sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział XIV


(perspektywa Zayn’a)

Wszedłem do łazienki w której przed umywalką stał Liam. Na mój widok szybko coś schował, żebym nie zobaczył.
 -Co tam ukrywasz? –spytałem.
 -Nic...- odarł, za wszelką cenę chcąc ukryć coś co miał w rękach.
 -No przecież widzę że coś trzymasz – nie dawałem za wygraną.
 -Ughh...no dobra- pokazał mi...
 -Po co ci kosmetyczka?!- zdziwiłem się.
 -Taki żarcik dla Niall’a w nocy- wyszczerzył się.
 -Hahahaha! Dobry pomysł! Mogę pomóc?
 -Jasne!- odparł po czym dodał- dzisiaj o 3 nad ranem.
   Kilka godzin później ledwo powstrzymując chichot, zabrałem się z Liam’em do pokoju blondyna. Spał mocno i niewinnie jak dziecko. Otworzyłem cień do powiek i delikatnie zacząłem  nakładać jasno niebieski kolor na powieki przyjaciela a rzęsy lekko podciągłem tuszem. O dziwo nie budził się w ogóle. Liam zrobił kreski elainer’em, dał róż na policzki i pomalował usta szminką. Efekt był naprawdę niezły. Wszystkie tiki podpatrzyliśmy u swoich dziewczyn. Wymknęliśmy się po cichu, wybuchając śmiechem dopiero w pokoju Payne’a.
 -To był ekstra pomysł- przybiliśmy piątki.

(Perspektywa Niall’a)

   Obudziłem się wyjątkowo dobrze. Ubrałem się i zszedłem na dół do kuchni, myśląc że Hazza zaraz pewnie będzie paradował po domu znowu nagi. Burczało mi nieznośnie w brzuchu. W pomieszczeniu nie było nikogo. Od razu skierowałem się do lodówki, zbierając z niej wszystko praktycznie co było. Byłem tak zajęty że nawet nie zauważyłem że do kuchni wszedł Louis. Dopiero kiedy dostał ataku śmiechu zwróciłem na niego uwagę.
 -Co cię tak rozbawiło? –spytałem.
 -Hahaha ! twoje twarz jest bardzo śliczna!- wydusił opadając na oparcie krzesła.
 -Co...?- spytałem zdezorientowany.
   Do kuchni wpadł Liam z aparatem cyfrowym w ręku i zrobił mi zdjęcie. On też się zaczął śmiać i puścił mi oczko. Podbiegłem do najbliższego lustra, sprawdzić co z moją twarzą jest nie tak. To co zobaczyłem w odbiciu, wywołało u mnie lekką złość i atak śmiechu.
 -Louuuuuuis!!!- krzyknąłem z korytarza.
   W drzwiach pojawił się Tommo razem z Liam’em, Zayn’em i Harry’m. wszyscy się śmiali.
 -Louis! Czy to twoja sprawka?! – posłałem mu spojrzenie które umiało by zbijać, Tomlinson już by leżał martwy.
 -Ależ skąd! Ale gratuluje komuś super pomysłu!- powiedział rozglądając się po chłopakach
 -Dowiem się w końcu do cholery, który jest taki wspaniałomyślny i zrobił mi makijaż?!- zawołałem zniecierpliwiony.
   Na pierwszy plan wyszedł...Liam?! nie spodziewałbym się bym tego po nim.
 -Ja, Lou mi to odsunął – powiedział z trudem powstrzymując śmiech.
 -A ja mu pomogłem- dodał Zayn zarzucając Payne’owi  na ramię rękę.
 -No proszę...- dopiero teraz przypomniałem sobie że trzymam łyżeczkę którą miałem posłodzić sobie herbatę.- Liam łyżeczkę?- uśmiechnąłem się złośliwie, niebezpiecznie zbliżając się do przyjaciela.
 -O cholera! Weź to ode mnie! Bo schowam jedzenie! –zawołał chowiąc się za Hazzą.
   Po chwili zniknął w kuchni, a ja ruszyłem za nim, mijając chłopaków. Gdy tylko przekroczyłem próg, nad moją głową świsnęła marchewka.
 -Ej! Won od moich karotek!!! –wrzasnął Lou wpadając do pomieszczenia z warzywem w ręce.
 -Liam! Łap! – krzyknąłem wykorzystując nieuwagę Payne’a i rzuciłem w niego łyżeczką.
   Nie świadomie złapał, ale już po chwili wrzasnął i łyżeczka wzbiła się w powietrze i z głuchym łoskotem uderzyła o podłogę.
 -Dobra! Poddaję się! –zawołał unosząc ręce do góry.
-No to teraz weźmiesz się za zmywanie tego z mojej twarzy- odparłem wskazując na pomalowane rzęsy- a Malik ci pomoże, bo inaczej wszystkie lustra znikną w tajemniczych okolicznościach.- dodałem widząc wchodzącego mulata.

