czwartek, 16 stycznia 2014

Harry&Jasmine I

   Wystraszona podskoczyłam, kiedy ktoś szarpnął mnie za ramię, wyrywając ze snu. Okazało się iż to kierowca autobusu.
-Pani wybaczy, ale to już ostatni przystanek. Musi pani wysiąść.-powiedział uprzejmie.
-Dziękuję, już się zbieram- powiedziałam lekko zaspana.
   Sięgnęłam po plecak i wstałam, kierując się do wyjścia. kierowca już wrócił na swoje miejsce, otwierając automatycznie drzwi. posyłając mu ostatni uśmiech, wyszłam na zewnątrz, na zimne poranne powietrze. Słońce dopiero co wschodziło.
   Autobus odjechał skręcając w jedną z ulic, a ja kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Okryłam się szczelniej płaszczem.
-Mogłam się bardziej przykładać do geografii- mruknęłam do siebie.
   Rozejrzałam się do o koła, niedaleko zauważyłam par. Ruszyłam w tamtą stronę i usiadłam na niej pod wielkim drzewem. Podciągnęłam kolana pod brodę i siedziałam tak, obserwując jak z minuty na minutę ścieżki zapełniają ludzie. W końcu poczułam głód i postanowiłam iść do jakieś knajpy lub baru na śniadanie.
   Zajrzałam do całkiem miłej knajpki i usiadłam w najdalszym kącie, czekając na jednego z kelnerów. W końcu podeszła do mnie brunetka w białym fartuchu z logo knajpy.ubrane miała rurki i buty na wysokim obcasie.
-Witam w Nados.Co sobie pani życzy?- spytała podając mi menu.
   Kiedy wybrałam kurczaka z papryczką piri piri i frytkami, do restauracji weszła piątka chłopaków (całkiem przystojnych) i usiedli dwa stoliki ode mnie. Byli modnie ubrani, radośni,głośni i żartowali między sobą. W śród nich był farbowany blondyn, ciemny naturalny blondyn, mulat, szatyn i chłopak z burzą loków na głowie.
   Wygodnie rozsiadłam się na stołku, obserwując ich. W ogóle nie zwracali na mnie uwagi, byli bardzo zajęci sobą. Zajęli szybo zamówienie i zajęli się rozmową.
    Kelnerka przyniosła moje zamówienie, ściągając na mnie uwagę farbowanego blondyna.
-Dziękuje-bąknęłam i wzięłam się za jedzenie.
    Czułam się nie swojo bo wciąż czułam na sobie wzrok tamtego chłopaka. Spojrzałam na niego. Szeptał coś lokowatemu na ucho. On również na mnie zerknął.
    Ludzie to już nie można w spokoju zjeść śniadania? Moja wina że to danie jest takie duże a ja taka drobna?
    Zjadłam jak najszybciej i odstawiłam puste naczynia na bok, szukając w plecaku kasy. Wyciągałam już prawie wszystkie rzeczy (a nie było ich naprawdę wiele), a porponetki brak....
-Niech to szlak!-mruknęłam od nosem.
   Ktoś musiał mnie okraść podczas gdy spałam w autobusie. I co teraz? Jak ja mam za to wszytko zapłacić? Wrzuciłam wszystko z powrotem do plecaka i schowałam twarz w dłoniach. Ekstra! Zero kasy, brak noclegu i czego kolwiek od czego mogłabym zacząć...
-Przepraszam, coś się stało?
    Podniosłam wzrok do góry, zdziwiona. Przy moim stoliku stał lokowaty chłopak, a reszta jego kumpli nas obserwowała. O matko, jaki wstyd!
-Nie, nic. Ale dziękuję- skłamałam, sztucznie się uśmiechając.
    Podążył za moim wzrokiem na swoich kolegów i zgromił ich spojrzeniem. Odwrócili się do siebie i udali że rozmawiają na jakiś ciekawy temat, zerkając co jakiś czas w naszą stronę.
-Mogę usiąść?-uśmiechnął się uroczo pokazując dołeczki w policzkach.
-Jasne-mruknęłam zrezygnowania.
-Jednak coś się stało- odezwał się znowu siadając obok mnie.
-Ugh...no dobra okradli mnie i nie mam czym zapłacić za śniadanie- warknęłam spuszczając zawstydzona wzrok.
-To faktycznie masz problem- odparł po czym zaproponował-zapłacę za ciebie.
-Co...?Nie!-zawołałam stanowczo.
-Dlaczego?-spytał.
-Bo nawet się nie znamy. Nie chcę mieć długu u nieznajomego- spojrzałam prosto w jego głęboką zieleń oczu.
-Ale ja nalegam- rzekł skanując uważnie moją twarz tęczówkami.
-Ale...-urwałam.
    Do mojego stolika podeszłą kelnerka z rachunkiem.
-Ja zapłacę-odparł chłopak i zanim zdąrzyłam zareagować, wyciągnął portfel.
    Zatkało mnie trochę na widok tylu kasy, którą miał w portfelu. Szybko otrząsnęłam się.
-Ej! To nie było fair!- spojrzałam na niego z wyrzutem a on uśmiechnął się zawadiacko-zresztą...jak masz na imię?
-Harry- odparł niepewnie, marszcząc czoło w zamyśleniu- a ty?
-Jasmine.
-Nie wydajesz się tutejsza-zauważył.
-Strzeliłeś w dziesiątkę- odpowiedziałam-jestem z małego miasteczka z nad morza.-dodałam.
-Więc, co tu robisz sama?
-Pff...a coś ty taki ciekawski?-odpowiedziałam pytaniem.
   Chwyciłam plecak i wstałam, ale chwycił mnie za nadgarstek.
-Uraziłem cię?- spytał niepewnie.
-Nie, po prostu muszę już iść-rzuciłam na odczepnego i oswobodziłam się z jego uścisku.
    Po chwili wyszłam z Nados. Ledwo zrobiłam kilka kroków, poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się. To znowu był ON.
-Czy ty nigdy nie dajesz za wygraną?Tak?
    Pokręcił przecząco głową.
-To cię rozczaruję-stwierdziłam.
-Dlaczego?
-A czemu akurat ja?
   Wzruszył ramionami.
-Nawet nie umiesz konkretnie odpowiedzieć.-wywróciłam oczami.
-Chciałbym cię bliżej poznać- nie dał za wygraną.
-I?
-Podobasz mi się- odparł już mniej pewny siebie.
-aha-skwitowałam
    Już miałam odejść kiedy spytał cicho i nieśmiało:
-Dasz mi swój numer?
-Nie mam telefonu- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Twoi rodzice nie wiedzą że tu jesteś- to bardziej było stwierdzenie niż pytanie.
    Nie odpowiedziałam, tylko porostu, nie oglądając się za siebie, uciekłam.
    Skąd do cholery się domyślił?
    Po minięciu kilku przecznic, zatrzymałam się przy starej fontannie łapiąc oddech. Usiadłam na marmurze i zaczęłam płakać z bezsilności. Wszystko się pochrzaniło. I co teraz ze mną będzie?

                           _______________________________________________

No więc pierwszy rozdział za nami...
Było by mi nie zmiernie miło jak by były jakieś komentarze:) przepraszam za wszystie błędy -,-
Jeżeli chcesz być informowana/informowany zostaw w komentarzu swój twitter :)
więc do następnego!
Jeden komentarz = więcej motywacji do tworzenia

pozdrawiam:
Hayne'owa <3 p="">

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

aww mega mega ^_^ ciekawości niemało co dalej.. :)
Sabina