piątek, 23 sierpnia 2013

Ziall- Rozdział VI

Niall i Liam kucneli przy mnie.
-Zayn, kochanie...- owiedział roztrzęsionym glosem blondyn i delikatnie dotknął mojego policzka.
-P...prze-praszam- wydusiłem cicho.
-Nie masz za co- odparł- zaraz przyjedzie karetka.
-Nie powinienem na ciebie wrzeszczeć-kontynuowałem- zawaliłem...
Urwałem odkaszlując krew i krzyknąłem z ostrego bólu żeber.
-Cii-uciszyl mnie
Razem z Li, który wcześniej obejrzał moją postrzeloną kostę, odnieslikoszulkę z mojej klatki piersiowej. Payne dotknął delikatnie dotknął sinego miejsca z dziwnie wystającym czymś pod skórą, a ja znów krzyknąłem.
-Połamali mu przynajmniej dwa żebra- mruknął zdenerwowany Li- ma też otwarte złamanie ręki...
-Zabije!-Zawołał Irlandczyk, gwałtownie wstając.
-Nialler! Uspokój się ścigają już ich policja, nasi ochroniarze oraz Lou i Harry! Jesteś teraz potrzebny Zayn'owi- natychmiast zareagował ciemny blondyn, zatrzymując go ręką.
-Ale...
-Niall...-odezwałem się na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
Spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem, krzywiąc się z bólu. Gdy nasze oczy się spotkały  uśmiechnąłem się ledwo zauważalnie i ogarnęła mnie ciemność.
Zemdlałem...
[Pięć dni później]

Nie otwierając oczu, próbowałem się poruszyć ale tylko jęknąłem z bólu. Podniosłem lewą rękę i dotknąłem nosa. wyczułem na nim szeroki plaster. przejechałem po policzku gdzie niedawno oberwałem, ale nie było po tym praktycznie żadnego śladu do wyczucia. Tylko na wardze wyczułem lekki strup. Zszedłem na dół wciąż posługując się tylko ręką. To co uniemożliwiało mi jakie kolwiek ruchy, okazał się gips na klatce piersiowej. Otworzyłem wreszcie oczy. Prawą rękę też miałem w gipsie, a gdy poruszyłem lewą stoą przeszył ją ostry ból tak jak mój brzuch. Obok na krześle siedział Nieller ze słuchawkami w uszach i w pełni pogrążony w lekturze, trzymanej w rękach. Zacząłem mu się dokładnie przyglądać  kiedy podniósł wzrok.
-Zayn!- krzyknął radośnie odrzucając książkę i słuchawki.
Uśmiechnąłem się lekko.Podszedł do mnie i obdarował mnie najbardziej delikatnym pocałunkiem jak dotąd.
-Zawołam pielęgniarkę- zdecydował.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z sali, o chwili wracając z jakąś blond starszą kobietą w biało-niebieskim fartuchu. Podeszłą do mnie pewnym krokiem i uśmiechnęła się przyjacielsko.
-Jak się teraz czujesz?- spytał.
-Wszystko mnie...boli- powiedziałem powoli.
-Zaraz dostaniesz morfinę. Jesteś na coś chory, o czym nie wiedzą twoi najbliżsi?
-Mam...raka trzustki- przyznałem się niepewnie.
-Eh...nie dość że cię o mało nie zatłukli i okradli to jeszcze to...- urwała patrząc na mnie ze współczuciem.
Zmarszczyłem brwi nie bardzo wiedząc skąd ona to wszystko wie co się działo.
pielęgniarka sprawdziła jeszcze kilka rzeczy i wyszła. Niall schował szybko telefon, który miał w dłoni i usiadł obok mnie. po chwili usłyszałem radosny wrzask za oknem. Posłałem mu pytające spojrzenie.
-Wysłałem tweet'a że się obudziłeś. Fani mnie o to prosili. Martwią się o ciebie, szczególnie o tym co zobaczyli...- urwał.
-Co zobaczyli?- przeszyłem go wzrokiem.
-Bo widzisz, tego jednego faceta z tamtego gangu co cię napadł, dopiero co złapali. Zdążył wrzucić do netu filmik jak się nad tobą znęcają- spuścił wzrok- cały świat o tobie mówi...
Kompletnie zapomniałem o tamtym nagraniu!
-Nawet anty fani stwierdzili że takie coś w ogóle nie powinno się zdarzyć...
Wciąż siedziałem cicho patrząc za okno na szybujące ptaki w okół rozłożystego kasztana.
-Zayn...
-Nie powinieneś tego widzieć- wyrzuciłem z siebie.
-Przynajmniej się nie poddałeś bez walki...- odparł cicho- kiedy zobaczyłem jak cię biją...jak uderzają cię tym metalowym prętem...twój krzyk...- po jego policzkach spłynęło kilka łez- w tedy kiedy cię znaleźliśmy, myślałem że cię stracę szybciej niż myślałem...
-Ale żyję- powiedziałem głupio, ocierając kciukiem zdrowej ręki jego łzy.
-Ale nie masz pojęcia, jak to jest, widzieć ukochaną osobę w kałuży własnej krwi i która cholernie cierpi, a później obejrzeć filmik, który jest o tym jak...- urwał przytulając mnie mocno.
-Już wszystko ok- mruknąłem całując go w blond włosy.
-Twój stan był ciężki...połamane trzy żebra z przemieszczeniem, złamana ręka, postrzelona kostka, pęknięta śledziona, potłuczone jelita, złamany nos i wiele innych drobnych urazów...myślałem że już się nie obudzisz- dokończył.
Zaległa cisza, która wcale nie była niezręczna. Z wielkim wysiłkiem przesunąłem się ilka centymetrów, robiąc miejsce Niall'owi. Niepewnie zdjął buty i położył się obok mnie, kładąc mi głowę na obojczyku i rękę na pierś. Po chwili usłyszałem jego głęboki oddech świadczący o tym że zasnął. Uśmiechnąłem się pod nosem i również zamknąłem oczy.

