(Perspektywa Harry’ego)
Usiadłem na łóżku w nogach Liam’a, ciekawy jak Selena
wytłumaczy tę sprawę z siniakami na szyi. Oczywiście Niall i Lu coś tam
wspominali o akcji w szkole, ale nic konkretnego.
-No więc w dzień
waszego wypadku, mnie i Carmen dopadli dziennikarze. Pytali czy ja i ty
jesteśmy parą zaprzeczyłam no bo dopiero co się pocałowaliśmy. Rozumiesz mnie?-
zaczęła tłumaczyć.
Liam kiwną głową
potwierdzająco.
-No więc mi nie
uwierzyli. Stwierdzili że mają zdjęcie
które mówi samo za siebie. Dwa dni później na okładce jednego z czasopism,
napisali że jesteśmy razem. No i się zaczęło. Nie żebym coś narzekała...ale
nagle zaczęli sobie ze mnie kpić obrzucać wyzwiskami i grozić inni zaś chcieli
się ze mną na siłę zaprzyjaźnić.
-Grozić?!- zawołał
oburzony- a co mają z tym wspólnego siniaki?
-Miałam lekkie
stracie z taką jedną
dziewczyną...właśnie dzisiaj. Zaczęła mi grozić i dusić. I w tedy pojawił się
Nialler z Louis’em można tak powiedzieć w odpowiednim momencie.
-Ale nikogo nie był
kto by ci pomógł?- spytałem.
-Byli, pełno ludzi,
ale jakoś się nie kwapili- mruknęła o czym dodała- ale już mi nic nie zrobi.
-Owszem bo ja na to
nie pozwolę!- wpadł jej w słowo przyjaciel.
-Nie przesadzaj, niby
jak?
-Nie wiem, ale o tym
pomyślę- odparł
-Li, przecież został
mi tylko miesiąc do końca szkoły. Nie martw się, dam sobie radę. Póki co ty i
tak teraz leżysz w szpitalu. Nic nie zrobisz- zapewniła go, a widząc że chce
coś jeszcze powiedzieć dodała- Liam ja mówię serio. I koniec tematu.
Nagle zadzwonił jej
telefon. Odebrała i po chwili powiadomiła nas że musi się zbierać, bo musi
pomóc w przygotowaniach do ślubu swojej mamy.
-Idź, ja z nim
zostanę- zdeklarowałem.
-Dzięki, przyjdę
jutro-uśmiechnęła się i obdarzyła Li pocałunkiem w usta.
Na myśl od razu
przyszły mi słodkie usta Louis’a...
Po chwili znikła za
drzwiami a na jej miejsce przeszedł Lou.
-Chłopaki...czy ja o czymś
nie wiem? Czy wasz niby „bromance” jest prawdziwy...?-spytał znienacka Liam.
-Co?! Z
kąt...-zaczął Tommo
Też byłem w szoku.
Czy on coś zauważył...?
-Selena, Niall i Zayn
wspominali mi że dziwnie się zachowywaliście ostatnio. Ja już wcześniej się
domyślałem...ale czy wy naprawdę...?Dla tego zacząłeś się kłócić z Eleanor
Louis?
-My...-zacząłem ale
się zciąłem.
-Czyli rozumiem że
tak?
Louis wziął głęboki
wdech i posłał mi znaczące, krótkie spojrzenie.
-Tak-potwierdził-
Larry istnieje naprawdę.
-Ale to nie znaczy że
nie podobają się nam dziewczyny...-dodałem szybko-po prostu tak
wyszło-zarumieniłem się.
-No to menager się wkurzy-westchnął
Liam.
-Błagam nie mów nikomu!-
zawołałem lekko spanikowany.
-Ok. ale tak to
kiedyś wyjdzie na jaw.-stwierdził.
-Nie martw się, ale
dzięki- odpowiedziałem jednocześnie z Louis’em.
Po chwili ciszy
odezwał się Boo Bear.
-Tak z innej beczki przydało
by się zrobić urodziny Sel, zostały tylko dwa miesiące!
-Był bym zapomniał!-
zwołał nieco speszony Li.