(Perspektywa Harry’ego)

   Zostałem sam z Lou w domu. Wszyscy się gdzieś rozeszli. Zayn, Peerie, Liam i Sel na podwójną randkę, a Niall z Carmen gdzieś szlajali się po mieście. Eleanor siedziała w pracy więc nie mogła przyjść do Tommo, co mi było nawet na rękę. Może i była moją starą znajomą, ale ostatnio zacząłem być zazdrosny o Louisa i lepiej że jej nie widzę.
   Dzisiaj Louis’a miałem tylko dla siebie.
   Usiedliśmy razem na sofie w salonie i zaczęliśmy oglądać jakiś film, zajadając się popcornem. Tyle że film wcale mnie nie interesował. Przyglądałem się profilowi przyjaciela. Zbliżyłem się do niego powoli i pocałowałem delikatnie jego szyję. Przeszedł go dreszcz, więc postanowiłem nie przerywać, do póki nie spojrzał na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, przepełnionymi pożądaniem. Nie mogłem się powstrzymać i przyssałem się do jego słodkich ust. Oddał pewnie pocałunek, więc postanowiłem do akcji wkroczyć z językiem. Zmieniłem pozycję, siadając mu na kolanach, nie przestając się całować. Usiadł prosto, powodując że nasze ciała zaczęły się przyjemnie o siebie ocierać. Bez zastanowienia ściągłem mu koszulę w paski i rzuciłem w kąt. Tommo położył mnie na sofie i ściągnął mi koszulkę polo, całując moją szyję i zchodząc w dół. Lubiłem jego dotyk. Chciałem żeby mnie dotykał. Wrócił spowrotem całując mnie namiętnie w usta. Wsunąłem mu ręce w spodnie i ścisnąłem jego pośladki. Jęknął, dając mi do zrozumienia że mu się to podoba. Zrzuciłem go na dywan, najdelikatniej jak mogłem i usiadłem na nim okrakiem. Patrzył na mnie z podziwem.
 -gdzie zdążyłeś wyrobić sobie takie muskuły?- spytał.
 -Kiedy ty byłeś z El na „randkach” –zachichotałem.
 -Aww! Harry, pociągasz mnie! – powiedział.
 -I wzajemnie – wyszczerzyłem się.
   Zanim zdążył jeszcze coś dodać wpiłem się w jego usta, następnie schodząc do paska jego spodni, na chwilę zatrzymując się przy pępku i załaskotałem go tam językiem. Po chwili pozbyłem się jego czerwonych spodni i bokserek w gwiazdki (Hmm...ciekawy motyw :D). chwyciłem jego członek jedną ręką, poruszając w górę i w dół a drugą rękę zanurzyłem w jego włosach. Lou wbił mi palce w plecy cicho pojękując.
   Niespodziewanie usłyszałem głos Eleanor Calder.
 -Louis??!! Jak mogłeś!! Brzydzę się tobą!! – krzyknęła wybiegając z salonu.
   Po chwili leżałem plecami na chłodnej podłodze, a Tomlinson szybko ubrał spodnie i pobiegł za Eleanor. Westchnąłem niewiedzą kompletnie co mam zrobić...

