Dzisiaj miałem to całe USG Dopplerowskie. Ciekawe co mi było? Mam nadzieję że nic poważnego.
Co do wczorajszej sytuacji, nie miałem kiedy porozmawiać z Niall'em. Wciąż do mnie nie docierało że odwzajemnia moje uczucia. To było zbyt piękne żeby było prawdziwe.
-panie Malik? Jest pan gotowy?- w drzwiach pojawiła się pielęgniarka
-Taaak...proszę do mnie mówić po imieniu. Jestem Zayn- uśmiechnąłem się przyjaźnie.
-Dobrze, Zayn. Musisz na to badanie jechać wózkiem.
-Wózkiem?- zdziwiłem się.
-No tak. Takie procedury- oznajmiła wjeżdżając do sali wózkiem inwalidzkim.
-Ok, jak trzeba to trzeba- westchnąłem i usiadłem, dziwnie się czując pchany przez kobietę.
Po zrobieniu USG wróciłem do sali. Miałem nadzieję że to nic poważnego, co wpłynie na moje dalsze życie i karierę. Jak bardzo w tamtym momencie się myliłem...
Godzinę po badaniu, do mojej sali wszedł lekarz. był w podeszłym wieku jego włosy już siwiały, miał mnóstwo zmarszczek na twarzy i prostokątne okulary na nosie. Na nieskazitelnie białym fartuchu, zwisał stetoskop, a w rękach trzymał moje wyniki. Minę miał bardzo poważną. Usiadł obok mojego łóżka na krześle dla odwiedzających i spojrzał mi prosto w oczy.
-Panie Malik...nie mam dobrych wiadomości o pańskim zdrowiu. Są bardzo złe.
-To znaczy?- spytałem lekko zdenerwowany przygryzając wargę.
-Ma pan zaawansowanego raka trzustki. Pojawiają się przeżuty, jest złośliwy.
-Mam r-raka trzustki...?- zająknąłem się patrząc na niego otępiałym wzrokiem.
-Przykro mi, ale tak- potwierdził- wszystkie objawy się zgadzają i zdjęcie USG.
-Ale to da się wyleczyć czy coś...prawda?- spytałem.
-Owszem, raka tego likwiduje się wycinając trzustkę w pierwszych dwóch miesiącach odkrycia. A pan choruje już około trzech i ma pan przeżuty- odpowiedział- można również zacząć terapię Chemią, ale nie wiem czy to się na coś zda.
-Czyli ja...umieram?- wydusiłem.
-Nie chcę panu robić niepotrzebnych nadziei. Umiera pan. Możemy na razie osłabić dolegliwości związane z chorobą do kilku procent, ale później one również przestają działać.- odparł.
-A ile mi jeszcze zostało?
-Myślę że około pół roku, ale dokładną diagnostykę pokaże dopiero badanie EUS - powiadomił mnie.
-A jak długo będę w stanie...śpiewać z zespołem?
-Nie powiem dokładnie. To zależy od tego jak rak szybko się rozwija i jak wielkie będą dolegliwości. Na koniec wrócą mdłości, bóle, mocne zmęczenie i nawet może pojawić się to że nie będzie pan w stanie jeść. ale to dopiero będzie się działo stopniowo, gdy leki będą tracić na sile.- powiedział cicho- Będzie pan musiał się u mnie wstawiać co dwa tygodnie na kontroli.
-Rozumiem...-mój głos lekko zadrżał.
-Naprawdę mi przykro. jest pan bardzo młody...- wstał i skierował się do wyjścia, kiedy zatrzymałem go.
-Czy może to zostać to na razie między mną a panem? Nie chcę na razie powiadamiać nikogo z bliskich- poprosiłem.
-Oczywiście. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Przyślę za chwilę do pana pielęgniarkę, która weźmie pana na badanie EUS- zgodził się i wyszedł.
Zostałem sam na sam z tą absurdalną wiadomością. "Mam Raka trzustki. Umieram. Na koniec będzie bardzo bolało..."- takie myśli przelatywały przez moją głowę tworząc bardzo czarne myśli. Co zrobi moja rodzina przyjaciele, a w szczególności Niall gdy się dowiedzą? Postanowiłem jeszcze przez jakiś czas trzymać swoje emocje na wodzy jak się dało co było bardzo trudne. Jadąc wózkiem na badanie(takie przepisy -,-) o mało się nie rozryczałem.
[Wieczorem]
Badanie EUS wykazało że zostało mi siedem miesięcy. To nie wiele, patrząc na rzeczy, które jeszcze nie zdążyłem jeszcze zrobić...gdy tylko zostałem sam wybuchłem niepohamowanym płaczem. Nawet najbardziej silny psychicznie mężczyzna nie wytrzymał by i zrobił to samo co ja. Chociaż miałem ochotę jeszcze porozwalać rzeczy na około mnie, by dać upust emocjom, ale powstrzymałem się. To by była wielka głupota.
Właśnie siedziałem zakryty po pas kocem z Niall'em i Harry'm grając w karty,którym wcisnąłem kit że nic mi nie jest że to zwykły wirus mnie złapał. Jutro już mnie wypuszczali, z mnóstwem leków, które musiałem niezauważalnie przemycić do domu, tak aby nie zauważył ich Nialler, tak jak ostatnio mój pamiętnik.
Harry w końcu postanowił wrócić do domu, zapewniając że przyjedzie po mnie jutro w południe.
Zostałem w końcu sam na sam z Horan'em. Spojrzał na mnie niepewnie. Posłałem mu najpiękniejszy i najcieplejszy uśmiech jaki umiałem. Tak mi było wstyd że okłamuje go stanem mojego zdrowia...
-Niall...co do wczorajszej naszej rozmowy za nim nam przerwano...
-To że lecimy na siebie nawzajem...?- wypalił rumieniąc się.
-Czyli ty naprawdę...- nie dokończyłem, wpatrując się w piękne fiołkowe oczy przyjaciela.
-Tak,Zayn- potwierdził.
-To znaczy...jak bym teraz...cię pocałował...to by nie było niewłaściwe?- spytałem zacinając się.
-Całkowicie właściwe- szepnął.
Dopiero teraz zauważyłem że jesteśmy ku sobie pochyleni tak że między nami była niewielka przestrzeń. Z mojej głowy wyparowały wszystkie myśli, zostawiając tylko pustkę, gdy zatonąłem w błękicie jego tęczówek. Delikatnie dotknąłem jego policzka, muskając kciukiem jego dolną wargę, bojąc się że blondyn zaraz zniknie, a to okaże się jednym wielkim wybujałym snem. Nadal tu był i przysunął się bliżej, spoglądając na mnie nieśmiało z pod rzęs.
Ciekawe czy jego usta smakują tak jak sobie to niejednokrotnie wyobrażałem?
Oparłem swoje czoło o czoło Niall'a, chcąc zapamiętać tę chwilę jak najlepiej. Był taki śliczny i niewinny jak anioł...od kiedy ja wierzę w anioły? Nie mam pojęcia, ale on właśnie był jednym z nich.
Bardzo powoli i prawie niezauważalnie dotknąłem jego warg ustami. Znowu je musnąłem tym razem pewniej i mogłem stwierdzić że smakowały jak najprawdziwsze brzoskwinie, soczyste i słodkie. Aż mi w głowie zawirowało, a serce zdawało się wyskoczyć z klatki piersiowej. Miałem nie małą chęć rzucenia się na niego. Kolejne muśnięcia, usta spragnione dotyku jego delikatnych warg. Nialler również zaczął się angażować w nasz pocałunek. Pocałunek za pocałunkiem. Pożądanie za pożądaniem. Pragnienie za pragnieniem. Niall znalazł się na moim łóżku, kładąc ręce po obu stronach mojej głowy, a ja oplotłem go w pasie, całkowicie likwidując luki między naszymi ciałami. Przejechałem subtelnie po jego dolnej wardze, chcąc pogłębić pieszczotę, kiedy drzwi mojej sali otworzyły się z hukiem.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
Do środka wpadł roztargniony Hazza wcale nie zwracając na nas uwagi.
-Widzieliście moje klucze od auta?! znowu je gdzieś zapodziałem!- zawołał.
-Tu są głąbie-Niall wywrócił oczami rzucając kluczami w przyjaciela.- pojadę lepiej z tobą bo jeszcze zapomnisz jak się prowadzi.
Zachichotałem.
-Zbieraj się, idę odpalić silnik- rzucił ignorując poprzednią uwagę.
Zamknął szybko za sobą drzwi.
-Nie zanudzisz się gdy pójdę?- spytał farbowany.
-Spokojnie mam jeszcze telefon i szkicownik- puściłem mu perskie oczko.
Wstałem by się z nim pożegnać, a Nialler zdecydowanym ruchem przyciągnął mnie do siebie i namiętnie wpił się w moje usta, sprawiając że moje nogi zrobiły się miękkie. Wplotłem dłonie w jego miękkie włosy i oddałem pocałunek, po chwili odsunęliśmy się od siebie by zaczerpnąć oddech. Czułem euforię i podniecenie. o tak, ktoś na dole obudził się. Niall zachichotał widząc moją reakcję.
-Idę, bo Harry zacznie się robić podejrzliwy, a wystarczy że o mało nas nie zobaczył całujących się- odezwał się i wyszedł.
Po chwili wyciągałem telefon.
'Przejdziesz się jutro ze mną na miasto?'
Wysłałem do irlandczyka. Ledwo wyciągłem szkicownik i ołówek, kiedy dostałem odpowiedź.
'Oczywiście:) Mam to traktować jako randkę? :P'
'No pewnie! nie będziesz się nudził ;D'
'Już się nie mogę doczekać xx'
'Ja też :D dobranoc!'
'Dobranoc :**'
Głupia minka na końcu, a moje serce momentalnie przyspieszyło, przypominając sobie jego pocałunki...
[Czwartek}
Nie przespałem prawie całą noc, myśląc o mojej przyszłości. Jakie to dziwne mieć świadomość że się umiera...to takie nierealne. Jak by to mnie nie dotyczyło. Chociaż za nie długo miałem zostawić moich bliskich, przyjaciół i fanów...zaśpiewam na swoim ostatnim koncercie szybciej niż myślałem. Postanowiłem że będę korzystać z tych siedmiu miesięcy jak najlepiej. Bo co mi innego zostało?
-Masz już wszystko?- spytał Nialler stojący w drzwiach.
-Tak- powiedziałem wkładając ostatnią rzecz do torby i ruszając ku wyjściu.- Jedziemy do Nados! to szpitalne jedzenie jest paskudne...
-Na pizzę- zgodził się blondyn puszczając mi oczko.
-Fast food rządzi!- zawołałem.
Wyszliśmy szybko ze szpitala, szturchając się nawzajem. Oblany słonecznym światłem z radością powitałem fanów, stojących na zewnątrz. Zatrzymaliśmy się przy nich dłużej, rozdając autografy, robiąc sobie z nimi zdjęcia i przy tym rozmawiając z nimi. Następnie Hazza podrzucił mnie i Niall'a pod nasz dom, a sam pojechał szybko do siebie tłumacząc że Lou pilnie go potrzebuje. Taaa z pewnością! :D
Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi frontowe i zciągnęliśmy buty, przyssaliśmy się do siebie, kierując się powoli do salonu. Chwała że mieszkaliśmy sami!
Pchnąłem irlandczyka na kanapę i znalazłem się nad nim całując go namiętnie. Nialler włożył mi ręce pod koszulkę i zaczął jeździć nimi po moich plecach. Jednak po chwili odsunął się.
-Co z naszą randką?- spytał, przytulając mnie do siebie.
-Pójdziemy, ale gdzie, to niespodzianka - odpowiedziałem zaciągając się zapachem jego perfum.
-Proszę powiedz gdzie!- popatrzył na mnie słodkimi oczkami.
-to nie działa na mnie. Niespodzianka- wyszczerzyłem się.
-Nie dość że 'Bad Boy' to jeszcze tajemniczy...podoba mi się- mruknął.
-Mi też się podobasz aniołku-odparłem.
-Czyli jesteśmy razem?- upewnił się.
-No ja myślę, kocie- szepnąłem całując jego szyję.
-Lepiej tak nie rób...
-Dlaczego?- spytałem zdziwiony.
-Doprowadzasz mnie tym do szaleństwa- wytłumaczył obdarowując mnie krótkim pocałunkiem.
-Ahhh...tak?- uśmiechnąłem się szeroko i odsłoniłem szybko jego brzuch.
Pochyliłem się i zaatakowałem jego skórę, robiąc malinkę. Blondyn jęknął z przyjemności.
-Zaaaayn!- zawołał.
-Podoba ci się?
-I to bardzo...ale myślę że to nie jest dobry pomysł...Modest...- odpowiedział.
-A huj im do tego co robię- warknąłem.
Nie zważając na protesty MOJEGO CHŁOPAKA, zacząłem robić kolejne malinki.
-Jak Modest się dowie...
-Na razie zajęty jest Larry'm- odparłem ściągając mu koszulkę- zawsze możesz powiedzieć że zrobiła ci to dziewczyna...
złączyłem na chwilę nasze usta i po chwili przejechałem językiem, wzdłuż jego szczęki, docierając do ucha, które lekko przygryzłem, wywołując u Niall'a olejny przeciągły jęk. Spodobało mi się to. Połaskotałem go językiem w uchu, na co zachichotał.
-Zaaaaayn...zciągnij koszulkę poz ją za chwilę z ciebie zedrę!- odezwał się.
-To ją zdzieraj, czekam- zachęciłem go.
Dwa razy nie musiałem powtarzać. Po chwili nie tylko nie miałem na sobie koszulki ale także Niall zdążył znaleźć się nade mną i przyssać się do szyi, robiąc sporą malinkę. Jęknąłem z przyjemności, jeszcze bardziej podniecony. Nie utrwała chwila kiedy zaczął dobierać się do moich spodni.
-Wow, jaka brutalność zwierzaku!- zachichotałem.
-Zwierzakiem to ja dopiero będę- odparł zciągając materiał z moich nóg.
Zatrzymał się nad brzuchem, pieszcząc skórę mokrymi pocałunkami. Moje bokserki były już napięte do granic możliwości.
-Niall- mruknąłem, mierzwiąc mu blond włosy- szalejesz z tą dzikością!
Doprowadziłem go tym tekstem do nie pohamowanego śmiechu. Cały Nialler. Wtulił twarz w mój brzuch, łaskotając mnie oddechem. Wybuchłem śmiechem ponieważ w tym miejscu miałem największe łaskotki. I irlandczyk bezczelnie to wykorzystał.
-Nialler! Hahaha! Zlituj się!- wydusiłem-Błagam! Hahaha...!
Nagle przestał i wpił się namiętnie w moje usta, tym samym łapiąc mnie za krocze. Jęknąłem w jego usta, a on wykorzystując to ze rozchyliłem wargi wtargnął językiem, drażniąc moje podniebienie. Po chwili podjąłem jednak walkę o dominację.
-Nawet nie wiesz jak mnie pociągasz, co kolwiek byś nie zrobił- wymruczał mi do ucha.
po chwili zaczął ściągać zębami moje bokserki, aż w końcu zostałem zupełnie nagi. Zarumieniłem się lekko, ale irlandczyk w ogóle nie zwrócił na to uwagi, tylko zajął się moim kolegą, doprowadzając mnie na krańce szaleństwa. Tuż przed moim dojściem, spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się.
-Kocham cię.
W tym momencie zalała mnie największa fala nieziemskiej rozkoszy i wykrzyknąłem imię blondyna.
Ale nie tylko to się wydarzyło w tym momencie.
Rozległo się pukanie i do naszego mieszkania wszedł Louis.
Niall zaskoczony, aż spadł z kanapy, a ja jednym ruchem zasłoniłem swoje krocze czerwonym polo Nialler'a, które było w pobliżu. Szatyn stał w drzwiach totalnie sparaliżowany widokiem z przed chwili. Horan był czerwony jak burak,a ja zastanawiałem się czemu w takiej chwili jak ta nie mogę stać się niewidzialny.
-L-louis...? co ty tu robisz...?- wydusiłem w końcu.
-Ch-chciałem spytać czy pójdziecie ze mną i Harry'm na miasto...ale widzę że jesteście nieco...zajęci- odparł dalej zszokowany.
-My właściwie też mieliśmy iść...- powiedział cicho Nialler.
-Właśnie widzę- Tommo w końcu doszedł do siebie.
-Ugh...a mógłbyś iść na razie do kuchni? Zaraz przyjdziemy- poprosiłem.
-Jasne gołąbeczki- zgodził się chichotając i zostawiając nas samych w salonie.
Spojrzałem na Niall'a.
-No to wpadliśmy- mruknąłem.
-Prędzej czy później by się dowiedział. przynajmniej nie będziemy się tak z tym ukrywać jak on z Hazzą, chociaż i tak wszyscy o nich wiedzą- powiedział blondyn wstając z podłogi i pochylając się nade mną żeby musnąć moje usta.
___________________________________________________________________
heeeej!! kolejny rozdział za nami! mam nadzieję że podobał się wam jak poprzedni :D przepraszam za wszystkie błędy. Dzięki za wszystkie opinie dodające mi chęci na dalsze pisanie i za ponad 6000 wejść *o* jesteście kochani! Nie wiedziałam że moje bazgroły będą miały takie zainteresowanie (: 4 KOMCIE i kolejny rozdział w piątek za dwa tygodnie :D
pozdrawiam:
Payne'owa xx

2 komentarze:
moja mina jak dodałaś nowy rozdział- bezcenna
KOCHAM CIĘ *-*
Na początku cieszyłam się, że dodałaś nowy rozdział. Ale jak go przeczytałam, nie podoba mi się już twój blog.
zapraszam do siebie but-thats-crazy.blogspot.com
@Hezzin1
Prześlij komentarz