[Cztery dni później]

-Niall, jak wy mnie właściwe mnie znaleźliście?- spytałem.
-Kiedy wyszedłeś wydarłem się na Will'a. W tedy do środka wpadła jedna z fanek. Zaczęła nawijać że z ciekawości poszła za tobą i że masz kłopoty. Chcąc się upewnić  zadzwoniłem do ciebie kilka razy. Will też-no tak, zawsze mimo wszystko odbierałem, albo chociaż odrzucałem połączenie-  w końcu wpadł na nas Liam. Mówił że cię szuka i nie odbierasz telefonu. Zawołaliśmy Lou i Hazzę i daliśmy się poprowadzić dziewczynie. Trochę to zetrwało bo dziewczyna zgubiła po drodze trop.- odpowiedział.
-A ta fanka?
-Została kolejnym światkiem sprawy z pobiciem ciebie. Bardzo się o ciebie martwiła.
-Masz może z nią jakiś kontakt?- dopytywałem się.
-Mam jej twitter'a. A o co chodzi?-zdziwił się tymi pytaniami.
-Chce jej podziękować. Dałbyś radę ją tu ściągnąć?
-Jasne, kochanie.- uśmiechnął się całując mnie w czubek nosa- jesteś głodny?
-Yeah, ale to szpitalne jedzenie jest paskudne- poskarżyłem się.
Irlandczyk zachichotał.
-Zaraz zadzwonię do Louis'a żeby ci coś przywiózł do jedzenia. Mi zresztą też- odparł, wyciągając telefon i wybierając numer.

[5 dni później]

Ostatni raz spojrzałem w lusterko i schowałem je w ostatniej chwili pod poduszkę, kiedy do sali wszedł Nialler z blond pięknością.
Zauważyłem że się odszczeliła, ale stawiała na naturalność i nie eksponowała aż tak bardzo swojego ciała.
-Przepraszam że musisz oglądać mnie w takim stanie...- zacząłem, a dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rządek śnieżnobiałych zębów i dołeczki w policzkach.
-Ważne że wracasz do zdrowia- odparła.
Podeszła do mojego łózka i usiadła na krześle.
Miała cholernie podobne oczy do Niall'a. Głęboki, hipnotyzujący błękit...i w dodatku miała w sobie tyle w dzięku...
Usłyszałem zirytowane chrząknięcie blondyna i otrząsłem się z transu.
-Jessica, chciałbym ci podziękować za pomoc dwa tygodnie temu.- wydusiłem w końcu.
-I zrobiłabym to jeszcze raz, również dla reszty zespołu- posłała ciepłe spojrzenie Niall'owi- Z tego co wiedzie jestem waszą ogromną fanką i nie wiem co bym zrobiła gdyby One Direction przestało istnieć...-urwała spuszczając wzrok.
-Ej, uśmiechnij się! Nawet nie wiesz jak bardzo kochamy swoich fanów i jesteśmy wdzięczni za wszelkie wsparcie- odparłem, dotykając jej dłoni- bez was bylibyśmy nikim. Jesteście niesamowici co dla nas robicie.
Posłała mi nieśmiały uśmiech. Po chwili usłyszałem dźwięk sms'a mojego TELEFONU! Nie miałem pojęcia skąt się tu wziął.
-Odebraliśmy go temu nastolatkowi- wytłumaczył blondyn, widząc moje zaskoczenie- portfel też odzyskaliśmy.
Próbowałem otworzyć szafkę skąt dochodził dźwięk, ale przeszkadzał mi w tym gips na żebrach. Westchnąłem zirytowany. Jess widząc moje bez skuteczne starania, sięgnęła do szafki i podała mi telefon.
-Dzięki- odparłem z wdzięcznością w głosie.
Spojrzałem na wyświetlacz. Sms dostałem od nieznanego numeru.
'Przepraszam że dopiero teraz piszę, ale dopiero co wróciłam z zagranicy. Mogę wpaść do ciebie do szpitala? Lena;)'

