piątek, 25 października 2013

Ziall-Rozdział X

[cztery dni później]

   chłopcy bardzo entuzjastycznie podeszli do zaproszenia na zlot fanów i natychmiast się zgodzili, o czym powiadomiłem Monic na twitterze na DM, zaraz gdy ją zaobserwowałem. Właśnie czekaliśmy z Niall'em przed domem na auto Louis'a. Stwierdziliśmy że pojedziemy jego autem, by zaoszczędzić paliwo co musi brzmieć dziwnie bo w końcu mamy kasy mnóstwo. No ale zawsze coś można zaoszczędzić mimo wszystko :D
   Gdy dotarliśmy po Hyde Park, czekała na nas już Monic i Luna, uśmiechając się szeroko. Z daleka było widać ze były strasznie podekscytowane naszym przybyciem.
 -Matko, na serio nie sądziłam że się pojawicie na tym spotkaniu- powiedziała na powitanie Luna.
 -Też mi cię miło widzieć znowu- parsknąłem śmiechem.
 -Cześć- przywitała się Monic- jestem Monic. Miło że przyjęliście nasze zaproszenie.
 -Hej. Zawsze jak mamy czas to chcemy się spotkać z fanami. To więc gdzie reszta ekipy?- odezwał się Harry.
 -W środku. Uprzedziłyśmy ich że przyjdziecie żeby...no wiecie, nie było jakiegoś zaskoczenia i zamieszania- powiadomiła nas.
 -Dzięki. A więc może na początek powiecie nam co będziemy robić?- spytał Louis.
 -No wiecie...najpierw pewnie będą chcieli wasze autografy i zdjęcia z wami, a później tak pogadać sobie, poznać się nawzajem. możemy się też przenieść później na koncert który się zaczyna koło 20. No w sumie to to jest taka walka między zespołami o pierwsze miejsce i rozgłos- zaczęła mówić Lena- Byłam na tym w tamtym tygodniu. Nieźle grają.
 -A Jaki to gatunek?- spytał zaciekawiony Niall.
 -Raczej mieszane. ale raczej przeważa rock i pop. ktoś jeszcze na pewno śpiewa reggae i rap- odpowiedziała.
 -A tak apropos ile nas będzie?- spytał Liam.
 -Z początku miało być nas do 30 ale wiele osób nie mogło przyjść, no i jest nas 18- odparła Monic'a.
 -To i tak nieźle ludzi. wyczuwam zajebisty wieczór- powiedział Harry.
 -Ale nie przesadzaj z alkoholem- uprzedziłem- jutro mamy pracę.
 -No jasne. I tak nie pije w środku tygodnia- wzruszył ramionami.
 -Nie trzeba alkoholu żeby dobrze się bawić! wystarczy nam Louis! to jest dopiero rozrywka!- zawołał Liam.
 -Oh! Li, dzięki za reklamę! czuję się wyjątkowy!- zażartował szatyn.
   Zaśmialiśmy się. Kilka minut później z daleka zobaczyliśmy małą grupkę fanów siedzących na trawie.
 -No to jesteśmy na miejscu- powiedziała Luna.
 -cześć wszystkim!- zawołałem.
   wszyscy zerwali się na równe nogi i podeszli do nas podekscytowani i zaczęli się po kolei przedstawiać. W grupie również było chyba z 6 chłopaków. Miłe zaskoczenie. Po rozdaniu autografów i zrobieniu sobie zdjęć, usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy tak po prostu rozmawiać, jak starzy znajomi. ja aktualnie rozmawiałem z czterema dziewczynami i dwoma chłopakami. oczywiście największą uwagę zwróciła na siebie Harry Niall. Ughh...nie powiem jak bardzo byłem zazdrosny o Nialler'a kiedy widziałem jakie zakochane spojrzenia posyłały mu fanki. Nagle dostałem takiej ochoty jak nigdy by wykrzyczeć całemu światu że Niall Horan pochodzący z Mulingar z Irlandi wcale nie jest dla mnie tylko przyjacielem. Chciałem powiedzieć jak szalenie go kocham, że jest całym moim światem i nikomu go nie oddam. Chciałem go całować bez opamiętania przy wszystkich, mając w dupie wszystkich ludzi do okoła...przygryzłem wargę kiedy nawijał o czymś i prawie zwilżył językiem wargę. Śledziłem uważnie jego wargi, przypominając sobie ich cudny smak...
 -Zayn...? wszystko ok?- usłyszałem.
   To wystarczyło żebym natychmiast wrócił do rzeczywistości i szybko odwróciłem wzrok od ust blondyna, skupiając uwagę na moich towarzyszy.
 -Tak, a czemu pytasz?- spytałem udając jak by nic się nie stało.
 -Nie mogłeś oderwać wzroku od Niall'a- zachichotała Anne.
   Mimo wolnie zarumieniłem się.
 -J-ja...no ten...- bąknąłem.
 -ktoś tu się zawstydził- zachichotała Britt.
 -ehh...po prostu o tym zapomnijcie...zagapiłem się- powiedziałem.
 -Zagapiłeś się...taaak...zżerałeś go wzrokiem- zachichotał Ben- nie wnikam co wy tam robicie.
 -C-co?! Nie!- zaprzeczyłem gwałtownie.
 -Nie musisz zaprzeczać, siedzisz w śród shiperów Ziall'a- odparła Nathalie.
 -No ten...nie wiem co powiedzieć...-wydukałem zaskoczony.
 -Po prostu powiedz czy Ziall jest prawdziwy?- spytał Max.
 -Ehh...jak bym powiedział że nie to bym musiał skłamać, ale nie powiem też tak bo nie moge- powiedziałem.
 -czyli potwierdziłeś. Nikt nie będzie o tym wiedział oprócz naszej szóstki- zapewniła Nathalie.
 -Luna i Monic też już wiedzą- poprawiła ją Anne.
 -Więc jesteście razem ale się ukrywacie bo Modest- stwierdził Ben- w sumie to nie wiem po co o to pytamy bo za mocne znaki dajecie, nawet nieświadomie.
 -Przerażacie mnie waszą wiedzą i spostrzegawczością- odparłem, zerkając niewinnie na Nialler'a.
 -To nie jest trudne. Jak mówiłam ostatnio z dziewczynami, zbytnio tego nie ukrywacie-rzekła Anne.
 -Zayn...mam takie pytanie...- zaczął niepewnie Max.
 -Tak?
 -Wiem że to nie moja sprawa...ale co cię tak wkurzyło przed tym jak zostałeś napadnięty?- spytał nieśmiało.
 -Wolałbym to zachować dla siebie. Może się kiedyś dowiecie ale nie teraz- odpowiedziałem.
 -ok, jasne.- skinął głową.
 -Tak w ogóle jakie macie hobby?- spytałem nagle.
 -Ja uwielbiam strzelać. nawet jeżdżę na zawody strzeleckie- odparła Brittanie.
 -Naprawdę?- zdziwiłem się.
    Nigdy bym nie powiedział że ta drobna i niska dziewczyna może mieć takie zainteresowania!

 [tydzień później]

   Te dni przeleciały szybko i spokojnie. Wielkimi krokami zbliżał się koncert w Menhester. Zaczęliśmy mieć próby tuż przed show, a ja jeszcze w między czasie chodziłem do ośrodka pomagać. Chłopak którego poznałem przy moim pierwszym razie w tym budynku, zmarł w tę samą noc. Było mi bardzo smutno, bo rozmowa z nim wiele mi pomogła. Oczywiście obowiązkowo poszedłem na jego pogrzeb, co nie umknęło dziennikarzom. Chcieli się dowiedzieć za wszelką cenę co go ze mną łączyło. Doszło do tego że zaczęli mnie śledzić na każdym kroku, co zaczęło być coraz bardziej wkurzające, aż w końcu mimo moich starań, jakoś się dowiedzieli gdzie znikam na kilka godzin prawie codziennie. Do tego gazety zaczęły się rozpisywać o tym, snuć jakieś wnioski dlaczego to robię, że mam wielkie serce i to że chyba mam anoreksję bo zacząłem być przeraźliwie chudy. Swoją drogą...przez ostatnie dni zdążyłem schudnąć aż osiem kilo. To dużo...w końcu zauważyłem że jem coraz mniej i byłem coraz słabszy. Ale ukrywałem to przed Niall'em. Na silę zjadałem chociaż jedno danie z obiadu, kiedy nie widział zmuszony byłem do mimowolnego wymiotowania. praktycznie już cały czas bolało mnie całe ciało, ale na szczęście, nie aż tak bardzo i to też mogłem ukrywać. Co do przyznania się do wszystkiego, przemyślałem to i postanowiłem powiedzieć chłopakom i fanom o roku, na najbliższym koncercie w Manchester. Myślę że będzie dobrze.
   Maggie jako jedyna zauważyła że jest mi coraz  trudniej i powiedziała żebym już nie pomagał bo widzi ile mnie to kosztuje.
   Do końca się nie poddam. muszę walczyć do końca i być silny..
   Starałem się spędzać jak najwięcej czasu z przyjaciółmi i rodziną. Zarosiłem nawet mamę z siostrami na tydzień. Tata nie mógł przyjechać bo nie dali mu wolnego w pracy...szkoda.
   Siedziałem właśnie w swoim łóżku kiedy na dole wszyscy oglądali telewizje. Byłem już zbyt zmęczony i stwierdziłem że idę spać...coś ostatnio nie najlepiej ze mną.

 [8 dni później]

   Uścisnąłem mocno moją mamę na pożegnanie.
 -Na pewno nie odprowadzić was na dworzec?- upewniłem się.
 -Tak, damy sobie radę. A po za tym widzę jak szybko się męczysz. Nie chce być powodem który cie wykończy- zażartowała.
 -Myślisz że taka przejażdżka z wami mogła by mnie zabić? aż taki delikatny nie jestem- zaśmiałem się.
 -Wszystko możliwe. Ok, to my idziemy, bo pociąg nam ucieknie i będziesz musiał znosić swoją mamę jeszcze przez jedną noc- uśmiechnęli się.
 -Będę tęsknił- mruknąłem.
 -Powtarzasz to już pięty raz! normalnie jak baba!- odezwała się Saffa wywracając oczami.
 -Ej! nieprawda!- zaprzeczyłem, czochrając jej włosy.
 -Prawda. a teraz wybacz mamy pociąg- wystawiła mi język i chwyciła ramie mamy ciągnąc ją w stronę taksówki- do kiedyś tam!
 -Cześć!- zachichotałem pod nosem i zamknąłem drzwi frontowe kiedy tylko odjechały.
 -Znowu sami- usłyszałem i poczułem mokre pocałunki na szyi- mam na ciebie ochotę od dawna, ale nie ładnie tak, kiedy za ścianą śpi twoja mama- wymruczał, wkładając mi ręce pod koszulkę.
    Nie odpowiedziałem tylko dałem się ponieść bliskości z Niall'em.
   Odwróciłem się do niego przodem, a on wpił się w moje usta, przypierając mnie do drzwi frontowych i wkładając mi kolano miedzy nogi. odrzuciłem głowę do tyłu czując jak ociera się o moje krocze. Z moich ust wyleciało ciche westchnięcie. irlandczyk szybko zaciągnął ze mnie podkoszulkę i zaczął całować moją szyję. przyciągłem go bliżej, sprawiając ze między nami nie było wolnej przestrzeni.
 -Cholera, kocham cię, kocham!- krzyknąłem i chwyciłem go gwałtownie za włosy i pocałowałem namiętnie w usta- Jesteś tylko mój, słyszysz?
 -Tylko twój- wymruczał zdejmując swoją koszulę i rzucając w kąt.
   Przenieśliśmy się do salonu, nieprzerywając pieszczot. Zanim zostałem pchnięty na kanapę, zostałem pozbawiony spodni i bokserek. a sam Niall się rozebrał rzucając ubrania za siebie i całując mnie zachłannie. Długo nie utrwało kiedy wszedł we mnie gwałtownie. Jęknąłem przeciągle przymykając oczy z rozkoszy. blondyn nie szczędził sobie podniecających mnie dźwięków, poruszając szybko biodrami i stymulując mojego członka. Naprawdę w domu zrobiło się nagle gorąco. aż za gorąco. przejechałem ręką po plecach irlandczyka, zcierając z nich spływające kropelki potu, kiedy on mi  szeptał czułe słówka na ucho. w końcu  Niall krzyknął głośno, wyginając się. Chwilę później i ja doszedłem. Na koniec pocałowałem go delikatnie i wtuliłem się w jego ramiona, usypiany przez smyrające palce Nialler'a po moich plecach...

