poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział XIII


(Perspektywa Harry’ego)

Usiadłem na łóżku w nogach Liam’a, ciekawy jak Selena wytłumaczy tę sprawę z siniakami na szyi. Oczywiście Niall i Lu coś tam wspominali o akcji w szkole, ale nic konkretnego.
 -No więc w dzień waszego wypadku, mnie i Carmen dopadli dziennikarze. Pytali czy ja i ty jesteśmy parą zaprzeczyłam no bo dopiero co się pocałowaliśmy. Rozumiesz mnie?- zaczęła tłumaczyć.
 Liam kiwną głową potwierdzająco.
 -No więc mi nie uwierzyli. Stwierdzili że mają  zdjęcie które mówi samo za siebie. Dwa dni później na okładce jednego z czasopism, napisali że jesteśmy razem. No i się zaczęło. Nie żebym coś narzekała...ale nagle zaczęli sobie ze mnie kpić obrzucać wyzwiskami i grozić inni zaś chcieli się ze mną na siłę  zaprzyjaźnić.
 -Grozić?!- zawołał oburzony- a co mają z tym wspólnego siniaki?
 -Miałam lekkie stracie  z taką jedną dziewczyną...właśnie dzisiaj. Zaczęła mi grozić i dusić. I w tedy pojawił się Nialler z Louis’em można tak powiedzieć w odpowiednim momencie.
 -Ale nikogo nie był kto by ci pomógł?- spytałem.
 -Byli, pełno ludzi, ale jakoś się nie kwapili- mruknęła o czym dodała- ale już mi nic nie zrobi.
 -Owszem bo ja na to nie pozwolę!- wpadł jej w słowo przyjaciel.
 -Nie przesadzaj, niby jak?
 -Nie wiem, ale o tym pomyślę- odparł
 -Li, przecież został mi tylko miesiąc do końca szkoły. Nie martw się, dam sobie radę. Póki co ty i tak teraz leżysz w szpitalu. Nic nie zrobisz- zapewniła go, a widząc że chce coś jeszcze powiedzieć dodała- Liam ja mówię serio. I koniec tematu.
   Nagle zadzwonił jej telefon. Odebrała i po chwili powiadomiła nas że musi się zbierać, bo musi pomóc w przygotowaniach do ślubu swojej mamy.
 -Idź, ja z nim zostanę- zdeklarowałem.
 -Dzięki, przyjdę jutro-uśmiechnęła się i obdarzyła Li pocałunkiem w usta.
   Na myśl od razu przyszły mi słodkie usta Louis’a...
   Po chwili znikła za drzwiami a na jej miejsce przeszedł Lou.
 -Chłopaki...czy ja o czymś nie wiem? Czy wasz niby „bromance” jest prawdziwy...?-spytał znienacka Liam.
  -Co?!  Z kąt...-zaczął Tommo
   Też byłem w szoku. Czy on coś zauważył...?
 -Selena, Niall i Zayn wspominali mi że dziwnie się zachowywaliście ostatnio. Ja już wcześniej się domyślałem...ale czy wy naprawdę...?Dla tego zacząłeś się kłócić z Eleanor Louis?
 -My...-zacząłem ale się zciąłem.
 -Czyli rozumiem że tak?
   Louis wziął głęboki wdech i posłał mi znaczące, krótkie spojrzenie.
 -Tak-potwierdził- Larry istnieje naprawdę.
 -Ale to nie znaczy że nie podobają się nam dziewczyny...-dodałem szybko-po prostu tak wyszło-zarumieniłem się.
 -No to menager się wkurzy-westchnął Liam.
 -Błagam nie mów nikomu!- zawołałem lekko spanikowany.
 -Ok. ale tak to kiedyś wyjdzie na jaw.-stwierdził.
 -Nie martw się, ale dzięki- odpowiedziałem jednocześnie z Louis’em.
   Po chwili ciszy odezwał się Boo Bear.
 -Tak z innej beczki przydało by się zrobić urodziny Sel, zostały tylko dwa miesiące!
 -Był bym zapomniał!- zwołał nieco speszony Li.
 -No pięknie! Ładnie ta zapominać o 18-nastce swojej dziewczyny?- wyszczerzyłem się.
 -Poczekaj aż ty będziesz miał dziewczynę- zaśmiał ssie rzucając we mnie poduszką.
 -przynajmniej na razie mam Louis’ka, który mnie kocha!- odpyskowałem rzucając się ze śmiechem na kolana Lou...

