(Perspektywa Seleny)
Wyszłam z łazienki
lotniskowej razem z Carmen. Ledwo przeszłam kilka kroków, wywruciałam bym się
przez podłożone mi nogi, przez jedną z fanek, ale Carm w ostatniej chwili
pomogła mi złapać równowagę. Usłyszałyśmy śmiech.
-Patrz pod nogi,
łamago- syknęła jakaś szatynka.
Zignorowałam to i ruszyłam
za przyjaciółką na wolne miejsca w poczekalni. Objęłam ramionami bluzę i
zaczęłam odliczać minuty. Carmen też była nie mniej podekscytowana. Pełne dwa
tygodnie bez nich...
-Cholera!- zaklęła od
nosem moja przyjaciółka.
-Coś się stało?-
spytałam.
-Zastanawiam jak ci
wszyscy fani 1D mają mój numer telefonu! –westchnęła.
-Nie mam pojęcia.
Directioners zawsze mają na to jakiś patent...w sumie ja nadal jestem
directioner. A ty?
-Jasne że nadal
jestem! Wykorzystuje Niall’a żeby mi śpiewał osobiście na gitarze! -wyszczerzyła
się – i pomyśleć że właśnie chodzimy z dwoma naszymi idolami!- zachichotała
-Selena? Carmen?-
odeszła do nas jakaś drobna dziewczyna.
-Tak?
-Jestem fanką One
Direction...-zaczęła nieśmiało- mogłabym sobie zrobić z wami zdjęcie?
-Nie ma sprawy-
uśmiechnęłam się.
Wstałam i stanęłam
z jednej strony dziewczyny, a Carm z drugiej strony.
-Pasujesz do Liam’a-
zwróciła się do mnie dziewczyna- a ty Carmen do Niall’a.
-Dziękujemy- odparłam
i po chwili zagłębiłyśmy się wszystkie trzy w rozmowie.
Zrobiło się całkiem
miło.
(Perspektywa Niall’a)
Wyszliśmy z
samolotu na dość zimne powietrze. Ale najciekawsze było to że słońce świeciło w
najlepsze, co nie było żadko spotykane w Londynie. Wszedłem do środka
zabierając swoją walizę z taśmy. Wchodząc do poczekalni przywitał nas pisk
fanek. Harry’emu od razu rozbłysły oczy mimo zmęczenia podróżą. Rozdałem
kilkadziesiąt autografów i stanąłem do kilku zdjęć. Zacząłem szukać wśród grupy
fanów znajomą blond czuprynę. Podszedłem do Carmen od tyłu, zaryłem jej oczy i
czekałem na reakcję. Odwróciła się do mnie z radością obdarzając mnie słodkim
pocałunkiem w usta.
-Więcej dostaniesz w
domu- szepnęła mi na ucho i zachichotała na widząc mój rozmarzony wzrok.
W jednej chwili
wyobraziłem sobie jak jesteśmy u mnie w pokoju i zaczynam ją całować po szyi
zchodząc powoli w dół i pieszcząc jej piękne nagie ciało...
-już się nie mogę
doczekać- odparłem otrząsając się ze zboczonych myśli...no tak za dużo
przebywania ze Styles’em.
Przytuliłem ją
mocno do siebie. Jak dobrze poczuć jej zapach włosów...soczyste jabłka.
Brakowało mi tego zwłaszcza o tej akcji z Lou i Hazzą...
(Perspektywa Seleny)
Pojechaliśmy prosto
do domu chłopaków. Gdy Tyl weszliśmy do środka, Louis i Harry, szturchając się
w żebra i ciągnąc za sobą walizki ruszyli szybko do swojego pokoju. Zauważyłam
że Zayn patrzy na nich z niesmakiem, Li przewraca oczami. Niall ociągnął moją
przyjaciółkę za rękę do kuchni, marudząc że jest cholernie głodny tym samym
wywołując u niej chichot. Zayn ruszył w końcu do swojego pokoju, a ja i Liam
zostaliśmy sami w korytarzu.
-Tęskniłem-
powiedział muskając opuszkiem palca mój policzek.
