wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział XVI









(Perspektywa Seleny)

   Wyszłam z łazienki lotniskowej razem z Carmen. Ledwo przeszłam kilka kroków, wywruciałam bym się przez podłożone mi nogi, przez jedną z fanek, ale Carm w ostatniej chwili pomogła mi złapać równowagę. Usłyszałyśmy śmiech.
 -Patrz pod nogi, łamago- syknęła jakaś szatynka.
   Zignorowałam to i ruszyłam za przyjaciółką na wolne miejsca w poczekalni. Objęłam ramionami bluzę i zaczęłam odliczać minuty. Carmen też była nie mniej podekscytowana. Pełne dwa tygodnie bez nich...
 -Cholera!- zaklęła od nosem moja przyjaciółka.
 -Coś się stało?- spytałam.
 -Zastanawiam jak ci wszyscy fani 1D mają mój numer telefonu! –westchnęła.
 -Nie mam pojęcia. Directioners zawsze mają na to jakiś patent...w sumie ja nadal jestem directioner. A ty?
 -Jasne że nadal jestem! Wykorzystuje Niall’a żeby mi śpiewał osobiście na gitarze! -wyszczerzyła się – i pomyśleć że właśnie chodzimy z dwoma naszymi idolami!- zachichotała
 -Selena? Carmen?- odeszła do nas jakaś drobna dziewczyna.
 -Tak?
 -Jestem fanką One Direction...-zaczęła nieśmiało- mogłabym sobie zrobić z wami zdjęcie?
 -Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się.
   Wstałam i stanęłam z jednej strony dziewczyny, a Carm z drugiej strony.
 -Pasujesz do Liam’a- zwróciła się do mnie dziewczyna- a ty Carmen do Niall’a.
 -Dziękujemy- odparłam i po chwili zagłębiłyśmy się wszystkie trzy w rozmowie.
   Zrobiło się całkiem miło.

(Perspektywa Niall’a)

   Wyszliśmy z samolotu na dość zimne powietrze. Ale najciekawsze było to że słońce świeciło w najlepsze, co nie było żadko spotykane w Londynie. Wszedłem do środka zabierając swoją walizę z taśmy. Wchodząc do poczekalni przywitał nas pisk fanek. Harry’emu od razu rozbłysły oczy mimo zmęczenia podróżą. Rozdałem kilkadziesiąt autografów i stanąłem do kilku zdjęć. Zacząłem szukać wśród grupy fanów znajomą blond czuprynę. Podszedłem do Carmen od tyłu, zaryłem jej oczy i czekałem na reakcję. Odwróciła się do mnie z radością obdarzając mnie słodkim pocałunkiem w usta.
  -Więcej dostaniesz w domu- szepnęła mi na ucho i zachichotała na widząc mój rozmarzony wzrok.
   W jednej chwili wyobraziłem sobie jak jesteśmy u mnie w pokoju i zaczynam ją całować po szyi zchodząc powoli w dół i pieszcząc jej piękne nagie ciało...
 -już się nie mogę doczekać- odparłem otrząsając się ze zboczonych myśli...no tak za dużo przebywania ze Styles’em.
   Przytuliłem ją mocno do siebie. Jak dobrze poczuć jej zapach włosów...soczyste jabłka. Brakowało mi tego zwłaszcza o tej akcji z Lou i Hazzą...

(Perspektywa Seleny)