(Perspektywa Seleny)

   Było już kilka dni po ślubie mojej mamy i ślubie. Oczywiście towarzyszył mi już Liam i nie obyło się od namawiania mamy na zaproszenie też reszty zespołu oraz Carmen. Przyjaciółka ogłosiła z Niall’em że są razem dwa tygodnie wcześniej.
   Zabrałam szybko jakąś gazetę  o gwiazdach w kiosku i zapłaciłam za nią, chwilę później wracając do domu.
 -Jestem!- zawołałam.
 Odpowiedział mi dźwięk włączonego telewizora. Weszłam szybko do salonu zastając mamę na kanapie pod kocem z kubkiem kakao.
 -Hej mamuś, coś się stało?
 -Nic tylko się lekko przeziębiłam to nic takiego –uśmiechnęła się.
 - to dobrze...
   Nagle zadzwonił mój nowy telefon który uparł się kłócić Liam. Właśnie teraz dzwonił.
 -Hallo?
 -No hej kochanie, zaraz do ciebie wpadnę!- powiadomił mnie
 -To czekam!- odpowiedziałam.
   Kilka minut później do moich drzwi zapukał Li, uprzednio wpuszczony do domu przez moją mamę.
 -Cześć- przywitał się siadając i muskając moje usta swoimi.
 -Hej-uśmiechnęłam się szeroko.
 -Co robisz 28 lica?- spytał.
 -W moje urodziny? Nie wiem...myślałam że spędzimy ten dzień razem-odpowiedziałam leko zaskoczona tym pytaniem- a co?
 -Nic, tak tylko pytam. Zabiorę cię do nas, ok.?
 -Jasne! A co będziemy robić?- ucieszyłam się.
 -Niespodzianka- powiedział tajemniczo.
 -ty i niespodzianki....zapowiada się ciekawie!- wyszczerzyłam się.
 -Bo będzie- wymruczał, zbliżając się do mnie- mówiłem ci że jesteś piękna?
 -I to wiele razy- zarumieniłam się.
   Powoli odsunął mi kosmyk włosów z twarzy, wciąż wpatrując się w moje oczy. W końcu jego wzrok powędrował na moje usta dokładnie je badając. Delikatnie przejechał opuszkiem po dolnej wardze zachichotałam przygryzając ją. Li uniósł pytająco brew.
 -Długo się będziesz tak gaić, czy w końcu mnie całujesz?- spytałam wywracając oczami.
 -Hmm...czy ja wiem...-zaczął się ze mną droczyć.
 -Od kiedy ty czegoś nie wiesz?- spytałam okazując mu język i już miałam się specjalnie odsunąć, kiedy złapał mnie za podbródek
 -Od kiedy zawróciłaś mi w głowie.-obdarzył mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem
 -Tak?- szturchnęłam go w brzuch.
   Instynktownie zakrył brzuch i zachichotał. Cicho. Aha! Tu cię mam!- pomyślałam i zaatakowałam go. Opadł na łóżko bezbronny śmiejąc się.
 -Ok. ok.! poddaję się!- wydusił po kilku minutach
   Uśmiechnęłam się z wyższością i odsunęłam się. To był błąd. znienacka zaczął mnie łaskotać rozkładając na łopatki. Usiadł mi na biodrach, doprowadzając mnie ze śmiechu do łez.
 -Teraz mi nie uciekniesz!- stwierdził.
   O chwili nachylił się i zaczął muskać ustami moją szyję. Nagle usłyszałam kroki na schodach. W ostatniej chwili odepchnęłam Liam’a i usiadłam po turecku na łóżku. Zapukanie w drzwi i następnie się otworzyły.
 -Selena ja jadę do ciotki. Będę późnym wieczorem- powiadomiła mnie.
 -Ok.- odpowiedziałam i kiedy odeszła podeszłam do okna.
   Kiedy odjechała, od tyłu podszedł do mnie Liam i przytulił, przygryzając mój płatek ucha. Odwróciłam się szybko i zarzuciłam mu na szyję ręce, a on objął mnie w pasie.
 -To było brutalne odepchnięcie- poskarżył się.
   Zachichotałam.
 -Wpadłeś mojej mamie w oko. Polubiła cię.- stwierdziłam.
 -To chyba dobrze- bez ostrzeżenia wpił się w moje usta.
   Oddawałam pocałunki najlepiej jak potrafiłam, kiedy uniósł mnie do góry i delikatnie położył  na łóżku, znajdując się nade mną.
 -Kocham cię- wyszeptał i o chwili położył się obok mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej.