Całkiem zapomniałem o tej dziewczynie. Uśmiechnąłem się pod nosem, wysyłając pozytywną odpowiedź.
-Kto to?- spytał zaciekawiony Niall.
-Lena. Nie znasz jej. poznałem ją jak się pokłóciliśmy- wyjaśniłem.
-Ah...no tak.- mruknął odwracając się do okna i patrząc w dal.
Zauważyłem że dziewczyna przygląda się to Irlandczykowi to znowu mnie. Czy ona coś podejrzewała?
Nagle do sali weszła pielęgniarka z notesem w dłoni.
-Powinieś się zgłosić do swojego lekarza na kontrolę, bo wydaje mi się że coś nie tak jest z nowotworem.- wyparowala.
Spojrzałem szybko na blondynkę. Siedziała w kompletnym szoku, patrząc ma mnie.
-Dzisiaj zciągniemy gips z żeber, ale musisz się oszczędzać- kontynuowała- przygotuj się, wrócę z pół godziny.
I wyszła.
-Masz raka?!- wyrzuciła z siebie Jessica.
-Taaak...wydało się- odparłem niepewnie.
-Dlaczego to ukrywasz?! Dlaczego okłamujesz fanów?!- wybuchła, niedowierzając.
-To nie tak...Liam, Harry i Lou, też nie wiedzą że umieram- wyszeptałem.
-U-umierasz?! To nie może być prawda! Przecież raka można leczyć...
-Nie w moim przypadku. Wykryto u mnie go zbyt późno, kiedy ostatnio wylądowałem w szpitalu. Chorowałem już w tedy cztery miesiące, a tylko do trzech można zareagować, przeprowadzając operację...- wytłumaczyłem.
-Czy to boli?- spytała po chwili.
-Rak? Na razie nie. pomagają mi leki. Ale w ostatnim stadium podobno bez użyteczne- przyznałem.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś o tym wszystkim?- podszedł do mnie blondyn.
-Nie chciałem cię martwić...-odpowiedziałem cicho.
Zapominając o moim gościu, zatonąłem zupełnie w jego oczach. Już chciałem dotknąć jego policzka, kiedy rozleglo się chrząknięcie. Cofnąłem się szybko, rumieniąc się.
-Hmmm...To może ja wpadnę później. Mogę przyjść...prawda?
-jasne- potwierdził Niall też zarumieniony jak ja.
-No to cześć!-wstała i wychodząc zatrzymała się i puściła nam oczko-będę milczeć o waszym romansie.
I wyszła zostawiając nas zszokowanych. Otrząsnąłem się szybko i spojrzałem na blondyna.
-Czy ty byłeś zazdrosny o MNIE?- wyparowałem.
-Nie!- zaprzeczył gwałtownie.
-Na pewno?
-No może troszeczkę...- uniosłem brew, na co westchnął- ok, może więcej niż troszeczkę. A tak po za tym podobała ci się.
-Wcale nie!-tym razem zaprzeczyłem ja.
-Ja widziałem coś innego- uśmiechnął się cwaniacko.
-Nie...
-Gapiłeś się w nią jak w obrazek-stwierdził.
-Miała podobne oczy do twoich-przyznałem.
-Ha! Wiedziałem!
-Ale ty masz piękniejsze, mój aniele-wymruczałem, muskając palcem jego usta- po za tym nie była aż tak pociągająca jak ty. Ty o mało mnie nie powaliłeś na kolana kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...
Jego oczy rozbłysły. Pochylił się szybko i pocałował mnie namiętnie.
-Też cię kocham-mruknął trącając nosem mój nos.- a teraz lepiej się przygotuj.
-Jeaah! W końcu pozbędę się tego gipsu!- zawołałem, wyciągając z pod poduszki lusterko i podałem go Nialler'owi, na co zachichotał.
-Zawsze idealny Malik- powiedział i znów złączył nasze usta.

[tydzień później]

Już miałem odnieść torbę, kiedy ubiegł mnie Niall.
-Pozwól że wezmę- uśmiechnął się.
-Eh...niech ci będzie-zgodziłem się, całując go w policzek.
Ledwo wyszedłem na zewnątrz, przywitał mnie entuzjastyczny krzyk fanów. Uśmiechnąłem się szeroko, dając się przytulic kilku nastolatkom. Dostałem nawet od jednej z nich, ręcznie robioną bransoletkę.
-Wow jaka śliczna!- nie ukrywałem zachwytu, przyglądając się kolorowym wzorkom z muliny.-będę ją zawsze nosił.
Po chwili Harry zawiązał mi ją na nadgarstku. Przyjechał Louis, więc pożegnaliśmy się szybko i weszliśmy do auta.
Szyby były lekko przyciemnione, więc Irlandczyk objął mnie w pasie, a ja oparłem się o jego klatkę piersiową, kładąc głowę na jego ramię.
-Co będziemy dzisiaj robić?-spytałem niewinnie.
-Ty na pewno będziesz odpoczywał- odpowiedział Lou.
-Bo mi tego brakowało w szpitalu- wywróciłem oczami.
-Niemartw się! Nie zostawimy was samych! Dzwonimy po Li i robimy sobie w piątkę nockę!- zdecydował loczek.
-Ej! A zaproszenia nie trzeba?!- oburzył się Horan.
-I tak nas wpuścicie, zwłaszcza kiedy przyniesiemy ze sobą pizzę- odparł nie zrażony Hazza.
-Dorzućcie jeszcze do tego skittles'y i możecie wpadać- zdecydował Niall.
-Ok, czyli o 19 u was- ustalił Louis.
-Ozdobimy twój gips-zaproponował po chwili mój ukochany.
Przed oczami stanął mi Tommo malujący penisa na twarzy kartowego prowadzącego wywiad. Zdusiłem śmiech.
-Tylko jakieś normalne rysunki i napisy, żebym mógł się pokazać z tym publicznie-dałem warunek, łaskotając go językiem za uchem.
On w zamian włożył mi rękę pod koszulkę.
-Ej, spokojnie napaleńcy! Zaraz będziemy pod waszym domem, to się sobą zajmiecie- zawołał Lou.
-Dziwisz się im? Jak ty był byś na miejscu Malika, to ja bym cię już wyruchał, tam w łóżku- odezwał się Hazz, splatając swoją dłoń z dłonią Louis'a.
Parsknąłem śmiechem na ten tekst i kładąc się na plecy i ciągnąc za sobą blondyna, złączyliśmy się na chwilę ustami.
-Daleko jeszcze?
-Nie- odpowiedzieli równocześnie Larry.

[2 dni później]

-Niall do cholery! Posprzątaj po sobie te brudne ciuchy!- krzyknąłem zirytowany, gdy natknąłem się na schodach na jego brudną bluzę i skarpetki.
-Zaraz to wezmę- odezwał się z salonu.
Oglądał właśnie jakiś film akcji, zapychając się przy tym paluszkami i piopijając wszystko soiem z kartonu.
-Dzięki za uwagę- westchnąłem zrezygnowany i wszedłem do kuchni, przeczesując wilgotne jeszcze włosy ręką z zamiarem napicia się wody mineralnej, kiedy zadzwonił telefon Nialler'a, leżący na stole.
-odbieram!- powiadomiłem go patrząc na wyświetlacz kto zdzwoni
-Co tam Li?
-Hazza miał przed chwilą wypadek autem
-CO?!
-Na szczęście nic mu nie jest.
-No chociaż tyle...wrócił już do domu?
-Nie, jest jeszcze w szpitalu. uparli się by mu zrobić badania kontrolne. Za kilka godzin ma wrócić.
-Ok, to ja sobie z nim pogadam na temat jego szaleńczej jazdy.
-Ja się dziwie że ma jeszcze prawo jazdy!
-Mam nadzieję że w końcu czegoś się nauczy. Na razie.
-Pa.
Wyszedłem na przedpokój.
-Nialler!! Ostrzegam, jeżeli nie weźmiesz tych ciuchów, to twój ulubiony sweter wyląduje w rękach fanek!
-Yhym...zaraz- mruknął.
-I nie zrobię jutro obiadu!- dodałem.
-CO?!
Zachichotałem. Ten chwyt zawsze działał. Podobno jego brat Greg też tego używał. nie utrwało kilka sekund kiedy pojawił się blondyn i wrzucił ubrania do kosza na brudy.
-To był szantaż!
-Jaki szantaż? W takim razie jesteśmy kwita bo ty też niedawno szantażowałeś mnie zdjęciami z dzieciństwa!- odpowiedziałem pewny siebie.
-Eh...niech ci będzie. A teraz zamawiamy pizzę!-zdecydował.
-Jasne. a tak w ogóle Harry miał wypadek- powiadomiłem go.
-Nic mu nie jest?!
-Nic. Tylko został na kilka godzin został w szpitalu. Jadę do niego wieczorem- odparłem.
-Zabieram się z tobą- zdecydował.
Wybrał szybko numer do pizzerii i zamówił moją ulubioną pizzę
-Dzięki-przyciągnąłem g do siebie i pocałowałem namiętnie
-Nie ma to jak wolny dzień od pracy-westchnął ciągnąc mnie do salonu.
I usiedliśmy na kanapie, zaplątani w nasze kończyny, teoretycznie oglądając film, a w ratyce zajmując się sobą. W końcu przyjechał dostawca.
-Ja odbiorę-powiedział Irlandczyk, wstając.
Również wstałem, kierując się do kuchni.
-chcesz coś do picia?- spytałem
-Nie dzięki, mam w salonie karton soku- odpowiedział.
Wyjąłem szybko butelkę z wodą z lodówki i nalałem sobie do szklani. Dziwny zwyczaj pić wodę d pizzy no ale tak już miałem.
Uśmiechając się pod nosem, wyszedłem z kuchni i gdy byłem już w połowie przedpokoju, zostałem zaatakowany ogromnym bólem w okolicy brzucha. Szklankę którą miałem w ręce, upuściłem, a ona spadła na ziemie rozlewając zawartość na podłogę i rozbijając się w drobne kawałeczki. Chwyciłem się ściany bo w momencie szybo osłabłem. Ból wcale nie miał zamiaru mnie opuszczać. Upadłem na kolana i wydałem z siebie przeciągły jęk bólu. Do pomieszczenia wpadł przerażony Nialler.
-Zayn!
Uklęknął przy mnie, nie wiedząc co robić i co się w ogóle ze mną dzieje. Zacisnąłem pięść na materiale spodni
-To nic...takiego- zapewniłem.
Kolejna fala bólu i nie wytrzymałem. Krzyknąłem na cały dom i nagle ból zniknął tak szybko ja się pojawił.
-J-już po wszystkim- wyszeptałem kładąc Niall'owi głowę na kolana i odciągając do klatki piersiowej kolana.
Blondyn natychmiast zaczął mierzwić mi włosy.
-Zayn...
-Nie mam pojęcia co to było, ale chyba coś związanego z rakiem.
-Z rakiem? To może idź do swojego lekarza..-zaproponował z troską.
-Nie trzeba. Mam umówioną wizytę za pół tora tygodnia.-mruknąłem, powoli przestając się trząść.
-Wytrzymasz tyle? A jak jeszcze raz się coś takiego powtórzy?- spytał niepewnie
-Nic mi nie będzie. Nie martw się- zapewniłem, wstając- eh...przydało by się to posprzątać- dodałem zbierając kawałki szkła.
Po chwili Irlandczyk poszedł po miotłę i mopa. Po kilku minutach było już czysto.

