poniedziałek, 7 października 2013

Ziall- Rozdział IX

 [tydzień później]

   W ciągu dwóch dni doszedłem do siebie, ale już nie byłem aż tak silny jak wcześniej. W sumie to wcale mnie to nie dziwi.
   Przebrałem się szybko w ciuchy na scenę i zakradłem się od tyłu do Niall'a wskakując mu na plecy. Ukochany irlandczyk w ostatniej chwili odzyskał równowagę i trzymał mnie mocno za uda.
 -Nie za wygodnie ci?- uśmiechnął się.
 -Jest idealnie Sunshine- powiedziałem całując go w płatek ucha.
 -Jesteście tak słodcy że zaraz się porzygam- skomentował nasze zachowanie Lou.
 -Odezwał się aniołek. jak tam Noc? Zdaje się że słyszało was pół Dublin'u-odciąłem się.
   Tommo oblał się rumieńcem.
 -Hazza pewnie nie narzekał na brak atrakcji- dodał Nialler.
 -Zamknijcie się- warknął pokazując nam środkowy palec, co wywołało u nas kolejną salwę śmiechu.
   Zszedłem z Niall'a  i ruszyliśmy na scenę. Wszedłem jako ostatni zaraz po Hazzie. Powitał nas entuzjastyczny krzyk fanów, a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki 'Kiss You'. Uśmiechnąłem się i zacząłem śpiewać swoją solówkę.
   Postanowiłem dać troche rozrywki fanom i zacząłem dokuczać Harry'emu i Lou, zamieniać słowa w piosence. Na koniec zaśpiewaliśmy nasz cover z x-factor'a 'Kids In America'.
   Stanąłem nieruchomo na scenie, lekko ruszając prawą stopą i śpiewając z szerokim uśmiechem:
             
                 "...Everybody live for the music go round!
                 Na na na na na na na sing!
                 Na na na na na na sing!
                 Na na na na na na na sing!
                 Na na na na na na na! "

   Zacząłem skakać szalenie, równocześnie trochę tańcząc i przeciągając słowa. Pod koniec, Nialler skoczył mi na plecy i owinął nogi w okół moich bioder. Zacząłem się śmiać obracając się w okół własnej osi, aż straciłem równowagę i wraz z ostatnią zwrotką, runąłem na blondyna, który upadł na plecy. Jednak wciąż trzymając mikrofon w dłoni, zaśpiewałem do ostatniego słowa, na koniec, wybuchając głośno śmiechem razem z Niall'em.
 -Kocham fanów z Dublina!- zawołałem radośnie przewracając się na brzuch-Sprawiacie że ten koncert jest niesamowity!
   Odpowiedziały mi rozbawione piski fanów. Przeturlałem się z powrotem na plecy przybijając z roześmianym Irlandczykiem piątkę. Hazz zszedł na chwilę by użyć inhalatora bo dostał lekkiego ataku astmy, a szedł z nim Tommo. Posłałem w powietrzu bezgłośne 'Kocham cię' Horan'owi i w tym samym momencie przeszył mnie ostry, znajomy ból. Upuściłem mikrofon między mnie a Niall'a i zacisnąłem mocno powieki, skupiając się na tym, by stłumić jaki kolwiek dźwięk.
 -Zayn, jeżeli chcesz możemy na chwilę zejść jak potrzebujesz -zaproponował lekko spanikowany Nialler.
   Uścisnąłem delikatnie jego nadgarstek dając mu znać by się wstrzymał. Ból minął, a ja zaczerpnąłem głęboko powietrza, otwierając oczy.
 -Już o wszystkim- zapewniłem go drżącym głosem.
   Usiadłem, rozglądając się do okoła. Na szczęście moje zachowanie zauważyli tylko Liam i dziewczyna z pierwszego rzędu.
 -Coś nie tak?- spytał niepewnie Li.
 -Nie, wszystko ok- skłamałem.
   Odszedł, podchodząc chwilę później do Louis'a który wszedł dopiero na scenę i zaczął coś do niego szeptać na ucho.
 -To cię wykończy- powiedział cicho blondyn -jak długo masz zamiar to ukrywać? Li już coś podejrzewa...nie wygrasz z tym.
 -Nie tutaj!- posłałem mu ostre spojrzenie.

