Niall i Liam kucneli
przy mnie.
-Zayn, kochanie...-
owiedział roztrzęsionym glosem blondyn i delikatnie dotknął
mojego policzka.
-P...prze-praszam-
wydusiłem cicho.
-Nie masz za co- odparł-
zaraz przyjedzie karetka.
-Nie powinienem na ciebie
wrzeszczeć-kontynuowałem- zawaliłem...
Urwałem odkaszlując
krew i krzyknąłem z ostrego bólu żeber.
-Cii-uciszyl mnie
Razem z Li, który
wcześniej obejrzał moją postrzeloną kostę, odnieslikoszulkę z
mojej klatki piersiowej. Payne dotknął delikatnie dotknął sinego
miejsca z dziwnie wystającym czymś pod skórą, a ja znów
krzyknąłem.
-Połamali mu
przynajmniej dwa żebra- mruknął zdenerwowany Li- ma też otwarte
złamanie ręki...
-Zabije!-Zawołał Irlandczyk, gwałtownie wstając.
-Nialler! Uspokój się
ścigają już ich policja, nasi ochroniarze oraz Lou i Harry! Jesteś
teraz potrzebny Zayn'owi- natychmiast zareagował ciemny blondyn,
zatrzymując go ręką.
-Ale...
-Niall...-odezwałem się
na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
Spojrzałem na niego
błagalnym spojrzeniem, krzywiąc się z bólu. Gdy nasze oczy się spotkały uśmiechnąłem się ledwo zauważalnie i ogarnęła mnie
ciemność.
Zemdlałem...
[Pięć dni później]
Nie otwierając oczu,
próbowałem się poruszyć ale tylko jęknąłem z bólu. Podniosłem
lewą rękę i dotknąłem nosa. wyczułem na nim szeroki plaster.
przejechałem po policzku gdzie niedawno oberwałem, ale nie było po
tym praktycznie żadnego śladu do wyczucia. Tylko na wardze wyczułem
lekki strup. Zszedłem na dół wciąż posługując się tylko ręką.
To co uniemożliwiało mi jakie kolwiek ruchy, okazał się gips na
klatce piersiowej. Otworzyłem wreszcie oczy. Prawą rękę też
miałem w gipsie, a gdy poruszyłem lewą stoą przeszył ją ostry ból tak jak mój brzuch. Obok na krześle siedział Nieller ze
słuchawkami w uszach i w pełni pogrążony w lekturze, trzymanej w
rękach. Zacząłem mu się dokładnie przyglądać kiedy podniósł wzrok.
-Zayn!- krzyknął
radośnie odrzucając książkę i słuchawki.
Uśmiechnąłem się
lekko.Podszedł do mnie i obdarował mnie najbardziej delikatnym
pocałunkiem jak dotąd.
-Zawołam pielęgniarkę-
zdecydował.
Pocałował mnie w
czoło i wyszedł z sali, o chwili wracając z jakąś blond starszą kobietą w biało-niebieskim fartuchu. Podeszłą do mnie pewnym
krokiem i uśmiechnęła się przyjacielsko.
-Jak się teraz czujesz?-
spytał.
-Wszystko mnie...boli-
powiedziałem powoli.
-Zaraz dostaniesz
morfinę. Jesteś na coś chory, o czym nie wiedzą twoi najbliżsi?
-Mam...raka trzustki-
przyznałem się niepewnie.
-Eh...nie dość że cię
o mało nie zatłukli i okradli to jeszcze to...- urwała patrząc na
mnie ze współczuciem.
Zmarszczyłem brwi nie
bardzo wiedząc skąd ona to wszystko wie co się działo.
pielęgniarka
sprawdziła jeszcze kilka rzeczy i wyszła. Niall schował szybko telefon, który miał w dłoni i usiadł obok mnie. po chwili
usłyszałem radosny wrzask za oknem. Posłałem mu pytające spojrzenie.
