piątek, 22 listopada 2013

Ziall- Rozdział XII

[5 dni później]

   Zrobiłem miejsce na moim łóżku szpitalnym, patrząc jak Harry montuje laptopa z kamerką i mikrofonem na swoich kolanach, siadając z mojej lewej strony.żył się Nialler opierając się plecami o moją klatkę piersiową, a ja objąłem go ramionami, całując w policzek. Liam usiadł po mojej prawej stronie, a Lou wszedł na poduszkę i siedział wyżej za nami.
 -Gotowi?- upewnił się Harry.
   Przytaknęliśmy i loczek uruchomił twitcam'a. przyciągnąłem bliżej siebie blondyna, kładąc mu głowę na ramię, tak że nasze policzki się stykały.
 -Witamy wszystkich!- zawołaliśmy równocześnie, machając do kamerki.
   Licznik wskazywał na rekordową liczbę fanów. Uśmiechnąłem się szeroko, czytając wiadomości.
 -Zayn Niall, dacie sobie buzi?- zachichotał Lou.
 -Nie sądzę żeby nasze czułości były na pokaz- wystawiłem mu język.
 -Ale fani tak bardzo proszą- dodał Li.
   Trąciłem nosem policzek irlandczyka, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
 -Co nam szkodzi- mruknął mi do ucha.
   Wywróciłem oczami i dałem się pocałować Niall'owi prosto w usta, przymykając oczy i czując przyjemne dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Na koniec, potarłem nosem o jego nos.
 -Twierdzą że wyglądacie słodko- zachichotał Harry.
 -Dzięki- mruknął Nialler, rumieniąc się.
 -Uwielbiam jak się rumienisz- wyszeptałem mu do ucha na co jeszcze bardziej spalił buraka.
   Zachichotałem, wtykając nos w zgłębienie jego szyi.
 -Dobra koniec tych czułości- odezwał się Liam.
 -A wiecie że Louis was podpuścił i nie było żadnej prośby o pocałunek?- wyszczerzył się Hazza.
   Lou trzepnął go w głowę żeby siedział cicho, ale loczek mu oddał i zaczęli się bić na żarty i ciągnąć za włosy. Laptop niebezpiecznie zachwiał się.
 -Nialler! łap laptop!- zawołałem.
   Irlandczyk bez wahania złapał szybko sprzęt w ostatniej chwili. Harry spadł z łóżka z głośnym jękiem.
 -I co się szczerzycie?-warknął w naszą stronę, wstając z podłogi.
   Tommo uśmiechnął się niewinnie sprawiając, że w policzkach lokowatego na nowo pojawiły się dołeczki.
   Do sali weszła pielęgniarka. Odchrząknąłem znacząco poprawiając się na łóżku. Pielęgniarka zgromiła nas wzrokiem.
 -To łóżko jest przeznaczone tylko dla pacjenta!- ochrzaniła nas.
 -Pani odpuści ten jeden raz...robię dla fanów ostatniego twitcam'a- uśmiechnąłem się smutno.
 -No dobra, ale tylko ten jedyny raz- zgodziła się. chłopcy przepraszam was na chwilę, muszę zmienić kroplówkę i morfinę.
 -Ok- westchnąłem i podałem jej dłoń z motylkiem.
   Podpięła mi do ręki odpowiednie kabelki i wyszła.
 -Jak widzicie nie najlepiej ze mną. Ale przynajmniej wszystko mam pozałatwiane.- odezwałem się- dzięki że mogłem śpiewać i tworzyć dla tak wspaniałych fanów jak wy. To były moje najlepsze 2 lata i 9 miesięcy w życiu. Robiłem rzeczy o których nawet nie śniłem. Kocham was. Każdego i każdą z osobna.
 -Zayn, jak ci się podobał album od fanów?- spytał Niall.
 -To jak to oglądałem i czytałem...jesteście niesamowici- uśmiechnąłem się.
 -Aż się poryczał ze wzruszenia- wyparował Harry.
 -Nieprawda!- zawołałem zażenowany.
 -Mam to nawet nagrane- zachichotał Louis.
   Odwróciłem się do niego posyłając mu mordercze spojrzenie i patrzyłem jak wymachuje zadowolony z siebie telefonem.
 -Radzę ci to skasować- warknąłem.
 -Czyli jednak się przyznał!- zawołał Liam który chwilę później został zrzucony przeze mnie na podłogę.
 -Ale się Malik wkurzył- zachichotał Hazza.
 -Spokój! Rozumiem że fanki były by w niebo wzięte, gdybyście się zaczęli lać, ale weźcie się ogarnijcie- zachichotał blondyn, czochrając włosy loczkowi.
   Ten w odwecie chciał go dźgnąć w żebra, ale osłoniłem go
 -Łapy przy sobie- pokazałem mu język.
 -Zakochana para! Ziall to niedotykalska para!- zaczęli nagle śpiewać Liam i Lou, a po chwili dołączył do nich Harry. Wywróciłem oczami i z powrotem położyłem Niall'owi głowę na ramieniu, czytając tweety.
   Lecz mój spokój nie trwał długo, bo zacząłem mieć rewolucje w brzuchu.
 -Cholera...- jęknąłem opadając na poduszki.
 -Co jest?- spytał niepewnie Liam.
 -Nie dobrze mi- wydusiłem.
   Payne wstał gwałtownie, wyciągając z pod łóżka czysty pojemnik na wymiociny, a Niall podał laptop Styles'owi, odwracając się do mnie przodem. Ja sam się nachyliłem nad pojemnikiem i jak ostatnio, zwymiotowałem. Tylko że tym razem pojawiła się...krew.
 -Kurwa! Louis! Biegnij po lekarza!- zawołał Li, a ja znów zwymiotowałem.
    Lou jak burza wypadł z sali. Położyłem się z powrotem na łóżku zamykając oczy.
 -Przykro mi ale to koniec twitcam'a. Damy znać jak wszystko wróci do normy- usłyszałem Harry'ego, a później cichy trzask zamykanego laptopa.
    Nagle poczułem potężny ból brzucha. Zwinąłem się i zacząłem ostatkiem sił krzyczeć. a później zemdlałem...