   Pojechaliśmy prosto do domu chłopaków. Gdy Tyl weszliśmy do środka, Louis i Harry, szturchając się w żebra i ciągnąc za sobą walizki ruszyli szybko do swojego pokoju. Zauważyłam że Zayn patrzy na nich z niesmakiem, Li przewraca oczami. Niall ociągnął moją przyjaciółkę za rękę do kuchni, marudząc że jest cholernie głodny tym samym wywołując u niej chichot. Zayn ruszył w końcu do swojego pokoju, a ja i Liam zostaliśmy sami w korytarzu.
 -Tęskniłem- powiedział muskając opuszkiem palca mój policzek.
   Przygryzł wargę stojąc wciąż blisko mnie. Mimo wolnie oblizałam swoją dolną wargę  i nie mogąc wytrzymać, popchnęłam go na ścianę. Walizka huknęła o podłogę przewracając się, a ja na nowo zaczęłam smakować ust mojego chłopaka, opierając na jego klatce piersiowej ręce. Lekko zaskoczony ciemny blondyn, oddał pocałunki i objął mnie w pasie.
 -Przerażasz mnie- zachichotał gdy odsunęliśmy się od siebie- jesteś czasem nieprzewidywalna.
 -witaj w moim świecie- zaśmiałam się.
 -Chodźmy do góry- pociągnął mnie do góry.
   Byliśmy ledwo w połowie schodów, kiedy z kuchni wybiegła ze śmiechem Carm ścigana przez Nialler trzymającego w ustach kanapkę i jeszcze kilka rzeczy do jedzenia w rękach. Minęli nas szybko i po chwili z hukiem zatrzasnęły się drzwi do pokoju Irlandczyka.
 -Coś mi się wydaje  że się u nich nie skończy na niewinnych pocałunkach- stwierdził Liam szczerząc się do mnie.
 -Nie bądź taki pewny siebie-zgasiłam go po czym dodałam kusząco-na ciebie też mam lekką ochotę- zachichotałam.
   Zanim zdążył zareagować wpadłam do jego pokoju...

(Perspektywa Liam’a)

   Stanąłem przed Selena która rozłożyła się wygodnie  na moim łóżku. Uśmiechała się szeroko. I pomyśleć że aż tak bardzo stęskniłem się przez te dwa tygodnie, a jak na kuszenie losu jeszcze piękniej wyglądała. Żółta sukienka, przecięta w pasie szerokim pomarańczowym paskiem z materiału idealnie podkreślała jej talię. Rozpuszczone długie włosy, opadały lokami na plecy, ramiona i łóżko. Nagle do głowy przyszedł mi do głowy mi pomysł żeby jej zrobić striptiz. Wyszczerzyłem się do niej i chwyciłem za końce mojej koszulki. Sel obserwowała mnie z wielkim zainteresowaniem, czekając na więcej. Ściągłem więc Materiał i zacząłem nim wywijać do okoła nad głową kiedy nagle poleciała w bok i dość mocno uderzyła w szafkę. Koszulka potrąciła  statuetkę syreny, która z kolei runęła na kolejne rzeczy, które stały na półce. Efektem był wielki huk, półka, która zleciała na podłogę , porozrzucane rzeczy i rozbita lampka nocna.
   Selena dostała potężnego ataku śmiechu, a ja pod wpływem impulsu wywołanym hukiem zamkiem oczy, przygryzając wargę.
   Nagle do pokoju wpadł Louis zastając wielki bałagan i mierząc mnie z rozbawioną miną. W końcu nie powstrzymał się i przyłączył się do seleny , opierając się ramieniem o framugę drzwi i krzyżując ręce na piersi. Po  chwili też zacząłem się śmiać.

(Perspektywa Zayn’a)

   Chwyciłem dżinsową kurtkę i ubrałem szybko buty.
 -Ej szybciej tam!- zawołałem w stronę schodów.
   Po chwili na dół zbiegła Selena z uśmiechem na twarzy.
 -Sorry musiałam się upewnić...
 -Że z Liam’em wszystko w porządku- dokończyłem- dobra chodźmy na to miasto.
 -A Peerie kiedy dojdzie?- spytała.
 -Nie idzie z nami bo wypadła jej ważna próba z zespołem-skłamałem.
   No tak ona będzie pomagać w domu a ja mam zająć Sel przynajmniej do siódmej.
 -Szkoda-westchnęła wsiadając do taksówki.
   Spędziliśmy całkiem miło czas razem Prawie cały dzień. Musiałem wszystko wymyślać żeby tylko nie wróciła do Liam’a co było trochę trudne, bo co chwilę chciała już wracać.

