[cztery dni później]
chłopcy bardzo entuzjastycznie podeszli do zaproszenia na zlot fanów i natychmiast się zgodzili, o czym powiadomiłem Monic na twitterze na DM, zaraz gdy ją zaobserwowałem. Właśnie czekaliśmy z Niall'em przed domem na auto Louis'a. Stwierdziliśmy że pojedziemy jego autem, by zaoszczędzić paliwo co musi brzmieć dziwnie bo w końcu mamy kasy mnóstwo. No ale zawsze coś można zaoszczędzić mimo wszystko :D
Gdy dotarliśmy po Hyde Park, czekała na nas już Monic i Luna, uśmiechając się szeroko. Z daleka było widać ze były strasznie podekscytowane naszym przybyciem.
-Matko, na serio nie sądziłam że się pojawicie na tym spotkaniu- powiedziała na powitanie Luna.
-Też mi cię miło widzieć znowu- parsknąłem śmiechem.
-Cześć- przywitała się Monic- jestem Monic. Miło że przyjęliście nasze zaproszenie.
-Hej. Zawsze jak mamy czas to chcemy się spotkać z fanami. To więc gdzie reszta ekipy?- odezwał się Harry.
-W środku. Uprzedziłyśmy ich że przyjdziecie żeby...no wiecie, nie było jakiegoś zaskoczenia i zamieszania- powiadomiła nas.
-Dzięki. A więc może na początek powiecie nam co będziemy robić?- spytał Louis.
-No wiecie...najpierw pewnie będą chcieli wasze autografy i zdjęcia z wami, a później tak pogadać sobie, poznać się nawzajem. możemy się też przenieść później na koncert który się zaczyna koło 20. No w sumie to to jest taka walka między zespołami o pierwsze miejsce i rozgłos- zaczęła mówić Lena- Byłam na tym w tamtym tygodniu. Nieźle grają.
-A Jaki to gatunek?- spytał zaciekawiony Niall.
-Raczej mieszane. ale raczej przeważa rock i pop. ktoś jeszcze na pewno śpiewa reggae i rap- odpowiedziała.
-A tak apropos ile nas będzie?- spytał Liam.
-Z początku miało być nas do 30 ale wiele osób nie mogło przyjść, no i jest nas 18- odparła Monic'a.
-To i tak nieźle ludzi. wyczuwam zajebisty wieczór- powiedział Harry.
-Ale nie przesadzaj z alkoholem- uprzedziłem- jutro mamy pracę.
-No jasne. I tak nie pije w środku tygodnia- wzruszył ramionami.
-Nie trzeba alkoholu żeby dobrze się bawić! wystarczy nam Louis! to jest dopiero rozrywka!- zawołał Liam.
-Oh! Li, dzięki za reklamę! czuję się wyjątkowy!- zażartował szatyn.
Zaśmialiśmy się. Kilka minut później z daleka zobaczyliśmy małą grupkę fanów siedzących na trawie.
-No to jesteśmy na miejscu- powiedziała Luna.
-cześć wszystkim!- zawołałem.
wszyscy zerwali się na równe nogi i podeszli do nas podekscytowani i zaczęli się po kolei przedstawiać. W grupie również było chyba z 6 chłopaków. Miłe zaskoczenie. Po rozdaniu autografów i zrobieniu sobie zdjęć, usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy tak po prostu rozmawiać, jak starzy znajomi. ja aktualnie rozmawiałem z czterema dziewczynami i dwoma chłopakami. oczywiście największą uwagę zwróciła na siebie Harry Niall. Ughh...nie powiem jak bardzo byłem zazdrosny o Nialler'a kiedy widziałem jakie zakochane spojrzenia posyłały mu fanki. Nagle dostałem takiej ochoty jak nigdy by wykrzyczeć całemu światu że Niall Horan pochodzący z Mulingar z Irlandi wcale nie jest dla mnie tylko przyjacielem. Chciałem powiedzieć jak szalenie go kocham, że jest całym moim światem i nikomu go nie oddam. Chciałem go całować bez opamiętania przy wszystkich, mając w dupie wszystkich ludzi do okoła...przygryzłem wargę kiedy nawijał o czymś i prawie zwilżył językiem wargę. Śledziłem uważnie jego wargi, przypominając sobie ich cudny smak...
-Zayn...? wszystko ok?- usłyszałem.
To wystarczyło żebym natychmiast wrócił do rzeczywistości i szybko odwróciłem wzrok od ust blondyna, skupiając uwagę na moich towarzyszy.
-Tak, a czemu pytasz?- spytałem udając jak by nic się nie stało.
-Nie mogłeś oderwać wzroku od Niall'a- zachichotała Anne.
Mimo wolnie zarumieniłem się.
-J-ja...no ten...- bąknąłem.
-ktoś tu się zawstydził- zachichotała Britt.
-ehh...po prostu o tym zapomnijcie...zagapiłem się- powiedziałem.
-Zagapiłeś się...taaak...zżerałeś go wzrokiem- zachichotał Ben- nie wnikam co wy tam robicie.
-C-co?! Nie!- zaprzeczyłem gwałtownie.
-Nie musisz zaprzeczać, siedzisz w śród shiperów Ziall'a- odparła Nathalie.
-No ten...nie wiem co powiedzieć...-wydukałem zaskoczony.
-Po prostu powiedz czy Ziall jest prawdziwy?- spytał Max.
-Ehh...jak bym powiedział że nie to bym musiał skłamać, ale nie powiem też tak bo nie moge- powiedziałem.
-czyli potwierdziłeś. Nikt nie będzie o tym wiedział oprócz naszej szóstki- zapewniła Nathalie.
-Luna i Monic też już wiedzą- poprawiła ją Anne.
-Więc jesteście razem ale się ukrywacie bo Modest- stwierdził Ben- w sumie to nie wiem po co o to pytamy bo za mocne znaki dajecie, nawet nieświadomie.
-Przerażacie mnie waszą wiedzą i spostrzegawczością- odparłem, zerkając niewinnie na Nialler'a.
-To nie jest trudne. Jak mówiłam ostatnio z dziewczynami, zbytnio tego nie ukrywacie-rzekła Anne.
-Zayn...mam takie pytanie...- zaczął niepewnie Max.
-Tak?
-Wiem że to nie moja sprawa...ale co cię tak wkurzyło przed tym jak zostałeś napadnięty?- spytał nieśmiało.
-Wolałbym to zachować dla siebie. Może się kiedyś dowiecie ale nie teraz- odpowiedziałem.
-ok, jasne.- skinął głową.
-Tak w ogóle jakie macie hobby?- spytałem nagle.
-Ja uwielbiam strzelać. nawet jeżdżę na zawody strzeleckie- odparła Brittanie.