Przygryzł wargę
stojąc wciąż blisko mnie. Mimo wolnie oblizałam swoją dolną wargę i nie mogąc wytrzymać, popchnęłam go na
ścianę. Walizka huknęła o podłogę przewracając się, a ja na nowo zaczęłam
smakować ust mojego chłopaka, opierając na jego klatce piersiowej ręce. Lekko
zaskoczony ciemny blondyn, oddał pocałunki i objął mnie w pasie.
-Przerażasz mnie-
zachichotał gdy odsunęliśmy się od siebie- jesteś czasem nieprzewidywalna.
-witaj w moim
świecie- zaśmiałam się.
-Chodźmy do góry-
pociągnął mnie do góry.
Byliśmy ledwo w połowie
schodów, kiedy z kuchni wybiegła ze śmiechem Carm ścigana przez Nialler
trzymającego w ustach kanapkę i jeszcze kilka rzeczy do jedzenia w rękach.
Minęli nas szybko i po chwili z hukiem zatrzasnęły się drzwi do pokoju
Irlandczyka.
-Coś mi się wydaje że się u nich nie skończy na niewinnych
pocałunkach- stwierdził Liam szczerząc się do mnie.
-Nie bądź taki pewny
siebie-zgasiłam go po czym dodałam kusząco-na ciebie też mam lekką ochotę-
zachichotałam.
Zanim zdążył
zareagować wpadłam do jego pokoju...
(Perspektywa Liam’a)
Stanąłem przed
Selena która rozłożyła się wygodnie na
moim łóżku. Uśmiechała się szeroko. I pomyśleć że aż tak bardzo stęskniłem się
przez te dwa tygodnie, a jak na kuszenie losu jeszcze piękniej wyglądała. Żółta
sukienka, przecięta w pasie szerokim pomarańczowym paskiem z materiału idealnie
podkreślała jej talię. Rozpuszczone długie włosy, opadały lokami na plecy,
ramiona i łóżko. Nagle do głowy przyszedł mi do głowy mi pomysł żeby jej zrobić
striptiz. Wyszczerzyłem się do niej i chwyciłem za końce mojej koszulki. Sel
obserwowała mnie z wielkim zainteresowaniem, czekając na więcej. Ściągłem więc
Materiał i zacząłem nim wywijać do okoła nad głową kiedy nagle poleciała w bok
i dość mocno uderzyła w szafkę. Koszulka potrąciła statuetkę syreny, która z kolei runęła na
kolejne rzeczy, które stały na półce. Efektem był wielki huk, półka, która
zleciała na podłogę , porozrzucane rzeczy i rozbita lampka nocna.
Selena dostała
potężnego ataku śmiechu, a ja pod wpływem impulsu wywołanym hukiem zamkiem
oczy, przygryzając wargę.
Nagle do pokoju
wpadł Louis zastając wielki bałagan i mierząc mnie z rozbawioną miną. W końcu
nie powstrzymał się i przyłączył się do seleny , opierając się ramieniem o
framugę drzwi i krzyżując ręce na piersi. Po
chwili też zacząłem się śmiać.
(Perspektywa Zayn’a)
Chwyciłem dżinsową
kurtkę i ubrałem szybko buty.
-Ej szybciej tam!-
zawołałem w stronę schodów.
Po chwili na dół
zbiegła Selena z uśmiechem na twarzy.
-Sorry musiałam się
upewnić...
-Że z Liam’em wszystko
w porządku- dokończyłem- dobra chodźmy na to miasto.
-A Peerie kiedy
dojdzie?- spytała.
-Nie idzie z nami bo
wypadła jej ważna próba z zespołem-skłamałem.
No tak ona będzie
pomagać w domu a ja mam zająć Sel przynajmniej do siódmej.
-Szkoda-westchnęła
wsiadając do taksówki.
Spędziliśmy całkiem
miło czas razem Prawie cały dzień. Musiałem wszystko wymyślać żeby tylko nie
wróciła do Liam’a co było trochę trudne, bo co chwilę chciała już wracać.
(Perspektywa Niall’a)
Wpadłem do pokoju
Liam’a gdy tylko Zayn i Sel wyszli z domu. Li zakrył się kocem, udając że śpi.