 [dwa dni później]

   Przez następne kilka godzin po koncercie Niall próbował mnie namówić żebym w końcu powiedział wszystkim prawdę. Ale ja wiedziałem że to jeszcze nie czas. Chciałem się przyznać ale jeszcze nie teraz. Gdy w końcu dał mi spokój, patrzył na mnie zawiedziony za każdym razem kiedy nasze spojrzenia się spotykały, a do tego Liam i Louis zaczęli mi się dokładnie przyglądać. Cholera, coraz trudniej mi było ukrywać przed wszystkimi moją chorobę, a moje samopoczucie mi zbytnio nie pomagało.
   Zirytowany tym wszystkim, zadzwoniłem do ośrodka  dla dzieci z chorobami śmiertelnymi* i spytałem czy mogę jakoś pomagać przez jakiś czas opiekować się nimi. Dzisiaj miałem iść na pierwsze spotkanie i poznanie ośrodka. wszedłem na parter gdzie mieściły się wszystkie biura i stanąłem przed drzwiami z numerem 6. cicho zapukałem i czekałem aż usłyszałem ciche 'proszę wejść'. Niepewnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. przy biurku siedziała kobieta w średnim wieku, pochylona nad stertą dokumentów. Zamknąłem drzwi i usiadłem na krześle koło biurka. kobieta nawet nie podniosła wzroku. Odchrząknąłem znacząco.
 -Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i dzwoniłem tu wczoraj popołudniu w sprawie...- zacząłem, ale mi przerwała.
 -Witam.Miło że chce pan pomóc, chce poświęcić swój czas tym biednym dzieciom- kobieta uśmiechnęła się.
 -Wiem przez co przechodzą, może mi ani wierzyć-odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok.
 -Ktoś w rodzinie miał raka?- spytała.
 -Ja mam raka- spojrzałem jej prosto w oczy.
   Zmieszała się odwracając wzrok.
 -Przykro mi...
 -Nie chcę pani współczucia, bardziej przyda się ono tym chorym dzieciom- powiedziałem stanowczo- jeżeli mamy współpracować przez najbliższy czas, to może mówmy sobie po imieniu?
 -Jestem za. Megan- podała mi dłoń.
 -Zayn- uśmiechnąłem się.
 -To może pokażę ci teraz ośrodek i poznasz naszych podopiecznych?- zaproponowała.
 -Było by świetnie!
   Nie kryłem tego, że byłem bardzo podekscytowany, tym że mogę się na coś przydać.
   Wyszliśmy  z gabinetu i ruszyliśmy korytarzem na schody. wyszliśmy na piętro budynku i kobieta otworzyła drzwi na oddział.
   Co było dziwne, wcale tam nie było aż tak cicho. Co chwilę słychać było jakieś radosne krzyki, śmiechy i nawet kilka maluchów przebiegło koło nas bawiąc się w berka. Na moje usta wkradł się szeroki uśmiech.
 -Mówiłam żebyście nie biegali!- zawołała za nimi o czym zwróciła się do mnie- na tym piętrze mają pokoje dzieci od 3 do 10 lat. rodziny przyjeżdżają do naszego szpitala nawet z okolic Londynu. Podobno mamy bardzo dobrą opinię, na temat opiekowania się chorymi. Myślę że pewna dziewczynka będzie w niebo wzięta na twój widok.
 -Ile ma lat?- spytałem.
 -Pięć...- odpowiedziała ze smutkiem.