(Perspektywa Louis’a)

   Odpiąłem kłódkę zabezpieczającą wypożyczone rowery.
 -To gdzie najpierw?- spytałem wsiadając na rower.
 -Przed siebie!- zawołał Harry.
 -Ale po drodze wstąpimy do Nados?- spytał niewinnie Niall.
  Dostałem ataku śmiechu. Cały Nialler, i jak go tu nie kochać? Ruszyłem niespodziewanie z miejsca jadąc główną drogą. Po chwili dogonił mnie Hazza i Niall. Chodnikiem szły dziewczyny chichocąc i szeptają sobie na ucho komentarze, co chwile zerkając na nas. Puściłem kierownicę podniosłem do góry ręce ponad głowę i zawołałem:
 -Nados rządzi! Yeahh!
   Dziewczyny wybuchły śmiechem, a reszta ludzi spojrzała na mnie krzywo.
 -Jedzenie rządzi!- zawołał Niall szczerząc się.
 -Marchewki rządzą!- dodałem.
 -A koty to co?!- spytał niby oburzony loczek.
 -AWIĘC TY RZĄDZĄ!!! - wydarłem się najgłośniej jak mogłem doprowadzając blondyna do ataku śmiechu.
   Kilka minut później wjechaliśmy do parku, zostawiając rowery  na stojaku i zapinając je na kłódki.
 -To gdzie teraz?- spytał Horan.
 -Ej chłopaki! Chodźmy na rolki!- odparł Harry, wskazując na kolejną wypożyczalnię.
 -Dobry pomysł! A ty w ogóle umiesz na nich jeździć?- spytałem
 -Yyy...nie ale się nauczę! – wyszczerzył się.
 -Już widzę jak leżysz na asfalcie!- zakpił Niall
 -a powiem że szybko się nauczę!- pokazał mu język.
 -Zawsze ja cię mogę jeszcze nauczyć jeździć- zaproponowałem specjalnie zwieszając się na jego ramieniu.
 -To nie jest zły pomysł- stwierdził Hazz.
   Skierowaliśmy się do wypożyczalni i już po chwili pomagając Harry’emu utrzymać równowagę, wyszliśmy.
 -Niall, najpierw oswoimy Hazzę z rolkami a później ustalimy trasę.
   Przez następne kilkadziesiąt minut mieliśmy niezły ubaw ucząc przyjaciela i zbierając go z brukowanej parowej alejki za każdym razem kiedy tracił równowagę.
 -Nauczyłem się! Nauczyłem!- zaczął krzyczeć jak małe dziecko, kiedy dość dług utrzymywał się na rolkach.
   Tak bardzo skupił się na jeździe, że w ostatniej chwili zauważył drobną szatynkę ale próbując ją wyminąć i tak o nią zahaczył. Obydwoje wylądowali na ziemi. Podjechałem szybko do nich.
 -O matko! Przepraszam panią bardzo!- jękną ze skruchą loczek.
 -Przyjaciel dopiero się nauczył się jeździć na rolkach i nie wyrobił- wytłumaczyłem pomagając wstając kobiecie natomiast Nialler zaczął zbierać z ziemi Harry’ego.
 -Ok. przeprosiny przyjęte, ale warto uważać- uśmiechnęła się na co Hazz dziwnie zareagował- ja chyba z skąś was znam!
 -Możliwe- Niall się wyszczerzył się.
 -Już wiem!- zawołała o chwili- wy jesteście z tego słynnego boys band’u! z One Direction!
 -zgadza się- uśmiechnąłem się uroczo.
 -moja bratanica was uwielbia!- wytłumaczyła.
 -Fajnie!- bąknął Harry
   Co się z nim dzieje?
 -a mogłabym wasze autografy? Dla tej bratanicy?- spytała.
 -Nie ma sprawy.-odpowiedział Horan- ma pani jakąś kartkę i długopis?