Skoczyłem szybko na jego łóżko i zacząłem skakać o nim jak opętany, uważając
przy tym żeby nie nadepnąć na jakąś część ciała przyjaciela.
-Koniec tego
udawania! Robota czeka! Mamy czas do siódmej, a my jeszcze w lesie!- zawołałem
nie dając mu spokoju do póki nie wstał.
-Ok., ok.! już
wstaję! –odparł zirytowany.
Ubrał szybo świeżą
koszulę ze znakiem supermana. Zachichotałem.
-Pamiętna koszulka z
„video diary” za czasów x-factor’a- skomentowałem wspominając odpały Lou.
-Yhym- mruknął
zamyślony.
-Co ci?- spytałem
niepewnie.
-Nadal nie mam
prezentu urodzinowego dla Seleny- westchnął ciężko.
-A masz już jakiś
pomysł?
-właśnie że nie mam-
wzruszył ramionami i wyminął mnie, kierując się na schody- to powinno być
niepowtarzalne...orginalne... coś co by przypominało jej o nas- odarł po
chwili.
-I pomyśleć że nadal
mnie zadziwiasz – stwierdziłem
-Czym?- zdziwił się.
Weszliśmy do kuchni
a ja od razu skierowałem się do lodówki czując głód.
-Tym swoim wielkim
romantyzmem –odpowiedziałem sięgając po oliwki.
-Nialler! Precz od
tych oliwek! To na imprezę! – z nikąd koło mnie pojawił się Louis a za nim
wszedł Harry.
-A co nie jest na
imprezę? Bo głodny jestem- skarżyłem się.
-To dzwoń do Nados,
żeby ci coś przywieźli- odezwał się Hazz wywracając oczami.
-I to nie jest zły
pomysł! – wyszczerzyłem się i złapałem za telefon.
W tym samym
momencie odezwał się dzwonek do drzwi. Ruszyłem otworzyć, mijając w korytarzu
Josh’a z pełnym pudełkiem nie nadmuchanych
balonów. Powiedziałem bezgłośnie „powodzenia” wskazując na pudło, za co
oberwałem w żebra. Jęknąłem ale już po chwili spoważniałem bo usłyszałem głos w
słuchawce. Zamówiłem 4 pizze (w tym dwie dla mnie) i przywitałem się namiętnym
pocałunkiem z Carmen a Peerie przybiłem piątkę.
O zjedzeniu pizzy
ja i Peerie poszliśmy pomóc Josh’owi dekorować dom; Liam i Carm zajęli się
kuchnią (czytaj: jedzeniem); a Harry z Lou poszli zająć się ogrodem.
Kilka godzin
później salon wyglądał świetnie. Tu i tam
powiesiliśmy balony i serpentyny, stół przenieśliśmy do kuchni, tym
samym robiąc miejsce do tańców. Z kuchni wydobywały się już piękne zapachy
wywołując u mnie burczenie brzucha na co zaczął mi dokuczać Josh. Pochowaliśmy
wszystkie cenne rzeczy (co było dość trudno bo było ich mnóstwo). Kiedy
wyszedłem na ogród stwierdziłam że chłopcy naprawdę się postarali, a teraz
leżeli w trawie co chwilę się dźgając, żartując i śmiejąc się do rozruchu. Nie
uszły też mojej uwadze krótkie pocałunki w usta...
Kolejny rozdział ale nie wiele spóźniony. Na prawdę
przepraszam za opóźnienie w dodawaniu rozdziałów ;__;
Kolejny rozdział jak zwykle za dwa tygodnie w sobotę już na
100% ;)
Mam nadzieję że się podobało :P
Ps. nie wiem jakie jest wasze zdanie ale moim zdaniem teledysk Kiss You jest zdrowo konięty :D wrócili starzy wariaci z x-factora :D :D :D


1 komentarz:
hej... szukałam jakieś zdj z 1D i zobaczyłam twojego bloga. Piszesz fajne opowiadanie z niecierpliwością czekam na następnie ;D
Prześlij komentarz