-Naprawdę?- zdziwiłem się.
Nigdy bym nie powiedział że ta drobna i niska dziewczyna może mieć takie zainteresowania!
[tydzień później]
Te dni przeleciały szybko i spokojnie. Wielkimi krokami zbliżał się koncert w Menhester. Zaczęliśmy mieć próby tuż przed show, a ja jeszcze w między czasie chodziłem do ośrodka pomagać. Chłopak którego poznałem przy moim pierwszym razie w tym budynku, zmarł w tę samą noc. Było mi bardzo smutno, bo rozmowa z nim wiele mi pomogła. Oczywiście obowiązkowo poszedłem na jego pogrzeb, co nie umknęło dziennikarzom. Chcieli się dowiedzieć za wszelką cenę co go ze mną łączyło. Doszło do tego że zaczęli mnie śledzić na każdym kroku, co zaczęło być coraz bardziej wkurzające, aż w końcu mimo moich starań, jakoś się dowiedzieli gdzie znikam na kilka godzin prawie codziennie. Do tego gazety zaczęły się rozpisywać o tym, snuć jakieś wnioski dlaczego to robię, że mam wielkie serce i to że chyba mam anoreksję bo zacząłem być przeraźliwie chudy. Swoją drogą...przez ostatnie dni zdążyłem schudnąć aż osiem kilo. To dużo...w końcu zauważyłem że jem coraz mniej i byłem coraz słabszy. Ale ukrywałem to przed Niall'em. Na silę zjadałem chociaż jedno danie z obiadu, kiedy nie widział zmuszony byłem do mimowolnego wymiotowania. praktycznie już cały czas bolało mnie całe ciało, ale na szczęście, nie aż tak bardzo i to też mogłem ukrywać. Co do przyznania się do wszystkiego, przemyślałem to i postanowiłem powiedzieć chłopakom i fanom o roku, na najbliższym koncercie w Manchester. Myślę że będzie dobrze.
Maggie jako jedyna zauważyła że jest mi coraz trudniej i powiedziała żebym już nie pomagał bo widzi ile mnie to kosztuje.
Do końca się nie poddam. muszę walczyć do końca i być silny..
Starałem się spędzać jak najwięcej czasu z przyjaciółmi i rodziną. Zarosiłem nawet mamę z siostrami na tydzień. Tata nie mógł przyjechać bo nie dali mu wolnego w pracy...szkoda.
Siedziałem właśnie w swoim łóżku kiedy na dole wszyscy oglądali telewizje. Byłem już zbyt zmęczony i stwierdziłem że idę spać...coś ostatnio nie najlepiej ze mną.
[8 dni później]
Uścisnąłem mocno moją mamę na pożegnanie.
-Na pewno nie odprowadzić was na dworzec?- upewniłem się.
-Tak, damy sobie radę. A po za tym widzę jak szybko się męczysz. Nie chce być powodem który cie wykończy- zażartowała.
-Myślisz że taka przejażdżka z wami mogła by mnie zabić? aż taki delikatny nie jestem- zaśmiałem się.
-Wszystko możliwe. Ok, to my idziemy, bo pociąg nam ucieknie i będziesz musiał znosić swoją mamę jeszcze przez jedną noc- uśmiechnęli się.
-Będę tęsknił- mruknąłem.
-Powtarzasz to już pięty raz! normalnie jak baba!- odezwała się Saffa wywracając oczami.
-Ej! nieprawda!- zaprzeczyłem, czochrając jej włosy.
-Prawda. a teraz wybacz mamy pociąg- wystawiła mi język i chwyciła ramie mamy ciągnąc ją w stronę taksówki- do kiedyś tam!
-Cześć!- zachichotałem pod nosem i zamknąłem drzwi frontowe kiedy tylko odjechały.
-Znowu sami- usłyszałem i poczułem mokre pocałunki na szyi- mam na ciebie ochotę od dawna, ale nie ładnie tak, kiedy za ścianą śpi twoja mama- wymruczał, wkładając mi ręce pod koszulkę.
Nie odpowiedziałem tylko dałem się ponieść bliskości z Niall'em.
Odwróciłem się do niego przodem, a on wpił się w moje usta, przypierając mnie do drzwi frontowych i wkładając mi kolano miedzy nogi. odrzuciłem głowę do tyłu czując jak ociera się o moje krocze. Z moich ust wyleciało ciche westchnięcie. irlandczyk szybko zaciągnął ze mnie podkoszulkę i zaczął całować moją szyję. przyciągłem go bliżej, sprawiając ze między nami nie było wolnej przestrzeni.
-Cholera, kocham cię, kocham!- krzyknąłem i chwyciłem go gwałtownie za włosy i pocałowałem namiętnie w usta- Jesteś tylko mój, słyszysz?
-Tylko twój- wymruczał zdejmując swoją koszulę i rzucając w kąt.
Przenieśliśmy się do salonu, nieprzerywając pieszczot. Zanim zostałem pchnięty na kanapę, zostałem pozbawiony spodni i bokserek. a sam Niall się rozebrał rzucając ubrania za siebie i całując mnie zachłannie. Długo nie utrwało kiedy wszedł we mnie gwałtownie. Jęknąłem przeciągle przymykając oczy z rozkoszy. blondyn nie szczędził sobie podniecających mnie dźwięków, poruszając szybko biodrami i stymulując mojego członka. Naprawdę w domu zrobiło się nagle gorąco. aż za gorąco. przejechałem ręką po plecach irlandczyka, zcierając z nich spływające kropelki potu, kiedy on mi szeptał czułe słówka na ucho. w końcu Niall krzyknął głośno, wyginając się. Chwilę później i ja doszedłem. Na koniec pocałowałem go delikatnie i wtuliłem się w jego ramiona, usypiany przez smyrające palce Nialler'a po moich plecach...
[tydzień później]
Nie spokojnie siedziałem w naszej garderobie, już ubrany. Nie najlepiej się czułem...nie miałem za dużo siły. Ostatni raz jadłem coś dwa dni temu- jakieś marne jabłko i od tego czasu, chodź bym chciał nie mogłem za cholerę się zmusić do jedzenia.
Dzisiaj nadszedł ten dzień, Nialler znał już cały plan.
Wyszliśmy za kulisy całą piątką . Byłem zestresowany jak nigdy. Znowu się bałem, ale tym razem ich reakcji. Zamknąłem na chwilę oczy.
-Zayn? Dobrze się czujesz?-spytał Harry.
-Chyba się przeziębiłem- skłamałem.
-Nie najlepiej wyglądasz-dodał Lou.
-Dam rade dzisiaj jeszcze zaśpiewać- zapewniłem.