-Chodź jeść, pizza pewnie będzie zaraz zimna-odezwałem się, ciągnąc go do salonu.

                            ___________________________________________________________________

Hejka! 
taki jakiś mi długi wyszedł. mam nadzieję że się nie gniewacie :P
dzięki za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D pamiętajcie: jeden komentarz= więcej motywacji do pisania :)
przepraszam za błędy i do następnego!
Pozdrawiam:
Payne'owa :D



piątek, 9 sierpnia 2013

Ziall- Rozdział V

 [trzy tygodnie później]

   Zatrzymaliśmy się po dość długiej podróży. wjechaliśmy limuzyną na jakiś klif osłonięty dużą ilością krzewów od frontu, tak że nie było widać wcale willi z wyjątkiem dachu. Działka równie dobrze była osłonięta była krzewami, drzewami i specjalnym płotem. Z tego co nas powiadomiono działka miała 2000 km .. wysiadłem tuż po Danielle, Li i Harry'm. Wyciągnęliśmy swoje rzeczy z bagażnika i weszliśmy na posesję, szybko zamykając za sobą bramę. Zobaczyliśmy dwa razy większą willę, od tej jaką mieliśmy, kiedy mieszkaliśmy wszyscy razem. Było pełno kwiatów i innych ogrodowych roślin ozdobnych, posadzonych wzdłuż ścieżki do drzwi frontowych i koło budynku. Za domem rozciągał się wielki ogród z różnokolorowymi owocami południa, a na samym dole rozciągała się dość szeroka plaża, z boiskiem do siatkówki. Z daleka słychać było morskie fale rozbijające się o brzeg plaży.
 -No chłopaki, zaszaleliście!- powiedziała zachwycona Danielle.
   Nialler wtulił się mocno we mnie, całując szyję.
 -Problemu ze znalezieniem kącika dla nas nie będzie problemu-wyszeptał mi do ucha.
 -Już się nie mogę doczekać- odparłem, bardziej go do siebie przyciągając.
    W odpowiedzi położył mi głowę na ramieniu.
 -Ej, gołąbeczki, może przestaniecie się tak do siebie kleić i wejdziecie do środka?- zwrócił się Li do Larry'ego, wywracając oczami.
   Spojrzałem na nich i zobaczyłem jak niechętnie odsuwają się od swoich twarzy. Zachichotałem i poczułem jak Niall wkłada mi rękę pod bluzkę i gładzi moje plecy.
 -Moglibyście czasami się powstrzymać. nie jesteście sami- mruknął Payne. Wybuchliśmy w czwórkę śmiechem.
 -Kochanie, lepiej zostawmy ich samych. niewyżyci- dodał zniesmaczony i pociągnął szatynkę za rękę do środka.
 -Co ty na to żeby najpierw zwiedzić plażę?- zaproponowałem blondynowi.
 -Jak najbardziej- zgodził się i i skierowaliśmy się do ogrodu.
 -Nie bierzecie kąpielówek?- zawołała za nami Pazer.
 -Nie potrzebne nam teraz!- odkrzyknąłem.
 -To chociaż poczekajcie na nas!- dodał Li.
   Przystanęliśmy na chwilę czekając na przyjaciół. Doszli do nas również Lou i Harry, którzy złapali za łokcie irlandczyka i zaczęli zbiegać w dół. Zrównałem kroki z Lanielle.
 -Czyli mamy dla siebie cały tydzień, bo później macie dwa koncerty w Londynie?- odezwała się mulatka.
 -O tak. puki co, korzystamy na maksa!-odparłem, zerkając na nieodzywającego się Payne'a.
 -podoba mi się tu. Jest tu tak niesamowicie. To zachodzące słońce i w ogóle...- powiedział po chwili obejmując Dan w asie i całując w czoło.
 -Oho, odzywa się twoja romantyczna strona?- dałem mu kuśca w bok.
   Zanim zareagował, odsunąłem się na bezpieczną odległość.
   Przed nami ukazał się piasek. plaża była naprawdę szeroka, a nad samym morzem był drewniany pomost. Do szła do nas pozostała trójka z piaskiem na ciuchach i włosach. Poczułem chęć zrobienia czegoś szalonego. Uśmiechnąłem się szeroko.
 -Mam pomysł!- powiedziałem do Liam'a.
 -Jaki?- spytał.
 -To patrz- odparłem.
   Zdjąłem szybko buty, wyciągłem telefon, zciągnąłem zegarek z ręki i ruszyłem sprintem przez plażę ku pomostowi. W ostatniej chwili odbiłem się mocno od drewnianych desek i zrobiłem salto w powietrzu.
 -Yeaaah!- krzyknąłem, chwilę później lądując w morskiej toni.
   Wypłynąłem na powierzchnię i odrzuciłem włosy do tyłu, ruchem głowy. Spojrzałem na brzeg, gdzie do skoku szykował się Hazza. Odsunąłem się na bok i już po chwili skoczył na główkę do wody. Gdy się pojawił tuż obok mnie miał...proste włosy do ramion!
 -Styles! ty seksowny, słodki...mój artysto!- krzyknął Lou, skacząc do wody, a następnie ciągnąc do wody loczka za stopę, tym samym rozpoczynając z nim bitwę wodną.
   Zachichotałem, ale chwilę później zostałem ochlapany przez Horan'a, skaczącego na bombę, a za nim wszedł Li pod dziwnym kontem, ciągnąc za sobą Danielle, która protestowała, bezskutecznie. Nialler posłał mi słodki uśmiech i wciągnął mnie pod wodę. Po chwili poczułem jak jego usta przywarły do jego. Niesamowite uczucie, całować się pod wodą, ale musieliśmy po chwili zaczerpnąć powietrza. Gdy tylko wypłynęliśmy na powierzchnię, Liam skoczył na mnie, lekko mnie podtapiając. Nie zostałem mu dłużny i już po chwili wyszliśmy na brzeg całkowicie wyczerpani.
 -Zgłodniałem- powiedział Liam- Idziemy coś zjeść?
 -Jasne!- zgodziła się Danielle, dając mu całusa w pliczek.
   Po chwili para ruszyła do willi a za nimi Larry. Ku mojemu zaskoczeniu, Niall wcale się nigdzie nie ruszał, tylko usiadł mi na biodrach i opierając się rękami o piasek nad moją głową pocałował mnie w nos, tym samym strzepując na mnie kilka zimnych kropel.
 -Zimny jesteś kocie- mruknąłem całując go w usta- co ty na to by wykorzystać siłę słońca?
 -Przynajmniej mnie coś opali, bo jestem biały jak ściana- zgodził się, zciągając koszulkę i rzucając ją na piach, a zaraz do niej dołączyły spodnie. Po chwili ja również leżałem na piasku w samych bokserkach. Rozkoszowałem się promieniami słońca, trzymając dłoń blondyna. Obróciłem głowę na bok, obserwując irlandczyka, po chwili jednak zamknąłem oczy i tak po prostu...zasnąłem.