-No pięknie! Ładnie
ta zapominać o 18-nastce swojej dziewczyny?- wyszczerzyłem się.
-Poczekaj aż ty
będziesz miał dziewczynę- zaśmiał ssie rzucając we mnie poduszką.
-przynajmniej na
razie mam Louis’ka, który mnie kocha!- odpyskowałem rzucając się ze śmiechem na
kolana Lou...
(Perspektywa Seleny)
Było już kilka dni
po ślubie mojej mamy i ślubie. Oczywiście towarzyszył mi już Liam i nie obyło się
od namawiania mamy na zaproszenie też reszty zespołu oraz Carmen. Przyjaciółka
ogłosiła z Niall’em że są razem dwa tygodnie wcześniej.
Zabrałam szybko
jakąś gazetę o gwiazdach w kiosku i
zapłaciłam za nią, chwilę później wracając do domu.
-Jestem!- zawołałam.
Odpowiedział mi
dźwięk włączonego telewizora. Weszłam szybko do salonu zastając mamę na kanapie
pod kocem z kubkiem kakao.
-Hej mamuś, coś się
stało?
-Nic tylko się lekko
przeziębiłam to nic takiego –uśmiechnęła się.
- to dobrze...
Nagle zadzwonił mój
nowy telefon który uparł się kłócić Liam. Właśnie teraz dzwonił.
-Hallo?
-No hej kochanie, zaraz
do ciebie wpadnę!- powiadomił mnie
-To czekam!-
odpowiedziałam.
Kilka minut później
do moich drzwi zapukał Li, uprzednio wpuszczony do domu przez moją mamę.
-Cześć- przywitał się
siadając i muskając moje usta swoimi.
-Hej-uśmiechnęłam się
szeroko.
-Co robisz 28 lica?-
spytał.
-W moje urodziny? Nie
wiem...myślałam że spędzimy ten dzień razem-odpowiedziałam leko zaskoczona tym pytaniem-
a co?
-Nic, tak tylko
pytam. Zabiorę cię do nas, ok.?
-Jasne! A co będziemy
robić?- ucieszyłam się.
-Niespodzianka-
powiedział tajemniczo.
-ty i
niespodzianki....zapowiada się ciekawie!- wyszczerzyłam się.
-Bo będzie-
wymruczał, zbliżając się do mnie- mówiłem ci że jesteś piękna?
-I to wiele razy-
zarumieniłam się.
Powoli odsunął mi
kosmyk włosów z twarzy, wciąż wpatrując się w moje oczy. W końcu jego wzrok
powędrował na moje usta dokładnie je badając. Delikatnie przejechał opuszkiem
po dolnej wardze zachichotałam przygryzając ją. Li uniósł pytająco brew.
-Długo się będziesz
tak gaić, czy w końcu mnie całujesz?- spytałam wywracając oczami.
-Hmm...czy ja
wiem...-zaczął się ze mną droczyć.
-Od kiedy ty czegoś
nie wiesz?- spytałam okazując mu język i już miałam się specjalnie odsunąć,
kiedy złapał mnie za podbródek
-Od kiedy zawróciłaś
mi w głowie.-obdarzył mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem
-Tak?- szturchnęłam
go w brzuch.
Instynktownie
zakrył brzuch i zachichotał. Cicho. Aha! Tu cię mam!- pomyślałam i zaatakowałam
go. Opadł na łóżko bezbronny śmiejąc się.
-Ok. ok.! poddaję
się!- wydusił po kilku minutach
Uśmiechnęłam się z
wyższością i odsunęłam się. To był błąd. znienacka zaczął mnie łaskotać
rozkładając na łopatki. Usiadł mi na biodrach, doprowadzając mnie ze śmiechu do
łez.
-Teraz mi nie
uciekniesz!- stwierdził.
O chwili nachylił
się i zaczął muskać ustami moją szyję. Nagle usłyszałam kroki na schodach. W ostatniej
chwili odepchnęłam Liam’a i usiadłam po turecku na łóżku. Zapukanie w drzwi i
następnie się otworzyły.
-Selena ja jadę do
ciotki. Będę późnym wieczorem- powiadomiła mnie.
-Ok.- odpowiedziałam
i kiedy odeszła podeszłam do okna.
Kiedy odjechała, od
tyłu podszedł do mnie Liam i przytulił, przygryzając mój płatek ucha. Odwróciłam
się szybko i zarzuciłam mu na szyję ręce, a on objął mnie w pasie.
-To było brutalne
odepchnięcie- poskarżył się.
Zachichotałam.
-Wpadłeś mojej mamie
w oko. Polubiła cię.- stwierdziłam.
-To chyba dobrze- bez
ostrzeżenia wpił się w moje usta.
Oddawałam pocałunki
najlepiej jak potrafiłam, kiedy uniósł mnie do góry i delikatnie położył na łóżku, znajdując się nade mną.
-Kocham cię-
wyszeptał i o chwili położył się obok mnie, kładąc głowę na mojej klatce
piersiowej.
(Perspektywa Louis’a)
Odpiąłem kłódkę
zabezpieczającą wypożyczone rowery.
-To gdzie najpierw?-
spytałem wsiadając na rower.
-Przed siebie!- zawołał
Harry.
-Ale po drodze
wstąpimy do Nados?- spytał niewinnie Niall.
Dostałem ataku
śmiechu. Cały Nialler, i jak go tu nie kochać? Ruszyłem niespodziewanie z
miejsca jadąc główną drogą. Po chwili dogonił mnie Hazza i Niall. Chodnikiem szły
dziewczyny chichocąc i szeptają sobie na ucho komentarze, co chwile zerkając na
nas. Puściłem kierownicę podniosłem do góry ręce ponad głowę i zawołałem:
-Nados rządzi! Yeahh!
Dziewczyny wybuchły
śmiechem, a reszta ludzi spojrzała na mnie krzywo.
-Jedzenie rządzi!-
zawołał Niall szczerząc się.
-Marchewki rządzą!- dodałem.
-A koty to co?!- spytał
niby oburzony loczek.
-AWIĘC TY RZĄDZĄ!!! -
wydarłem się najgłośniej jak mogłem doprowadzając blondyna do ataku śmiechu.
Kilka minut później
wjechaliśmy do parku, zostawiając rowery
na stojaku i zapinając je na kłódki.
-To gdzie teraz?-
spytał Horan.
-Ej chłopaki! Chodźmy
na rolki!- odparł Harry, wskazując na kolejną wypożyczalnię.
-Dobry pomysł! A ty w
ogóle umiesz na nich jeździć?- spytałem
-Yyy...nie ale się
nauczę! – wyszczerzył się.
-Już widzę jak leżysz
na asfalcie!- zakpił Niall
-a powiem że szybko
się nauczę!- pokazał mu język.
-Zawsze ja cię mogę
jeszcze nauczyć jeździć- zaproponowałem specjalnie zwieszając się na jego
ramieniu.
-To nie jest zły pomysł-
stwierdził Hazz.
Skierowaliśmy się do
wypożyczalni i już po chwili pomagając Harry’emu utrzymać równowagę, wyszliśmy.
-Niall, najpierw oswoimy
Hazzę z rolkami a później ustalimy trasę.
Przez następne
kilkadziesiąt minut mieliśmy niezły ubaw ucząc przyjaciela i zbierając go z brukowanej
parowej alejki za każdym razem kiedy tracił równowagę.
-Nauczyłem się!
Nauczyłem!- zaczął krzyczeć jak małe dziecko, kiedy dość dług utrzymywał się na
rolkach.
Tak bardzo skupił
się na jeździe, że w ostatniej chwili zauważył drobną szatynkę ale próbując ją
wyminąć i tak o nią zahaczył. Obydwoje wylądowali na ziemi. Podjechałem szybko
do nich.
-O matko! Przepraszam
panią bardzo!- jękną ze skruchą loczek.
-Przyjaciel dopiero
się nauczył się jeździć na rolkach i nie wyrobił- wytłumaczyłem pomagając
wstając kobiecie natomiast Nialler zaczął zbierać z ziemi Harry’ego.
-Ok. przeprosiny
przyjęte, ale warto uważać- uśmiechnęła się na co Hazz dziwnie zareagował- ja
chyba z skąś was znam!
-Możliwe- Niall się wyszczerzył
się.
-Już wiem!- zawołała
o chwili- wy jesteście z tego słynnego boys band’u! z One Direction!
-zgadza się-
uśmiechnąłem się uroczo.
-moja bratanica was
uwielbia!- wytłumaczyła.
-Fajnie!- bąknął
Harry
Co się z nim
dzieje?
-a mogłabym wasze
autografy? Dla tej bratanicy?- spytała.
-Nie ma sprawy.-odpowiedział
Horan- ma pani jakąś kartkę i długopis?
-Tak mam. Tak w ogóle
mam na imię Sally- odparła wyciągając z torebki potrzebne rzeczy.
-Miło nam-
powiedziałem podpisując się- a jak bratanica ma na imię?
-Sophie- odpowiedziała.
Zaczęła zerkać rzez
moje ramię. Chyba kogoś zauważyła. Z ciekawości spojrzałem za siebie. Zamarłem.
To był ta sama dziewczyna która dusiła miesiąc temu Selenę w szkole. Ona też
mnie natychmiast poznała. Od razu podeszła do swojej cioci.
-To właśnie Sophie-
odparła kobieta.
-myśmy się wcześniej
już widzieliśmy- spróbowałem powiedzieć normalnym głosem co mi z kolei zbytnio
nie wyszło.
-Jasne- uśmiechnęła
się słodko.
Nienawidziłem takich
wrednych plastikowych i przesłodzonych panienek. Powodowały u mnie „teoretycznie”
odruch wymiotny. Nialler zauważył co się dzieje ze mną i Hazzą, więc szybko
wziął sprawy w swoje ręce i po chwili znów jechaliśmy alejką.
-Heh, czyżby Harry
zauroczył się t ą ciotką naszej fanki?- zaśmiał się cicho blondyn.
W środku czułem że
jestem lekko zazdrosny o przyjaciela, ale dobrze to ukrywałem.
-Jeden rzut oka na
Sally i już nauczył się jeździć na rolkach- odparłem udając rozbawienie.
-A tak zmieniając
nieco temat, to widzę że zapamiętałeś naszą słodką Sophie- powiedział.
-Chciałeś powiedzieć
chyba fałszywą Sophie- mruknąłem z niesmakiem- dobra, skończmy temat, chyba że
chcesz widzieć jak wymiotuję w krzaki.
-Ok., nie ma sprawy-
zgodził się krzywiąc się na słowo „wymiotować”.
Zanim zdążył coś
jeszcze dodać, przyspieszyłem i złapałem loczka w tali zaręcając nim do okoła
tak że o mało znów nie zaliczyliśmy kamieni. Przerażony Hazz chwycił się mocno
moich rąk wydając z siebie zduszony okrzyk. Niall dostał ataku niepohamowanego
śmiechu na widok twarzy Styles’a, a ludzie do okoła
wzięli nas za jakiś
nienormalnych, sądząc po minach
_______________________________________________________
No jż myślałam że nie dodacie żadnych komentarzy od poprzednim rozdziałem! no ale na szczęście nie zawiodłam się na was ;D
Jestem dumna z chłopaków jak poradzili sobie na MGS :P zayn nawet sobie wytatuował
tes skrót i datę ;) wkońcu spełniło się ich największe mażenie ;D
dziękuję za ponad 1000 wejść *__* i za wszystkie komentarze! normalnie kocham was! ;**


5 komentarzy:
Rozdział świetny jak zwykle. Czekam na nn :) Julia
Super rozdział. Zapraszam do mnie:
http://fromthemomentimetyoueverythingchanged.blogspot.com/?m=1
Mam nadzieję, że jutro dodasz :)
Jutro nn tak? Ada xx
Dodasz dziś nexta?
Ps. Usuń proszę kod weryfikacji, bo ciężko się dodaje komentarze z telefonu :/
Super
Prześlij komentarz