Blondyn za ten czas zniknął w toalecie i właśnie wrócił. Pokolei zaczęliśmy wchodzić na scenę. Dzisiaj na serio czułem się o wiele gorzej niż zwykle. Czy aż tak bliski jest finał?
Starając się dać wszystko, wiedząc że to ostatni mój koncert, zaczęliśmy pokolei śpiewać Kiss You, One Thing, What Makes You Beatifull, Over Again. W końcu postanowiliśmy zaśpiewać stary cover z x- factora -Thorn. Niall co chwile patrzył na mnie z troską, jak bym miał zaraz zemdleć.Fani byli zachwyceni. Kiedy skończyliśmy śpiewać, przeszyła mnie fala ostrego bólu i poczułem mdłości.
Irlandczyk szybko się znalazł przy mnie.
-Muszę do łazienki- wyszeptałem.
Bez słowa podszedł do Liam'a i już po chwili zeszedłem za kulisy w towarzystwie Niall'a.
Gdy tylko wszedłem do łazienki, wszedłem do jednej z kabin i zwymiotowałem do ubikacji, stękając z bólu.
-Potrzebujesz jeszcze czegoś?- spytał cicho irlandczyk.
Nie odpowiedziałem tylko wyszedłem z kabiny i wypłukałem wodą usta, opierając się na chwilę o umywalkę. Po chwili jednak podszedłem do mojego chłopaka i przytuliłem się do niego.
-Dlaczego ciebie to musiało spotkać?- spytał retorycznie, ale i tak odpowiedziałem.
-Tak widocznie musiało być. Kocham cię...
Uśmiechając się delikatnie złączyłem nasze usta w słodkim pocałunku.
-Obiecaj mi że jak już mnie nie będzie, nie załamiesz się i ułożysz sobie z kimś szczęśliwe życie. Dla mnie jesteś najpiękniejszą i najlepszą osobą jaką spotkałem i tak mocno pokochałem- wyszeptałem opierając czoło o jego i zamykając na chwile oczy.
-Postaram się- odparł i musnął moje usta swoimi.
-Chodź, muszę im w końcu powiedzieć- splotłem nasze dłonie.
Wróciliśmy na scenę, gdzie Liam Louis i Harry odpowiadali na pytania z Twitter'a. Niall uścisnął mocniej moją dłoń, dodając mi tym otuchy.
-Chłopaki...muszę wam coś powiedzieć- powiedziałem cicho sprawdzając czy na razie jestem po za zasięgiem mikrofonów.
-O co chodzi? Źle się czujesz?- spytał Liam.
-Li...ja...ja nie jestem przeziębiony. Jestem śmiertelnie chory...umieram- wydusiłem spuszczając głowę i czekając na ich reakcję.
-Ś-śmiertelnie chory...? żartujesz...prawda?- odezwał się pierwszy Lou.
-Nie. Mam raka trzustki...zostało mi około 3 tygodni życia- odp wiedziałem.
-Ale..jak...dlaczego dopiero teraz o tym nam mówisz...? Od kiedy wiesz..?- zaczął jąkać się Liam.
-Od prawie pięciu miesięcy. w tedy kiedy co tak dużo wymiotowałem i później wylądowałem nieprzytomny w szpitalu- westchnąłem.
Harry usiadł na scenie, chowając twarz w dłoniach, by ukryć łzy. Na widowni rozległy się szmery, głośne rozmowy fanów. Li i Tommo zignorowali to i podeszli do mnie, mocno mnie przytulając, zaskoczeni tym jak bardzo stałem się kruchy i chudy. W końcu sięgnąłem o mikrofon, czując jak Nialler obejmuje mnie w pasie.
-Chciałbym wam powiedzieć wam o ważnej sprawach które ukrywałem do dzisiaj przed wszystkimi. Niewiele osób wiedziało że...że mam raka trzustki. Nie mówiłem nic, bo nie chciałem żeby ktoś się martwił i w ogóle...- poczułem jak zaczynają piec mnie oczy- Po drugie przyznaje oficjalnie że jestem z Niall'em. Jest moim wspaniałym chłopakiem. To właśnie on był praktycznie od początku kiedy się dowiedziałem o raku...chodź dowiedział się całkiem przypadkowo. Niall, dziękuję ci za tą troskę o mnie i pomoc w trudnych chwilach- zwróciłem się do blondyna patrząc mu prosto w oczy-Kocham cię.
Przytuliłem się znowu do niego i dyskretnie pocałowałem w szyję.
-Przepraszam...
Ruszyłem szybko za kulisy, mijając resztę zszokowanej ekipy i gościa z Modestu. Skierowałem się do mojej garderoby, ocierając z policzków cieknące łzy. Ledwo otworzyłem drzwi już trzeci raz mój brzuch przeszył ból i mimowolnie upadłem na ziemię. Czułem się totalnie wyniszczony przez chorobę, jak nigdy. Nie miałem nawet siły by usiąść, zwinąłem się w pozycję embrionalną, czekając aż ktoś przyjdzie, co stało się szybko.
-ZAYN!!- krzyknęli równocześnie Niall i Louis.
Podbiegli szybko i podnieśli mnie z trudem, bo nie mogłem samodzielnie choćby wstać na nogi i już po chwili płożyli mnie na kanapie w środku garderoby pochylając się nade mną.
-Zayn? Co się dzieje?- spytał niepewnie Lou.
Nie odpowiedziałem, tylko zacząłem niekontrolowane krzyczeć z bólu.
-Z nim jest źle, bardzo źle- wyszeptał załamany Irlandczyk.
-Dzwonię po karetkę- zdecydował Tomlinson wyciągając szybko telefon.
A później była tylko nieprzenikniona ciemność...
__________________________________________
piątek, 25 października 2013
poniedziałek, 7 października 2013
Ziall- Rozdział IX
[tydzień później]
W ciągu dwóch dni doszedłem do siebie, ale już nie byłem aż tak silny jak wcześniej. W sumie to wcale mnie to nie dziwi.
Przebrałem się szybko w ciuchy na scenę i zakradłem się od tyłu do Niall'a wskakując mu na plecy. Ukochany irlandczyk w ostatniej chwili odzyskał równowagę i trzymał mnie mocno za uda.
-Nie za wygodnie ci?- uśmiechnął się.
-Jest idealnie Sunshine- powiedziałem całując go w płatek ucha.
-Jesteście tak słodcy że zaraz się porzygam- skomentował nasze zachowanie Lou.
-Odezwał się aniołek. jak tam Noc? Zdaje się że słyszało was pół Dublin'u-odciąłem się.
Tommo oblał się rumieńcem.
-Hazza pewnie nie narzekał na brak atrakcji- dodał Nialler.