(Perspektywa Louis’a)

   Cholera! Wszystko działo się tak szybko!
   Pół nagi dopadłem El w werandzie. Płakała.
 -Eleanor! Zaczekaj! Ty nic nie rozumiesz! Tylko tyle wydusiłem.
 -Czego nie rozumiem?! Zdradzałeś mnie z NIM gdy tylko mnie nie było! Już wcześniej coś podejrzewałam, ale nie wiedziałam że...że...to Harry!- wykrzyknęła mi prosto w twarz.
 -El proszę...-wyszeptałem.
   Wyszła przed dom. Poszedłem za nią.
 -Eleanor...!
 -Zawiodłam się na tobie!
   Wsiadła do taksówki i tak po prostu odjechała...
   W tym samym momencie jakiś młody dziennikarz wyskoczył z krzaków i zrobił mi zdjęcie. Zanim się zorientowałem już go nie było.
 -O szlak by go trafił! – krzyknąłem siadając na schodkach przed domem i chowając twarz w dłoniach.
   Cały mój świat legnął w gruzach w zaledwie pięć minut. Za chwilę cały świat dowie się co łączy mnie i loczka. Liam ostrzegał nas że to wyjdzie na jaw, ale nie sądziłem że w taki sposób i tak szybko...


            ________________________________________________

No i kolejny ;) dzięki za poprzednie komentarze i prawie 1200 wejść O.o 
dodam kolejny za dwa tygodnie jak będzie pięć Komentarzy :P tak zawyżam :D
Ps. wesołych świąt, spełnienia wszystkich marzeń, spotkania chłopaków wszystkim directioners, duuuużo zdrowia, i na święta żebyście nie przytyli a miliście szybko przemianę materii jak Nialler :P tego wam życzę z całego serducha ;***
do zobaczenia!


tak na świątecznie :P


ciekawa koncepcja i po drugie ktoś ma telent *___*


Larry is real! yeahh!! cieszmy się schiper's!! to są tatuaże Lou i Hazzy  :P

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział XIII


(Perspektywa Harry’ego)

Usiadłem na łóżku w nogach Liam’a, ciekawy jak Selena wytłumaczy tę sprawę z siniakami na szyi. Oczywiście Niall i Lu coś tam wspominali o akcji w szkole, ale nic konkretnego.
 -No więc w dzień waszego wypadku, mnie i Carmen dopadli dziennikarze. Pytali czy ja i ty jesteśmy parą zaprzeczyłam no bo dopiero co się pocałowaliśmy. Rozumiesz mnie?- zaczęła tłumaczyć.
 Liam kiwną głową potwierdzająco.
 -No więc mi nie uwierzyli. Stwierdzili że mają  zdjęcie które mówi samo za siebie. Dwa dni później na okładce jednego z czasopism, napisali że jesteśmy razem. No i się zaczęło. Nie żebym coś narzekała...ale nagle zaczęli sobie ze mnie kpić obrzucać wyzwiskami i grozić inni zaś chcieli się ze mną na siłę  zaprzyjaźnić.
 -Grozić?!- zawołał oburzony- a co mają z tym wspólnego siniaki?
 -Miałam lekkie stracie  z taką jedną dziewczyną...właśnie dzisiaj. Zaczęła mi grozić i dusić. I w tedy pojawił się Nialler z Louis’em można tak powiedzieć w odpowiednim momencie.
 -Ale nikogo nie był kto by ci pomógł?- spytałem.
 -Byli, pełno ludzi, ale jakoś się nie kwapili- mruknęła o czym dodała- ale już mi nic nie zrobi.
 -Owszem bo ja na to nie pozwolę!- wpadł jej w słowo przyjaciel.
 -Nie przesadzaj, niby jak?
 -Nie wiem, ale o tym pomyślę- odparł
 -Li, przecież został mi tylko miesiąc do końca szkoły. Nie martw się, dam sobie radę. Póki co ty i tak teraz leżysz w szpitalu. Nic nie zrobisz- zapewniła go, a widząc że chce coś jeszcze powiedzieć dodała- Liam ja mówię serio. I koniec tematu.
   Nagle zadzwonił jej telefon. Odebrała i po chwili powiadomiła nas że musi się zbierać, bo musi pomóc w przygotowaniach do ślubu swojej mamy.
 -Idź, ja z nim zostanę- zdeklarowałem.
 -Dzięki, przyjdę jutro-uśmiechnęła się i obdarzyła Li pocałunkiem w usta.
   Na myśl od razu przyszły mi słodkie usta Louis’a...
   Po chwili znikła za drzwiami a na jej miejsce przeszedł Lou.
 -Chłopaki...czy ja o czymś nie wiem? Czy wasz niby „bromance” jest prawdziwy...?-spytał znienacka Liam.
  -Co?!  Z kąt...-zaczął Tommo
   Też byłem w szoku. Czy on coś zauważył...?
 -Selena, Niall i Zayn wspominali mi że dziwnie się zachowywaliście ostatnio. Ja już wcześniej się domyślałem...ale czy wy naprawdę...?Dla tego zacząłeś się kłócić z Eleanor Louis?
 -My...-zacząłem ale się zciąłem.
 -Czyli rozumiem że tak?
   Louis wziął głęboki wdech i posłał mi znaczące, krótkie spojrzenie.
 -Tak-potwierdził- Larry istnieje naprawdę.
 -Ale to nie znaczy że nie podobają się nam dziewczyny...-dodałem szybko-po prostu tak wyszło-zarumieniłem się.
 -No to menager się wkurzy-westchnął Liam.
 -Błagam nie mów nikomu!- zawołałem lekko spanikowany.
 -Ok. ale tak to kiedyś wyjdzie na jaw.-stwierdził.
 -Nie martw się, ale dzięki- odpowiedziałem jednocześnie z Louis’em.
   Po chwili ciszy odezwał się Boo Bear.
 -Tak z innej beczki przydało by się zrobić urodziny Sel, zostały tylko dwa miesiące!
 -Był bym zapomniał!- zwołał nieco speszony Li.
 -No pięknie! Ładnie ta zapominać o 18-nastce swojej dziewczyny?- wyszczerzyłem się.
 -Poczekaj aż ty będziesz miał dziewczynę- zaśmiał ssie rzucając we mnie poduszką.
 -przynajmniej na razie mam Louis’ka, który mnie kocha!- odpyskowałem rzucając się ze śmiechem na kolana Lou...