-Wysłałem tweet'a że
się obudziłeś. Fani mnie o to prosili. Martwią się o ciebie,
szczególnie o tym co zobaczyli...- urwał.
-Co zobaczyli?- przeszyłem go wzrokiem.
-Bo widzisz, tego jednego
faceta z tamtego gangu co cię napadł, dopiero co złapali. Zdążył wrzucić do netu filmik jak się nad tobą znęcają- spuścił wzrok-
cały świat o tobie mówi...
Kompletnie zapomniałem
o tamtym nagraniu!
-Nawet anty fani
stwierdzili że takie coś w ogóle nie powinno się zdarzyć...
Wciąż siedziałem cicho patrząc za okno na szybujące ptaki w okół rozłożystego kasztana.
-Zayn...
-Nie powinieneś tego
widzieć- wyrzuciłem z siebie.
-Przynajmniej się nie
poddałeś bez walki...- odparł cicho- kiedy zobaczyłem jak cię
biją...jak uderzają cię tym metalowym prętem...twój krzyk...- po
jego policzkach spłynęło kilka łez- w tedy kiedy cię
znaleźliśmy, myślałem że cię stracę szybciej niż myślałem...
-Ale żyję- powiedziałem głupio, ocierając kciukiem zdrowej ręki jego łzy.
-Ale nie masz pojęcia,
jak to jest, widzieć ukochaną osobę w kałuży własnej krwi i
która cholernie cierpi, a później obejrzeć filmik, który jest o
tym jak...- urwał przytulając mnie mocno.
-Już wszystko ok-
mruknąłem całując go w blond włosy.
-Twój stan był
ciężki...połamane trzy żebra z przemieszczeniem, złamana ręka,
postrzelona kostka, pęknięta śledziona, potłuczone jelita,
złamany nos i wiele innych drobnych urazów...myślałem że już się
nie obudzisz- dokończył.
Zaległa cisza, która
wcale nie była niezręczna. Z wielkim wysiłkiem przesunąłem się
ilka centymetrów, robiąc miejsce Niall'owi. Niepewnie zdjął buty
i położył się obok mnie, kładąc mi głowę na obojczyku i rękę
na pierś. Po chwili usłyszałem jego głęboki oddech świadczący
o tym że zasnął. Uśmiechnąłem się pod nosem i również
zamknąłem oczy.
[Cztery dni później]
-Niall, jak wy mnie właściwe mnie znaleźliście?- spytałem.
-Kiedy wyszedłeś
wydarłem się na Will'a. W tedy do środka wpadła jedna z fanek.
Zaczęła nawijać że z ciekawości poszła za tobą i że masz
kłopoty. Chcąc się upewnić zadzwoniłem do ciebie kilka razy.
Will też-no tak, zawsze mimo wszystko odbierałem, albo chociaż
odrzucałem połączenie- w końcu wpadł na nas Liam. Mówił że cię
szuka i nie odbierasz telefonu. Zawołaliśmy Lou i Hazzę i daliśmy
się poprowadzić dziewczynie. Trochę to zetrwało bo dziewczyna
zgubiła po drodze trop.- odpowiedział.
-A ta fanka?
-Została kolejnym
światkiem sprawy z pobiciem ciebie. Bardzo się o ciebie martwiła.
-Masz może z nią jakiś
kontakt?- dopytywałem się.
-Mam jej twitter'a. A o
co chodzi?-zdziwił się tymi pytaniami.
-Chce jej podziękować.
Dałbyś radę ją tu ściągnąć?
-Jasne, kochanie.-
uśmiechnął się całując mnie w czubek nosa- jesteś głodny?
-Yeah, ale to szpitalne
jedzenie jest paskudne- poskarżyłem się.
Irlandczyk zachichotał.
-Zaraz zadzwonię do
Louis'a żeby ci coś przywiózł do jedzenia. Mi zresztą też-
odparł, wyciągając telefon i wybierając numer.