 [3 dni później]

   Było ze mną o wiele gorzej. Z ledwością piszę dalej. Jestem bardzo słaby, ręce mi się trzęsą, ale nie czuję żadnego bólu. Podobno miałem drgawki i takie tam oraz otarłem się znów o śmierć. Ale dlaczego umieranie tak długo trwa? Miałem już dość.
   Niall praktycznie w ogóle nie wychodzi z mojej sali. Widzę jak bardzo przeżywa to co się ze mną dzieje, ale nie mówi o tym na głos. Poświęca mi każdą chwilę, opiekuje się mną jak tylko może. Teraz akurat wyszedł po coś do jedzenie, zostawiając mnie samego. Chłopcy też wiele godzin ze mną siedzą i widzą jak się męczę. Cholera. Ja naprawdę nie chcę żeby widzieli jak cierpię.
 -Jestem!- powiedział blondyn zamykając za sobą drzwi.
 -Wesz...zastanawiam się ile jeszcze wytrzymasz ze mną- uśmiechnąłem się.
 -Będę aż do końca- odpowiedział.
   Położył  na półkę opakowania z chińszczyzną (ciekawe jak przekupił personel?) i pochylił się całując mnie czule w usta. Mimo że byłem słaby, oddałem pocałunek chwytając go za kark. Usiadł na skraju lóżka, a nasz pocałunek przeszedł w bardziej zachłanny i namiętny. Nagle rozległo się ciche chrząknięcie. Nialler odskoczył ode mnie jak oparzony. Przed nami stała pielęgniarka. Oboje spaliliśmy buraka.
 -Przepraszam ze wam przeszkadzam. Przyszłam ci zmierzyć ciśnienie  i zmienić kroplówkę Zayn.- odezwał się podchodząc do mnie.
 -Nic się nie stało- uśmiechnąłem się.
   o zrobionych czynnościach uniosła zaskoczona brew.
 -Powiedz mi...jak się czujesz? Boli cię coś?
 -Właśnie o dziwo nie. ale to chyba dobrze?- odpowiedziałem.
 -Tak.- uśmiechnęła się niepewnie i wyszła zamyślona.
 -Nie podoba mi się jej reakcja - mruknął blondyn patrząc przez okno.
 -Chcę się przejść po korytarzu!- powiedziałem zdecydowany.
 -Zayn... Masz na tyle siły?-zdziwił się.
 -Przynieś mi jedną kulę i możemy iść- uśmiechnąłem się szeroko.
 -Ok to poczekaj chwilę- zgodził się wychodząc z sali.
   Ja powoli wstałem z łóżka i podszedłem do lustra wiszącego na ścianie. Poskromiłem jakoś swoje włosy, kiedy do dali wszedł irlandczyk razem z Harrym, Lou i Liam'em. Ten ostatni trzymał kamerę. Niall podał mi kulę o chwycił moje lewe ramie. Wolnym krokiem ale jednak zacząłem iść o własnych siłach po szpitalnym korytarzu. Li szedł przodem nagrywając wszystko na co wywróciłem oczami myśląc jakie to debilne co własnie robi. Gadaliśmy jak dawniej o koncertach, piosenkach i fanach. I nagle potężny ból okolicy brzucha powalił mnie na kolana.
 -Cholera! Wiedziałem że to nienajlepszy pomysł!- zawołał Nialler.
   Hazza pobiegł po lekarza, a ja wyłem z bólu, widząc przed oczami czarne plamki. A później znowu straciłem przytomność.

 [następny dzień]

   obudziłem nad ranem. Teraz już w ogóle ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Wszystkie siły kompletnie mnie opuściły i w dodatku ten silny ból...otworzyłem ledwo oczy wydając z ciebie cichy jęk.
 -Zayn? Zaraz po proszę jakąś pielęgniarkę...- usłyszałem głos mamy.
 -pić...-wydusiłem słabo.
   Po chwili nachylił się nade mną Louis ze szklanką wody. Uniósł delikatnie moja głowę i przyłożył naczynie do moich ust, lekko przechylając.
   Cholera...nawet nie miałem siły sam się napić. Chłodna woda była dla mnie jak jakieś zbawienie. Westchnąłem z ulgą. Tommo uśmiechnął się do mnie z troską i odłożył szklanką na szafkę obok i usiadł.
 -Potrzebujesz jeszcze czegoś?- spytał.
   Ledwo zauważalnie pokręciłem głową i znów odpłynąłem w krainę Morfeusza.

 [kilkanaście godzin później]

   Obudziło mnie irytujące pikanie. Otworzyłem gwałtownie oczy spoglądając w bok. Byłem podpięty do urządzenia monitorującego pracę mojego serca. Napotkałem duże turkusowe oczy Niall'a intesywnie wpatrujące się we mnie. Nale uświadomiłem sobie że to już nie długo. Uśmiechnąłem się delikatnie do mojego chłopaka.
 -Niall mam do ciebie prośbę...- zacząłem.
 -Żadnego spacerowanie po szpitalu!- ostrzegł.
   Zachichotałem po czym westchnąłem.
 -mógłbyś sprowadzić chłopaków, moich rodziców i siostry?- spytałem cicho.
 - C-co?- spytał zaskoczony.
 -wszystko ok, tylko ich sprowadź jak najszybciej i podaj mi telefon, a i zeszyt z szuflady...
   Blondyn podał mi wymienione rzeczy i wyszedł z sali. Wszedłem po raz ostatni na twitter'a i wysłałem tweet'a:
       'Dziękuję wszystkim którzy byli ze mną aż do końca, oraz wam directiners za wsparcie. Kocham was'
   Telefon wypadł mi z ręki i roztrzaskał się o podłogę.

  [oczami narratora]

   Mulat włożył  fioletowy zeszyt z powrotem do szuflady.Do pokoju wrócił Niall z Harry'm i Li.
 -Wszyscy są w drodze- powiadomił Irlandczyk.
 -To dobrze- odpowiedział Zayn i uśmiechnął się słabo.
   Hazza pochylił się i pozbierał części rozbitego telefonu i położył je na szafce.
 -Zayn...- zaczął cicho Liam.
 -jest ok, siadajcie- odparł Malik.
    W pomieszczeniu czuć było lekkie napięcie, ale mulat zignorował to i zaczął normalnie rozmawiać z przyjaciółmi, chcąc wykorzystać ostatnie minuty jego życia. Godzinę później do sali weszli oczekiwani goście i usiedli naokoło łóżka chorego piosenkarza.
 -Pewnie przeczuwacie po co was wszystkich tu wszystkich sprowadziłem- powiedział cicho Zayn- czuję że to już koniec.
   Wszyscy siedzieli cicho nic nie mówiąc. Malik westchnął ciężko.
 -Chłopaki... mam prośbę. Nie kończcie kariery One Direction...- poprosił cicho- wiem że będzie wam trudno, ale proszę.- wziął głęboki oddech i zwrócił się do blondyna- Naprawdę mi ciężko...
    Niall położył dłoń na policzku swojego chłopaka i przejechał po nim czule kciukiem. Po chwili pocałował go w czoło.
 -Kocham was wszystkich. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście. A było tego wiele.- odezwał się znowu i  przysunął się bliżej Nialler'a szepcząc mu do ucha- w szafce jest list dla ciebie i zeszyt. Przeczytaj go po mojej śmierci...
     Młodszy chłopak skinął głową dając znak że rozumie. Pochylił się po raz ostatni nad Zayn'em i pocałował go czule w usta. Malik zaczął ostatecznie zamykać swoje oczy.
 -Na zawsze zostaniesz w moim sercu- wydusił irlandczyk już nie powstrzymując już swoich emocji i rozpłakał się.
    Zayn Malik odszedł pamiętany przez wielu ludzi i wielu z nich uważało go za swojego największego bohatera...


                     __________________________________________________________

No cóż to był ostatni już rozdział Ziall'a. Mam nadzieje że opowiadanie się podobało i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza:) przepraszam za wszystkie błędy. W przyszłym tygodniu dodam Epilog.
Co do dalszych losów tego bloga- Następne opowiadanie pojawi się zaraz na początku stycznia i będzie ono o Harry'm i Jasmine.

Do napisania w sobotę! :)
pozdrawiam:
Hayne'owa








3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Szkoda, ze Malik umarl ale w koncu hej to tylko opowiadanie co nie?Od polowy zaczelam juz ryczec, a na koncu to byla juz jedna wielka masakra.Musze powiedziec, ze bardzo dobrze piszesz i pisz dalej, bo naprawde to Ci wychodzi :) -@DameZiall

Anonimowy pisze...

Nie no dziewczyno... świetne :D Szkoda, że Zayn musiał umrzeć... zostawić chłopaków, rodzinę, fanów :(
Gabi

Anonimowy pisze...

Gdy tylko to czytam łzy nabierają mi się do oczów genialne! <3