piątek, 14 czerwca 2013

Ziall- Rozdział I

[Niedziela]

   Wszedłem szybko do łazienki i zamknąłem drzwi na klucz. Podszedłem do mini wieży stereo, która stała na półce i włączyłem głośno piosenki The Script. O tak! uwielbiałem ich Miłością do tego zespołu zaraziłem również resztę chłopaków. Zacząłem "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi
 -Malik kurwa! ścisz to albo cofnę pozwolenie na mini wieżę w "tańczyć" ściągając ciuchy i śpiewając w najlepsze kiedy rozległo się walenie o drzwi. łazience!-wrzasnął Niall.
   Jak wiecie dzielę mieszkanie z Nialler'em mieszkanie. Tak jest po prostu lepiej, nie jest aż tak nudno. Ale są też minusy tego. Zresztą Lou i Harry też mieszają razem..ups...wkopałem ich! zapomnijcie o tym! Ale swoją drogą wielu z was wieży w Larry'ego Stylinson'a. Ja z Niall'em również. A z Liam'em to nie mam pojęcia jak jest...nie pytałem. No ale póki co, moi przyjaciele wypierali się ich "romansu" i twierdzą że to tylko "Bromance"...taaak z pewnością każdy z was słyszał o tej bajeczce, ale ja im w 100% nie wierzę. Otóż mam swoje powody. Jeden jest taki że niechcący wpadłem na nich po koncercie i byli sobą baaardzo zajęci, więc po cichu się wycofałem i nikomu o tym nie wspominałem.
   Blondyn znów zaczął walić pięścią w drzwi.
   Wywróciłem oczami i przewiązałem się niestety krótkim ręcznikiem w pasie i otworzyłem drzwi, wyparowując:
 -To zemsta za wczorajszy koncert Bieber'a! Po za tym jak mi zabierzesz wieże to ja później będziesz słuchał swojego ulubieńca?
 -W takim razie ja ci połamię płytę The Script!- zagroził, stojąc przede mną i marszcząc zdenerwowany nos.
 -Nie zrobisz tego, za bardzo lubisz ten zespół- powiedziałem pewnym głosem.
 -Ok, racja. Tylko się nie zdziw jak fani zaczną podziwiać twoje fotki z dzieciństwa- odpyskował.
   O szlak! Tego posunięcia nie przewidziałem...miałem mnóstwo dziwnych fotek z tamtego okresu.
 -Nie zrobisz tego!- jęknąłem.
   Wyszczerzył się, mierząc mnie z góry na dół z błyskiem w oku. Lekko się zarumieniłem.
 -No dobra ale to ostatni raz- odparł i odszedł zadowolony z siebie.
   Zamknąłem szybo drzwi i oparłem się o nie, odreagowując.
   Nie wspominałem o tym wcześniej, ale...no...zabujałem się w tym seksownym...Irlandzkim blondynie...i nigdy się o tym nie dowie! NIGDY! nie dopuszczę do tego.
   Nagle rozbolał mnie brzuch i mnie zemdliło. Szybko dopadłem  muszlę klozetową i zwymiotowałem.
   Czyżbym się zatruł nową potrawą Horan'a?
  I ten potworny ból brzucha...a przecież jutro mamy wywiad!
   Po kilu minutach wymiotowania odpuściłem sobie w końcu prysznic i poszedłem do pokoju, wchodząc do łóżka i zakrywając się całkowicie kołdrą. Nie utrwało kilkanaście minut kiedy do pokoju wpadł Niall.
 -Zayn, przejdziesz się ze mną do Nados?- spytał.
 -Nialler, nie dzisiaj, źle się czuję- odmówiłem, mimo że miałem wielką ochotę z nim iść.
 -Co się dzieje? - spytał z troską.
 -Chyba się czymś zatrułem- odpowiedziałem, wychylając się z pod pościeli
 -Aha. Jak się jutro będziesz się nadal źle czuł, to idź do lekarza po wywiadzie, ok?- powiedział.
 -Nie przesadzaj, to tylko wymioty. Zaraz mi przejdzie- westchnąłem wywracając oczami.
   Ale z drugiej strony to słodkie że tak się o mnie troszczył...
 -A skąd wiesz? może to jakiś tasiemiec do dupy ci się dobiera!- zażartował.
 -A idź ty!- zawołałem, rzucając w niego poduszką, którą miałem pod ręką.

