piątek, 23 sierpnia 2013

Ziall- Rozdział VI

Niall i Liam kucneli przy mnie.
-Zayn, kochanie...- owiedział roztrzęsionym glosem blondyn i delikatnie dotknął mojego policzka.
-P...prze-praszam- wydusiłem cicho.
-Nie masz za co- odparł- zaraz przyjedzie karetka.
-Nie powinienem na ciebie wrzeszczeć-kontynuowałem- zawaliłem...
Urwałem odkaszlując krew i krzyknąłem z ostrego bólu żeber.
-Cii-uciszyl mnie
Razem z Li, który wcześniej obejrzał moją postrzeloną kostę, odnieslikoszulkę z mojej klatki piersiowej. Payne dotknął delikatnie dotknął sinego miejsca z dziwnie wystającym czymś pod skórą, a ja znów krzyknąłem.
-Połamali mu przynajmniej dwa żebra- mruknął zdenerwowany Li- ma też otwarte złamanie ręki...
-Zabije!-Zawołał Irlandczyk, gwałtownie wstając.
-Nialler! Uspokój się ścigają już ich policja, nasi ochroniarze oraz Lou i Harry! Jesteś teraz potrzebny Zayn'owi- natychmiast zareagował ciemny blondyn, zatrzymując go ręką.
-Ale...
-Niall...-odezwałem się na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
Spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem, krzywiąc się z bólu. Gdy nasze oczy się spotkały  uśmiechnąłem się ledwo zauważalnie i ogarnęła mnie ciemność.
Zemdlałem...
[Pięć dni później]

Nie otwierając oczu, próbowałem się poruszyć ale tylko jęknąłem z bólu. Podniosłem lewą rękę i dotknąłem nosa. wyczułem na nim szeroki plaster. przejechałem po policzku gdzie niedawno oberwałem, ale nie było po tym praktycznie żadnego śladu do wyczucia. Tylko na wardze wyczułem lekki strup. Zszedłem na dół wciąż posługując się tylko ręką. To co uniemożliwiało mi jakie kolwiek ruchy, okazał się gips na klatce piersiowej. Otworzyłem wreszcie oczy. Prawą rękę też miałem w gipsie, a gdy poruszyłem lewą stoą przeszył ją ostry ból tak jak mój brzuch. Obok na krześle siedział Nieller ze słuchawkami w uszach i w pełni pogrążony w lekturze, trzymanej w rękach. Zacząłem mu się dokładnie przyglądać  kiedy podniósł wzrok.
-Zayn!- krzyknął radośnie odrzucając książkę i słuchawki.
Uśmiechnąłem się lekko.Podszedł do mnie i obdarował mnie najbardziej delikatnym pocałunkiem jak dotąd.
-Zawołam pielęgniarkę- zdecydował.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z sali, o chwili wracając z jakąś blond starszą kobietą w biało-niebieskim fartuchu. Podeszłą do mnie pewnym krokiem i uśmiechnęła się przyjacielsko.
-Jak się teraz czujesz?- spytał.
-Wszystko mnie...boli- powiedziałem powoli.
-Zaraz dostaniesz morfinę. Jesteś na coś chory, o czym nie wiedzą twoi najbliżsi?
-Mam...raka trzustki- przyznałem się niepewnie.
-Eh...nie dość że cię o mało nie zatłukli i okradli to jeszcze to...- urwała patrząc na mnie ze współczuciem.
Zmarszczyłem brwi nie bardzo wiedząc skąd ona to wszystko wie co się działo.
pielęgniarka sprawdziła jeszcze kilka rzeczy i wyszła. Niall schował szybko telefon, który miał w dłoni i usiadł obok mnie. po chwili usłyszałem radosny wrzask za oknem. Posłałem mu pytające spojrzenie.
-Wysłałem tweet'a że się obudziłeś. Fani mnie o to prosili. Martwią się o ciebie, szczególnie o tym co zobaczyli...- urwał.
-Co zobaczyli?- przeszyłem go wzrokiem.
-Bo widzisz, tego jednego faceta z tamtego gangu co cię napadł, dopiero co złapali. Zdążył wrzucić do netu filmik jak się nad tobą znęcają- spuścił wzrok- cały świat o tobie mówi...
Kompletnie zapomniałem o tamtym nagraniu!
-Nawet anty fani stwierdzili że takie coś w ogóle nie powinno się zdarzyć...
Wciąż siedziałem cicho patrząc za okno na szybujące ptaki w okół rozłożystego kasztana.
-Zayn...
-Nie powinieneś tego widzieć- wyrzuciłem z siebie.
-Przynajmniej się nie poddałeś bez walki...- odparł cicho- kiedy zobaczyłem jak cię biją...jak uderzają cię tym metalowym prętem...twój krzyk...- po jego policzkach spłynęło kilka łez- w tedy kiedy cię znaleźliśmy, myślałem że cię stracę szybciej niż myślałem...
-Ale żyję- powiedziałem głupio, ocierając kciukiem zdrowej ręki jego łzy.
-Ale nie masz pojęcia, jak to jest, widzieć ukochaną osobę w kałuży własnej krwi i która cholernie cierpi, a później obejrzeć filmik, który jest o tym jak...- urwał przytulając mnie mocno.
-Już wszystko ok- mruknąłem całując go w blond włosy.
-Twój stan był ciężki...połamane trzy żebra z przemieszczeniem, złamana ręka, postrzelona kostka, pęknięta śledziona, potłuczone jelita, złamany nos i wiele innych drobnych urazów...myślałem że już się nie obudzisz- dokończył.
Zaległa cisza, która wcale nie była niezręczna. Z wielkim wysiłkiem przesunąłem się ilka centymetrów, robiąc miejsce Niall'owi. Niepewnie zdjął buty i położył się obok mnie, kładąc mi głowę na obojczyku i rękę na pierś. Po chwili usłyszałem jego głęboki oddech świadczący o tym że zasnął. Uśmiechnąłem się pod nosem i również zamknąłem oczy.

[Cztery dni później]

-Niall, jak wy mnie właściwe mnie znaleźliście?- spytałem.
-Kiedy wyszedłeś wydarłem się na Will'a. W tedy do środka wpadła jedna z fanek. Zaczęła nawijać że z ciekawości poszła za tobą i że masz kłopoty. Chcąc się upewnić  zadzwoniłem do ciebie kilka razy. Will też-no tak, zawsze mimo wszystko odbierałem, albo chociaż odrzucałem połączenie-  w końcu wpadł na nas Liam. Mówił że cię szuka i nie odbierasz telefonu. Zawołaliśmy Lou i Hazzę i daliśmy się poprowadzić dziewczynie. Trochę to zetrwało bo dziewczyna zgubiła po drodze trop.- odpowiedział.
-A ta fanka?
-Została kolejnym światkiem sprawy z pobiciem ciebie. Bardzo się o ciebie martwiła.
-Masz może z nią jakiś kontakt?- dopytywałem się.
-Mam jej twitter'a. A o co chodzi?-zdziwił się tymi pytaniami.
-Chce jej podziękować. Dałbyś radę ją tu ściągnąć?
-Jasne, kochanie.- uśmiechnął się całując mnie w czubek nosa- jesteś głodny?
-Yeah, ale to szpitalne jedzenie jest paskudne- poskarżyłem się.
Irlandczyk zachichotał.
-Zaraz zadzwonię do Louis'a żeby ci coś przywiózł do jedzenia. Mi zresztą też- odparł, wyciągając telefon i wybierając numer.

[5 dni później]

Ostatni raz spojrzałem w lusterko i schowałem je w ostatniej chwili pod poduszkę, kiedy do sali wszedł Nialler z blond pięknością.
Zauważyłem że się odszczeliła, ale stawiała na naturalność i nie eksponowała aż tak bardzo swojego ciała.
-Przepraszam że musisz oglądać mnie w takim stanie...- zacząłem, a dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rządek śnieżnobiałych zębów i dołeczki w policzkach.
-Ważne że wracasz do zdrowia- odparła.
Podeszła do mojego łózka i usiadła na krześle.
Miała cholernie podobne oczy do Niall'a. Głęboki, hipnotyzujący błękit...i w dodatku miała w sobie tyle w dzięku...
Usłyszałem zirytowane chrząknięcie blondyna i otrząsłem się z transu.
-Jessica, chciałbym ci podziękować za pomoc dwa tygodnie temu.- wydusiłem w końcu.
-I zrobiłabym to jeszcze raz, również dla reszty zespołu- posłała ciepłe spojrzenie Niall'owi- Z tego co wiedzie jestem waszą ogromną fanką i nie wiem co bym zrobiła gdyby One Direction przestało istnieć...-urwała spuszczając wzrok.
-Ej, uśmiechnij się! Nawet nie wiesz jak bardzo kochamy swoich fanów i jesteśmy wdzięczni za wszelkie wsparcie- odparłem, dotykając jej dłoni- bez was bylibyśmy nikim. Jesteście niesamowici co dla nas robicie.
Posłała mi nieśmiały uśmiech. Po chwili usłyszałem dźwięk sms'a mojego TELEFONU! Nie miałem pojęcia skąt się tu wziął.
-Odebraliśmy go temu nastolatkowi- wytłumaczył blondyn, widząc moje zaskoczenie- portfel też odzyskaliśmy.
Próbowałem otworzyć szafkę skąt dochodził dźwięk, ale przeszkadzał mi w tym gips na żebrach. Westchnąłem zirytowany. Jess widząc moje bez skuteczne starania, sięgnęła do szafki i podała mi telefon.
-Dzięki- odparłem z wdzięcznością w głosie.
Spojrzałem na wyświetlacz. Sms dostałem od nieznanego numeru.
'Przepraszam że dopiero teraz piszę, ale dopiero co wróciłam z zagranicy. Mogę wpaść do ciebie do szpitala? Lena;)'