[5 dni później]
Ostatni raz spojrzałem
w lusterko i schowałem je w ostatniej chwili pod poduszkę, kiedy do
sali wszedł Nialler z blond pięknością.
Zauważyłem że się
odszczeliła, ale stawiała na naturalność i nie eksponowała aż
tak bardzo swojego ciała.
-Przepraszam że musisz
oglądać mnie w takim stanie...- zacząłem, a dziewczyna
uśmiechnęła się pokazując rządek śnieżnobiałych zębów i
dołeczki w policzkach.
-Ważne że wracasz do
zdrowia- odparła.
Podeszła do mojego
łózka i usiadła na krześle.
Miała cholernie
podobne oczy do Niall'a. Głęboki, hipnotyzujący błękit...i w
dodatku miała w sobie tyle w dzięku...
Usłyszałem zirytowane
chrząknięcie blondyna i otrząsłem się z transu.
-Jessica, chciałbym ci
podziękować za pomoc dwa tygodnie temu.- wydusiłem w końcu.
-I zrobiłabym to jeszcze
raz, również dla reszty zespołu- posłała ciepłe spojrzenie
Niall'owi- Z tego co wiedzie jestem waszą ogromną fanką i nie wiem
co bym zrobiła gdyby One Direction przestało istnieć...-urwała
spuszczając wzrok.
-Ej, uśmiechnij się!
Nawet nie wiesz jak bardzo kochamy swoich fanów i jesteśmy
wdzięczni za wszelkie wsparcie- odparłem, dotykając jej dłoni-
bez was bylibyśmy nikim. Jesteście niesamowici co dla nas robicie.
Posłała mi nieśmiały
uśmiech. Po chwili usłyszałem dźwięk sms'a mojego TELEFONU! Nie
miałem pojęcia skąt się tu wziął.
-Odebraliśmy go temu
nastolatkowi- wytłumaczył blondyn, widząc moje zaskoczenie-
portfel też odzyskaliśmy.
Próbowałem otworzyć
szafkę skąt dochodził dźwięk, ale przeszkadzał mi w tym gips na
żebrach. Westchnąłem zirytowany. Jess widząc moje bez skuteczne
starania, sięgnęła do szafki i podała mi telefon.
-Dzięki- odparłem z
wdzięcznością w głosie.
Spojrzałem na
wyświetlacz. Sms dostałem od nieznanego numeru.
'Przepraszam
że dopiero teraz piszę, ale dopiero co wróciłam z zagranicy. Mogę
wpaść do ciebie do szpitala? Lena;)'
Całkiem zapomniałem o
tej dziewczynie. Uśmiechnąłem się pod nosem, wysyłając
pozytywną odpowiedź.
-Kto to?- spytał
zaciekawiony Niall.
-Lena. Nie znasz jej.
poznałem ją jak się pokłóciliśmy- wyjaśniłem.
-Ah...no tak.- mruknął
odwracając się do okna i patrząc w dal.
Zauważyłem że
dziewczyna przygląda się to Irlandczykowi to znowu mnie. Czy ona
coś podejrzewała?
Nagle do sali weszła
pielęgniarka z notesem w dłoni.
-Powinieś się zgłosić
do swojego lekarza na kontrolę, bo wydaje mi się że coś nie tak
jest z nowotworem.- wyparowala.
Spojrzałem szybko na
blondynkę. Siedziała w kompletnym szoku, patrząc ma mnie.
-Dzisiaj zciągniemy gips
z żeber, ale musisz się oszczędzać- kontynuowała- przygotuj się,
wrócę z pół godziny.
I wyszła.
-Masz raka?!- wyrzuciła
z siebie Jessica.
-Taaak...wydało się-
odparłem niepewnie.
-Dlaczego to ukrywasz?! Dlaczego okłamujesz fanów?!- wybuchła, niedowierzając.
-To nie tak...Liam, Harry
i Lou, też nie wiedzą że umieram- wyszeptałem.