[Poniedziałek]

   Jechaliśmy samochodem Louis'a na dzisiejszy wywiad w radiu  "BBC 1". Ukradkiem 'lampiłem' się w obiekt moich westchnień, kiedy nagle znów mnie zemdliło.
   Co jest do cholery?!
  Kopłem Nialler'a w kostkę ledwo powstrzymując się od zwymiotowania na wykładzinę samochodu.
 -Louis! Zatrzymaj natychmiast auto!- krzyknął blondyn, a gdy tylko zjechaliśmy na pobocze otworzyłem szeroko drzwi i wychyliłem się wymiotując.
 -Zayn? Dobrze się czujesz?- spytał niepewnie Liam.
 -Właśnie nie wiem co się dzieje... chyba złapałem jakiegoś wirusa- odparłem biorąc od Harry'ego chusteczkę, by wytrzeć usta.
 -To może idź dzisiaj do lekarza.
 -Też mu to wczoraj mówiłem- powiedział irlandczyk.
 -To już od wczoraj wymiotujesz?!- zawołał Louis.
 -Taaak...ale naprawdę mi nic nie jest. pójdę dzisiaj do lekarza- zapewniłem.
 -No mam nadzieję. Iść z tobą? - spytał Li.
 -Nie. Nie jestem dzieckiem.- i chwilę później znów zwymiotowałem.
 -Słuchaj, Malik może sobie dzisiaj odpuścisz ten wywiad? Nie najlepiej wyglądasz..- zaproponował Hazz
 -Mówiłem że nic mi nie jest!- zaprotestowałem, zamykając drzwi- Jedź Lou bo się spóźnimy.
 -Ok, ale jak byś znowu się źle poczuł  to mów- powiedział Tommo.
   Przytaknąłem, po chwili znów gapiłem się na zamyślonego Irlandczyka...

[wywiad]

   Usiedliśmy, grzecznie witając się z prowadzącym audycję radiową i słuchaczami. Nie ma to jak wywiad z samego rana.
 -A więc chłopcy, co wy na t żeby odpowiedzieć na kilka pytań od fanów?
 -Oczywiście. mogą pytać o wszystko- odpowiedziałem za wszystkich.
 -No dobrze. Dzwońcie więc pod radiowy numer:  954 687 564*! a teraz pytam was jak się wam dzisiaj spało?
 -Z chęcią nie opuszczałbym ciepłego łóżka, no ale praca czeka!- odpowiedział Niall.
 -Ja tam nie narzekam- odezwał się Lou.
 -Taaak- potwierdził Harry.
 -Wy to zawsze jesteście wyspani- skomentował Liam, ziewając.
 -Jak się robi twittcam'a o 4 rano to się później chce spać- zaśmiał się prowadzący- był u ciebie chyba twój przyjaciel Andy, tak?
 -Yeaah. Nocka przy obżeraniu się chips'ami i pepsi- wyszczerzył się.
 -Fani którzy "nie spali" byli zachwyceni- dodał facet.
 -Miło. z chęcią bym top powtórzył!
 -Nie wątpię. a ty Zayn?
 -Może być- wysiliłem się na uśmiech.
 -Zayn chyba jakąś grypę żołądkową złapał- powiedział Nialler.
   Posłałem mu mordercze spojrzenie, które jeżeli by umiałoby zabijać, blondyn leżał by już martwy. Zaczął z tego się śmiać
 -To prawda Zayn?
 -Yep...ale to nic takiego.- odparłem.
   Już miałem kopnąć z całej siły irlandczyka w nogę, ale uratował go pierwszy telefon.
 -Witam! Jak się nazywasz?
 -Dzień Dobry. Jestem Sarah.
 -O co chciałaś zapytać?
 -Cz-czy Harry i Louis mieszkają razem jak Niall i Zayn?
 -Yeaah. Tylko od razu mówię że Lou to straszny bałaganiarz!- odpowiedział Hazz.
 -Wcale nie!- oburzył się Tommo czochrając mu loki.
 -Podałbym kilka przykładów, ale nie chcę cię pogrążać przed fanami- zachichotał posyłając mu ten jeden z 'tajemniczych'uśmiechów'.
 -Chciałaś jeszcze o coś zapytać?- przerwałem ich kłótnię.
 -Wracaj szybko do zdrowia Zayn.
 -Hmm dzięki- uśmiechnąłem się pod nosem.
 -Życzę wam miłego dnia Larry trzymam za was kciuki!
 -Cześć! -zawołaliśmy równocześnie.
   Lou i Hazz uśmiechnęli się do siebie szeroko.
 -Larry? czy to nie jest wasz 'Bromance'? -zwrócił się prowadzący do chłopaków.
 -Owszem jest. Niektórzy uważają że między nami jest coś więcej, ale to czyste bzdury- Lou wywrócił oczami.
 -Rozumiem. No to teraz kolejny telefon! Hallo? Jak się nazywasz?
 -Jake i życzę wam śmierci pedały!
   W tym momencie, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem do łazienki, wymiotując do umywalki. Po chwili przyszedł do mnie Niall.
   Spojrzałem w lustro i...kurczę! Harry miał raję! wyglądałem okropnie. Byłem blady, miałem sińce pod oczami od nieprzespanej nocy i w dodatku cholernie się trzęsłem, ale nie z zimna.
 -Zayn? Jadłeś w ogóle coś dzisiaj?- spytał Irlandczyk.
 -Nie miałem jakoś apetytu- przyznałem się.
 - I ty masz jeszcze czym wymiotować?!- zdziwił się- Lepiej załatwię ci wodę, bo możesz się odwodnić.
 -Nialler, co ja bym bez ciebie zrobił?- uśmiechnąłem się słabo-jakąś bułkę też dałbyś radę załatwić?
 -Postaram się. Już ci lepiej?
 -O wiele lepiej. Chodźmy już lepiej.- pociąłem go za rękę.
   Przeszyły mnie przyjemne dreszcze i do tego miał taką ciepłą i delikatną dłoń...
 -Idź już, zaraz przyjdę- zatrzymaliśmy się przed wejściem do studia radiostacji.
 -Dziękuję że się tak o mnie troszczysz- szepnąłem dając mu całusa w policzek.
   Wszedłem do środka, mając wciąż przed sobą te kuszące brzoskwiniowe usta...
   Usiadłem na swoim miejscu.
 -Już wszystko w porządku?- spytał prowadzący.
 -Tak. Przepraszam i mam nadzieję że szybko mi to przejdzie- odpowiedziałem.
   Chwilę później przyszedł Nialler i podał mi butelkę wody i maślaną bułeczkę.

[Po południu]

   Wszedłem do mojego i blondyna mieszkania i nagle zrobiło mi się słabo. Chwyciłem się półki na buty.
 -Niall...- powiedziałem i zemdlałem.

 [Wtorek]

 -Panie Malik? Słyszy mnie pan?- otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem nad sobą faceta w białym fartuchu.
 -Tak- wychrypiałem, walcząc z potwornym bólem.
 -Boli pana coś?- spytał ponownie.
 -Brzuch...-jęknąłem.
 -Nie dobrze- mruknął do siebie.
   Pochylił się nad wyznaczoną częścią ciała i zaczął powoli uciskać moją skórę. Gdy dotarł do bolącego miejsca, krzyknąłem.
 -Wychodzi na to że trzeba zrobić specjalne badania. Z pewnością to nie jest zatrucie-powiedział - jak pan to zrobił że się pan nie odwodnił przy tylu ilościach wymiotów, jak mnie powiadomili pańscy przyjaciele?
 -Piłem dużo wody...Jakie badania?
 -Między innymi USG Dopplerowskie brzucha- wymienił- pali pan?
 -Tak, próbuję rzucić ale mi to za bardzo nie wychodzi...- odpowiedziałem.
 -Od ilu lat?
 -Od 15-ego roku życia -przyznałem się.
 -A ma pan?
 -19-ście.
 -No dobrze zacznijmy od tego że natychmiast pan rzuca palenie i zostaje pan u nas 2 dni. musimy zrobić te badania.- powiadomił mnie.
 -ILE?! Nie mogę tyle zostać! Mam jutro dwa wywiady i sesję zdjęciową!
 -Nic na to nie poradzę. Nie wypuszczę pana w takim stanie- odparł niewzruszony i wyszedł.
   No pięknie! Bite dwa dni w SZPITALU.
   Rozejrzałem się po mojej tymczasowej sali. Była pomalowana na śnieżnobiały kolor i taka trochę pusta i mała. Byłem w izolatce. To pewnie sprawka chłopaków. Usiadłem na łóżku, krzywiąc się z bólu i podszedłem do okna. Widok z niego rozciągał się na parking, pobliski londyński park i wejście do szpitala, które było lekko zatarasowane kilkunastoma osobami. W tej grupce ludzi zauważyłem Harry'ego Lou i Liam'a, próbujących jak najszybciej odblokować przejście.
 -Cześć Malik!- usłyszałem tuż przy uchu i podskoczyłem wystraszony- spokojnie to tylko ja. na co patrzysz?
  Poczułem jak Niall kładzie brodę na moim ramieniu. przeszły mnie przyjemne dreszcze. Czy ja zawsze muszę na niego tak reagować?
 -Widzę że przyszło dużo fanów- powiedziałem.
- Dali mi coś dla ciebie na pocieszenie-powiadomił mnie.
   Pokazał mi pluszowego brązowego misia, zwieszając się na moim ramieniu i odegrał ręką śmieszny taniec zabawi. Zachichotałem biorąc misia od przyjaciela.
 -Śliczny!- uśmiechnąłem się szeroko.
 -Będziesz miał kogo przytulać w nocy- stwierdził.
 -Zostanie moją nocną kochanką- zażartowałem.
 -Raczej kochankiem...-powiedział cicho, że ledwo go usłyszałem.
 -Co?- zdziwiłem się.
 -Nie, nic...odparł odsuwając się ode mnie i siadając na krześle obok łóżka.
 -Nialler nie kłam- powiedziałem twardo.
 -emm...chyba mnie zabijesz- mruknął.
 -No mów nic ci przecież nie zrobię. Obiecuję- zapewniłem go.
 -No więc...zabierając ci ciuchy z pokoju natknąłem się na twój...pamiętnik- powiedział spuszczając oczy.
   Zamarłem zatrzymując wzrok na przyniesionej torbie, obok łóżka.
 -Cz-czytałeś?- wykrztusiłem z siebie.
    Byłem przerażony myślą, o tym co mógł się dowiedzieć zwłaszcza że się w nim zadurzyłem...
 -Ja...coś mnie podusiło...- odparł przygryzając nerwowo wargę.
 -Ile?
 -Cały- bąknął zawstydzony.
   O szlag! Nie za wesoło się zapowiadało... byłem zły na siebie że zostawiłem pamiętnik na szafce, a z drugiej strony lekko byłem zły na Niall'a że nie zachował mojej prywatności czytając go.
   Usiadłem na łóżku, patrząc w podłogę.
 -To pewnie teraz czujesz do mnie obrzydzenie- mruknąłem.
 -Dlaczego?
 -Nie udawaj. Zakochałem się w tobie, fantazjuję o...tobie w każdy możliwy sposób, na każdy twój dotyk reaguję. Nie przeszkadza ci to? Nie przeszkadza ci że mogę być tym cholernym gejem?- wybuchłem.
 -Z tego co wiem geje nie oglądają się za kobietami jak ty. Możesz być najwyżej biseksualny- stwierdził lekko zarumieniony.
   Zaskoczył mnie i to bardzo. Nie rozumiałem nic z tego. Właśnie wyznałem mu miłość a on spokojnie rozmawia o mojej orientacji?!
 -Nialler, powiedziałem że za tobą szaleję, a ty to tak spokojnie przyjmujesz?- niedowierzałem.
 -Czy ja wiem czy tak spokojnie? Bo widzisz...ja chyba też do ciebie czuję coś więcej niż przyjaźń- przyznał się ku mojemu zaskoczeniu.
   Nasze oczy się na moment spotkały.
   Nagle do sali weszli Louis Hazza i Li, więc postanowiłem porozmawiać z blondynem kiedy znów nadarzy się ku temu okazja.


                        ______________________________________________________
*Numer radiowy ten nie jest prawdziwy- wymyśliłam go, ponieważ nie mam pojęcia jaki jest do tego radia telefon:P


Hej, hej!! Niespodzianka-rozdział dzień wcześniej :D mam nadzieję że się wam podobał i przepraszam za wszystkie błędy. rozdział II dodam za dwa tygodnie jak pod tym postem znajdą się 4 komentarze, liczę na was ;) do zobaczenia!
pozdrawiam Payne'owa (:





2 komentarze:

Unknown pisze...

Awwww *__* Kocham. Ale i tak shippuję Larrego i nikogo więcej ;)

Anonimowy pisze...

Świetny rozdział ! ; ) Już kocham to opowiadanie ; ) ; *