(Perspektywa Seleny)

   Było już kilka dni po ślubie mojej mamy i ślubie. Oczywiście towarzyszył mi już Liam i nie obyło się od namawiania mamy na zaproszenie też reszty zespołu oraz Carmen. Przyjaciółka ogłosiła z Niall’em że są razem dwa tygodnie wcześniej.
   Zabrałam szybko jakąś gazetę  o gwiazdach w kiosku i zapłaciłam za nią, chwilę później wracając do domu.
 -Jestem!- zawołałam.
 Odpowiedział mi dźwięk włączonego telewizora. Weszłam szybko do salonu zastając mamę na kanapie pod kocem z kubkiem kakao.
 -Hej mamuś, coś się stało?
 -Nic tylko się lekko przeziębiłam to nic takiego –uśmiechnęła się.
 - to dobrze...
   Nagle zadzwonił mój nowy telefon który uparł się kłócić Liam. Właśnie teraz dzwonił.
 -Hallo?
 -No hej kochanie, zaraz do ciebie wpadnę!- powiadomił mnie
 -To czekam!- odpowiedziałam.
   Kilka minut później do moich drzwi zapukał Li, uprzednio wpuszczony do domu przez moją mamę.
 -Cześć- przywitał się siadając i muskając moje usta swoimi.
 -Hej-uśmiechnęłam się szeroko.
 -Co robisz 28 lica?- spytał.
 -W moje urodziny? Nie wiem...myślałam że spędzimy ten dzień razem-odpowiedziałam leko zaskoczona tym pytaniem- a co?
 -Nic, tak tylko pytam. Zabiorę cię do nas, ok.?
 -Jasne! A co będziemy robić?- ucieszyłam się.
 -Niespodzianka- powiedział tajemniczo.
 -ty i niespodzianki....zapowiada się ciekawie!- wyszczerzyłam się.
 -Bo będzie- wymruczał, zbliżając się do mnie- mówiłem ci że jesteś piękna?
 -I to wiele razy- zarumieniłam się.
   Powoli odsunął mi kosmyk włosów z twarzy, wciąż wpatrując się w moje oczy. W końcu jego wzrok powędrował na moje usta dokładnie je badając. Delikatnie przejechał opuszkiem po dolnej wardze zachichotałam przygryzając ją. Li uniósł pytająco brew.
 -Długo się będziesz tak gaić, czy w końcu mnie całujesz?- spytałam wywracając oczami.
 -Hmm...czy ja wiem...-zaczął się ze mną droczyć.
 -Od kiedy ty czegoś nie wiesz?- spytałam okazując mu język i już miałam się specjalnie odsunąć, kiedy złapał mnie za podbródek
 -Od kiedy zawróciłaś mi w głowie.-obdarzył mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem
 -Tak?- szturchnęłam go w brzuch.
   Instynktownie zakrył brzuch i zachichotał. Cicho. Aha! Tu cię mam!- pomyślałam i zaatakowałam go. Opadł na łóżko bezbronny śmiejąc się.
 -Ok. ok.! poddaję się!- wydusił po kilku minutach
   Uśmiechnęłam się z wyższością i odsunęłam się. To był błąd. znienacka zaczął mnie łaskotać rozkładając na łopatki. Usiadł mi na biodrach, doprowadzając mnie ze śmiechu do łez.
 -Teraz mi nie uciekniesz!- stwierdził.
   O chwili nachylił się i zaczął muskać ustami moją szyję. Nagle usłyszałam kroki na schodach. W ostatniej chwili odepchnęłam Liam’a i usiadłam po turecku na łóżku. Zapukanie w drzwi i następnie się otworzyły.
 -Selena ja jadę do ciotki. Będę późnym wieczorem- powiadomiła mnie.
 -Ok.- odpowiedziałam i kiedy odeszła podeszłam do okna.
   Kiedy odjechała, od tyłu podszedł do mnie Liam i przytulił, przygryzając mój płatek ucha. Odwróciłam się szybko i zarzuciłam mu na szyję ręce, a on objął mnie w pasie.
 -To było brutalne odepchnięcie- poskarżył się.
   Zachichotałam.
 -Wpadłeś mojej mamie w oko. Polubiła cię.- stwierdziłam.
 -To chyba dobrze- bez ostrzeżenia wpił się w moje usta.
   Oddawałam pocałunki najlepiej jak potrafiłam, kiedy uniósł mnie do góry i delikatnie położył  na łóżku, znajdując się nade mną.
 -Kocham cię- wyszeptał i o chwili położył się obok mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej.