   Przerażony biegłem ile sił w nogach przed turbusem, który prowadził szalenie Louis, kiedy nagle wyskoczył przede mną zupełnie nagi Harry tańcząc Makarenę, dołączył do niego Niall, twierdząc że przechodzi na dietę. Lekko zszokowany ruszyłem przez wysoką trawę, nie mając pojęcia właściwie po co. Nagle trawa została w tyle i wyszedłem nad brzeg ogromnego jeziora, gdzie siedział Liam na płaskiej skale. Czując ulgę, podszedłem do niego  i ze zdziwienie stwierdziłem że...pali skręta! już miałem coś mu powiedzieć, kiedy zostałem obudzony rzez Nialler'a , który delikatnie mnie pocałował w usta.
   Odskoczyłem do tyłu zdezorientowany. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony. Odetchnąłem z ulgą kiedy dotarło do mnie że to tylko durny sen.
 -Coś się stało?- spytał niepewnie.
 -Nie nic...tylko miałem głupi sen.- odparłem, siadając.
 -Miałeś koszmar?
 -Coś gorszego,tańczyłeś z Harry'm macarenę i stwierdziłeś że przechodzisz na dietę- odparłem- Liam jarał trawkę, a Lou chciał mnie przejechać turbusem!
   Irlandczyk opadł na piasek, głośno się śmiejąc. Po chwili dołączyłem do niego.
 -Co wam tak wesoło?- znikąd pojawił się Louis.
   Dopiero teraz zauważyłem że zaczęło się zciemniać. Spojrzałem z powagą na szatyna.
 -Nigdy więcej nie dopuszczę cię do kierownicy- odparłem i znów dostałem ataku niekontrolowanego śmiechu.

