piątek, 28 czerwca 2013

Ziall- Rozdział II

Środa]

   Dzisiaj miałem to całe USG Dopplerowskie. Ciekawe co mi było? Mam nadzieję że nic poważnego.
   Co do wczorajszej sytuacji, nie miałem kiedy porozmawiać z Niall'em. Wciąż do mnie nie docierało że odwzajemnia moje uczucia. To było zbyt piękne żeby było prawdziwe.
 -panie Malik? Jest pan gotowy?- w drzwiach pojawiła się pielęgniarka
 -Taaak...proszę do mnie mówić po imieniu. Jestem Zayn- uśmiechnąłem się przyjaźnie.
 -Dobrze, Zayn. Musisz na to badanie jechać wózkiem.
 -Wózkiem?- zdziwiłem się.
 -No tak. Takie procedury- oznajmiła wjeżdżając do sali wózkiem inwalidzkim.
 -Ok, jak trzeba to trzeba- westchnąłem i usiadłem, dziwnie się czując pchany przez kobietę.
   Po zrobieniu USG wróciłem do sali. Miałem nadzieję że to nic poważnego, co wpłynie na moje dalsze życie i karierę. Jak bardzo w tamtym momencie się myliłem...
   Godzinę po badaniu, do mojej sali wszedł lekarz. był w podeszłym wieku jego włosy już siwiały, miał mnóstwo zmarszczek na twarzy i prostokątne okulary na nosie. Na nieskazitelnie białym fartuchu, zwisał stetoskop, a w rękach trzymał moje wyniki. Minę miał bardzo poważną. Usiadł obok mojego łóżka na krześle dla odwiedzających i spojrzał mi prosto w oczy.
 -Panie Malik...nie mam dobrych wiadomości o pańskim zdrowiu. Są bardzo złe.
 -To znaczy?- spytałem lekko zdenerwowany przygryzając wargę.
 -Ma pan zaawansowanego raka trzustki. Pojawiają się przeżuty, jest złośliwy.
 -Mam r-raka trzustki...?- zająknąłem się patrząc na niego otępiałym wzrokiem.
 -Przykro mi, ale tak- potwierdził- wszystkie objawy się zgadzają i zdjęcie USG.
 -Ale to da się wyleczyć czy coś...prawda?- spytałem.
 -Owszem, raka tego likwiduje się wycinając trzustkę w pierwszych dwóch miesiącach odkrycia. A pan choruje już około trzech i ma pan przeżuty- odpowiedział- można również zacząć terapię Chemią, ale nie wiem czy to się na coś zda.
 -Czyli ja...umieram?- wydusiłem.
 -Nie chcę panu robić niepotrzebnych nadziei. Umiera pan. Możemy na razie osłabić dolegliwości związane z chorobą do kilku procent, ale później one również przestają działać.- odparł.
 -A ile mi jeszcze zostało?
 -Myślę że około pół roku, ale dokładną diagnostykę  pokaże dopiero badanie EUS - powiadomił mnie.
 -A jak długo będę w stanie...śpiewać z zespołem?
 -Nie powiem  dokładnie. To zależy od tego jak rak szybko się rozwija i jak wielkie będą dolegliwości. Na koniec wrócą mdłości, bóle,  mocne zmęczenie i nawet może pojawić się to że nie będzie pan w stanie jeść. ale to dopiero będzie się działo stopniowo, gdy leki będą tracić na sile.- powiedział cicho- Będzie pan musiał się u mnie wstawiać co dwa tygodnie na kontroli.
 -Rozumiem...-mój głos lekko zadrżał.
 -Naprawdę mi przykro. jest pan bardzo młody...- wstał i skierował się do wyjścia, kiedy zatrzymałem go.
 -Czy może to zostać to na razie między mną a panem? Nie chcę na razie powiadamiać nikogo z bliskich- poprosiłem.
 -Oczywiście. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Przyślę za chwilę do pana pielęgniarkę, która weźmie pana na badanie EUS- zgodził się i wyszedł.
   Zostałem sam na sam z tą absurdalną wiadomością. "Mam Raka trzustki. Umieram. Na koniec będzie bardzo bolało..."- takie myśli przelatywały przez moją głowę tworząc bardzo czarne myśli. Co zrobi moja rodzina przyjaciele, a w szczególności Niall gdy się dowiedzą? Postanowiłem jeszcze przez jakiś czas trzymać swoje emocje na wodzy jak się dało co było bardzo trudne. Jadąc wózkiem na badanie(takie przepisy -,-) o mało się nie rozryczałem.