(Perspektywa Louis’a)

   Odpiąłem kłódkę zabezpieczającą wypożyczone rowery.
 -To gdzie najpierw?- spytałem wsiadając na rower.
 -Przed siebie!- zawołał Harry.
 -Ale po drodze wstąpimy do Nados?- spytał niewinnie Niall.
  Dostałem ataku śmiechu. Cały Nialler, i jak go tu nie kochać? Ruszyłem niespodziewanie z miejsca jadąc główną drogą. Po chwili dogonił mnie Hazza i Niall. Chodnikiem szły dziewczyny chichocąc i szeptają sobie na ucho komentarze, co chwile zerkając na nas. Puściłem kierownicę podniosłem do góry ręce ponad głowę i zawołałem:
 -Nados rządzi! Yeahh!
   Dziewczyny wybuchły śmiechem, a reszta ludzi spojrzała na mnie krzywo.
 -Jedzenie rządzi!- zawołał Niall szczerząc się.
 -Marchewki rządzą!- dodałem.
 -A koty to co?!- spytał niby oburzony loczek.
 -AWIĘC TY RZĄDZĄ!!! - wydarłem się najgłośniej jak mogłem doprowadzając blondyna do ataku śmiechu.
   Kilka minut później wjechaliśmy do parku, zostawiając rowery  na stojaku i zapinając je na kłódki.
 -To gdzie teraz?- spytał Horan.
 -Ej chłopaki! Chodźmy na rolki!- odparł Harry, wskazując na kolejną wypożyczalnię.
 -Dobry pomysł! A ty w ogóle umiesz na nich jeździć?- spytałem
 -Yyy...nie ale się nauczę! – wyszczerzył się.
 -Już widzę jak leżysz na asfalcie!- zakpił Niall
 -a powiem że szybko się nauczę!- pokazał mu język.
 -Zawsze ja cię mogę jeszcze nauczyć jeździć- zaproponowałem specjalnie zwieszając się na jego ramieniu.
 -To nie jest zły pomysł- stwierdził Hazz.
   Skierowaliśmy się do wypożyczalni i już po chwili pomagając Harry’emu utrzymać równowagę, wyszliśmy.
 -Niall, najpierw oswoimy Hazzę z rolkami a później ustalimy trasę.
   Przez następne kilkadziesiąt minut mieliśmy niezły ubaw ucząc przyjaciela i zbierając go z brukowanej parowej alejki za każdym razem kiedy tracił równowagę.
 -Nauczyłem się! Nauczyłem!- zaczął krzyczeć jak małe dziecko, kiedy dość dług utrzymywał się na rolkach.
   Tak bardzo skupił się na jeździe, że w ostatniej chwili zauważył drobną szatynkę ale próbując ją wyminąć i tak o nią zahaczył. Obydwoje wylądowali na ziemi. Podjechałem szybko do nich.
 -O matko! Przepraszam panią bardzo!- jękną ze skruchą loczek.
 -Przyjaciel dopiero się nauczył się jeździć na rolkach i nie wyrobił- wytłumaczyłem pomagając wstając kobiecie natomiast Nialler zaczął zbierać z ziemi Harry’ego.
 -Ok. przeprosiny przyjęte, ale warto uważać- uśmiechnęła się na co Hazz dziwnie zareagował- ja chyba z skąś was znam!
 -Możliwe- Niall się wyszczerzył się.
 -Już wiem!- zawołała o chwili- wy jesteście z tego słynnego boys band’u! z One Direction!
 -zgadza się- uśmiechnąłem się uroczo.