   Taka maleńka, a już musiała cierpieć...to nie w porządku! gdzie tu sprawiedliwość?!
   Moje rozmyślania przerwał pisk, kiedy tylko weszliśmy do jednego z pokojów. poczułem silny uścisk w pasie. Drobna ruda dziewczynka spojrzała na mnie z zachwytem. przykucnąłem, a ona natychmiast przytuliła się do mnie, wykrzykując moje imię. objąłem ramionami jej maleńkie ciałko.
 -Jak masz na imię?- spytałem.
 -Luna- odpowiedziała, odsuwając się ode mnie.
   Miała cudne duże zielone oczy.
 -Jej! Dziękuję!- zwróciła się do swojej opiekunki.
   Zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co chodzi.
 -Pani Megan obiecała że cię poznam!- wytłumaczyła dziewczynka.
 -Ah, no tak...- uderzyłem się lekko , otwartą dłonią w czoło.
   Luna uśmiechnęła się do mnie uroczo i pociągła mnie w głąb swojego pokoju, którego dzieliła z najwyżej siedmioletnią blondynką, która właśnie czytała w skupieniu książkę. Uśmiechnąłem się od nosem i dałem się zapoznać rudowłosej, z dość dużą kolekcją zabawkowych kucyków.
   Meg wycofała się po cichu, zostawiając mnie tam samego.
   Później tuż przed kolacją, zabrała mnie na drugie piętro gdzie przebywali od 11 do 18 lat chorzy. Zaprowadziła mnie do czternastoletniego chłopaka, który był już w ostatnim stadium i był już tak wyniszczony przez raka, że musieli go karmić, bo nie miał siły. Bez słowa wziąłem od pielęgniarki miseczkę z zupą mleczną i zacząłem dawać chłopakowi do ust po łyżce. Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco i nagle przestałem się uśmiechać. Za niedługo to miało czekać mnie...już powoli czułem pewne trudności.
 -Coś cię martwi?- spytał cicho
 -To nic takiego- skłamałem.
 -Przecież widzę- nie dał za wygraną.
 -Ok...no więc...Ja się boję...też mam raka- wydusiłem zamykając oczy-  ale nie powiedziałem o tym moim przyjaciołom...na razie. Wiedzą tylko moi rodzice, mój...chłopak i kilka znajomych fanek- zwierzyłem się- nie chcę żeby widzieli co robi ze mną ta choroba...
 -Dobrze cię rozumiem. Ja już się z tym pogodziłem. Jeżeli będziesz miał przy sobie najbliższych przy sobie, lepiej to przejdziesz. Powiedz im.- poradził mi.
 -Mam taki zamiar, ale jeszcze nie teraz...- mruknąłem.
 -Będzie dobrze- uśmiechnął się słabo zamykając oczy i wzdychając ciężko.- mógłbyś zawołać pielęgniarkę? Źle się...czuję- poprosił.
 -Oczywiście- odparłem i wyszedłem w poszukiwaniu jakiegoś pokoju pielęgniarek.
   Po kilku minutach chciałem ponownie wejść do pokoju chłopaka, ale nie pozwolono mi już dzisiaj. Szkoda. Nawet się z nim nie pożegnałem. ruszyłem zapoznawać się z kolejnym nastolatkami. Spędziłem tam czas do wieczora. Z mnóstwem nowego doświadczenia wróciłem zmęczony do domu.
   Niall czekał na mnie już z kolacją, ale jakoś nie miałem ochoty. grzecznie mu odmówiłem kanapek i zaciąłem go do mojego pokoju, wtulając się w niego i zasypiając.