 [30 minut później]

   Stałem nad grillem, piekąc wszystkim kiełbaski. Co chwilę musiałem odganiać Niall'a i Harry'ego, którzy non stop powtarzali że są głodni.
   Po skończonej kolacji, mimo że było bardzo późno, wymknąłem się z Nialler'em do ogrodu. Spacerowaliśmy w miłej ciszy, trzymając się za ręce.
 -Zayn...mogę cię o coś spytać?- spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem.
 -yhym- zgodziłem się.
 -Ile...ile ci zostało?- spytał cicho.
   Zatrzymałem się gwałtownie i westchnąłem ciężko.
 -Nie musisz mówić jak nie chcesz- powiedział szybko patrząc mi w oczy.
 -Ale chcę. Jestem ci to winien- odpowiedziałem- zostało mi...pół roku.
   Spuściłem wzrok na nasze splecione dłonie. po chwili złapał mnie za podbródek i uniósł go.
   Był tak blisko mnie...
   Czułem niesamowity zapach, który sprawiał że moje serce szybciej biło. Na każdy jego dotyk, moje ciało przechodziły dreszcze. Był blisko i mimo że było ciemno, widziałem każdą rysę jego twarzy, gęste rzęsy okalające jego duże piękne morskie oczy, w których za każdym razem tonąłem. Usta też były idealne, w brzoskwiniowym odcieniu, kuszące mnie na każdym kroku. I ten mały nosek, farbowane blond włosy, dodające mu uroku, silny irlandzki akcent...Allahu, jak ja go kochałem!
 -Zostanę z tobą do końca- wyszeptał składając na moich ustach delikatny pocałunek.
 -Dziękuję. Dziękuję że jesteś. Kocham cię.
   Przytuliłem się mocno do niego, chowając twarz w jego zagłębieniu na szyi. Natychmiast objął mnie w pasie, całując w czubek głowy. Po chwili jednak odsunąłem się od Niall'a i pociągłem go w stronę plaży.
 -Chodź szybko!
 -Ale dlaczego? stało się coś?-zdziwił się moją nagłą reakcją.
 -Jak to dla czego? Jest noc, pełnia, ciepło, a ty mi coś obiecałeś!- zawołałem biegnąc.
 -Yyy...oświeć mnie?
 -Powtarzam twoje słowa: 'Będę pieprzył Malika przy świetle księżyca!'
 -Ach, no tak- uderzył się otwartą dłonią w czoło.
   Ledwo wbiegliśmy na piasek, Nialler runął na ziemie, ciągnąc mnie za sobą. Po chwili to on był nade mną, całował mnie i zaciągał ze mnie ciuchy.
 -Obiecuje, że nie zapomnisz tej nocy-wymruczał.
 -No, ja mam nadzieję- odparłem szybko wyciągając ze spodni prezerwatywę i z cwaniackim uśmiechem rzuciłem mu ją- cała plaża jest nasza!
 -Zaplanowałeś to.
 -Taaaak. Powiedziałem chłopakom żeby lepiej nie szli już dzisiaj na plażę- zachichotałem i wpiłem się w jego usta.

 [10 dni później]