 -Tak mam. Tak w ogóle mam na imię Sally- odparła wyciągając z torebki potrzebne rzeczy.
 -Miło nam- powiedziałem podpisując się- a jak bratanica ma na imię?
  -Sophie- odpowiedziała.
   Zaczęła zerkać rzez moje ramię. Chyba kogoś zauważyła. Z ciekawości spojrzałem za siebie. Zamarłem. To był ta sama dziewczyna która dusiła miesiąc temu Selenę w szkole. Ona też mnie natychmiast poznała. Od razu podeszła do swojej cioci.
 -To właśnie Sophie- odparła kobieta.
 -myśmy się wcześniej już widzieliśmy- spróbowałem powiedzieć normalnym głosem co mi z kolei zbytnio nie wyszło.
 -Jasne- uśmiechnęła się słodko.
   Nienawidziłem takich wrednych plastikowych i przesłodzonych panienek. Powodowały u mnie „teoretycznie” odruch wymiotny. Nialler zauważył co się dzieje ze mną i Hazzą, więc szybko wziął sprawy w swoje ręce i po chwili znów jechaliśmy alejką.
 -Heh, czyżby Harry zauroczył się t ą ciotką naszej fanki?- zaśmiał się cicho blondyn.
   W środku czułem że jestem lekko zazdrosny o przyjaciela, ale dobrze to ukrywałem.
 -Jeden rzut oka na Sally i już nauczył się jeździć na rolkach- odparłem udając rozbawienie.
 -A tak zmieniając nieco temat, to widzę że zapamiętałeś naszą słodką Sophie- powiedział.
 -Chciałeś powiedzieć chyba fałszywą Sophie- mruknąłem z niesmakiem- dobra, skończmy temat, chyba że chcesz widzieć jak wymiotuję w krzaki.
 -Ok., nie ma sprawy- zgodził się krzywiąc się na słowo „wymiotować”.
   Zanim zdążył coś jeszcze dodać, przyspieszyłem i złapałem loczka w tali zaręcając nim do okoła tak że o mało znów nie zaliczyliśmy kamieni. Przerażony Hazz chwycił się mocno moich rąk wydając z siebie zduszony okrzyk. Niall dostał ataku niepohamowanego śmiechu na widok twarzy Styles’a, a ludzie do okoła 
wzięli nas za jakiś nienormalnych, sądząc po minach

          _______________________________________________________

No jż myślałam że nie dodacie żadnych komentarzy od poprzednim rozdziałem! no ale na szczęście nie zawiodłam się na was ;D
Jestem dumna z chłopaków jak poradzili sobie na MGS :P zayn nawet sobie wytatuował           
tes skrót i datę ;) wkońcu spełniło się ich największe mażenie ;D
 dziękuję za ponad 1000 wejść *__* i za wszystkie komentarze! normalnie kocham was! ;**
cztery komentarze i dodaje kolejny za dwa tygodnie w sobotę :D


                                                     Malik coś ty brał? hahaha :D




5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Rozdział świetny jak zwykle. Czekam na nn :) Julia

pAuL!Na pisze...

Super rozdział. Zapraszam do mnie:
http://fromthemomentimetyoueverythingchanged.blogspot.com/?m=1
Mam nadzieję, że jutro dodasz :)

Anonimowy pisze...

Jutro nn tak? Ada xx

Anonimowy pisze...

Dodasz dziś nexta?
Ps. Usuń proszę kod weryfikacji, bo ciężko się dodaje komentarze z telefonu :/

Anonimowy pisze...

Super