 [Wieczorem]

   Badanie EUS wykazało że zostało mi siedem miesięcy. To nie wiele, patrząc na rzeczy, które jeszcze nie zdążyłem jeszcze zrobić...gdy tylko zostałem sam wybuchłem niepohamowanym płaczem. Nawet najbardziej  silny psychicznie mężczyzna nie wytrzymał by i zrobił to samo co ja. Chociaż miałem ochotę jeszcze porozwalać rzeczy na około mnie, by dać upust emocjom, ale powstrzymałem się. To by była wielka głupota.
   Właśnie siedziałem zakryty po pas kocem z Niall'em i Harry'm grając w karty,którym wcisnąłem kit że nic mi nie jest że to zwykły wirus mnie złapał. Jutro już mnie wypuszczali, z mnóstwem leków, które musiałem niezauważalnie przemycić do domu, tak aby nie zauważył ich Nialler, tak jak ostatnio mój pamiętnik.
   Harry w końcu postanowił wrócić do domu, zapewniając że przyjedzie po mnie jutro w południe.
   Zostałem w końcu sam na sam z Horan'em. Spojrzał na mnie niepewnie. Posłałem mu najpiękniejszy i najcieplejszy uśmiech jaki umiałem. Tak mi było wstyd że okłamuje go stanem mojego zdrowia...
 -Niall...co do wczorajszej naszej rozmowy za nim nam przerwano...
 -To że lecimy na siebie nawzajem...?- wypalił rumieniąc się.
 -Czyli ty naprawdę...- nie dokończyłem, wpatrując się w piękne fiołkowe oczy przyjaciela.
 -Tak,Zayn- potwierdził.
 -To znaczy...jak bym teraz...cię pocałował...to by nie było niewłaściwe?- spytałem zacinając się.
 -Całkowicie właściwe- szepnął.
    Dopiero teraz zauważyłem że jesteśmy ku sobie pochyleni tak że między nami była niewielka przestrzeń. Z mojej głowy wyparowały wszystkie myśli, zostawiając tylko pustkę, gdy zatonąłem w błękicie jego tęczówek. Delikatnie dotknąłem jego policzka, muskając kciukiem jego dolną wargę, bojąc się że blondyn zaraz zniknie, a to okaże się jednym wielkim wybujałym snem. Nadal tu był i przysunął się bliżej, spoglądając na mnie nieśmiało z pod rzęs.
   Ciekawe czy jego usta smakują tak jak sobie to niejednokrotnie wyobrażałem?
   Oparłem swoje czoło o czoło Niall'a, chcąc zapamiętać tę chwilę jak najlepiej. Był taki śliczny i niewinny jak anioł...od kiedy ja wierzę w anioły? Nie mam pojęcia, ale on właśnie był jednym z nich.
   Bardzo powoli i prawie niezauważalnie dotknąłem jego warg ustami. Znowu je musnąłem tym razem pewniej i mogłem stwierdzić że smakowały jak najprawdziwsze brzoskwinie, soczyste i słodkie. Aż mi w głowie zawirowało, a serce zdawało się wyskoczyć z klatki piersiowej. Miałem nie małą chęć rzucenia się na niego. Kolejne muśnięcia, usta spragnione dotyku jego delikatnych warg. Nialler również zaczął się angażować w nasz pocałunek. Pocałunek za pocałunkiem.  Pożądanie za pożądaniem. Pragnienie za pragnieniem. Niall znalazł się na moim łóżku, kładąc ręce po obu stronach mojej głowy, a ja oplotłem go w pasie, całkowicie likwidując luki między naszymi ciałami. Przejechałem subtelnie po jego dolnej wardze, chcąc pogłębić pieszczotę, kiedy drzwi mojej sali otworzyły się z hukiem.
  Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
   Do środka wpadł roztargniony Hazza wcale nie zwracając na nas uwagi.
 -Widzieliście moje klucze od auta?! znowu je gdzieś zapodziałem!- zawołał.
 -Tu są głąbie-Niall wywrócił oczami rzucając kluczami w przyjaciela.- pojadę lepiej z tobą bo jeszcze zapomnisz jak się prowadzi.
    Zachichotałem.
 -Zbieraj się, idę odpalić silnik- rzucił ignorując poprzednią uwagę.
    Zamknął szybko za sobą drzwi.
 -Nie zanudzisz się gdy pójdę?- spytał farbowany.
 -Spokojnie mam jeszcze telefon i szkicownik- puściłem mu perskie oczko.
    Wstałem by się z nim pożegnać, a Nialler zdecydowanym ruchem przyciągnął mnie do siebie i namiętnie wpił się w moje usta, sprawiając że moje nogi zrobiły się miękkie. Wplotłem dłonie w jego miękkie włosy i oddałem pocałunek, po chwili odsunęliśmy się od siebie by zaczerpnąć oddech. Czułem euforię i podniecenie. o tak, ktoś na dole obudził się. Niall zachichotał widząc moją reakcję.
 -Idę, bo Harry zacznie się robić podejrzliwy, a wystarczy że o mało nas nie zobaczył całujących się- odezwał się i wyszedł.
   Po chwili wyciągałem telefon.