Całkiem zapomniałem o tej dziewczynie. Uśmiechnąłem się pod nosem, wysyłając pozytywną odpowiedź.
-Kto to?- spytał zaciekawiony Niall.
-Lena. Nie znasz jej. poznałem ją jak się pokłóciliśmy- wyjaśniłem.
-Ah...no tak.- mruknął odwracając się do okna i patrząc w dal.
Zauważyłem że dziewczyna przygląda się to Irlandczykowi to znowu mnie. Czy ona coś podejrzewała?
Nagle do sali weszła pielęgniarka z notesem w dłoni.
-Powinieś się zgłosić do swojego lekarza na kontrolę, bo wydaje mi się że coś nie tak jest z nowotworem.- wyparowala.
Spojrzałem szybko na blondynkę. Siedziała w kompletnym szoku, patrząc ma mnie.
-Dzisiaj zciągniemy gips z żeber, ale musisz się oszczędzać- kontynuowała- przygotuj się, wrócę z pół godziny.
I wyszła.
-Masz raka?!- wyrzuciła z siebie Jessica.
-Taaak...wydało się- odparłem niepewnie.
-Dlaczego to ukrywasz?! Dlaczego okłamujesz fanów?!- wybuchła, niedowierzając.
-To nie tak...Liam, Harry i Lou, też nie wiedzą że umieram- wyszeptałem.
-U-umierasz?! To nie może być prawda! Przecież raka można leczyć...
-Nie w moim przypadku. Wykryto u mnie go zbyt późno, kiedy ostatnio wylądowałem w szpitalu. Chorowałem już w tedy cztery miesiące, a tylko do trzech można zareagować, przeprowadzając operację...- wytłumaczyłem.
-Czy to boli?- spytała po chwili.
-Rak? Na razie nie. pomagają mi leki. Ale w ostatnim stadium podobno bez użyteczne- przyznałem.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś o tym wszystkim?- podszedł do mnie blondyn.
-Nie chciałem cię martwić...-odpowiedziałem cicho.
Zapominając o moim gościu, zatonąłem zupełnie w jego oczach. Już chciałem dotknąć jego policzka, kiedy rozleglo się chrząknięcie. Cofnąłem się szybko, rumieniąc się.
-Hmmm...To może ja wpadnę później. Mogę przyjść...prawda?
-jasne- potwierdził Niall też zarumieniony jak ja.
-No to cześć!-wstała i wychodząc zatrzymała się i puściła nam oczko-będę milczeć o waszym romansie.
I wyszła zostawiając nas zszokowanych. Otrząsnąłem się szybko i spojrzałem na blondyna.
-Czy ty byłeś zazdrosny o MNIE?- wyparowałem.
-Nie!- zaprzeczył gwałtownie.
-Na pewno?
-No może troszeczkę...- uniosłem brew, na co westchnął- ok, może więcej niż troszeczkę. A tak po za tym podobała ci się.
-Wcale nie!-tym razem zaprzeczyłem ja.
-Ja widziałem coś innego- uśmiechnął się cwaniacko.
-Nie...
-Gapiłeś się w nią jak w obrazek-stwierdził.
-Miała podobne oczy do twoich-przyznałem.
-Ha! Wiedziałem!
-Ale ty masz piękniejsze, mój aniele-wymruczałem, muskając palcem jego usta- po za tym nie była aż tak pociągająca jak ty. Ty o mało mnie nie powaliłeś na kolana kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...
Jego oczy rozbłysły. Pochylił się szybko i pocałował mnie namiętnie.
-Też cię kocham-mruknął trącając nosem mój nos.- a teraz lepiej się przygotuj.
-Jeaah! W końcu pozbędę się tego gipsu!- zawołałem, wyciągając z pod poduszki lusterko i podałem go Nialler'owi, na co zachichotał.
-Zawsze idealny Malik- powiedział i znów złączył nasze usta.

[tydzień później]

Już miałem odnieść torbę, kiedy ubiegł mnie Niall.
-Pozwól że wezmę- uśmiechnął się.
-Eh...niech ci będzie-zgodziłem się, całując go w policzek.
Ledwo wyszedłem na zewnątrz, przywitał mnie entuzjastyczny krzyk fanów. Uśmiechnąłem się szeroko, dając się przytulic kilku nastolatkom. Dostałem nawet od jednej z nich, ręcznie robioną bransoletkę.
-Wow jaka śliczna!- nie ukrywałem zachwytu, przyglądając się kolorowym wzorkom z muliny.-będę ją zawsze nosił.
Po chwili Harry zawiązał mi ją na nadgarstku. Przyjechał Louis, więc pożegnaliśmy się szybko i weszliśmy do auta.
Szyby były lekko przyciemnione, więc Irlandczyk objął mnie w pasie, a ja oparłem się o jego klatkę piersiową, kładąc głowę na jego ramię.
-Co będziemy dzisiaj robić?-spytałem niewinnie.
-Ty na pewno będziesz odpoczywał- odpowiedział Lou.
-Bo mi tego brakowało w szpitalu- wywróciłem oczami.
-Niemartw się! Nie zostawimy was samych! Dzwonimy po Li i robimy sobie w piątkę nockę!- zdecydował loczek.
-Ej! A zaproszenia nie trzeba?!- oburzył się Horan.
-I tak nas wpuścicie, zwłaszcza kiedy przyniesiemy ze sobą pizzę- odparł nie zrażony Hazza.
-Dorzućcie jeszcze do tego skittles'y i możecie wpadać- zdecydował Niall.
-Ok, czyli o 19 u was- ustalił Louis.
-Ozdobimy twój gips-zaproponował po chwili mój ukochany.
Przed oczami stanął mi Tommo malujący penisa na twarzy kartowego prowadzącego wywiad. Zdusiłem śmiech.
-Tylko jakieś normalne rysunki i napisy, żebym mógł się pokazać z tym publicznie-dałem warunek, łaskotając go językiem za uchem.
On w zamian włożył mi rękę pod koszulkę.
-Ej, spokojnie napaleńcy! Zaraz będziemy pod waszym domem, to się sobą zajmiecie- zawołał Lou.
-Dziwisz się im? Jak ty był byś na miejscu Malika, to ja bym cię już wyruchał, tam w łóżku- odezwał się Hazz, splatając swoją dłoń z dłonią Louis'a.
Parsknąłem śmiechem na ten tekst i kładąc się na plecy i ciągnąc za sobą blondyna, złączyliśmy się na chwilę ustami.
-Daleko jeszcze?
-Nie- odpowiedzieli równocześnie Larry.

[2 dni później]

-Niall do cholery! Posprzątaj po sobie te brudne ciuchy!- krzyknąłem zirytowany, gdy natknąłem się na schodach na jego brudną bluzę i skarpetki.
-Zaraz to wezmę- odezwał się z salonu.
Oglądał właśnie jakiś film akcji, zapychając się przy tym paluszkami i piopijając wszystko soiem z kartonu.
-Dzięki za uwagę- westchnąłem zrezygnowany i wszedłem do kuchni, przeczesując wilgotne jeszcze włosy ręką z zamiarem napicia się wody mineralnej, kiedy zadzwonił telefon Nialler'a, leżący na stole.
-odbieram!- powiadomiłem go patrząc na wyświetlacz kto zdzwoni
-Co tam Li?
-Hazza miał przed chwilą wypadek autem
-CO?!
-Na szczęście nic mu nie jest.
-No chociaż tyle...wrócił już do domu?
-Nie, jest jeszcze w szpitalu. uparli się by mu zrobić badania kontrolne. Za kilka godzin ma wrócić.
-Ok, to ja sobie z nim pogadam na temat jego szaleńczej jazdy.
-Ja się dziwie że ma jeszcze prawo jazdy!
-Mam nadzieję że w końcu czegoś się nauczy. Na razie.
-Pa.
Wyszedłem na przedpokój.
-Nialler!! Ostrzegam, jeżeli nie weźmiesz tych ciuchów, to twój ulubiony sweter wyląduje w rękach fanek!
-Yhym...zaraz- mruknął.
-I nie zrobię jutro obiadu!- dodałem.
-CO?!
Zachichotałem. Ten chwyt zawsze działał. Podobno jego brat Greg też tego używał. nie utrwało kilka sekund kiedy pojawił się blondyn i wrzucił ubrania do kosza na brudy.
-To był szantaż!
-Jaki szantaż? W takim razie jesteśmy kwita bo ty też niedawno szantażowałeś mnie zdjęciami z dzieciństwa!- odpowiedziałem pewny siebie.
-Eh...niech ci będzie. A teraz zamawiamy pizzę!-zdecydował.
-Jasne. a tak w ogóle Harry miał wypadek- powiadomiłem go.
-Nic mu nie jest?!
-Nic. Tylko został na kilka godzin został w szpitalu. Jadę do niego wieczorem- odparłem.
-Zabieram się z tobą- zdecydował.
Wybrał szybko numer do pizzerii i zamówił moją ulubioną pizzę
-Dzięki-przyciągnąłem g do siebie i pocałowałem namiętnie
-Nie ma to jak wolny dzień od pracy-westchnął ciągnąc mnie do salonu.
I usiedliśmy na kanapie, zaplątani w nasze kończyny, teoretycznie oglądając film, a w ratyce zajmując się sobą. W końcu przyjechał dostawca.
-Ja odbiorę-powiedział Irlandczyk, wstając.
Również wstałem, kierując się do kuchni.
-chcesz coś do picia?- spytałem
-Nie dzięki, mam w salonie karton soku- odpowiedział.
Wyjąłem szybko butelkę z wodą z lodówki i nalałem sobie do szklani. Dziwny zwyczaj pić wodę d pizzy no ale tak już miałem.
Uśmiechając się pod nosem, wyszedłem z kuchni i gdy byłem już w połowie przedpokoju, zostałem zaatakowany ogromnym bólem w okolicy brzucha. Szklankę którą miałem w ręce, upuściłem, a ona spadła na ziemie rozlewając zawartość na podłogę i rozbijając się w drobne kawałeczki. Chwyciłem się ściany bo w momencie szybo osłabłem. Ból wcale nie miał zamiaru mnie opuszczać. Upadłem na kolana i wydałem z siebie przeciągły jęk bólu. Do pomieszczenia wpadł przerażony Nialler.
-Zayn!
Uklęknął przy mnie, nie wiedząc co robić i co się w ogóle ze mną dzieje. Zacisnąłem pięść na materiale spodni
-To nic...takiego- zapewniłem.
Kolejna fala bólu i nie wytrzymałem. Krzyknąłem na cały dom i nagle ból zniknął tak szybko ja się pojawił.
-J-już po wszystkim- wyszeptałem kładąc Niall'owi głowę na kolana i odciągając do klatki piersiowej kolana.
Blondyn natychmiast zaczął mierzwić mi włosy.
-Zayn...
-Nie mam pojęcia co to było, ale chyba coś związanego z rakiem.
-Z rakiem? To może idź do swojego lekarza..-zaproponował z troską.
-Nie trzeba. Mam umówioną wizytę za pół tora tygodnia.-mruknąłem, powoli przestając się trząść.
-Wytrzymasz tyle? A jak jeszcze raz się coś takiego powtórzy?- spytał niepewnie
-Nic mi nie będzie. Nie martw się- zapewniłem, wstając- eh...przydało by się to posprzątać- dodałem zbierając kawałki szkła.
Po chwili Irlandczyk poszedł po miotłę i mopa. Po kilku minutach było już czysto.

-Chodź jeść, pizza pewnie będzie zaraz zimna-odezwałem się, ciągnąc go do salonu.

                            ___________________________________________________________________

Hejka! 
taki jakiś mi długi wyszedł. mam nadzieję że się nie gniewacie :P
dzięki za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D pamiętajcie: jeden komentarz= więcej motywacji do pisania :)
przepraszam za błędy i do następnego!
Pozdrawiam:
Payne'owa :D



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Oook trochę zaniedbałam dodawanie komentarzy po twoimi rozdziałami..czytałam ale nie komentowałam zawsze zostawiałam to na później..ale dziś sie zmotywowałam i...Wow rozdział świetny! ; ) Akcja coraz to bardziej się rozkręca i to mi się podoba ; ) Czekam na kolejny rozdział ; ) / J

Anonimowy pisze...

Jeju jak ten twój bromance wciąga :D Mam nadzieję, że z Zaynem będzie wszystko dobrze :D Czytam dalej :) i skomentuje Ci pod koniec :D

Gabi