 -moja bratanica was uwielbia!- wytłumaczyła.
 -Fajnie!- bąknął Harry
   Co się z nim dzieje?
 -a mogłabym wasze autografy? Dla tej bratanicy?- spytała.
 -Nie ma sprawy.-odpowiedział Horan- ma pani jakąś kartkę i długopis?
 -Tak mam. Tak w ogóle mam na imię Sally- odparła wyciągając z torebki potrzebne rzeczy.
 -Miło nam- powiedziałem podpisując się- a jak bratanica ma na imię?
  -Sophie- odpowiedziała.
   Zaczęła zerkać rzez moje ramię. Chyba kogoś zauważyła. Z ciekawości spojrzałem za siebie. Zamarłem. To był ta sama dziewczyna która dusiła miesiąc temu Selenę w szkole. Ona też mnie natychmiast poznała. Od razu podeszła do swojej cioci.
 -To właśnie Sophie- odparła kobieta.
 -myśmy się wcześniej już widzieliśmy- spróbowałem powiedzieć normalnym głosem co mi z kolei zbytnio nie wyszło.
 -Jasne- uśmiechnęła się słodko.
   Nienawidziłem takich wrednych plastikowych i przesłodzonych panienek. Powodowały u mnie „teoretycznie” odruch wymiotny. Nialler zauważył co się dzieje ze mną i Hazzą, więc szybko wziął sprawy w swoje ręce i po chwili znów jechaliśmy alejką.
 -Heh, czyżby Harry zauroczył się t ą ciotką naszej fanki?- zaśmiał się cicho blondyn.
   W środku czułem że jestem lekko zazdrosny o przyjaciela, ale dobrze to ukrywałem.
 -Jeden rzut oka na Sally i już nauczył się jeździć na rolkach- odparłem udając rozbawienie.
 -A tak zmieniając nieco temat, to widzę że zapamiętałeś naszą słodką Sophie- powiedział.
 -Chciałeś powiedzieć chyba fałszywą Sophie- mruknąłem z niesmakiem- dobra, skończmy temat, chyba że chcesz widzieć jak wymiotuję w krzaki.
 -Ok., nie ma sprawy- zgodził się krzywiąc się na słowo „wymiotować”.
   Zanim zdążył coś jeszcze dodać, przyspieszyłem i złapałem loczka w tali zaręcając nim do okoła tak że o mało znów nie zaliczyliśmy kamieni. Przerażony Hazz chwycił się mocno moich rąk wydając z siebie zduszony okrzyk. Niall dostał ataku niepohamowanego śmiechu na widok twarzy Styles’a, a ludzie do okoła 
wzięli nas za jakiś nienormalnych, sądząc po minach

          _______________________________________________________

No jż myślałam że nie dodacie żadnych komentarzy od poprzednim rozdziałem! no ale na szczęście nie zawiodłam się na was ;D
Jestem dumna z chłopaków jak poradzili sobie na MGS :P zayn nawet sobie wytatuował           
tes skrót i datę ;) wkońcu spełniło się ich największe mażenie ;D
 dziękuję za ponad 1000 wejść *__* i za wszystkie komentarze! normalnie kocham was! ;**
cztery komentarze i dodaje kolejny za dwa tygodnie w sobotę :D


                                                     Malik coś ty brał? hahaha :D