-U-umierasz?! To nie może
być prawda! Przecież raka można leczyć...
-Nie w moim przypadku.
Wykryto u mnie go zbyt późno, kiedy ostatnio wylądowałem w
szpitalu. Chorowałem już w tedy cztery miesiące, a tylko do trzech
można zareagować, przeprowadzając operację...- wytłumaczyłem.
-Czy to boli?- spytała
po chwili.
-Rak? Na razie nie.
pomagają mi leki. Ale w ostatnim stadium podobno bez użyteczne-
przyznałem.
-Dlaczego mi nie
powiedziałeś o tym wszystkim?- podszedł do mnie blondyn.
-Nie chciałem cię
martwić...-odpowiedziałem cicho.
Zapominając o moim
gościu, zatonąłem zupełnie w jego oczach. Już chciałem dotknąć
jego policzka, kiedy rozleglo się chrząknięcie. Cofnąłem się
szybko, rumieniąc się.
-Hmmm...To może ja
wpadnę później. Mogę przyjść...prawda?
-jasne- potwierdził
Niall też zarumieniony jak ja.
-No to cześć!-wstała i
wychodząc zatrzymała się i puściła nam oczko-będę milczeć o
waszym romansie.
I wyszła zostawiając
nas zszokowanych. Otrząsnąłem się szybko i spojrzałem na
blondyna.
-Czy ty byłeś zazdrosny
o MNIE?- wyparowałem.
-Nie!- zaprzeczył
gwałtownie.
-Na pewno?
-No może troszeczkę...-
uniosłem brew, na co westchnął- ok, może więcej niż troszeczkę.
A tak po za tym podobała ci się.
-Wcale nie!-tym razem
zaprzeczyłem ja.
-Ja widziałem coś
innego- uśmiechnął się cwaniacko.
-Nie...
-Gapiłeś się w nią
jak w obrazek-stwierdził.
-Miała podobne oczy do
twoich-przyznałem.
-Ha! Wiedziałem!
-Ale ty masz piękniejsze, mój aniele-wymruczałem, muskając palcem jego usta- po za tym nie
była aż tak pociągająca jak ty. Ty o mało mnie nie powaliłeś na
kolana kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...
Jego oczy rozbłysły.
Pochylił się szybko i pocałował mnie namiętnie.
-Też cię kocham-mruknął
trącając nosem mój nos.- a teraz lepiej się przygotuj.
-Jeaah! W końcu pozbędę
się tego gipsu!- zawołałem, wyciągając z pod poduszki lusterko i
podałem go Nialler'owi, na co zachichotał.
-Zawsze idealny Malik-
powiedział i znów złączył nasze usta.
[tydzień później]
Już miałem odnieść
torbę, kiedy ubiegł mnie Niall.
-Pozwól że wezmę-
uśmiechnął się.
-Eh...niech ci
będzie-zgodziłem się, całując go w policzek.
Ledwo wyszedłem na
zewnątrz, przywitał mnie entuzjastyczny krzyk fanów. Uśmiechnąłem
się szeroko, dając się przytulic kilku nastolatkom. Dostałem nawet
od jednej z nich, ręcznie robioną bransoletkę.
-Wow jaka śliczna!- nie ukrywałem zachwytu, przyglądając się kolorowym wzorkom z
muliny.-będę ją zawsze nosił.
Po chwili Harry
zawiązał mi ją na nadgarstku. Przyjechał Louis, więc
pożegnaliśmy się szybko i weszliśmy do auta.
Szyby były lekko
przyciemnione, więc Irlandczyk objął mnie w pasie, a ja oparłem
się o jego klatkę piersiową, kładąc głowę na jego ramię.
-Co będziemy dzisiaj
robić?-spytałem niewinnie.
-Ty na pewno będziesz odpoczywał- odpowiedział Lou.
-Bo mi tego brakowało w
szpitalu- wywróciłem oczami.
-Niemartw się! Nie
zostawimy was samych! Dzwonimy po Li i robimy sobie w piątkę nockę!-
zdecydował loczek.
-Ej! A zaproszenia nie
trzeba?!- oburzył się Horan.
-I tak nas wpuścicie,
zwłaszcza kiedy przyniesiemy ze sobą pizzę- odparł nie zrażony
Hazza.
-Dorzućcie jeszcze do
tego skittles'y i możecie wpadać- zdecydował Niall.
-Ok, czyli o 19 u was-
ustalił Louis.
-Ozdobimy twój
gips-zaproponował po chwili mój ukochany.
Przed oczami stanął mi
Tommo malujący penisa na twarzy kartowego prowadzącego wywiad.
Zdusiłem śmiech.
-Tylko jakieś normalne
rysunki i napisy, żebym mógł się pokazać z tym publicznie-dałem
warunek, łaskotając go językiem za uchem.
On w zamian włożył mi
rękę pod koszulkę.
-Ej, spokojnie napaleńcy!
Zaraz będziemy pod waszym domem, to się sobą zajmiecie- zawołał
Lou.
-Dziwisz się im? Jak ty
był byś na miejscu Malika, to ja bym cię już wyruchał, tam w
łóżku- odezwał się Hazz, splatając swoją dłoń z dłonią
Louis'a.
Parsknąłem śmiechem
na ten tekst i kładąc się na plecy i ciągnąc za sobą blondyna,
złączyliśmy się na chwilę ustami.
-Daleko jeszcze?
-Nie- odpowiedzieli
równocześnie Larry.
[2 dni później]
-Niall do cholery!
Posprzątaj po sobie te brudne ciuchy!- krzyknąłem zirytowany, gdy
natknąłem się na schodach na jego brudną bluzę i skarpetki.
-Zaraz to wezmę- odezwał
się z salonu.
Oglądał właśnie
jakiś film akcji, zapychając się przy tym paluszkami i piopijając
wszystko soiem z kartonu.
-Dzięki za uwagę-
westchnąłem zrezygnowany i wszedłem do kuchni, przeczesując
wilgotne jeszcze włosy ręką z zamiarem napicia się wody
mineralnej, kiedy zadzwonił telefon Nialler'a, leżący na stole.
-odbieram!- powiadomiłem
go patrząc na wyświetlacz kto zdzwoni
-Co tam Li?
-Hazza miał przed chwilą
wypadek autem
-CO?!
-Na szczęście nic mu nie
jest.
-No chociaż
tyle...wrócił już do domu?
-Nie, jest jeszcze w
szpitalu. uparli się by mu zrobić badania kontrolne. Za kilka
godzin ma wrócić.
-Ok, to ja sobie z nim pogadam na temat jego szaleńczej jazdy.
-Ja się dziwie że ma
jeszcze prawo jazdy!
-Mam nadzieję że w
końcu czegoś się nauczy. Na razie.
-Pa.
Wyszedłem na
przedpokój.
-Nialler!! Ostrzegam,
jeżeli nie weźmiesz tych ciuchów, to twój ulubiony sweter wyląduje w rękach fanek!
-Yhym...zaraz- mruknął.
-I nie zrobię jutro obiadu!- dodałem.
-CO?!
Zachichotałem. Ten
chwyt zawsze działał. Podobno jego brat Greg też tego używał.
nie utrwało kilka sekund kiedy pojawił się blondyn i wrzucił
ubrania do kosza na brudy.
-To był szantaż!
-Jaki szantaż? W takim
razie jesteśmy kwita bo ty też niedawno szantażowałeś mnie
zdjęciami z dzieciństwa!- odpowiedziałem pewny siebie.
-Eh...niech ci będzie. A
teraz zamawiamy pizzę!-zdecydował.
-Jasne. a tak w ogóle
Harry miał wypadek- powiadomiłem go.
-Nic mu nie jest?!
-Nic. Tylko został na
kilka godzin został w szpitalu. Jadę do niego wieczorem- odparłem.
-Zabieram się z tobą-
zdecydował.
Wybrał szybko numer do
pizzerii i zamówił moją ulubioną pizzę
-Dzięki-przyciągnąłem
g do siebie i pocałowałem namiętnie
-Nie ma to jak wolny
dzień od pracy-westchnął ciągnąc mnie do salonu.
I usiedliśmy na
kanapie, zaplątani w nasze kończyny, teoretycznie oglądając film,
a w ratyce zajmując się sobą. W końcu przyjechał dostawca.
-Ja odbiorę-powiedział Irlandczyk, wstając.
Również wstałem,
kierując się do kuchni.
-chcesz coś do picia?-
spytałem
-Nie dzięki, mam w salonie karton soku- odpowiedział.
Wyjąłem szybko
butelkę z wodą z lodówki i nalałem sobie do szklani. Dziwny
zwyczaj pić wodę d pizzy no ale tak już miałem.
Uśmiechając się pod
nosem, wyszedłem z kuchni i gdy byłem już w połowie przedpokoju, zostałem zaatakowany ogromnym bólem w okolicy brzucha. Szklankę
którą miałem w ręce, upuściłem, a ona spadła na ziemie
rozlewając zawartość na podłogę i rozbijając się w drobne
kawałeczki. Chwyciłem się ściany bo w momencie szybo osłabłem.
Ból wcale nie miał zamiaru mnie opuszczać. Upadłem na kolana i
wydałem z siebie przeciągły jęk bólu. Do pomieszczenia wpadł przerażony Nialler.
-Zayn!
Uklęknął przy mnie,
nie wiedząc co robić i co się w ogóle ze mną dzieje. Zacisnąłem
pięść na materiale spodni
-To nic...takiego-
zapewniłem.
Kolejna fala bólu i
nie wytrzymałem. Krzyknąłem na cały dom i nagle ból zniknął tak
szybko ja się pojawił.
-J-już po wszystkim-
wyszeptałem kładąc Niall'owi głowę na kolana i odciągając do
klatki piersiowej kolana.
Blondyn natychmiast
zaczął mierzwić mi włosy.
-Zayn...
-Nie mam pojęcia co to
było, ale chyba coś związanego z rakiem.
-Z rakiem? To może idź
do swojego lekarza..-zaproponował z troską.
-Nie trzeba. Mam umówioną wizytę za pół tora tygodnia.-mruknąłem, powoli przestając się
trząść.
-Wytrzymasz tyle? A jak
jeszcze raz się coś takiego powtórzy?- spytał niepewnie
-Nic mi nie będzie. Nie
martw się- zapewniłem, wstając- eh...przydało by się to posprzątać- dodałem zbierając kawałki szkła.
Po chwili Irlandczyk poszedł po miotłę i mopa. Po kilku minutach było już czysto.
-Chodź jeść, pizza
pewnie będzie zaraz zimna-odezwałem się, ciągnąc go do salonu.
___________________________________________________________________
Hejka!
taki jakiś mi długi wyszedł. mam nadzieję że się nie gniewacie :P
dzięki za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D pamiętajcie: jeden komentarz= więcej motywacji do pisania :)
przepraszam za błędy i do następnego!
Pozdrawiam:
Payne'owa :D

2 komentarze:
Oook trochę zaniedbałam dodawanie komentarzy po twoimi rozdziałami..czytałam ale nie komentowałam zawsze zostawiałam to na później..ale dziś sie zmotywowałam i...Wow rozdział świetny! ; ) Akcja coraz to bardziej się rozkręca i to mi się podoba ; ) Czekam na kolejny rozdział ; ) / J
Jeju jak ten twój bromance wciąga :D Mam nadzieję, że z Zaynem będzie wszystko dobrze :D Czytam dalej :) i skomentuje Ci pod koniec :D
Gabi
Prześlij komentarz