   'Przejdziesz się jutro ze mną na miasto?'

   Wysłałem do irlandczyka. Ledwo wyciągłem szkicownik i ołówek, kiedy dostałem odpowiedź.
   'Oczywiście:) Mam to traktować jako randkę? :P'
 
   'No pewnie! nie będziesz się nudził ;D'

   'Już się nie mogę doczekać xx'

   'Ja też :D dobranoc!'

   'Dobranoc :**'

   Głupia minka na końcu, a moje serce momentalnie przyspieszyło, przypominając sobie jego pocałunki...


 [Czwartek}

   Nie przespałem prawie całą noc, myśląc o mojej przyszłości. Jakie to dziwne mieć świadomość że się umiera...to takie nierealne. Jak by to mnie nie dotyczyło. Chociaż za nie długo miałem zostawić moich bliskich, przyjaciół i fanów...zaśpiewam na swoim ostatnim koncercie szybciej niż myślałem. Postanowiłem że będę korzystać z tych siedmiu miesięcy jak najlepiej. Bo co mi innego zostało?
 -Masz już wszystko?- spytał Nialler stojący w drzwiach.
 -Tak- powiedziałem wkładając ostatnią rzecz do torby i ruszając ku wyjściu.- Jedziemy do Nados! to szpitalne jedzenie jest paskudne...
 -Na pizzę- zgodził się blondyn puszczając mi oczko.
 -Fast food rządzi!- zawołałem.
   Wyszliśmy szybko ze szpitala, szturchając się nawzajem. Oblany słonecznym światłem z radością powitałem fanów, stojących na zewnątrz. Zatrzymaliśmy się przy nich dłużej, rozdając autografy, robiąc sobie z nimi zdjęcia i przy tym rozmawiając z nimi. Następnie Hazza podrzucił mnie i Niall'a pod nasz dom, a sam pojechał szybko do siebie tłumacząc że Lou pilnie go potrzebuje. Taaa z pewnością! :D
   Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi frontowe i zciągnęliśmy buty, przyssaliśmy się do siebie, kierując się powoli do salonu. Chwała że mieszkaliśmy sami!
   Pchnąłem irlandczyka na kanapę i znalazłem się nad nim całując go namiętnie. Nialler włożył mi ręce pod koszulkę i zaczął jeździć nimi po moich plecach. Jednak po chwili odsunął się.
 -Co z naszą randką?- spytał, przytulając mnie do siebie.
 -Pójdziemy, ale gdzie, to niespodzianka - odpowiedziałem zaciągając się zapachem jego perfum.
 -Proszę powiedz gdzie!- popatrzył na mnie słodkimi oczkami.
 -to nie działa na mnie. Niespodzianka- wyszczerzyłem się.
 -Nie dość że 'Bad Boy' to jeszcze tajemniczy...podoba mi się- mruknął.
 -Mi też się podobasz aniołku-odparłem.
 -Czyli jesteśmy razem?- upewnił się.
 -No ja myślę, kocie- szepnąłem całując jego szyję.
 -Lepiej tak nie rób...
 -Dlaczego?- spytałem zdziwiony.
 -Doprowadzasz mnie tym do szaleństwa- wytłumaczył obdarowując mnie krótkim pocałunkiem.
 -Ahhh...tak?- uśmiechnąłem się szeroko i odsłoniłem szybko jego brzuch.
   Pochyliłem się i zaatakowałem jego skórę, robiąc malinkę. Blondyn jęknął z przyjemności.
 -Zaaaayn!- zawołał.
 -Podoba ci się?
 -I to bardzo...ale myślę że to nie jest dobry pomysł...Modest...- odpowiedział.
 -A huj im do tego co robię- warknąłem.
   Nie zważając na protesty MOJEGO CHŁOPAKA, zacząłem robić kolejne malinki.
 -Jak Modest się dowie...
  -Na razie zajęty jest Larry'm- odparłem ściągając mu koszulkę- zawsze możesz powiedzieć że zrobiła ci to dziewczyna...
   złączyłem na chwilę nasze usta i po chwili przejechałem językiem, wzdłuż jego szczęki, docierając do ucha, które lekko przygryzłem, wywołując u Niall'a olejny przeciągły jęk. Spodobało mi się to. Połaskotałem go językiem w uchu, na co zachichotał.
 -Zaaaaayn...zciągnij koszulkę poz ją za chwilę z ciebie zedrę!- odezwał się.