[Rano]

   Obudziłem się wcześniej niż Niall. Dochodziła 9. postanowiłem mu wynagrodzić wczorajszy wieczór, robiąc mu dzisiaj śniadanie do łóżka.
   Po cichu wyszedłem z pokoju w samych bokserkach i skierowałem się do kuchni. zabrałem się zarobienie jajecznicy na bekonie smarowanie chleba masłem zrobienia świeżego soku w sokowirówce i pokrojenie pomidora z ogórkiem. kiedy wszystko ładnie poukładałem na tacce, wróciłem do mojego pokoju i postawiłem na chwilę śniadanie na szafce.  wsunąłem się pod pościel i zbliżyłem się do słodko śpiącego irlandczyka. zacząłem delikatnie muskać ustami jego powieki, policzki i wargi mruknął coś przez sen i uśmiechnął się delikatnie.
 -Wstajemy śpiochu śniadanie stygnie- wymruczałem mu do ucha po chwili usuwając z jego czoła pojedynczy kosmyk blond włosów.
    powoli otworzył oczy i uśmiechnął się delikatnie. Pochyliłem się jeszcze raz znów całując do w usta. Tym razem oddał pocałunek kładąc mi rękę na karku,przybliżając do siebie bliżej i pogłębiając po chwili pocałunek. Jednak odsunąłem się. Spojrzał na mnie pytająco.
 -Śniadanie- odparłem, sięgając po tacę i kładąc już na pół siedzącemu Nialler'owi na kolana.
   Sięgnąłem po widelec i nabrałem jajecznicy, wkładając ją mu do ust. W końcu blondyn się uparł żebym też coś zjadł. Nie miałem wyboru chodź w ogóle czułem że jak coś zaraz zjem to polecę do Łazienki wszystko zwymiotować...co się ze mną działo? jak przewidziałem, pod pretekstem załatwienia potrzeby jak najszybciej poszedłem do łazienki i zwymiotowałem do ubikacji. Byłem cholernie głodny ale nie mogłem nic zjeść...może to tylko chwilowe?
   Po południu wyciąłem go na spacer do parku, a później wpadliśmy do Liam'a. W końcu normalnie zjadłem u niego kanapki. spędziliśmy u niego cały wieczór,  gadając o niczym i czytając artykuły na nasz temat przez co mielimy dużo śmiechu. Zanim wyszliśmy, przyszła Danielle zostając u Li na noc. Wracając do naszego mieszkania, utknęliśmy w lekkim korku i odeszło do naszego auta kilka fanów. Niall zagadał się z jednym chłopakiem i dziewczyną na temat ostatniego meczu piłki nożnej z udziałem Manchester Unated. ja natomiast zacząłem konwersację z trzema dziewczynami.
 -No bo mamy taki pomysł żeby zrobić taki mini zlot fanów tu w Londynie. tak koło 30-40 osób. wpadlibyście? będzie fajnie!- zapewniała wysoka dziewczyna zafarbowana na kolor czerwony.
 -A kiedy to będzie?- spytałem.
 -za jakieś 4 dni. w hyde parku.- odpowiedziała szatynka.
 -Postaram się namówić chłopaków, ale nie wiem czy czasem czegoś Modest w ostatniej chwili nie wymyśli i będziemy musieli iść na jakiś wywiad czy coś w tym stylu. ale myślę że będziemy.- odpowiedziałem.
 -Było by świetnie!- zawołała druga brunetka.
 -Ale jak by co to jak możemy wam dać znać jak byśmy nie mogli?
 -Mogę dać swojego twitter'a, napiszesz mi najwyżej- odparła czerwonowłosa.
 -Ok, to napisz mi- westchnąłem podając jej kartkę i długopis znaleziony w schowku.
   Napisała szybko swojego Nicka i uśmiechnęła się szeroko
 -Tak swoją drogą jestem Monic i jestem shipperką Larry'ego i Ziall'a- wyszczerzyła się.
 -Miło mi- uśmiechnąłem się niepewnie.
 -to jest ciekawe że Modest się uwziął na Lou i Hazzę a na was nie, jak widać że...no wiesz- dodała- za bardzo tego nie ukrywacie.
 -I nawet nie zaprzeczaj- uprzedziła mnie blondynka.
   Spuściłem wzrok zawstydzony. Cholera, czemu ja nie umiem kłamać w tej sprawie? zaczynam być taki sam jak Harry i to Niall zaraz będzie za mnie mówić.
 -Myślę że i tak bym nie zdołał was przekonać- wzruszyłem ramionami.
 -Nie przejmuj się, może i lepiej. To nic nie zmienia- odezwała się druga brunetka.
 -Directioner forever, nie ważne co się stanie- zapewniła Monic.
 -I jak was tu nie kochać?- westchnąłem uśmiechając się niewinnie.
 -Nas się nie da nie kochać- wyszczerzyła się blondynka- a wracając do przedstawiania się, jestem Anne, a ona nazywa się Lena
    Zachichotałem nie mogąc się powstrzymać.
 -Znam już jedną fankę, która ma na imię Lena- przyznałem.
 -Nie czasem ta bruneta z którą siedziałeś jakiś czas w parku?- spytała Anne.
 -skąd wiesz?!- zdziwiłem się.
 -Powinieneś być już przyzwyczajony do tego że dziennikarze strzelają wam fotki- wzruszyła ramionami
 -chyba się nigdy nie przyzwyczaję- odparłem- czy to aż takie dziwne że czuje się zwykłym chłopakiem?
 -W sumie to pewnie od pewnymi względami jesteś no ale wiesz dla nas jesteś nieźle utalentowanym, miłym, przyjaznym chłopakiem- stwierdziła Lena- dla mediów zwykłym towarem...
 -Zayn ruszamy- odezwał się NIaller.
 - No to cześć dziewczyny, dzięki za zaproszenie i i skrócenie siedzenia w korku rozmową- pożegnałem się uśmiechając się szeroko.
 -Cześć!- odpowiedziały chórem.
   Zamknąłem drzwi i pomachałem im.
 -Trzymamy kciuki za Ziall'a!- zdążyłem usłyszeć jeszcze Monic i pojechaliśmy.
   Uśmiechnąłem się szeroko i dałem blondynowi całusa w policzek a on dał mi na kolano dłoń uśmiechając się czule.


                            ___________________________________________________


Brak komentarzy: