[Niedziela]
Wszedłem szybko do łazienki i zamknąłem drzwi na klucz. Podszedłem do mini wieży stereo, która stała na półce i włączyłem głośno piosenki The Script. O tak! uwielbiałem ich Miłością do tego zespołu zaraziłem również resztę chłopaków. Zacząłem "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi
-Malik kurwa! ścisz to albo cofnę pozwolenie na mini wieżę w "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi. łazience!-wrzasnął Niall.
Jak wiecie dzielę mieszkanie z Nialler'em mieszkanie. Tak jest po prostu lepiej, nie jest aż tak nudno. Ale są też minusy tego. Zresztą Lou i Harry też mieszają razem..ups...wkopałem ich! zapomnijcie o tym! Ale swoją drogą wielu z was wieży w Larry'ego Stylinson'a. Ja z Niall'em również. A z Liam'em to nie mam pojęcia jak jest...nie pytałem. No ale póki co, moi przyjaciele wypierali się ich "romansu" i twierdzą że to tylko "Bromance"...taaak z pewnością każdy z was słyszał o tej bajeczce, ale ja im w 100% nie wierzę. Otóż mam swoje powody. Jeden jest taki że niechcący wpadłem na nich po koncercie i byli sobą baaardzo zajęci, więc po cichu się wycofałem i nikomu o tym nie wspominałem.
Blondyn znów zaczął walić pięścią w drzwi.
Wywróciłem oczami i przewiązałem się niestety krótkim ręcznikiem w pasie i otworzyłem drzwi, wyparowując:
-To zemsta za wczorajszy koncert Bieber'a! Po za tym jak mi zabierzesz wieże to ja później będziesz słuchał swojego ulubieńca?
-W takim razie ja ci połamię płytę The Script!- zagroził, stojąc przede mną i marszcząc zdenerwowany nos.
-Nie zrobisz tego, za bardzo lubisz ten zespół- powiedziałem pewnym głosem.
-Ok, racja. Tylko się nie zdziw jak fani zaczną podziwiać twoje fotki z dzieciństwa- odpyskował.
O szlak! Tego posunięcia nie przewidziałem...miałem mnóstwo dziwnych fotek z tamtego okresu.
-Nie zrobisz tego!- jęknąłem.
Wyszczerzył się, mierząc mnie z góry na dół z błyskiem w oku. Lekko się zarumieniłem.
-No dobra ale to ostatni raz- odparł i odszedł zadowolony z siebie.
Zamknąłem szybo drzwi i oparłem się o nie, odreagowując.
Nie wspominałem o tym wcześniej, ale...no...zabujałem się w tym seksownym...Irlandzkim blondynie...i nigdy się o tym nie dowie! NIGDY! nie dopuszczę do tego.
Nagle rozbolał mnie brzuch i mnie zemdliło. Szybko dopadłem muszlę klozetową i zwymiotowałem.
Czyżbym się zatruł nową potrawą Horan'a?
I ten potworny ból brzucha...a przecież jutro mamy wywiad!
Po kilu minutach wymiotowania odpuściłem sobie w końcu prysznic i poszedłem do pokoju, wchodząc do łóżka i zakrywając się całkowicie kołdrą. Nie utrwało kilkanaście minut kiedy do pokoju wpadł Niall.
-Zayn, przejdziesz się ze mną do Nados?- spytał.
-Nialler, nie dzisiaj, źle się czuję- odmówiłem, mimo że miałem wielką ochotę z nim iść.
-Co się dzieje? - spytał z troską.
-Chyba się czymś zatrułem- odpowiedziałem, wychylając się z pod pościeli
-Aha. Jak się jutro będziesz się nadal źle czuł, to idź do lekarza po wywiadzie, ok?- powiedział.
-Nie przesadzaj, to tylko wymioty. Zaraz mi przejdzie- westchnąłem wywracając oczami.
Ale z drugiej strony to słodkie że tak się o mnie troszczył...
-A skąd wiesz? może to jakiś tasiemiec do dupy ci się dobiera!- zażartował.
-A idź ty!- zawołałem, rzucając w niego poduszką, którą miałem pod ręką.
[Poniedziałek]
Jechaliśmy samochodem Louis'a na dzisiejszy wywiad w radiu "BBC 1". Ukradkiem 'lampiłem' się w obiekt moich westchnień, kiedy nagle znów mnie zemdliło.
Co jest do cholery?!
Kopłem Nialler'a w kostkę ledwo powstrzymując się od zwymiotowania na wykładzinę samochodu.
-Louis! Zatrzymaj natychmiast auto!- krzyknął blondyn, a gdy tylko zjechaliśmy na pobocze otworzyłem szeroko drzwi i wychyliłem się wymiotując.
-Zayn? Dobrze się czujesz?- spytał niepewnie Liam.
-Właśnie nie wiem co się dzieje... chyba złapałem jakiegoś wirusa- odparłem biorąc od Harry'ego chusteczkę, by wytrzeć usta.
-To może idź dzisiaj do lekarza.
-Też mu to wczoraj mówiłem- powiedział irlandczyk.
-To już od wczoraj wymiotujesz?!- zawołał Louis.
-Taaak...ale naprawdę mi nic nie jest. pójdę dzisiaj do lekarza- zapewniłem.
-No mam nadzieję. Iść z tobą? - spytał Li.
-Nie. Nie jestem dzieckiem.- i chwilę później znów zwymiotowałem.
-Słuchaj, Malik może sobie dzisiaj odpuścisz ten wywiad? Nie najlepiej wyglądasz..- zaproponował Hazz
-Mówiłem że nic mi nie jest!- zaprotestowałem, zamykając drzwi- Jedź Lou bo się spóźnimy.
-Ok, ale jak byś znowu się źle poczuł to mów- powiedział Tommo.
Przytaknąłem, po chwili znów gapiłem się na zamyślonego Irlandczyka...
[wywiad]
Usiedliśmy, grzecznie witając się z prowadzącym audycję radiową i słuchaczami. Nie ma to jak wywiad z samego rana.
-A więc chłopcy, co wy na t żeby odpowiedzieć na kilka pytań od fanów?
-Oczywiście. mogą pytać o wszystko- odpowiedziałem za wszystkich.
-No dobrze. Dzwońcie więc pod radiowy numer: 954 687 564*! a teraz pytam was jak się wam dzisiaj spało?
-Z chęcią nie opuszczałbym ciepłego łóżka, no ale praca czeka!- odpowiedział Niall.
-Ja tam nie narzekam- odezwał się Lou.
-Taaak- potwierdził Harry.
-Wy to zawsze jesteście wyspani- skomentował Liam, ziewając.
-Jak się robi twittcam'a o 4 rano to się później chce spać- zaśmiał się prowadzący- był u ciebie chyba twój przyjaciel Andy, tak?
-Yeaah. Nocka przy obżeraniu się chips'ami i pepsi- wyszczerzył się.
-Fani którzy "nie spali" byli zachwyceni- dodał facet.
-Miło. z chęcią bym top powtórzył!
-Nie wątpię. a ty Zayn?
-Może być- wysiliłem się na uśmiech.
-Zayn chyba jakąś grypę żołądkową złapał- powiedział Nialler.
Posłałem mu mordercze spojrzenie, które jeżeli by umiałoby zabijać, blondyn leżał by już martwy. Zaczął z tego się śmiać
-To prawda Zayn?
-Yep...ale to nic takiego.- odparłem.
Już miałem kopnąć z całej siły irlandczyka w nogę, ale uratował go pierwszy telefon.
-Witam! Jak się nazywasz?
-Dzień Dobry. Jestem Sarah.
-O co chciałaś zapytać?
-Cz-czy Harry i Louis mieszkają razem jak Niall i Zayn?
-Yeaah. Tylko od razu mówię że Lou to straszny bałaganiarz!- odpowiedział Hazz.
-Wcale nie!- oburzył się Tommo czochrając mu loki.
-Podałbym kilka przykładów, ale nie chcę cię pogrążać przed fanami- zachichotał posyłając mu ten jeden z 'tajemniczych'uśmiechów'.
-Chciałaś jeszcze o coś zapytać?- przerwałem ich kłótnię.
-Wracaj szybko do zdrowia Zayn.
-Hmm dzięki- uśmiechnąłem się pod nosem.
-Życzę wam miłego dnia Larry trzymam za was kciuki!
-Cześć! -zawołaliśmy równocześnie.
Lou i Hazz uśmiechnęli się do siebie szeroko.
-Larry? czy to nie jest wasz 'Bromance'? -zwrócił się prowadzący do chłopaków.
-Owszem jest. Niektórzy uważają że między nami jest coś więcej, ale to czyste bzdury- Lou wywrócił oczami.
-Rozumiem. No to teraz kolejny telefon! Hallo? Jak się nazywasz?
-Jake i życzę wam śmierci pedały!
W tym momencie, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem do łazienki, wymiotując do umywalki. Po chwili przyszedł do mnie Niall.
Spojrzałem w lustro i...kurczę! Harry miał raję! wyglądałem okropnie. Byłem blady, miałem sińce pod oczami od nieprzespanej nocy i w dodatku cholernie się trzęsłem, ale nie z zimna.
-Zayn? Jadłeś w ogóle coś dzisiaj?- spytał Irlandczyk.
-Nie miałem jakoś apetytu- przyznałem się.
- I ty masz jeszcze czym wymiotować?!- zdziwił się- Lepiej załatwię ci wodę, bo możesz się odwodnić.
-Nialler, co ja bym bez ciebie zrobił?- uśmiechnąłem się słabo-jakąś bułkę też dałbyś radę załatwić?
-Postaram się. Już ci lepiej?
-O wiele lepiej. Chodźmy już lepiej.- pociąłem go za rękę.
Przeszyły mnie przyjemne dreszcze i do tego miał taką ciepłą i delikatną dłoń...
-Idź już, zaraz przyjdę- zatrzymaliśmy się przed wejściem do studia radiostacji.
-Dziękuję że się tak o mnie troszczysz- szepnąłem dając mu całusa w policzek.
Wszedłem do środka, mając wciąż przed sobą te kuszące brzoskwiniowe usta...
Usiadłem na swoim miejscu.
-Już wszystko w porządku?- spytał prowadzący.
-Tak. Przepraszam i mam nadzieję że szybko mi to przejdzie- odpowiedziałem.
Chwilę później przyszedł Nialler i podał mi butelkę wody i maślaną bułeczkę.
[Po południu]
Wszedłem do mojego i blondyna mieszkania i nagle zrobiło mi się słabo. Chwyciłem się półki na buty.
-Niall...- powiedziałem i zemdlałem.
[Wtorek]
-Panie Malik? Słyszy mnie pan?- otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem nad sobą faceta w białym fartuchu.
-Tak- wychrypiałem, walcząc z potwornym bólem.
-Boli pana coś?- spytał ponownie.
-Brzuch...-jęknąłem.
-Nie dobrze- mruknął do siebie.
Pochylił się nad wyznaczoną częścią ciała i zaczął powoli uciskać moją skórę. Gdy dotarł do bolącego miejsca, krzyknąłem.
-Wychodzi na to że trzeba zrobić specjalne badania. Z pewnością to nie jest zatrucie-powiedział - jak pan to zrobił że się pan nie odwodnił przy tylu ilościach wymiotów, jak mnie powiadomili pańscy przyjaciele?
-Piłem dużo wody...Jakie badania?
-Między innymi USG Dopplerowskie brzucha- wymienił- pali pan?
-Tak, próbuję rzucić ale mi to za bardzo nie wychodzi...- odpowiedziałem.
-Od ilu lat?
-Od 15-ego roku życia -przyznałem się.
-A ma pan?
-19-ście.
-No dobrze zacznijmy od tego że natychmiast pan rzuca palenie i zostaje pan u nas 2 dni. musimy zrobić te badania.- powiadomił mnie.
-ILE?! Nie mogę tyle zostać! Mam jutro dwa wywiady i sesję zdjęciową!
-Nic na to nie poradzę. Nie wypuszczę pana w takim stanie- odparł niewzruszony i wyszedł.
No pięknie! Bite dwa dni w SZPITALU.
Rozejrzałem się po mojej tymczasowej sali. Była pomalowana na śnieżnobiały kolor i taka trochę pusta i mała. Byłem w izolatce. To pewnie sprawka chłopaków. Usiadłem na łóżku, krzywiąc się z bólu i podszedłem do okna. Widok z niego rozciągał się na parking, pobliski londyński park i wejście do szpitala, które było lekko zatarasowane kilkunastoma osobami. W tej grupce ludzi zauważyłem Harry'ego Lou i Liam'a, próbujących jak najszybciej odblokować przejście.
-Cześć Malik!- usłyszałem tuż przy uchu i podskoczyłem wystraszony- spokojnie to tylko ja. na co patrzysz?
Poczułem jak Niall kładzie brodę na moim ramieniu. przeszły mnie przyjemne dreszcze. Czy ja zawsze muszę na niego tak reagować?
-Widzę że przyszło dużo fanów- powiedziałem.
- Dali mi coś dla ciebie na pocieszenie-powiadomił mnie.
Pokazał mi pluszowego brązowego misia, zwieszając się na moim ramieniu i odegrał ręką śmieszny taniec zabawi. Zachichotałem biorąc misia od przyjaciela.
-Śliczny!- uśmiechnąłem się szeroko.
-Będziesz miał kogo przytulać w nocy- stwierdził.
-Zostanie moją nocną kochanką- zażartowałem.
-Raczej kochankiem...-powiedział cicho, że ledwo go usłyszałem.
-Co?- zdziwiłem się.
-Nie, nic...odparł odsuwając się ode mnie i siadając na krześle obok łóżka.
-Nialler nie kłam- powiedziałem twardo.
-emm...chyba mnie zabijesz- mruknął.
-No mów nic ci przecież nie zrobię. Obiecuję- zapewniłem go.
-No więc...zabierając ci ciuchy z pokoju natknąłem się na twój...pamiętnik- powiedział spuszczając oczy.
Zamarłem zatrzymując wzrok na przyniesionej torbie, obok łóżka.
-Cz-czytałeś?- wykrztusiłem z siebie.
Byłem przerażony myślą, o tym co mógł się dowiedzieć zwłaszcza że się w nim zadurzyłem...
-Ja...coś mnie podusiło...- odparł przygryzając nerwowo wargę.
-Ile?
-Cały- bąknął zawstydzony.
O szlag! Nie za wesoło się zapowiadało... byłem zły na siebie że zostawiłem pamiętnik na szafce, a z drugiej strony lekko byłem zły na Niall'a że nie zachował mojej prywatności czytając go.
Usiadłem na łóżku, patrząc w podłogę.
-To pewnie teraz czujesz do mnie obrzydzenie- mruknąłem.
-Dlaczego?
-Nie udawaj. Zakochałem się w tobie, fantazjuję o...tobie w każdy możliwy sposób, na każdy twój dotyk reaguję. Nie przeszkadza ci to? Nie przeszkadza ci że mogę być tym cholernym gejem?- wybuchłem.
-Z tego co wiem geje nie oglądają się za kobietami jak ty. Możesz być najwyżej biseksualny- stwierdził lekko zarumieniony.
Zaskoczył mnie i to bardzo. Nie rozumiałem nic z tego. Właśnie wyznałem mu miłość a on spokojnie rozmawia o mojej orientacji?!
-Nialler, powiedziałem że za tobą szaleję, a ty to tak spokojnie przyjmujesz?- niedowierzałem.
-Czy ja wiem czy tak spokojnie? Bo widzisz...ja chyba też do ciebie czuję coś więcej niż przyjaźń- przyznał się ku mojemu zaskoczeniu.
Nasze oczy się na moment spotkały.
Nagle do sali weszli Louis Hazza i Li, więc postanowiłem porozmawiać z blondynem kiedy znów nadarzy się ku temu okazja.
______________________________________________________
*Numer radiowy ten nie jest prawdziwy- wymyśliłam go, ponieważ nie mam pojęcia jaki jest do tego radia telefon:P
Hej, hej!! Niespodzianka-rozdział dzień wcześniej :D mam nadzieję że się wam podobał i przepraszam za wszystkie błędy. rozdział II dodam za dwa tygodnie jak pod tym postem znajdą się 4 komentarze, liczę na was ;) do zobaczenia!
pozdrawiam Payne'owa (:

2 komentarze:
Awwww *__* Kocham. Ale i tak shippuję Larrego i nikogo więcej ;)
Świetny rozdział ! ; ) Już kocham to opowiadanie ; ) ; *
Prześlij komentarz