 -To ją zdzieraj, czekam- zachęciłem go.
   Dwa razy nie musiałem powtarzać. Po chwili nie tylko nie miałem na sobie koszulki ale także Niall zdążył znaleźć się nade mną i przyssać się do szyi, robiąc sporą malinkę. Jęknąłem z przyjemności, jeszcze bardziej podniecony. Nie utrwała chwila kiedy zaczął dobierać się do moich spodni.
 -Wow, jaka brutalność zwierzaku!- zachichotałem.
 -Zwierzakiem to ja dopiero będę- odparł zciągając materiał z moich nóg.
   Zatrzymał się nad brzuchem, pieszcząc skórę mokrymi pocałunkami. Moje bokserki były już napięte do granic możliwości.
 -Niall- mruknąłem, mierzwiąc mu blond włosy- szalejesz z tą dzikością!
   Doprowadziłem go tym tekstem do nie pohamowanego śmiechu. Cały Nialler. Wtulił twarz w mój brzuch, łaskotając mnie oddechem. Wybuchłem śmiechem ponieważ w tym miejscu miałem największe łaskotki. I irlandczyk bezczelnie to wykorzystał.
 -Nialler! Hahaha! Zlituj się!- wydusiłem-Błagam! Hahaha...!
   Nagle przestał i wpił się namiętnie w moje usta, tym samym łapiąc mnie za krocze. Jęknąłem w jego usta, a on wykorzystując to ze rozchyliłem wargi wtargnął językiem, drażniąc moje podniebienie. Po chwili podjąłem jednak walkę o dominację.
 -Nawet nie wiesz jak mnie pociągasz, co kolwiek byś nie zrobił- wymruczał mi do ucha.
   po chwili zaczął ściągać zębami moje bokserki, aż w końcu zostałem zupełnie nagi. Zarumieniłem się lekko, ale irlandczyk w ogóle nie zwrócił na to uwagi, tylko zajął się moim kolegą, doprowadzając mnie na krańce szaleństwa. Tuż przed moim dojściem, spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się.
 -Kocham cię.
   W tym momencie zalała mnie największa fala nieziemskiej rozkoszy i wykrzyknąłem imię blondyna.
   Ale nie tylko to się wydarzyło w tym momencie.
   Rozległo się pukanie i do naszego mieszkania wszedł Louis.
   Niall zaskoczony, aż spadł z kanapy, a ja jednym ruchem zasłoniłem swoje krocze czerwonym polo Nialler'a, które było w pobliżu. Szatyn stał w drzwiach totalnie sparaliżowany widokiem z przed chwili. Horan był czerwony jak burak,a ja zastanawiałem się czemu w takiej chwili jak ta nie mogę stać się niewidzialny.
 -L-louis...? co ty tu robisz...?- wydusiłem w końcu.
 -Ch-chciałem spytać czy pójdziecie ze mną i Harry'm na miasto...ale widzę że jesteście nieco...zajęci- odparł dalej zszokowany.
 -My właściwie też mieliśmy iść...- powiedział cicho Nialler.
 -Właśnie widzę- Tommo w końcu doszedł do siebie.
 -Ugh...a mógłbyś iść na razie do kuchni? Zaraz przyjdziemy- poprosiłem.
 -Jasne gołąbeczki- zgodził się chichotając i zostawiając nas samych w salonie.
   Spojrzałem na Niall'a.
 -No to wpadliśmy- mruknąłem.
 -Prędzej czy później by się dowiedział. przynajmniej nie będziemy się tak z tym ukrywać jak on z Hazzą, chociaż i tak wszyscy o nich wiedzą- powiedział blondyn wstając z podłogi i pochylając się nade mną żeby musnąć moje usta.

     ___________________________________________________________________

heeeej!! kolejny rozdział za nami! mam nadzieję że podobał się wam jak poprzedni :D przepraszam za wszystkie błędy. Dzięki za wszystkie opinie dodające mi chęci na dalsze pisanie i za  ponad 6000 wejść *o* jesteście kochani! Nie wiedziałam że moje bazgroły będą miały takie zainteresowanie (:  4 KOMCIE  i kolejny rozdział w piątek za dwa tygodnie :D

pozdrawiam:
Payne'owa xx




piątek, 14 czerwca 2013

Ziall- Rozdział I

[Niedziela]

   Wszedłem szybko do łazienki i zamknąłem drzwi na klucz. Podszedłem do mini wieży stereo, która stała na półce i włączyłem głośno piosenki The Script. O tak! uwielbiałem ich Miłością do tego zespołu zaraziłem również resztę chłopaków. Zacząłem "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi
 -Malik kurwa! ścisz to albo cofnę pozwolenie na mini wieżę w "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi. łazience!-wrzasnął Niall.
   Jak wiecie dzielę mieszkanie z Nialler'em mieszkanie. Tak jest po prostu lepiej, nie jest aż tak nudno. Ale są też minusy tego. Zresztą Lou i Harry też mieszają razem..ups...wkopałem ich! zapomnijcie o tym! Ale swoją drogą wielu z was wieży w Larry'ego Stylinson'a. Ja z Niall'em również. A z Liam'em to nie mam pojęcia jak jest...nie pytałem. No ale póki co, moi przyjaciele wypierali się ich "romansu" i twierdzą że to tylko "Bromance"...taaak z pewnością każdy z was słyszał o tej bajeczce, ale ja im w 100% nie wierzę. Otóż mam swoje powody. Jeden jest taki że niechcący wpadłem na nich po koncercie i byli sobą baaardzo zajęci, więc po cichu się wycofałem i nikomu o tym nie wspominałem.
   Blondyn znów zaczął walić pięścią w drzwi.
   Wywróciłem oczami i przewiązałem się niestety krótkim ręcznikiem w pasie i otworzyłem drzwi, wyparowując:
 -To zemsta za wczorajszy koncert Bieber'a! Po za tym jak mi zabierzesz wieże to ja później będziesz słuchał swojego ulubieńca?
 -W takim razie ja ci połamię płytę The Script!- zagroził, stojąc przede mną i marszcząc zdenerwowany nos.
 -Nie zrobisz tego, za bardzo lubisz ten zespół- powiedziałem pewnym głosem.
 -Ok, racja. Tylko się nie zdziw jak fani zaczną podziwiać twoje fotki z dzieciństwa- odpyskował.
   O szlak! Tego posunięcia nie przewidziałem...miałem mnóstwo dziwnych fotek z tamtego okresu.
 -Nie zrobisz tego!- jęknąłem.
   Wyszczerzył się, mierząc mnie z góry na dół z błyskiem w oku. Lekko się zarumieniłem.
 -No dobra ale to ostatni raz- odparł i odszedł zadowolony z siebie.
   Zamknąłem szybo drzwi i oparłem się o nie, odreagowując.
   Nie wspominałem o tym wcześniej, ale...no...zabujałem się w tym seksownym...Irlandzkim blondynie...i nigdy się o tym nie dowie! NIGDY! nie dopuszczę do tego.
   Nagle rozbolał mnie brzuch i mnie zemdliło. Szybko dopadłem  muszlę klozetową i zwymiotowałem.
   Czyżbym się zatruł nową potrawą Horan'a?
  I ten potworny ból brzucha...a przecież jutro mamy wywiad!
   Po kilu minutach wymiotowania odpuściłem sobie w końcu prysznic i poszedłem do pokoju, wchodząc do łóżka i zakrywając się całkowicie kołdrą. Nie utrwało kilkanaście minut kiedy do pokoju wpadł Niall.
 -Zayn, przejdziesz się ze mną do Nados?- spytał.
 -Nialler, nie dzisiaj, źle się czuję- odmówiłem, mimo że miałem wielką ochotę z nim iść.
 -Co się dzieje? - spytał z troską.
 -Chyba się czymś zatrułem- odpowiedziałem, wychylając się z pod pościeli
 -Aha. Jak się jutro będziesz się nadal źle czuł, to idź do lekarza po wywiadzie, ok?- powiedział.
 -Nie przesadzaj, to tylko wymioty. Zaraz mi przejdzie- westchnąłem wywracając oczami.
   Ale z drugiej strony to słodkie że tak się o mnie troszczył...
 -A skąd wiesz? może to jakiś tasiemiec do dupy ci się dobiera!- zażartował.
 -A idź ty!- zawołałem, rzucając w niego poduszką, którą miałem pod ręką.

[Poniedziałek]

   Jechaliśmy samochodem Louis'a na dzisiejszy wywiad w radiu  "BBC 1". Ukradkiem 'lampiłem' się w obiekt moich westchnień, kiedy nagle znów mnie zemdliło.
   Co jest do cholery?!
  Kopłem Nialler'a w kostkę ledwo powstrzymując się od zwymiotowania na wykładzinę samochodu.
 -Louis! Zatrzymaj natychmiast auto!- krzyknął blondyn, a gdy tylko zjechaliśmy na pobocze otworzyłem szeroko drzwi i wychyliłem się wymiotując.
 -Zayn? Dobrze się czujesz?- spytał niepewnie Liam.
 -Właśnie nie wiem co się dzieje... chyba złapałem jakiegoś wirusa- odparłem biorąc od Harry'ego chusteczkę, by wytrzeć usta.
 -To może idź dzisiaj do lekarza.
 -Też mu to wczoraj mówiłem- powiedział irlandczyk.
 -To już od wczoraj wymiotujesz?!- zawołał Louis.
 -Taaak...ale naprawdę mi nic nie jest. pójdę dzisiaj do lekarza- zapewniłem.
 -No mam nadzieję. Iść z tobą? - spytał Li.
 -Nie. Nie jestem dzieckiem.- i chwilę później znów zwymiotowałem.
 -Słuchaj, Malik może sobie dzisiaj odpuścisz ten wywiad? Nie najlepiej wyglądasz..- zaproponował Hazz
 -Mówiłem że nic mi nie jest!- zaprotestowałem, zamykając drzwi- Jedź Lou bo się spóźnimy.
 -Ok, ale jak byś znowu się źle poczuł  to mów- powiedział Tommo.
   Przytaknąłem, po chwili znów gapiłem się na zamyślonego Irlandczyka...

[wywiad]

   Usiedliśmy, grzecznie witając się z prowadzącym audycję radiową i słuchaczami. Nie ma to jak wywiad z samego rana.
 -A więc chłopcy, co wy na t żeby odpowiedzieć na kilka pytań od fanów?
 -Oczywiście. mogą pytać o wszystko- odpowiedziałem za wszystkich.
 -No dobrze. Dzwońcie więc pod radiowy numer:  954 687 564*! a teraz pytam was jak się wam dzisiaj spało?
 -Z chęcią nie opuszczałbym ciepłego łóżka, no ale praca czeka!- odpowiedział Niall.
 -Ja tam nie narzekam- odezwał się Lou.
 -Taaak- potwierdził Harry.
 -Wy to zawsze jesteście wyspani- skomentował Liam, ziewając.
 -Jak się robi twittcam'a o 4 rano to się później chce spać- zaśmiał się prowadzący- był u ciebie chyba twój przyjaciel Andy, tak?
 -Yeaah. Nocka przy obżeraniu się chips'ami i pepsi- wyszczerzył się.
 -Fani którzy "nie spali" byli zachwyceni- dodał facet.
 -Miło. z chęcią bym top powtórzył!
 -Nie wątpię. a ty Zayn?
 -Może być- wysiliłem się na uśmiech.
 -Zayn chyba jakąś grypę żołądkową złapał- powiedział Nialler.
   Posłałem mu mordercze spojrzenie, które jeżeli by umiałoby zabijać, blondyn leżał by już martwy. Zaczął z tego się śmiać
 -To prawda Zayn?
 -Yep...ale to nic takiego.- odparłem.
   Już miałem kopnąć z całej siły irlandczyka w nogę, ale uratował go pierwszy telefon.
 -Witam! Jak się nazywasz?
 -Dzień Dobry. Jestem Sarah.
 -O co chciałaś zapytać?
 -Cz-czy Harry i Louis mieszkają razem jak Niall i Zayn?
 -Yeaah. Tylko od razu mówię że Lou to straszny bałaganiarz!- odpowiedział Hazz.
 -Wcale nie!- oburzył się Tommo czochrając mu loki.
 -Podałbym kilka przykładów, ale nie chcę cię pogrążać przed fanami- zachichotał posyłając mu ten jeden z 'tajemniczych'uśmiechów'.
 -Chciałaś jeszcze o coś zapytać?- przerwałem ich kłótnię.
 -Wracaj szybko do zdrowia Zayn.
 -Hmm dzięki- uśmiechnąłem się pod nosem.
 -Życzę wam miłego dnia Larry trzymam za was kciuki!
 -Cześć! -zawołaliśmy równocześnie.
   Lou i Hazz uśmiechnęli się do siebie szeroko.
 -Larry? czy to nie jest wasz 'Bromance'? -zwrócił się prowadzący do chłopaków.
 -Owszem jest. Niektórzy uważają że między nami jest coś więcej, ale to czyste bzdury- Lou wywrócił oczami.
 -Rozumiem. No to teraz kolejny telefon! Hallo? Jak się nazywasz?
 -Jake i życzę wam śmierci pedały!
   W tym momencie, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem do łazienki, wymiotując do umywalki. Po chwili przyszedł do mnie Niall.
   Spojrzałem w lustro i...kurczę! Harry miał raję! wyglądałem okropnie. Byłem blady, miałem sińce pod oczami od nieprzespanej nocy i w dodatku cholernie się trzęsłem, ale nie z zimna.
 -Zayn? Jadłeś w ogóle coś dzisiaj?- spytał Irlandczyk.
 -Nie miałem jakoś apetytu- przyznałem się.
 - I ty masz jeszcze czym wymiotować?!- zdziwił się- Lepiej załatwię ci wodę, bo możesz się odwodnić.
 -Nialler, co ja bym bez ciebie zrobił?- uśmiechnąłem się słabo-jakąś bułkę też dałbyś radę załatwić?
 -Postaram się. Już ci lepiej?
 -O wiele lepiej. Chodźmy już lepiej.- pociąłem go za rękę.
   Przeszyły mnie przyjemne dreszcze i do tego miał taką ciepłą i delikatną dłoń...
 -Idź już, zaraz przyjdę- zatrzymaliśmy się przed wejściem do studia radiostacji.
 -Dziękuję że się tak o mnie troszczysz- szepnąłem dając mu całusa w policzek.
   Wszedłem do środka, mając wciąż przed sobą te kuszące brzoskwiniowe usta...
   Usiadłem na swoim miejscu.
 -Już wszystko w porządku?- spytał prowadzący.
 -Tak. Przepraszam i mam nadzieję że szybko mi to przejdzie- odpowiedziałem.
   Chwilę później przyszedł Nialler i podał mi butelkę wody i maślaną bułeczkę.

[Po południu]

   Wszedłem do mojego i blondyna mieszkania i nagle zrobiło mi się słabo. Chwyciłem się półki na buty.
 -Niall...- powiedziałem i zemdlałem.

 [Wtorek]

 -Panie Malik? Słyszy mnie pan?- otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem nad sobą faceta w białym fartuchu.
 -Tak- wychrypiałem, walcząc z potwornym bólem.
 -Boli pana coś?- spytał ponownie.
 -Brzuch...-jęknąłem.
 -Nie dobrze- mruknął do siebie.
   Pochylił się nad wyznaczoną częścią ciała i zaczął powoli uciskać moją skórę. Gdy dotarł do bolącego miejsca, krzyknąłem.
 -Wychodzi na to że trzeba zrobić specjalne badania. Z pewnością to nie jest zatrucie-powiedział - jak pan to zrobił że się pan nie odwodnił przy tylu ilościach wymiotów, jak mnie powiadomili pańscy przyjaciele?
 -Piłem dużo wody...Jakie badania?
 -Między innymi USG Dopplerowskie brzucha- wymienił- pali pan?
 -Tak, próbuję rzucić ale mi to za bardzo nie wychodzi...- odpowiedziałem.
 -Od ilu lat?
 -Od 15-ego roku życia -przyznałem się.
 -A ma pan?
 -19-ście.
 -No dobrze zacznijmy od tego że natychmiast pan rzuca palenie i zostaje pan u nas 2 dni. musimy zrobić te badania.- powiadomił mnie.
 -ILE?! Nie mogę tyle zostać! Mam jutro dwa wywiady i sesję zdjęciową!
 -Nic na to nie poradzę. Nie wypuszczę pana w takim stanie- odparł niewzruszony i wyszedł.
   No pięknie! Bite dwa dni w SZPITALU.
   Rozejrzałem się po mojej tymczasowej sali. Była pomalowana na śnieżnobiały kolor i taka trochę pusta i mała. Byłem w izolatce. To pewnie sprawka chłopaków. Usiadłem na łóżku, krzywiąc się z bólu i podszedłem do okna. Widok z niego rozciągał się na parking, pobliski londyński park i wejście do szpitala, które było lekko zatarasowane kilkunastoma osobami. W tej grupce ludzi zauważyłem Harry'ego Lou i Liam'a, próbujących jak najszybciej odblokować przejście.
 -Cześć Malik!- usłyszałem tuż przy uchu i podskoczyłem wystraszony- spokojnie to tylko ja. na co patrzysz?
  Poczułem jak Niall kładzie brodę na moim ramieniu. przeszły mnie przyjemne dreszcze. Czy ja zawsze muszę na niego tak reagować?
 -Widzę że przyszło dużo fanów- powiedziałem.
- Dali mi coś dla ciebie na pocieszenie-powiadomił mnie.
   Pokazał mi pluszowego brązowego misia, zwieszając się na moim ramieniu i odegrał ręką śmieszny taniec zabawi. Zachichotałem biorąc misia od przyjaciela.
 -Śliczny!- uśmiechnąłem się szeroko.
 -Będziesz miał kogo przytulać w nocy- stwierdził.
 -Zostanie moją nocną kochanką- zażartowałem.
 -Raczej kochankiem...-powiedział cicho, że ledwo go usłyszałem.
 -Co?- zdziwiłem się.
 -Nie, nic...odparł odsuwając się ode mnie i siadając na krześle obok łóżka.
 -Nialler nie kłam- powiedziałem twardo.
 -emm...chyba mnie zabijesz- mruknął.
 -No mów nic ci przecież nie zrobię. Obiecuję- zapewniłem go.
 -No więc...zabierając ci ciuchy z pokoju natknąłem się na twój...pamiętnik- powiedział spuszczając oczy.
   Zamarłem zatrzymując wzrok na przyniesionej torbie, obok łóżka.
 -Cz-czytałeś?- wykrztusiłem z siebie.
    Byłem przerażony myślą, o tym co mógł się dowiedzieć zwłaszcza że się w nim zadurzyłem...
 -Ja...coś mnie podusiło...- odparł przygryzając nerwowo wargę.
 -Ile?
 -Cały- bąknął zawstydzony.
   O szlag! Nie za wesoło się zapowiadało... byłem zły na siebie że zostawiłem pamiętnik na szafce, a z drugiej strony lekko byłem zły na Niall'a że nie zachował mojej prywatności czytając go.
   Usiadłem na łóżku, patrząc w podłogę.
 -To pewnie teraz czujesz do mnie obrzydzenie- mruknąłem.
 -Dlaczego?
 -Nie udawaj. Zakochałem się w tobie, fantazjuję o...tobie w każdy możliwy sposób, na każdy twój dotyk reaguję. Nie przeszkadza ci to? Nie przeszkadza ci że mogę być tym cholernym gejem?- wybuchłem.
 -Z tego co wiem geje nie oglądają się za kobietami jak ty. Możesz być najwyżej biseksualny- stwierdził lekko zarumieniony.
   Zaskoczył mnie i to bardzo. Nie rozumiałem nic z tego. Właśnie wyznałem mu miłość a on spokojnie rozmawia o mojej orientacji?!
 -Nialler, powiedziałem że za tobą szaleję, a ty to tak spokojnie przyjmujesz?- niedowierzałem.
 -Czy ja wiem czy tak spokojnie? Bo widzisz...ja chyba też do ciebie czuję coś więcej niż przyjaźń- przyznał się ku mojemu zaskoczeniu.
   Nasze oczy się na moment spotkały.
   Nagle do sali weszli Louis Hazza i Li, więc postanowiłem porozmawiać z blondynem kiedy znów nadarzy się ku temu okazja.


                        ______________________________________________________
*Numer radiowy ten nie jest prawdziwy- wymyśliłam go, ponieważ nie mam pojęcia jaki jest do tego radia telefon:P


Hej, hej!! Niespodzianka-rozdział dzień wcześniej :D mam nadzieję że się wam podobał i przepraszam za wszystkie błędy. rozdział II dodam za dwa tygodnie jak pod tym postem znajdą się 4 komentarze, liczę na was ;) do zobaczenia!
pozdrawiam Payne'owa (:





sobota, 8 czerwca 2013

Prolog

Cześć, nazywam się Zayn Malik. Tak ten Malik z One Direction, jak podejrzewacie. Chociaż nie wiem czy kiedy kolwiek trafi to do rąk fanów. A jednak tak bardzo bym chciał...
   Postanowiłem opowiedzieć wam nieco swoją historię, która by nie miała miejsca gdyby nie pewna wiadomość, która powywracała mój świat do góry nogami...
   Miałem wszystko i w jednej chwili prawie nie miałem nic.


 __________________________

ahh no tak miałam zrobić miesięczną przerwę no ale cóż...kocham tego bloga i wszystkich czytelników, więc nie wytrzymałam <3 nbsp="" p="">pozdrawiam Payne'owa :)





czwartek, 6 czerwca 2013

Bohaterowie

Zayn Malik (20 lat)



Niall Horan (19 lat)



Louis Tomlinson (21 lat)



Liam Payne (19 lat)



Harry Styles (19 lat)





środa, 5 czerwca 2013

Zapowiedź Ziall'a

Czy miłość wszystko przetrwa? Każde przeciwności losu? Nawet te najgorsze? Zayn i Niall mimo oddanych przyjaciół, sławy, pieniędzy i wiernych fanów, wcale nie mają z górki. Los również potrafi ich zaskoczyć...

Opowiadanie bromanse, zawierające przekleństwa używki i również sceny seksualne między dwoma chłopakami. ŻADNE Z WYDARZEŃ nie miało miejsca, więc opowieść ta jest całkowicie fikcyjna. Jeżeli nie jesteś zwolennikiem takich opowieści-nie czytaj.

                           _____________________________________________

Opowiadanie to jest dla mnie szczególne, ponieważ pisząc to, wciąż myślałam o pewnej osobie która odeszła i bardzo mi brakuje :'(
Pozdrawiam Payne'owa.