 -Dajcie im w końcu spokój! Przecież nic takiego nie robią!- zawołałem.
   Właśnie kłóciłem się z Will'em, facetem z Modest! Magment na temat Larry'ego. Odkąd wróciliśmy z Francji, uwzięli się ostro na chłopaków, praktycznie pozwalając im na spotykanie się razem tylko w towarzystwie. To zabijało Hazzę i Lou. Nawet fani zaczęli coś podejrzewać.
 -Dopóki plotki o Larry'm Stylinson'ie nie ucichną, nic się nie zmieni!- odparł.
 -Czy ty nie widzisz że jeszcze bardziej ich pogrążacie? Już nie są sobą!- warknąłem.
 -A co mnie to obchodzi? nic się na razie nie zmieni!
 -Jesteście żałośni- odparłem odwracając się na pięcie ruszając w stronę wyjścia.
 -Zayn! ZAYN! Wracaj! Macie zaraz koncert!
 -A huj wam wszystkim w dupę!- krzyknąłem wściekły i minąłem Niall'a.
   Blondyn pobiegł za mną.
 -Zayn, zaczekaj!- próbował mnie zatrzymać.
 -Daj mi spokój- zbyłem go.
 -To powiedz chociaż gdzie idziesz- nie dał za wygraną.
   Przystanąłem zirytowany i spojrzałem na niego.
 -Idę do pobliskiego sklepu i idę zapalić-odpowiedziałem.
 -Zayn! przecież wiesz że cię to szybciej zabija!- odparł.
 -I co z tego?! Moja sprawa!- warknąłem i gdy już byłem przy drzwiach, zawołał.
 -Weź chociaż ochroniarza!
 -Nie potrzebuję!- otworzyłem drzwi.
 -Nie możesz...
 -Czego nie mogę?! Przestańcie w końcu mi wszyscy mówić co muszę a czego nie! To wyłącznie moja sprawa, więc się odpieprzcie!- krzyknąłem i trzasnąłem drzwiami.
   Bez słowa minąłem fanów, którzy widząc moją wściekłość, przepuścili mnie, rzucając mi zaskoczone spojrzenia.
   Skierowałem się tam z czego pamiętam był sklep. Ledwo minąłem kolejny róg budynku, ktoś wykręcił mi boleśnie ręce i zatkał usta ręką.
 -Kogo tu mamy? sławny Zayn Malik!- odezwał się blondyn ubrany w szary dres.
   Zaczął mnie prowadzić między dwa budynki, próbowałem się wyrwać, na darmo.
 -Patrzcie kogo przyprowadziłem!-krzyknął mój napastnik, do stojących niedaleko osób.
   Była w śród nich kobieta i chłopak który najwyżej mógł mieć 15 lat. Wszyscy ubrani byli jak typowy miejski gang z którego słynął Nowy Jork.
 -Pedał z One Direction!- zawołał zaskoczony facet z kolczykiem w brwi.
 -Cóż tak bez ochrony, cioto?- spytała kobieta.
 -Pośćcie mnie do cholery!- warknąłem i facet w dresie pchnął mnie na ziemię.
 -Nie tak szybko koleś- mruknął facet z kolczykiem w brwi- młody przeszukaj go.
   Po chwili nastolatek wyjął z mojej kieszeni portfel i telefon. Facet w dresie sięgnął po telefon i zaczął go dokładnie go oglądać.
 -7 nieodebranych połączeń...od Niall'a, Liam'a i Modest'u...- mruknął- nie ładnie tak nie odbierać.
 -Co ja wam zrobiłem?- zawołałem wstając.
 -Zamknij się. Ktoś ci pozwolił wstać?- zanim się zorientowałem, facet z kolczykiem uderzył mnie z pięści w twarz.
   Syknąłem z bólu, łapiąc się za krwawiący nos. chyba był złamany.
 -Ile ma przy sobie kasy?- spytała kobieta.
 -Z jakieś 100 funtów plus dwie karty bankowe- odpowiedział nastolatek patrząc do mojego portfela.
 -To całkiem nieźle- powiedział dresiarz.
   Zacząłem bardzo żałować że nie osłuchałem Nialler'a i nie wziąłem ze sobą ochroniarza.
 -No cóż, tylko tyle z niego pożytku- westchnęła kobieta- zróbmy przysługę hejterom.
   Zobaczyłem jak dresiarz zakłada kominiarkę, a dzieciak wyciąga kamerę i kieruje obiektyw w naszą stronę.
 -Panie i panowie! przedstawiam wam sławnego Zayn'a Malik'a z One Direction. Postanowiliśmy zrobić maleńkie przedstawienie z nim w roli głównej. Żebyśmy nie wyszli na niesprawiedliwych, pozwolimy mu się bronić- powiedział blondyn.
   Odwrócił się do mnie i ciągnąc mnie za włosy, zmusił mnie do wstania. Zacząłem się bać i modliłem się w duchu żeby ktokolwiek mi pomógł. Mężczyzna zamachnął si, ale uniknąłem zgrabnie ciosu, wykręcając mu rękę, ale najwyraźniej się przygotował na to i uderzył mnie mocno w krocze. Walcząc z cholernym bólem, odwdzięczyłem się, łamiąc mu nos. No ale cóż, z dwoma nie wygram. facet z kolczykiem również założył kominiarkę i wykręcił mi znów ręce, a drugi zaczął okładać mnie pięściami w twarz i brzuch.
   Niepoddając się, w końcu wyrwałem się i zacząłem walić na oślep. Po chwili jednak zostałem powalony na ziemię metalowym prętem. Zasłoniłem głowę. Czułem kopniaki i ból wywołany kolejnymi uderzeniami prętem. Nagle oberwałem w klatkę piersiową i krzyknąłem z potwornego bólu żeber i przy oddychaniu. Ledwo już kontaktując poczułem jak prętem łamią mi prawą rękę. Leżałem totalnie bezbronny, osłabiony i oślepiony bólem. Nagle przestali mnie bić. Jeden z nich zmusił mnie do siadu i poczułem coś chłodnego na skroni. to był pistolet.
 -Tak kończy sławny Malik!- zadrwili.
 -Chłopaki, zbieramy się! Ktoś idzie!- zawołała kobieta stojąc na czatach.
   Nastolatek wyłączył kamerę i zaczął biec za kobietą i dresiarzem, zabierając moje rzeczy.
   Facet odsunął się ode mnie, a ja osunąłem się na ziemię.
 -Powodzenia śmieciu - powiedział mierząc w moją kostkę i powietrze przeszył strzał. Wrzasnąłem z bólu kuląc się jeszcze bardziej.
   Kopnął mnie po raz ostatni raz w żebra i uciekł z resztą gangu.
   Po chwili rozległy się krzyki. Zamknąłem oczy próbując jak najmniej się ruszać. Miałem urywany oddech. Po chwili zobaczyłem przerażonego Niall'a i Liam'a, biegnących w moją stronę.

                                ______________________________________

Hejka!
po pierwsze: tak tak, wiem trochę drastyczny rozdział :P
po drugie: dodaję co 2 tygodnie i brak komentarzy wcale nie oznacza że rzadko dodaje. czytam inne blogi na których są wpisy raz na miesiąc a nawet rzadziej i mają bardzo komentarzy, więc nie wiem co wam szkodzi poświęcić minute czy dwie na dodanie opinii która mnie motywuje i także krytyki która mnie lekko uczy ;) a po za tym też mam swoje życie prywatne. 1 komentarz = więcej motywacji do pisania czego mi ostatnio brakuje
no więc do następnego za dwa tygodnie! :)

pozdrawiam:
Payne'owa (: