dla tego że za chwilę ...cię tu nie będzie- powiedział cicho.
 -Ale za ten czas zdążę z nimi pogadać. Nie mogą nie spełnić ostatniej prośby umierającego-wyszczerzyłem się.
 -Ty to zawsze coś wymyślisz- uśmiechnął się szeroko.
 -W końcu jestem Ten Zayn Malik, bad boy z Bradford, który jako jedyny potrafi walnąć w metalową szafkę otwierając ją- odpowiedziałem.
 -No ta, jesteś jedyny w swoim rodzaju- zaśmiał się.
   Uśmiechnąłem się poprawiając swoją pozycję.
 -Wiesz...zadziwiasz mnie- odezwał się po chwili.
 -czym?- uniosłem brew.
 -Rozmawiasz jak gdyby nic, żartujesz z tego że umierasz pomagasz, chodź sam potrzebujesz pomocy- wytłumaczył- jak ty to robisz, że mimo że jesteś taki słaby, nadal potrafisz przejmować się wszystkim, tylko nie sobą?
 -Nie mam pojęcia. taki już jestem- odpowiedziałem- wy też w jakimś stopniu pomagacie mi zapomnieć o tym.

[3 dni później]

   Odkąd wszyscy dowiedzieli się o mojej chorobie i o tym że leżę teraz w szpitalu, zaczęli się zjeżdżać, SMS-ować, dzwonić, by sprawdzić co u mnie. Z jednej strony to było to miłe że tak się mną przejmują, ale do czasu. bo kiedy chcę pobyć na chwilę sam z Niall'em, to zaczynało być uciążliwe i irytujące. Jak dzisiaj.
   Oglądaliśmy z Nialler'em spokojnie film na laptopie wtuliłem się w jego pierś, a on objął mnie ramieniem, mocniej przyciskając do siebie. Tak bardzo nie chciałem go zostawiać samego... podniosłem  głowę do gory i nachyliłem się mu niemu i gdy już byłem dosłownie 3 milimetry od jego ust, rozdzwonił się mój telefon. Westchnąłem wkurzony i sięgnąłem po telefon.
 -Halo?
 -Cześć Zayn! wiesz dowiedziałam się że masz raka i no...mogłabym do ciebie przyjechać?- usłyszałem Taylor Swift.
 -Że co?!
 -No tak...wiem że nie mogliśmy się jakoś lepiej zapoznać bo ta cała sprawa z Harrym i w ogóle...
 -Dlaczego chcesz przyjechać do mnie? czegoś tu nie rozumiem. jakoś specjalnie nie pawałaś do mnie sympatią.
 -Tak wiem...Byłam zazdrosna  twoje relacje z Harrym.
 -Sugerujesz mi coś?!
 -Nie skąd! No ale wiesz jesteś z Horanem...
 -I co z tego? ujawniliśmy się dopiero kila dni temu.
 -No cholera! Nie możemy o tym zapomnieć co?! porostu chciałabym wpaść do ciebie w odwiedziny
 -No nie wiem. zastanowię się.
 -N proszę! przyjdę z Ed'em.
 -Czyli to on kazał ci się zemną spotkać?
 -Ależ skąd! Ugh..tylko takie przyjacielskie odwiedziny po fachu no!
 -No dobra, ale kiedy?
 -Jutro o 17?
 -15, bo do 17 zamykają już oddział.
 -Ok, rozumiem. no to do zobaczenia
 -Cześć.
   Odłożyłem telefon i przetarłem oczy.
 -Kto to był?- spytał cicho Niall.
 -Taylor Swift. odwiedzin jej się zachciało- odpowiedziałem.
 -Żartujesz?! Co jej się stało?!
 -Nie mam pojęcia, ale przyjdzie jutro.- odparłem.
 -Ooo nie chciałbym być w jej skórze kiedy jutro natknie się na Harry'ego, a zwłaszcza Lou. Będzie w tedy co oglądać- zachichotał
 -jesteś wredny- odparłem rozbawiony.
 -oj tam. zwykła przyjacielska złośliwość- poprawił mnie i złączył nasze usta.
   po chwili pogłębił nasz pocałunek, drażniąc moje podniebienie, a ja wplotłem mu dłonie w farbowane blond pasma.

 [następny dzień]

   Siedziałem na łóżku, grając w karty z Li i Nialler'kiem, kiedy rozległo się ciche pukanie.
 -Proszę!- zawołałem.
   Do pokoju weszła nieśmiało Taylor, ciągnąc za sobą rudego osobnika. Na widok Ed'a od razu się szeroko uśmiechnąłem. Swift myślała przez chwilę że to na jej widok się ucieszyłem, ale szybko zgasiłem jej nadzieje.
 -Sheeran! jak ja cię dawno nie widziałem! co tam u ciebie?
   Blondynka wywróciła oczami i westchnęła ciężko.
 -Jest świetnie, czego nie mogę powiedzieć o tobie- powiedział smutnym głosem siadając na krześle obok mojego łóżka.
 -No cóż, racja, ale co ja mogę na to poradzić?- wzruszyłem ramionami- najwyraźniej tak miało być i już.
 -Jakoś nie mogę uwierzyć że za chwile cię tu nie będzie- dodał.
 -Musisz mnie dobijać? wystarczy mi to że muszę siedzieć tu z kabelkami w ręce- mruknąłem wskazując na kroplówkę i morfinę.
 -no tak. jak się w ogóle czujesz?- spytał.
 -w porządku, bywało lepiej- odparłem.
    Rozległo się zirytowane chrząknięcie. Spojrzałem na Tay, czekając na to co miała mi do powiedzenia.
 -Chciałam cię przeprosić że byłam taka niemiła w stosunku do ciebie- powiedziała cicho.
 -i?
 -wiem że mnie uważasz za jakąś stukniętą laskę czy coś...ale nie chce żebyś miał ze mną na pieńku, skoro już masz umrzeć- spuściła wzrok na swoje stopy.
 -Przyznaję że tym razem masz rację. Tak nie powinno być. Ja też przepraszam za swoje wcześniejsze zachowanie- odezwałem się po namyśle.
 -No więc...zgoda?-spytała niepewnie.
 -Zgoda- uśmiechnąłem się do niej szeroko- chodź z nami usiąść.
   Następna godzina minęła nam bardzo miło. Poznałem Taylor od tej innej ' miłej' strony. Rozmawialiśmy razem na wszystkie błahe tematy i co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem.  w końcu Taylor i Ed musieli już iść i pożegnaliśmy się grzecznie. Gdy już byli przy wyjściu drzwi się otworzyły i do sali wszedł Harry i Louis. W pierwszej chwili do nich nie dotarło kto przed nimi stoi, ale gdy tylko Hazz się otrząsną wrzasnął
 - Co ONA tu robi?!
 -Też cię miło widzieć Styles- prychnęła blondynka- widzę że wciąż masz przy sobie swojego kochasia.
 -Uważaj sobie! To MÓJ CHŁOPAK i nie obrażaj go!- zawołał ale zaraz zatkał sobie dłonią usta.
 -Ha! Wiedziałam! To ten idiota...
 -Zamknij się!- warknął wściekły.
 -Och czyżby biedny Tomlinson nie umiał się bronić i potrzebuje adwokata?- powiedziała z kpiną.
 -Nie powinno cię to obchodzić.- syknął.
 -Harry daj spokój- powiedział do niego cicho Lou.
 -Jeszcze nie tak dawno nie byłeś aż tak spokojny kiedy nakryłeś mnie i Harry'ego w jednoznacznej sytuacji- powiedziała.
 -Och jak mi przykro że Harry cię TYLKO WYKORZYSTAŁ, bo Modest mu kazał- odparował i uśmiechnął się gdy mina Swift zrzedła- po za tym to było zaplanowane. Fanki które ze mną były rozpowiedziały jak się 'kochacie'.
 -Ej! spokój! koniec tej kłótni!- zawołałem- Tay idź już lepiej...
 -No to cześć- powiedziała posyłając mordercze spojrzenie Louis'owi i Hazzie.
 -A! Taylor! Jeszcze jedno nie mów na razie nikomu o chłopakach- poprosiłem.
 -No dobra, ale tylko ze względu na ciebie- zgodziła się i wyszła.
 -Gratulacje chłopaki- uśmiechnął się do nich ciepło Ed i przytulił każdego po kolei.
    po chwili poszedł za Taylor
 -Od kiedy masz na nią taki wpływ? - zdziwił się Tommo.
 -Od dzisiaj- wyszczerzyłem się i wróciłem do gry w karty z chłopakami.

 [4 dni później]

   Obudziłem się gwałtownie. mój żołądek 'szalał', w dodatku przeraźliwie bolał.
 -Niall!- jęknąłem.
   Pozwolili blondynowi zostawać na noc i być przy mnie. Chwała Bogu że na to pozwolili bo sam ze sobą  bym sobie teraz nie dał rady. Irlandczyk wybudzony wcześnie rano, zerwał się na nogi, nie narzekając. wyciągnął skąś miskę i podał mi, a ja do niej kilka razy zwymiotowałem. Ale to nie był koniec. Przeszywał mnie ostry ból nie do zniesienia.
 -N-niall biegnij po lekarza- wydusiłem, znów wymiotując.
   Ukochany jak poparzony wypadł na korytarz i nie dbając o to ze kogoś obudzi, wrzasnął:
 -POTRZEBUJE LEKARZA!!
   Nagle zacząłem widzieć przed oczami czarne plamki. O nie...tylko nie teraz....
  -Zayn?- poczułem jak ktoś mną potrząsa.
 - Weźcie to ode mnie...to boli...-wychrypiałem, zamykając oczy.
 -Hej, Zayn, otwórz oczy słyszysz? zostań z nami! Zayn...
 -Proszę dajcie mi coś na ten cholerny ból!- wyjęczałem otwierając bardzo ciężkie powieki.
    Zobaczyłem przed sobą rozmazane kolory, a później pojawiła się ciemność.

 [następny dzień]

 -Nie mówili kiedy odzyska przytomność?- usłyszałem zdenerwowanego Liam'a.
 -Jeszcze nie wiadomo czy w ogóle się obudzi- odparł Harry.
   Nagle usłyszałem cichy płacz aż za dobrze mi znany.
 -Nie płacz będzie ok, słyszysz? może i będzie mu tam lepiej...- usłyszałem znów Li.
 -W-wiem ale i tak mi trudno...-wyszeptał Niall.
 -cii...obudzi się jeszcze, zobaczysz- zapewnił ciemny blondyn.
 -Nie dam rady bez niego...za bardzo go kocham- dodał- chyba nie wytrzymam jak znów zobaczę go pod elektrodami...
   No tak...jeszcze brakuje planowania mojego pogrzebu.
 -Niall, nie płacz ja wciąż żyje i was trochę pomęczę- powiedziałem ledwo słyszalnie i otworzyłem powoli oczy.
   To co mnie powitał to niedźwiedzi uścisk, ciemność przed oczami i wszech rozchodzący się zapach Wanilii. Czy ja kiedyś wspomniałem jak uwielbiam zapach Nialler'a?
 -Ty idioto! nie rób mi tego więcej!- wydusił, chowając twarz w moich włosach.
 -No wiesz to będzie trochę trudne, bo już teraz nie mam czym oddychać- odparłem chcichotając.
   Odsunął się natychmiast i uraczył mnie widokiem niesamowicie morskich tęczówek. Jego oczy wciąż były mokre, ale z oczu cisły mu się iskry szczęścia.
 -Nie płacz Sunshinne- wyszeptałem, ocierając mu policzki.
   w odpowiedzi, złapał moje policzki zaczął obcałowywać moją twarz, gdzie się tylko dało. Odsunął się na chwilę, przyjrzał mi się znowu i  wpił się gwałtownie w moje suche usta. Gdy skończył okazywać swoją radość zdołałem tylko wydusić:
 -Wow...
   Liam i Harry wybuchli śmiechem.


                                     _______________________________________________


 No cóż.... powoli zbliżamy się do końca opowiadania. szkoda że nikt nie komentuje :( ale dziękuję za tyle wejść *.* 
Jeden komentarz = motywacja do pisania
pozdrawiam:
Payne'owa (: