piątek, 8 listopada 2013

Ziall- Rozdział XI

 [2 dni później]
 Otworzyłem powoli oczy i rozejrzałem się nieprzytomnie do okoła. Leżałem znowu w szpitalnej sali, podpięty do kroplówki, w nosie miałem cienkie rureczki. Na krześle obok spał Louis z podkulonymi pod siebie kolanami i był przykryty kocem. Próbowałem się poruszyć, ale byłem zbyt słaby, żeby nawet podnieść rękę. Patrzyłem więc z frustracją na sufit, aż w końcu Tommo obudził się. Uśmiechnął się szeroko, zrywając się z krzesła, widząc że odzyskałem przytomność.
 -Malik! W końcu się obudziłeś!- zawołał, po czym dodał, zanim zdążyłem coś zrobić-  zawołam lekarza!
   I wybiegł z sali, wracając o kilku minutach z moim lekarzem u którego pojawiałem się na badaniach kontrolnych przez ostatnie kilka miesięcy.
 -Długo postanowiłeś odpocząć- zażartował po czym dodał poważnie- Jak się czujesz?
 -Jak by przejechał po mnie czołg- wyparowałem, przymykając oczy.
 -I myślę że wiele się nie zmieni twoje samopoczucie- westchnął.
 -Panie doktorze...ja się już z tym pogodziłem...że umieram- powiedziałem zachrypniętym głosem- bo raczej już mi nic nie pozostało...
 -Rozumiem doskonale. pozwól że cię zbadam- odparł podchodząc do mnie i zdejmując ze mnie kołdrę.
   Przez następne kilka minut odsłuchał moje płuca, sprawdził wyniki na maszynie obok mnie i wyszedł. Zostałem sam na sam z Lou.
 -Dlaczego nam nie powiedziałeś?- spytał cicho.
 -Nie chciałem was martwić. Na samym początku mieli tylko wiedzieć moi rodzice. Ale Niall usłyszał moją rozmowę przez telefon, w tedy na tym balkonie. Później po pobiciu, pielęgniarka nieświadomie wygadała się o raku przy tej jednej fance. I tak dziwne że  udało mi się  to ukryć przed wszystkimi tak długo- westchnąłem.
 -Ale chyba ci teraz lepiej? że wszyscy wiedzą?
 -Zależy. są osoby, które wolałbym żeby nie wiedziały. Tak po prostu by było lepiej. A co do ciebie, chłopaków i fanów, to nawet nie miałem pojęcia ile mi potraficie  dać wsparcia i siły w tym wszystkim- powiedziałem szczerze.
 -Nigdy byśmy cię nie zawiedli. Ja bym cię nie zawiódł. Kocham się jak rodzonego brata, którego nigdy nie miałem- odparł- wiesz? zachowałeś się podobnie jak ja i i Harry z ukrywaniem naszego związku przed wami. Tylko z tą różnicą  że ty umierasz...
 -a wy będziecie żyli długo i szczęśliwie- zachichotałem- kiedy macie się zamiar ujawnić?
 -Nie wiem..boimy się  Modest'u i w ogóle...
 -Pieprzyć Modest. Fanów na pewno nie stracicie. Bo przecież ja i Niall jesteśmy oficjalnie parą- odparłem.
 -Może i tak. Ale Modest pewnie wam odpuścił tylko dla tego że za chwilę ...cię tu nie będzie- powiedział cicho.
 -Ale za ten czas zdążę z nimi pogadać. Nie mogą nie spełnić ostatniej prośby umierającego-wyszczerzyłem się.
 -Ty to zawsze coś wymyślisz- uśmiechnął się szeroko.
 -W końcu jestem Ten Zayn Malik, bad boy z Bradford, który jako jedyny potrafi walnąć w metalową szafkę otwierając ją- odpowiedziałem.
 -No ta, jesteś jedyny w swoim rodzaju- zaśmiał się.
   Uśmiechnąłem się poprawiając swoją pozycję.
 -Wiesz...zadziwiasz mnie- odezwał się po chwili.
 -czym?- uniosłem brew.
 -Rozmawiasz jak gdyby nic, żartujesz z tego że umierasz pomagasz, chodź sam potrzebujesz pomocy- wytłumaczył- jak ty to robisz, że mimo że jesteś taki słaby, nadal potrafisz przejmować się wszystkim, tylko nie sobą?
 -Nie mam pojęcia. taki już jestem- odpowiedziałem- wy też w jakimś stopniu pomagacie mi zapomnieć o tym.

[3 dni później]

   Odkąd wszyscy dowiedzieli się o mojej chorobie i o tym że leżę teraz w szpitalu, zaczęli się zjeżdżać, SMS-ować, dzwonić, by sprawdzić co u mnie. Z jednej strony to było to miłe że tak się mną przejmują, ale do czasu. bo kiedy chcę pobyć na chwilę sam z Niall'em, to zaczynało być uciążliwe i irytujące. Jak dzisiaj.
   Oglądaliśmy z Nialler'em spokojnie film na laptopie wtuliłem się w jego pierś, a on objął mnie ramieniem, mocniej przyciskając do siebie. Tak bardzo nie chciałem go zostawiać samego... podniosłem  głowę do gory i nachyliłem się mu niemu i gdy już byłem dosłownie 3 milimetry od jego ust, rozdzwonił się mój telefon. Westchnąłem wkurzony i sięgnąłem po telefon.
 -Halo?
 -Cześć Zayn! wiesz dowiedziałam się że masz raka i no...mogłabym do ciebie przyjechać?- usłyszałem Taylor Swift.
 -Że co?!
 -No tak...wiem że nie mogliśmy się jakoś lepiej zapoznać bo ta cała sprawa z Harrym i w ogóle...
 -Dlaczego chcesz przyjechać do mnie? czegoś tu nie rozumiem. jakoś specjalnie nie pawałaś do mnie sympatią.
 -Tak wiem...Byłam zazdrosna  twoje relacje z Harrym.
 -Sugerujesz mi coś?!
 -Nie skąd! No ale wiesz jesteś z Horanem...
 -I co z tego? ujawniliśmy się dopiero kila dni temu.
 -No cholera! Nie możemy o tym zapomnieć co?! porostu chciałabym wpaść do ciebie w odwiedziny
 -No nie wiem. zastanowię się.
 -N proszę! przyjdę z Ed'em.
 -Czyli to on kazał ci się zemną spotkać?
 -Ależ skąd! Ugh..tylko takie przyjacielskie odwiedziny po fachu no!
 -No dobra, ale kiedy?
 -Jutro o 17?
 -15, bo do 17 zamykają już oddział.
 -Ok, rozumiem. no to do zobaczenia
 -Cześć.
   Odłożyłem telefon i przetarłem oczy.
 -Kto to był?- spytał cicho Niall.
 -Taylor Swift. odwiedzin jej się zachciało- odpowiedziałem.
 -Żartujesz?! Co jej się stało?!
 -Nie mam pojęcia, ale przyjdzie jutro.- odparłem.
 -Ooo nie chciałbym być w jej skórze kiedy jutro natknie się na Harry'ego, a zwłaszcza Lou. Będzie w tedy co oglądać- zachichotał
 -jesteś wredny- odparłem rozbawiony.
 -oj tam. zwykła przyjacielska złośliwość- poprawił mnie i złączył nasze usta.
   po chwili pogłębił nasz pocałunek, drażniąc moje podniebienie, a ja wplotłem mu dłonie w farbowane blond pasma.

 [następny dzień]

   Siedziałem na łóżku, grając w karty z Li i Nialler'kiem, kiedy rozległo się ciche pukanie.
 -Proszę!- zawołałem.
   Do pokoju weszła nieśmiało Taylor, ciągnąc za sobą rudego osobnika. Na widok Ed'a od razu się szeroko uśmiechnąłem. Swift myślała przez chwilę że to na jej widok się ucieszyłem, ale szybko zgasiłem jej nadzieje.
 -Sheeran! jak ja cię dawno nie widziałem! co tam u ciebie?
   Blondynka wywróciła oczami i westchnęła ciężko.
 -Jest świetnie, czego nie mogę powiedzieć o tobie- powiedział smutnym głosem siadając na krześle obok mojego łóżka.
 -No cóż, racja, ale co ja mogę na to poradzić?- wzruszyłem ramionami- najwyraźniej tak miało być i już.
 -Jakoś nie mogę uwierzyć że za chwile cię tu nie będzie- dodał.
 -Musisz mnie dobijać? wystarczy mi to że muszę siedzieć tu z kabelkami w ręce- mruknąłem wskazując na kroplówkę i morfinę.
 -no tak. jak się w ogóle czujesz?- spytał.
 -w porządku, bywało lepiej- odparłem.
    Rozległo się zirytowane chrząknięcie. Spojrzałem na Tay, czekając na to co miała mi do powiedzenia.
 -Chciałam cię przeprosić że byłam taka niemiła w stosunku do ciebie- powiedziała cicho.
 -i?
 -wiem że mnie uważasz za jakąś stukniętą laskę czy coś...ale nie chce żebyś miał ze mną na pieńku, skoro już masz umrzeć- spuściła wzrok na swoje stopy.
 -Przyznaję że tym razem masz rację. Tak nie powinno być. Ja też przepraszam za swoje wcześniejsze zachowanie- odezwałem się po namyśle.
 -No więc...zgoda?-spytała niepewnie.
 -Zgoda- uśmiechnąłem się do niej szeroko- chodź z nami usiąść.
   Następna godzina minęła nam bardzo miło. Poznałem Taylor od tej innej ' miłej' strony. Rozmawialiśmy razem na wszystkie błahe tematy i co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem.  w końcu Taylor i Ed musieli już iść i pożegnaliśmy się grzecznie. Gdy już byli przy wyjściu drzwi się otworzyły i do sali wszedł Harry i Louis. W pierwszej chwili do nich nie dotarło kto przed nimi stoi, ale gdy tylko Hazz się otrząsną wrzasnął
 - Co ONA tu robi?!
 -Też cię miło widzieć Styles- prychnęła blondynka- widzę że wciąż masz przy sobie swojego kochasia.
 -Uważaj sobie! To MÓJ CHŁOPAK i nie obrażaj go!- zawołał ale zaraz zatkał sobie dłonią usta.
 -Ha! Wiedziałam! To ten idiota...
 -Zamknij się!- warknął wściekły.
 -Och czyżby biedny Tomlinson nie umiał się bronić i potrzebuje adwokata?- powiedziała z kpiną.
 -Nie powinno cię to obchodzić.- syknął.
 -Harry daj spokój- powiedział do niego cicho Lou.
 -Jeszcze nie tak dawno nie byłeś aż tak spokojny kiedy nakryłeś mnie i Harry'ego w jednoznacznej sytuacji- powiedziała.
 -Och jak mi przykro że Harry cię TYLKO WYKORZYSTAŁ, bo Modest mu kazał- odparował i uśmiechnął się gdy mina Swift zrzedła- po za tym to było zaplanowane. Fanki które ze mną były rozpowiedziały jak się 'kochacie'.
 -Ej! spokój! koniec tej kłótni!- zawołałem- Tay idź już lepiej...
 -No to cześć- powiedziała posyłając mordercze spojrzenie Louis'owi i Hazzie.
 -A! Taylor! Jeszcze jedno nie mów na razie nikomu o chłopakach- poprosiłem.
 -No dobra, ale tylko ze względu na ciebie- zgodziła się i wyszła.
 -Gratulacje chłopaki- uśmiechnął się do nich ciepło Ed i przytulił każdego po kolei.
    po chwili poszedł za Taylor
 -Od kiedy masz na nią taki wpływ? - zdziwił się Tommo.
 -Od dzisiaj- wyszczerzyłem się i wróciłem do gry w karty z chłopakami.

 [4 dni później]

   Obudziłem się gwałtownie. mój żołądek 'szalał', w dodatku przeraźliwie bolał.
 -Niall!- jęknąłem.
   Pozwolili blondynowi zostawać na noc i być przy mnie. Chwała Bogu że na to pozwolili bo sam ze sobą  bym sobie teraz nie dał rady. Irlandczyk wybudzony wcześnie rano, zerwał się na nogi, nie narzekając. wyciągnął skąś miskę i podał mi, a ja do niej kilka razy zwymiotowałem. Ale to nie był koniec. Przeszywał mnie ostry ból nie do zniesienia.
 -N-niall biegnij po lekarza- wydusiłem, znów wymiotując.
   Ukochany jak poparzony wypadł na korytarz i nie dbając o to ze kogoś obudzi, wrzasnął:
 -POTRZEBUJE LEKARZA!!
   Nagle zacząłem widzieć przed oczami czarne plamki. O nie...tylko nie teraz....
  -Zayn?- poczułem jak ktoś mną potrząsa.
 - Weźcie to ode mnie...to boli...-wychrypiałem, zamykając oczy.
 -Hej, Zayn, otwórz oczy słyszysz? zostań z nami! Zayn...
 -Proszę dajcie mi coś na ten cholerny ból!- wyjęczałem otwierając bardzo ciężkie powieki.
    Zobaczyłem przed sobą rozmazane kolory, a później pojawiła się ciemność.

 [następny dzień]

 -Nie mówili kiedy odzyska przytomność?- usłyszałem zdenerwowanego Liam'a.
 -Jeszcze nie wiadomo czy w ogóle się obudzi- odparł Harry.
   Nagle usłyszałem cichy płacz aż za dobrze mi znany.
 -Nie płacz będzie ok, słyszysz? może i będzie mu tam lepiej...- usłyszałem znów Li.
 -W-wiem ale i tak mi trudno...-wyszeptał Niall.
 -cii...obudzi się jeszcze, zobaczysz- zapewnił ciemny blondyn.
 -Nie dam rady bez niego...za bardzo go kocham- dodał- chyba nie wytrzymam jak znów zobaczę go pod elektrodami...
   No tak...jeszcze brakuje planowania mojego pogrzebu.
 -Niall, nie płacz ja wciąż żyje i was trochę pomęczę- powiedziałem ledwo słyszalnie i otworzyłem powoli oczy.
   To co mnie powitał to niedźwiedzi uścisk, ciemność przed oczami i wszech rozchodzący się zapach Wanilii. Czy ja kiedyś wspomniałem jak uwielbiam zapach Nialler'a?
 -Ty idioto! nie rób mi tego więcej!- wydusił, chowając twarz w moich włosach.
 -No wiesz to będzie trochę trudne, bo już teraz nie mam czym oddychać- odparłem chcichotając.
   Odsunął się natychmiast i uraczył mnie widokiem niesamowicie morskich tęczówek. Jego oczy wciąż były mokre, ale z oczu cisły mu się iskry szczęścia.
 -Nie płacz Sunshinne- wyszeptałem, ocierając mu policzki.
   w odpowiedzi, złapał moje policzki zaczął obcałowywać moją twarz, gdzie się tylko dało. Odsunął się na chwilę, przyjrzał mi się znowu i  wpił się gwałtownie w moje suche usta. Gdy skończył okazywać swoją radość zdołałem tylko wydusić:
 -Wow...
   Liam i Harry wybuchli śmiechem.


                                     _______________________________________________


 No cóż.... powoli zbliżamy się do końca opowiadania. szkoda że nikt nie komentuje :( ale dziękuję za tyle wejść *.* 
Jeden komentarz = motywacja do pisania
pozdrawiam:
Payne'owa (:










1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie to świetne opowiadanie i jeszcze Ziall. O Boże *_* moglo nie być Larry'ego ale jakoś go przetrawie.Hahaha ta akcja z Tay i Harrym.Szkoda, że to koniec.Może nie uśmiercaj Malika co?Niech mu sfałszują wyniki czy cos..blagam!moje serce nie wytrzyma smierci Malika-@DameZiall