(Perspektywa Niall’a)

   Wpadłem do pokoju Liam’a gdy tylko Zayn i Sel wyszli z domu. Li zakrył się kocem, udając że śpi. Skoczyłem szybko na jego łóżko i zacząłem skakać o nim jak opętany, uważając przy tym żeby nie nadepnąć na jakąś część ciała przyjaciela.
 -Koniec tego udawania! Robota czeka! Mamy czas do siódmej, a my jeszcze w lesie!- zawołałem nie dając mu spokoju do póki nie wstał.
 -Ok., ok.! już wstaję! –odparł zirytowany.
   Ubrał szybo świeżą koszulę ze znakiem supermana. Zachichotałem.
 -Pamiętna koszulka z „video diary” za czasów x-factor’a- skomentowałem wspominając odpały Lou.
 -Yhym- mruknął zamyślony.
 -Co ci?- spytałem niepewnie.
 -Nadal nie mam prezentu urodzinowego dla Seleny- westchnął ciężko.
 -A masz już jakiś pomysł?
 -właśnie że nie mam- wzruszył ramionami i wyminął mnie, kierując się na schody- to powinno być niepowtarzalne...orginalne... coś co by przypominało jej o nas- odarł po chwili.
 -I pomyśleć że nadal mnie zadziwiasz – stwierdziłem
 -Czym?- zdziwił się.
   Weszliśmy do kuchni a ja od razu skierowałem się do lodówki czując głód.
 -Tym swoim wielkim romantyzmem –odpowiedziałem sięgając po oliwki.
 -Nialler! Precz od tych oliwek! To na imprezę! – z nikąd koło mnie pojawił się Louis a za nim wszedł Harry.
 -A co nie jest na imprezę? Bo głodny jestem- skarżyłem się.
 -To dzwoń do Nados, żeby ci coś przywieźli- odezwał się Hazz wywracając oczami.
 -I to nie jest zły pomysł! – wyszczerzyłem się i złapałem za telefon.
   W tym samym momencie odezwał się dzwonek do drzwi. Ruszyłem otworzyć, mijając w korytarzu Josh’a z pełnym pudełkiem nie nadmuchanych  balonów. Powiedziałem bezgłośnie „powodzenia” wskazując na pudło, za co oberwałem w żebra. Jęknąłem ale już po chwili spoważniałem bo usłyszałem głos w słuchawce. Zamówiłem 4 pizze (w tym dwie dla mnie) i przywitałem się namiętnym pocałunkiem z Carmen a Peerie przybiłem piątkę.
   O zjedzeniu pizzy ja i Peerie poszliśmy pomóc Josh’owi dekorować dom; Liam i Carm zajęli się kuchnią (czytaj: jedzeniem); a Harry z Lou poszli zająć się ogrodem.
   Kilka godzin później salon wyglądał świetnie. Tu i tam  powiesiliśmy balony i serpentyny, stół przenieśliśmy do kuchni, tym samym robiąc miejsce do tańców. Z kuchni wydobywały się już piękne zapachy wywołując u mnie burczenie brzucha na co zaczął mi dokuczać Josh. Pochowaliśmy wszystkie cenne rzeczy (co było dość trudno bo było ich mnóstwo). Kiedy wyszedłem na ogród stwierdziłam że chłopcy naprawdę się postarali, a teraz leżeli w trawie co chwilę się dźgając, żartując i śmiejąc się do rozruchu. Nie uszły też mojej uwadze krótkie pocałunki w usta...


Kolejny rozdział ale nie wiele spóźniony. Na prawdę przepraszam za opóźnienie w dodawaniu rozdziałów ;__;
Kolejny rozdział jak zwykle za dwa tygodnie w sobotę już na 100% ;)
Mam nadzieję że się podobało :P

Ps. nie wiem jakie jest wasze zdanie ale moim zdaniem teledysk Kiss You jest zdrowo konięty :D wrócili starzy wariaci z x-factora :D :D :D













1 komentarz:

Anonimowy pisze...

hej... szukałam jakieś zdj z 1D i zobaczyłam twojego bloga. Piszesz fajne opowiadanie z niecierpliwością czekam na następnie ;D