-Zamknijcie się- warknął pokazując nam środkowy palec, co wywołało u nas kolejną salwę śmiechu.
Zszedłem z Niall'a i ruszyliśmy na scenę. Wszedłem jako ostatni zaraz po Hazzie. Powitał nas entuzjastyczny krzyk fanów, a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki 'Kiss You'. Uśmiechnąłem się i zacząłem śpiewać swoją solówkę.
Postanowiłem dać troche rozrywki fanom i zacząłem dokuczać Harry'emu i Lou, zamieniać słowa w piosence. Na koniec zaśpiewaliśmy nasz cover z x-factor'a 'Kids In America'.
Stanąłem nieruchomo na scenie, lekko ruszając prawą stopą i śpiewając z szerokim uśmiechem:
"...Everybody live for the music go round!
Na na na na na na na sing!
Na na na na na na sing!
Na na na na na na na sing!
Na na na na na na na! "
Zacząłem skakać szalenie, równocześnie trochę tańcząc i przeciągając słowa. Pod koniec, Nialler skoczył mi na plecy i owinął nogi w okół moich bioder. Zacząłem się śmiać obracając się w okół własnej osi, aż straciłem równowagę i wraz z ostatnią zwrotką, runąłem na blondyna, który upadł na plecy. Jednak wciąż trzymając mikrofon w dłoni, zaśpiewałem do ostatniego słowa, na koniec, wybuchając głośno śmiechem razem z Niall'em.
-Kocham fanów z Dublina!- zawołałem radośnie przewracając się na brzuch-Sprawiacie że ten koncert jest niesamowity!
Odpowiedziały mi rozbawione piski fanów. Przeturlałem się z powrotem na plecy przybijając z roześmianym Irlandczykiem piątkę. Hazz zszedł na chwilę by użyć inhalatora bo dostał lekkiego ataku astmy, a szedł z nim Tommo. Posłałem w powietrzu bezgłośne 'Kocham cię' Horan'owi i w tym samym momencie przeszył mnie ostry, znajomy ból. Upuściłem mikrofon między mnie a Niall'a i zacisnąłem mocno powieki, skupiając się na tym, by stłumić jaki kolwiek dźwięk.
-Zayn, jeżeli chcesz możemy na chwilę zejść jak potrzebujesz -zaproponował lekko spanikowany Nialler.
Uścisnąłem delikatnie jego nadgarstek dając mu znać by się wstrzymał. Ból minął, a ja zaczerpnąłem głęboko powietrza, otwierając oczy.
-Już o wszystkim- zapewniłem go drżącym głosem.
Usiadłem, rozglądając się do okoła. Na szczęście moje zachowanie zauważyli tylko Liam i dziewczyna z pierwszego rzędu.
-Coś nie tak?- spytał niepewnie Li.
-Nie, wszystko ok- skłamałem.
Odszedł, podchodząc chwilę później do Louis'a który wszedł dopiero na scenę i zaczął coś do niego szeptać na ucho.
-To cię wykończy- powiedział cicho blondyn -jak długo masz zamiar to ukrywać? Li już coś podejrzewa...nie wygrasz z tym.
-Nie tutaj!- posłałem mu ostre spojrzenie.
[dwa dni później]
Przez następne kilka godzin po koncercie Niall próbował mnie namówić żebym w końcu powiedział wszystkim prawdę. Ale ja wiedziałem że to jeszcze nie czas. Chciałem się przyznać ale jeszcze nie teraz. Gdy w końcu dał mi spokój, patrzył na mnie zawiedziony za każdym razem kiedy nasze spojrzenia się spotykały, a do tego Liam i Louis zaczęli mi się dokładnie przyglądać. Cholera, coraz trudniej mi było ukrywać przed wszystkimi moją chorobę, a moje samopoczucie mi zbytnio nie pomagało.
Zirytowany tym wszystkim, zadzwoniłem do ośrodka dla dzieci z chorobami śmiertelnymi* i spytałem czy mogę jakoś pomagać przez jakiś czas opiekować się nimi. Dzisiaj miałem iść na pierwsze spotkanie i poznanie ośrodka. wszedłem na parter gdzie mieściły się wszystkie biura i stanąłem przed drzwiami z numerem 6. cicho zapukałem i czekałem aż usłyszałem ciche 'proszę wejść'. Niepewnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. przy biurku siedziała kobieta w średnim wieku, pochylona nad stertą dokumentów. Zamknąłem drzwi i usiadłem na krześle koło biurka. kobieta nawet nie podniosła wzroku. Odchrząknąłem znacząco.
-Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i dzwoniłem tu wczoraj popołudniu w sprawie...- zacząłem, ale mi przerwała.
-Witam.Miło że chce pan pomóc, chce poświęcić swój czas tym biednym dzieciom- kobieta uśmiechnęła się.
-Wiem przez co przechodzą, może mi ani wierzyć-odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok.
-Ktoś w rodzinie miał raka?- spytała.
-Ja mam raka- spojrzałem jej prosto w oczy.
Zmieszała się odwracając wzrok.
-Przykro mi...
-Nie chcę pani współczucia, bardziej przyda się ono tym chorym dzieciom- powiedziałem stanowczo- jeżeli mamy współpracować przez najbliższy czas, to może mówmy sobie po imieniu?
-Jestem za. Megan- podała mi dłoń.
-Zayn- uśmiechnąłem się.
-To może pokażę ci teraz ośrodek i poznasz naszych podopiecznych?- zaproponowała.
-Było by świetnie!
Nie kryłem tego, że byłem bardzo podekscytowany, tym że mogę się na coś przydać.
Wyszliśmy z gabinetu i ruszyliśmy korytarzem na schody. wyszliśmy na piętro budynku i kobieta otworzyła drzwi na oddział.
Co było dziwne, wcale tam nie było aż tak cicho. Co chwilę słychać było jakieś radosne krzyki, śmiechy i nawet kilka maluchów przebiegło koło nas bawiąc się w berka. Na moje usta wkradł się szeroki uśmiech.
-Mówiłam żebyście nie biegali!- zawołała za nimi o czym zwróciła się do mnie- na tym piętrze mają pokoje dzieci od 3 do 10 lat. rodziny przyjeżdżają do naszego szpitala nawet z okolic Londynu. Podobno mamy bardzo dobrą opinię, na temat opiekowania się chorymi. Myślę że pewna dziewczynka będzie w niebo wzięta na twój widok.
-Ile ma lat?- spytałem.
-Pięć...- odpowiedziała ze smutkiem.
Taka maleńka, a już musiała cierpieć...to nie w porządku! gdzie tu sprawiedliwość?!
Moje rozmyślania przerwał pisk, kiedy tylko weszliśmy do jednego z pokojów. poczułem silny uścisk w pasie. Drobna ruda dziewczynka spojrzała na mnie z zachwytem. przykucnąłem, a ona natychmiast przytuliła się do mnie, wykrzykując moje imię. objąłem ramionami jej maleńkie ciałko.
-Jak masz na imię?- spytałem.
-Luna- odpowiedziała, odsuwając się ode mnie.
Miała cudne duże zielone oczy.
-Jej! Dziękuję!- zwróciła się do swojej opiekunki.
Zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co chodzi.
-Pani Megan obiecała że cię poznam!- wytłumaczyła dziewczynka.
-Ah, no tak...- uderzyłem się lekko , otwartą dłonią w czoło.
Luna uśmiechnęła się do mnie uroczo i pociągła mnie w głąb swojego pokoju, którego dzieliła z najwyżej siedmioletnią blondynką, która właśnie czytała w skupieniu książkę. Uśmiechnąłem się od nosem i dałem się zapoznać rudowłosej, z dość dużą kolekcją zabawkowych kucyków.
Meg wycofała się po cichu, zostawiając mnie tam samego.
Później tuż przed kolacją, zabrała mnie na drugie piętro gdzie przebywali od 11 do 18 lat chorzy. Zaprowadziła mnie do czternastoletniego chłopaka, który był już w ostatnim stadium i był już tak wyniszczony przez raka, że musieli go karmić, bo nie miał siły. Bez słowa wziąłem od pielęgniarki miseczkę z zupą mleczną i zacząłem dawać chłopakowi do ust po łyżce. Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco i nagle przestałem się uśmiechać. Za niedługo to miało czekać mnie...już powoli czułem pewne trudności.
-Coś cię martwi?- spytał cicho
-To nic takiego- skłamałem.
-Przecież widzę- nie dał za wygraną.
-Ok...no więc...Ja się boję...też mam raka- wydusiłem zamykając oczy- ale nie powiedziałem o tym moim przyjaciołom...na razie. Wiedzą tylko moi rodzice, mój...chłopak i kilka znajomych fanek- zwierzyłem się- nie chcę żeby widzieli co robi ze mną ta choroba...
-Dobrze cię rozumiem. Ja już się z tym pogodziłem. Jeżeli będziesz miał przy sobie najbliższych przy sobie, lepiej to przejdziesz. Powiedz im.- poradził mi.
-Mam taki zamiar, ale jeszcze nie teraz...- mruknąłem.
-Będzie dobrze- uśmiechnął się słabo zamykając oczy i wzdychając ciężko.- mógłbyś zawołać pielęgniarkę? Źle się...czuję- poprosił.
-Oczywiście- odparłem i wyszedłem w poszukiwaniu jakiegoś pokoju pielęgniarek.
Po kilku minutach chciałem ponownie wejść do pokoju chłopaka, ale nie pozwolono mi już dzisiaj. Szkoda. Nawet się z nim nie pożegnałem. ruszyłem zapoznawać się z kolejnym nastolatkami. Spędziłem tam czas do wieczora. Z mnóstwem nowego doświadczenia wróciłem zmęczony do domu.
Niall czekał na mnie już z kolacją, ale jakoś nie miałem ochoty. grzecznie mu odmówiłem kanapek i zaciąłem go do mojego pokoju, wtulając się w niego i zasypiając.
[Rano]
Obudziłem się wcześniej niż Niall. Dochodziła 9. postanowiłem mu wynagrodzić wczorajszy wieczór, robiąc mu dzisiaj śniadanie do łóżka.
Po cichu wyszedłem z pokoju w samych bokserkach i skierowałem się do kuchni. zabrałem się zarobienie jajecznicy na bekonie smarowanie chleba masłem zrobienia świeżego soku w sokowirówce i pokrojenie pomidora z ogórkiem. kiedy wszystko ładnie poukładałem na tacce, wróciłem do mojego pokoju i postawiłem na chwilę śniadanie na szafce. wsunąłem się pod pościel i zbliżyłem się do słodko śpiącego irlandczyka. zacząłem delikatnie muskać ustami jego powieki, policzki i wargi mruknął coś przez sen i uśmiechnął się delikatnie.
-Wstajemy śpiochu śniadanie stygnie- wymruczałem mu do ucha po chwili usuwając z jego czoła pojedynczy kosmyk blond włosów.
powoli otworzył oczy i uśmiechnął się delikatnie. Pochyliłem się jeszcze raz znów całując do w usta. Tym razem oddał pocałunek kładąc mi rękę na karku,przybliżając do siebie bliżej i pogłębiając po chwili pocałunek. Jednak odsunąłem się. Spojrzał na mnie pytająco.
-Śniadanie- odparłem, sięgając po tacę i kładąc już na pół siedzącemu Nialler'owi na kolana.
Sięgnąłem po widelec i nabrałem jajecznicy, wkładając ją mu do ust. W końcu blondyn się uparł żebym też coś zjadł. Nie miałem wyboru chodź w ogóle czułem że jak coś zaraz zjem to polecę do Łazienki wszystko zwymiotować...co się ze mną działo? jak przewidziałem, pod pretekstem załatwienia potrzeby jak najszybciej poszedłem do łazienki i zwymiotowałem do ubikacji. Byłem cholernie głodny ale nie mogłem nic zjeść...może to tylko chwilowe?
Po południu wyciąłem go na spacer do parku, a później wpadliśmy do Liam'a. W końcu normalnie zjadłem u niego kanapki. spędziliśmy u niego cały wieczór, gadając o niczym i czytając artykuły na nasz temat przez co mielimy dużo śmiechu. Zanim wyszliśmy, przyszła Danielle zostając u Li na noc. Wracając do naszego mieszkania, utknęliśmy w lekkim korku i odeszło do naszego auta kilka fanów. Niall zagadał się z jednym chłopakiem i dziewczyną na temat ostatniego meczu piłki nożnej z udziałem Manchester Unated. ja natomiast zacząłem konwersację z trzema dziewczynami.
-No bo mamy taki pomysł żeby zrobić taki mini zlot fanów tu w Londynie. tak koło 30-40 osób. wpadlibyście? będzie fajnie!- zapewniała wysoka dziewczyna zafarbowana na kolor czerwony.
-A kiedy to będzie?- spytałem.
-za jakieś 4 dni. w hyde parku.- odpowiedziała szatynka.
-Postaram się namówić chłopaków, ale nie wiem czy czasem czegoś Modest w ostatniej chwili nie wymyśli i będziemy musieli iść na jakiś wywiad czy coś w tym stylu. ale myślę że będziemy.- odpowiedziałem.
-Było by świetnie!- zawołała druga brunetka.
-Ale jak by co to jak możemy wam dać znać jak byśmy nie mogli?
-Mogę dać swojego twitter'a, napiszesz mi najwyżej- odparła czerwonowłosa.
-Ok, to napisz mi- westchnąłem podając jej kartkę i długopis znaleziony w schowku.
Napisała szybko swojego Nicka i uśmiechnęła się szeroko
-Tak swoją drogą jestem Monic i jestem shipperką Larry'ego i Ziall'a- wyszczerzyła się.
-Miło mi- uśmiechnąłem się niepewnie.
-to jest ciekawe że Modest się uwziął na Lou i Hazzę a na was nie, jak widać że...no wiesz- dodała- za bardzo tego nie ukrywacie.
-I nawet nie zaprzeczaj- uprzedziła mnie blondynka.
Spuściłem wzrok zawstydzony. Cholera, czemu ja nie umiem kłamać w tej sprawie? zaczynam być taki sam jak Harry i to Niall zaraz będzie za mnie mówić.
-Myślę że i tak bym nie zdołał was przekonać- wzruszyłem ramionami.
-Nie przejmuj się, może i lepiej. To nic nie zmienia- odezwała się druga brunetka.
-Directioner forever, nie ważne co się stanie- zapewniła Monic.
-I jak was tu nie kochać?- westchnąłem uśmiechając się niewinnie.
-Nas się nie da nie kochać- wyszczerzyła się blondynka- a wracając do przedstawiania się, jestem Anne, a ona nazywa się Lena
Zachichotałem nie mogąc się powstrzymać.
-Znam już jedną fankę, która ma na imię Lena- przyznałem.
-Nie czasem ta bruneta z którą siedziałeś jakiś czas w parku?- spytała Anne.
-skąd wiesz?!- zdziwiłem się.
-Powinieneś być już przyzwyczajony do tego że dziennikarze strzelają wam fotki- wzruszyła ramionami
-chyba się nigdy nie przyzwyczaję- odparłem- czy to aż takie dziwne że czuje się zwykłym chłopakiem?
-W sumie to pewnie od pewnymi względami jesteś no ale wiesz dla nas jesteś nieźle utalentowanym, miłym, przyjaznym chłopakiem- stwierdziła Lena- dla mediów zwykłym towarem...
-Zayn ruszamy- odezwał się NIaller.
- No to cześć dziewczyny, dzięki za zaproszenie i i skrócenie siedzenia w korku rozmową- pożegnałem się uśmiechając się szeroko.
-Cześć!- odpowiedziały chórem.
Zamknąłem drzwi i pomachałem im.
-Trzymamy kciuki za Ziall'a!- zdążyłem usłyszeć jeszcze Monic i pojechaliśmy.
Uśmiechnąłem się szeroko i dałem blondynowi całusa w policzek a on dał mi na kolano dłoń uśmiechając się czule.
___________________________________________________
W ciągu dwóch dni doszedłem do siebie, ale już nie byłem aż tak silny jak wcześniej. W sumie to wcale mnie to nie dziwi.
Przebrałem się szybko w ciuchy na scenę i zakradłem się od tyłu do Niall'a wskakując mu na plecy. Ukochany irlandczyk w ostatniej chwili odzyskał równowagę i trzymał mnie mocno za uda.
-Nie za wygodnie ci?- uśmiechnął się.
-Jest idealnie Sunshine- powiedziałem całując go w płatek ucha.
-Jesteście tak słodcy że zaraz się porzygam- skomentował nasze zachowanie Lou.
-Odezwał się aniołek. jak tam Noc? Zdaje się że słyszało was pół Dublin'u-odciąłem się.
Tommo oblał się rumieńcem.
-Hazza pewnie nie narzekał na brak atrakcji- dodał Nialler.
-Zamknijcie się- warknął pokazując nam środkowy palec, co wywołało u nas kolejną salwę śmiechu.
Zszedłem z Niall'a i ruszyliśmy na scenę. Wszedłem jako ostatni zaraz po Hazzie. Powitał nas entuzjastyczny krzyk fanów, a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki 'Kiss You'. Uśmiechnąłem się i zacząłem śpiewać swoją solówkę.
Postanowiłem dać troche rozrywki fanom i zacząłem dokuczać Harry'emu i Lou, zamieniać słowa w piosence. Na koniec zaśpiewaliśmy nasz cover z x-factor'a 'Kids In America'.
Stanąłem nieruchomo na scenie, lekko ruszając prawą stopą i śpiewając z szerokim uśmiechem:
"...Everybody live for the music go round!
Na na na na na na na sing!
Na na na na na na sing!
Na na na na na na na sing!
Na na na na na na na! "
Zacząłem skakać szalenie, równocześnie trochę tańcząc i przeciągając słowa. Pod koniec, Nialler skoczył mi na plecy i owinął nogi w okół moich bioder. Zacząłem się śmiać obracając się w okół własnej osi, aż straciłem równowagę i wraz z ostatnią zwrotką, runąłem na blondyna, który upadł na plecy. Jednak wciąż trzymając mikrofon w dłoni, zaśpiewałem do ostatniego słowa, na koniec, wybuchając głośno śmiechem razem z Niall'em.
-Kocham fanów z Dublina!- zawołałem radośnie przewracając się na brzuch-Sprawiacie że ten koncert jest niesamowity!
Odpowiedziały mi rozbawione piski fanów. Przeturlałem się z powrotem na plecy przybijając z roześmianym Irlandczykiem piątkę. Hazz zszedł na chwilę by użyć inhalatora bo dostał lekkiego ataku astmy, a szedł z nim Tommo. Posłałem w powietrzu bezgłośne 'Kocham cię' Horan'owi i w tym samym momencie przeszył mnie ostry, znajomy ból. Upuściłem mikrofon między mnie a Niall'a i zacisnąłem mocno powieki, skupiając się na tym, by stłumić jaki kolwiek dźwięk.
-Zayn, jeżeli chcesz możemy na chwilę zejść jak potrzebujesz -zaproponował lekko spanikowany Nialler.
Uścisnąłem delikatnie jego nadgarstek dając mu znać by się wstrzymał. Ból minął, a ja zaczerpnąłem głęboko powietrza, otwierając oczy.
-Już o wszystkim- zapewniłem go drżącym głosem.
Usiadłem, rozglądając się do okoła. Na szczęście moje zachowanie zauważyli tylko Liam i dziewczyna z pierwszego rzędu.
-Coś nie tak?- spytał niepewnie Li.
-Nie, wszystko ok- skłamałem.
Odszedł, podchodząc chwilę później do Louis'a który wszedł dopiero na scenę i zaczął coś do niego szeptać na ucho.
-To cię wykończy- powiedział cicho blondyn -jak długo masz zamiar to ukrywać? Li już coś podejrzewa...nie wygrasz z tym.
-Nie tutaj!- posłałem mu ostre spojrzenie.
[dwa dni później]
Przez następne kilka godzin po koncercie Niall próbował mnie namówić żebym w końcu powiedział wszystkim prawdę. Ale ja wiedziałem że to jeszcze nie czas. Chciałem się przyznać ale jeszcze nie teraz. Gdy w końcu dał mi spokój, patrzył na mnie zawiedziony za każdym razem kiedy nasze spojrzenia się spotykały, a do tego Liam i Louis zaczęli mi się dokładnie przyglądać. Cholera, coraz trudniej mi było ukrywać przed wszystkimi moją chorobę, a moje samopoczucie mi zbytnio nie pomagało.
Zirytowany tym wszystkim, zadzwoniłem do ośrodka dla dzieci z chorobami śmiertelnymi* i spytałem czy mogę jakoś pomagać przez jakiś czas opiekować się nimi. Dzisiaj miałem iść na pierwsze spotkanie i poznanie ośrodka. wszedłem na parter gdzie mieściły się wszystkie biura i stanąłem przed drzwiami z numerem 6. cicho zapukałem i czekałem aż usłyszałem ciche 'proszę wejść'. Niepewnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. przy biurku siedziała kobieta w średnim wieku, pochylona nad stertą dokumentów. Zamknąłem drzwi i usiadłem na krześle koło biurka. kobieta nawet nie podniosła wzroku. Odchrząknąłem znacząco.
-Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i dzwoniłem tu wczoraj popołudniu w sprawie...- zacząłem, ale mi przerwała.
-Witam.Miło że chce pan pomóc, chce poświęcić swój czas tym biednym dzieciom- kobieta uśmiechnęła się.
-Wiem przez co przechodzą, może mi ani wierzyć-odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok.
-Ktoś w rodzinie miał raka?- spytała.
-Ja mam raka- spojrzałem jej prosto w oczy.
Zmieszała się odwracając wzrok.
-Przykro mi...
-Nie chcę pani współczucia, bardziej przyda się ono tym chorym dzieciom- powiedziałem stanowczo- jeżeli mamy współpracować przez najbliższy czas, to może mówmy sobie po imieniu?
-Jestem za. Megan- podała mi dłoń.
-Zayn- uśmiechnąłem się.
-To może pokażę ci teraz ośrodek i poznasz naszych podopiecznych?- zaproponowała.
-Było by świetnie!
Nie kryłem tego, że byłem bardzo podekscytowany, tym że mogę się na coś przydać.
Wyszliśmy z gabinetu i ruszyliśmy korytarzem na schody. wyszliśmy na piętro budynku i kobieta otworzyła drzwi na oddział.
Co było dziwne, wcale tam nie było aż tak cicho. Co chwilę słychać było jakieś radosne krzyki, śmiechy i nawet kilka maluchów przebiegło koło nas bawiąc się w berka. Na moje usta wkradł się szeroki uśmiech.
-Mówiłam żebyście nie biegali!- zawołała za nimi o czym zwróciła się do mnie- na tym piętrze mają pokoje dzieci od 3 do 10 lat. rodziny przyjeżdżają do naszego szpitala nawet z okolic Londynu. Podobno mamy bardzo dobrą opinię, na temat opiekowania się chorymi. Myślę że pewna dziewczynka będzie w niebo wzięta na twój widok.
-Ile ma lat?- spytałem.
-Pięć...- odpowiedziała ze smutkiem.
Taka maleńka, a już musiała cierpieć...to nie w porządku! gdzie tu sprawiedliwość?!
Moje rozmyślania przerwał pisk, kiedy tylko weszliśmy do jednego z pokojów. poczułem silny uścisk w pasie. Drobna ruda dziewczynka spojrzała na mnie z zachwytem. przykucnąłem, a ona natychmiast przytuliła się do mnie, wykrzykując moje imię. objąłem ramionami jej maleńkie ciałko.
-Jak masz na imię?- spytałem.
-Luna- odpowiedziała, odsuwając się ode mnie.
Miała cudne duże zielone oczy.
-Jej! Dziękuję!- zwróciła się do swojej opiekunki.
Zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co chodzi.
-Pani Megan obiecała że cię poznam!- wytłumaczyła dziewczynka.
-Ah, no tak...- uderzyłem się lekko , otwartą dłonią w czoło.
Luna uśmiechnęła się do mnie uroczo i pociągła mnie w głąb swojego pokoju, którego dzieliła z najwyżej siedmioletnią blondynką, która właśnie czytała w skupieniu książkę. Uśmiechnąłem się od nosem i dałem się zapoznać rudowłosej, z dość dużą kolekcją zabawkowych kucyków.
Meg wycofała się po cichu, zostawiając mnie tam samego.
Później tuż przed kolacją, zabrała mnie na drugie piętro gdzie przebywali od 11 do 18 lat chorzy. Zaprowadziła mnie do czternastoletniego chłopaka, który był już w ostatnim stadium i był już tak wyniszczony przez raka, że musieli go karmić, bo nie miał siły. Bez słowa wziąłem od pielęgniarki miseczkę z zupą mleczną i zacząłem dawać chłopakowi do ust po łyżce. Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco i nagle przestałem się uśmiechać. Za niedługo to miało czekać mnie...już powoli czułem pewne trudności.
-Coś cię martwi?- spytał cicho
-To nic takiego- skłamałem.
-Przecież widzę- nie dał za wygraną.
-Ok...no więc...Ja się boję...też mam raka- wydusiłem zamykając oczy- ale nie powiedziałem o tym moim przyjaciołom...na razie. Wiedzą tylko moi rodzice, mój...chłopak i kilka znajomych fanek- zwierzyłem się- nie chcę żeby widzieli co robi ze mną ta choroba...
-Dobrze cię rozumiem. Ja już się z tym pogodziłem. Jeżeli będziesz miał przy sobie najbliższych przy sobie, lepiej to przejdziesz. Powiedz im.- poradził mi.
-Mam taki zamiar, ale jeszcze nie teraz...- mruknąłem.
-Będzie dobrze- uśmiechnął się słabo zamykając oczy i wzdychając ciężko.- mógłbyś zawołać pielęgniarkę? Źle się...czuję- poprosił.
-Oczywiście- odparłem i wyszedłem w poszukiwaniu jakiegoś pokoju pielęgniarek.
Po kilku minutach chciałem ponownie wejść do pokoju chłopaka, ale nie pozwolono mi już dzisiaj. Szkoda. Nawet się z nim nie pożegnałem. ruszyłem zapoznawać się z kolejnym nastolatkami. Spędziłem tam czas do wieczora. Z mnóstwem nowego doświadczenia wróciłem zmęczony do domu.
Niall czekał na mnie już z kolacją, ale jakoś nie miałem ochoty. grzecznie mu odmówiłem kanapek i zaciąłem go do mojego pokoju, wtulając się w niego i zasypiając.
[Rano]
Obudziłem się wcześniej niż Niall. Dochodziła 9. postanowiłem mu wynagrodzić wczorajszy wieczór, robiąc mu dzisiaj śniadanie do łóżka.
Po cichu wyszedłem z pokoju w samych bokserkach i skierowałem się do kuchni. zabrałem się zarobienie jajecznicy na bekonie smarowanie chleba masłem zrobienia świeżego soku w sokowirówce i pokrojenie pomidora z ogórkiem. kiedy wszystko ładnie poukładałem na tacce, wróciłem do mojego pokoju i postawiłem na chwilę śniadanie na szafce. wsunąłem się pod pościel i zbliżyłem się do słodko śpiącego irlandczyka. zacząłem delikatnie muskać ustami jego powieki, policzki i wargi mruknął coś przez sen i uśmiechnął się delikatnie.
-Wstajemy śpiochu śniadanie stygnie- wymruczałem mu do ucha po chwili usuwając z jego czoła pojedynczy kosmyk blond włosów.
powoli otworzył oczy i uśmiechnął się delikatnie. Pochyliłem się jeszcze raz znów całując do w usta. Tym razem oddał pocałunek kładąc mi rękę na karku,przybliżając do siebie bliżej i pogłębiając po chwili pocałunek. Jednak odsunąłem się. Spojrzał na mnie pytająco.
-Śniadanie- odparłem, sięgając po tacę i kładąc już na pół siedzącemu Nialler'owi na kolana.
Sięgnąłem po widelec i nabrałem jajecznicy, wkładając ją mu do ust. W końcu blondyn się uparł żebym też coś zjadł. Nie miałem wyboru chodź w ogóle czułem że jak coś zaraz zjem to polecę do Łazienki wszystko zwymiotować...co się ze mną działo? jak przewidziałem, pod pretekstem załatwienia potrzeby jak najszybciej poszedłem do łazienki i zwymiotowałem do ubikacji. Byłem cholernie głodny ale nie mogłem nic zjeść...może to tylko chwilowe?
Po południu wyciąłem go na spacer do parku, a później wpadliśmy do Liam'a. W końcu normalnie zjadłem u niego kanapki. spędziliśmy u niego cały wieczór, gadając o niczym i czytając artykuły na nasz temat przez co mielimy dużo śmiechu. Zanim wyszliśmy, przyszła Danielle zostając u Li na noc. Wracając do naszego mieszkania, utknęliśmy w lekkim korku i odeszło do naszego auta kilka fanów. Niall zagadał się z jednym chłopakiem i dziewczyną na temat ostatniego meczu piłki nożnej z udziałem Manchester Unated. ja natomiast zacząłem konwersację z trzema dziewczynami.
-No bo mamy taki pomysł żeby zrobić taki mini zlot fanów tu w Londynie. tak koło 30-40 osób. wpadlibyście? będzie fajnie!- zapewniała wysoka dziewczyna zafarbowana na kolor czerwony.
-A kiedy to będzie?- spytałem.
-za jakieś 4 dni. w hyde parku.- odpowiedziała szatynka.
-Postaram się namówić chłopaków, ale nie wiem czy czasem czegoś Modest w ostatniej chwili nie wymyśli i będziemy musieli iść na jakiś wywiad czy coś w tym stylu. ale myślę że będziemy.- odpowiedziałem.
-Było by świetnie!- zawołała druga brunetka.
-Ale jak by co to jak możemy wam dać znać jak byśmy nie mogli?
-Mogę dać swojego twitter'a, napiszesz mi najwyżej- odparła czerwonowłosa.
-Ok, to napisz mi- westchnąłem podając jej kartkę i długopis znaleziony w schowku.
Napisała szybko swojego Nicka i uśmiechnęła się szeroko
-Tak swoją drogą jestem Monic i jestem shipperką Larry'ego i Ziall'a- wyszczerzyła się.
-Miło mi- uśmiechnąłem się niepewnie.
-to jest ciekawe że Modest się uwziął na Lou i Hazzę a na was nie, jak widać że...no wiesz- dodała- za bardzo tego nie ukrywacie.
-I nawet nie zaprzeczaj- uprzedziła mnie blondynka.
Spuściłem wzrok zawstydzony. Cholera, czemu ja nie umiem kłamać w tej sprawie? zaczynam być taki sam jak Harry i to Niall zaraz będzie za mnie mówić.
-Myślę że i tak bym nie zdołał was przekonać- wzruszyłem ramionami.
-Nie przejmuj się, może i lepiej. To nic nie zmienia- odezwała się druga brunetka.
-Directioner forever, nie ważne co się stanie- zapewniła Monic.
-I jak was tu nie kochać?- westchnąłem uśmiechając się niewinnie.
-Nas się nie da nie kochać- wyszczerzyła się blondynka- a wracając do przedstawiania się, jestem Anne, a ona nazywa się Lena
Zachichotałem nie mogąc się powstrzymać.
-Znam już jedną fankę, która ma na imię Lena- przyznałem.
-Nie czasem ta bruneta z którą siedziałeś jakiś czas w parku?- spytała Anne.
-skąd wiesz?!- zdziwiłem się.
-Powinieneś być już przyzwyczajony do tego że dziennikarze strzelają wam fotki- wzruszyła ramionami
-chyba się nigdy nie przyzwyczaję- odparłem- czy to aż takie dziwne że czuje się zwykłym chłopakiem?
-W sumie to pewnie od pewnymi względami jesteś no ale wiesz dla nas jesteś nieźle utalentowanym, miłym, przyjaznym chłopakiem- stwierdziła Lena- dla mediów zwykłym towarem...
-Zayn ruszamy- odezwał się NIaller.
- No to cześć dziewczyny, dzięki za zaproszenie i i skrócenie siedzenia w korku rozmową- pożegnałem się uśmiechając się szeroko.
-Cześć!- odpowiedziały chórem.
Zamknąłem drzwi i pomachałem im.
-Trzymamy kciuki za Ziall'a!- zdążyłem usłyszeć jeszcze Monic i pojechaliśmy.
Uśmiechnąłem się szeroko i dałem blondynowi całusa w policzek a on dał mi na kolano dłoń uśmiechając się czule.
___________________________________________________
Subskrybuj:
Posty (Atom)