[tydzień później]

  Nie spokojnie siedziałem w naszej garderobie, już ubrany. Nie najlepiej się czułem...nie miałem za dużo siły. Ostatni  raz jadłem coś dwa dni temu- jakieś marne jabłko i od tego czasu, chodź bym chciał nie mogłem za cholerę się zmusić do jedzenia.
   Dzisiaj nadszedł ten dzień, Nialler znał już cały plan.
   Wyszliśmy za kulisy całą piątką . Byłem zestresowany jak nigdy. Znowu się bałem, ale tym razem ich reakcji. Zamknąłem na chwilę oczy.
 -Zayn? Dobrze się czujesz?-spytał Harry.
 -Chyba się przeziębiłem- skłamałem.
 -Nie najlepiej wyglądasz-dodał Lou.
 -Dam rade dzisiaj jeszcze zaśpiewać- zapewniłem.
   Blondyn za ten czas zniknął w toalecie i właśnie wrócił. Pokolei zaczęliśmy wchodzić na scenę. Dzisiaj na serio czułem się o wiele gorzej niż zwykle. Czy aż tak bliski jest finał?
   Starając się dać wszystko, wiedząc że to ostatni mój koncert, zaczęliśmy pokolei śpiewać Kiss You, One Thing, What Makes You Beatifull, Over Again. W końcu postanowiliśmy zaśpiewać stary cover z x- factora -Thorn. Niall co chwile patrzył na mnie z troską, jak bym miał zaraz zemdleć.Fani byli zachwyceni. Kiedy skończyliśmy śpiewać, przeszyła mnie fala ostrego bólu i poczułem mdłości.
   Irlandczyk szybko się znalazł przy mnie.
 -Muszę do łazienki- wyszeptałem.
   Bez słowa podszedł do Liam'a i już po chwili  zeszedłem za kulisy w towarzystwie Niall'a.
   Gdy tylko wszedłem do łazienki, wszedłem do jednej z kabin i zwymiotowałem do ubikacji, stękając z bólu.
 -Potrzebujesz jeszcze czegoś?- spytał cicho irlandczyk.
    Nie odpowiedziałem tylko wyszedłem z kabiny i wypłukałem wodą usta, opierając się na chwilę o umywalkę. Po chwili jednak podszedłem do mojego chłopaka i przytuliłem się do niego.
 -Dlaczego ciebie to musiało spotkać?- spytał retorycznie, ale i tak odpowiedziałem.
 -Tak widocznie musiało być. Kocham cię...
   Uśmiechając się delikatnie złączyłem nasze usta w słodkim pocałunku.
 -Obiecaj mi że jak już mnie nie będzie, nie załamiesz się i ułożysz sobie z kimś szczęśliwe życie. Dla mnie jesteś najpiękniejszą i najlepszą osobą jaką spotkałem i tak mocno pokochałem- wyszeptałem opierając czoło o jego i zamykając na chwile oczy.
 -Postaram się- odparł i musnął moje usta swoimi.
 -Chodź, muszę im w końcu powiedzieć- splotłem nasze dłonie.
   Wróciliśmy na scenę, gdzie Liam Louis i Harry odpowiadali na pytania z Twitter'a. Niall uścisnął mocniej moją dłoń, dodając mi tym otuchy.
 -Chłopaki...muszę wam coś powiedzieć- powiedziałem cicho sprawdzając czy na razie jestem po za zasięgiem mikrofonów.
 -O co chodzi? Źle się czujesz?- spytał Liam.
-Li...ja...ja nie jestem przeziębiony. Jestem śmiertelnie chory...umieram- wydusiłem spuszczając głowę i czekając na ich reakcję.
 -Ś-śmiertelnie chory...? żartujesz...prawda?- odezwał się pierwszy Lou.
 -Nie. Mam raka trzustki...zostało mi około 3 tygodni życia- odp wiedziałem.
 -Ale..jak...dlaczego dopiero teraz o tym nam mówisz...? Od kiedy wiesz..?- zaczął jąkać się Liam.
 -Od prawie pięciu miesięcy. w tedy kiedy co tak dużo wymiotowałem i później wylądowałem nieprzytomny w szpitalu- westchnąłem.
   Harry usiadł na scenie, chowając twarz w dłoniach, by ukryć łzy. Na widowni rozległy się szmery, głośne rozmowy fanów. Li i Tommo zignorowali to i podeszli do mnie, mocno mnie przytulając, zaskoczeni tym jak bardzo stałem się kruchy i chudy. W końcu sięgnąłem o mikrofon, czując jak Nialler obejmuje mnie w pasie.
 -Chciałbym wam powiedzieć wam o ważnej sprawach które ukrywałem do dzisiaj przed wszystkimi. Niewiele osób wiedziało że...że mam raka trzustki. Nie mówiłem nic, bo nie chciałem żeby ktoś się martwił i w ogóle...- poczułem jak zaczynają piec mnie oczy- Po drugie przyznaje oficjalnie że jestem z Niall'em. Jest moim wspaniałym chłopakiem. To właśnie on był praktycznie od początku kiedy się dowiedziałem o raku...chodź dowiedział się całkiem przypadkowo.  Niall, dziękuję ci za tą troskę o mnie i pomoc w trudnych chwilach- zwróciłem się do blondyna patrząc mu prosto w oczy-Kocham cię.
   Przytuliłem się znowu do niego i dyskretnie pocałowałem w szyję.
 -Przepraszam...
   Ruszyłem szybko za kulisy, mijając resztę zszokowanej ekipy i gościa z Modestu. Skierowałem się do mojej garderoby, ocierając z policzków cieknące łzy. Ledwo otworzyłem drzwi już trzeci raz mój brzuch przeszył ból i mimowolnie upadłem na ziemię. Czułem się totalnie wyniszczony przez chorobę, jak nigdy. Nie miałem nawet siły by usiąść, zwinąłem się w pozycję embrionalną, czekając aż ktoś przyjdzie, co stało się szybko.
 -ZAYN!!- krzyknęli równocześnie Niall i Louis.
   Podbiegli szybko i podnieśli mnie z trudem, bo nie mogłem samodzielnie choćby wstać na nogi i już po chwili płożyli mnie na kanapie w środku garderoby pochylając się nade mną.
 -Zayn? Co się dzieje?- spytał niepewnie Lou.
   Nie odpowiedziałem, tylko zacząłem niekontrolowane krzyczeć z bólu.
 -Z nim jest źle, bardzo źle- wyszeptał załamany Irlandczyk.
 -Dzwonię po karetkę- zdecydował Tomlinson wyciągając szybko telefon.
   A później była tylko nieprzenikniona ciemność...


                                  __________________________________________



1 komentarz:

Anonimowy pisze...

O Boze! Wlasnie dzisiaj na trafilam na twoje opowiasanie. Cudowne opowiadanie. Jest pare bledow ale przypuszczam, ze ja tez bym robila bledy.bo w sumie kazdy czlowiek popelnia bledy, czyz nie? Uwielbiam Zialla, bo w koncu jestem ZS. Pisz dalej!Blagam!! Zycze weny :)
PS. Mialabym mala do Ciebie prosbe:czy mozesz mnie informowac o nowych rozdzialach albo na twitterze albo kiedy planujesz wstawic? @DameZiall jak cos :) nie ukrywam, ze bylabym Ci wdzieczna :) x