*CIESZCIE SIĘ OCZY SHIPPER'EK LARRY'EGO STYLINSON'A!!- CZYTANIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! NIE POLECAM TYM CO NIE LUBIĄ SCENEK HOMOSEKSUALNYCH :D
(Perspektywa Seleny)
Włożyłam ostatnią rzecz do torby i odwróciłam się do drzwi gdzie stał już Liam. Przygryzłam wargę czując się nadal winna, przez to co się wydarzyło. Spuściłam wzrok na podłogę.
-Hej znowu o tym myślisz?- spytał podchodząc do mnie- stał się i trudno. Czasu nie cofniesz, trzeba iść dalej.
-Jesteś zbyt dobry dla mnie- odpowiedziałam cicho.
-Przestań- przerwał mi przytulając mnie mocno- każdy człowiek winien dostać drugą szansę.
-Dziękuję- szepnęłam patrząc mu prosto w oczy- kocham cię.
-Ja ciebie też- odparł i pocałował mnie czule w usta.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie i sięgnęłam po torbę.
-Sel, jest coś o czym powinnaś wiedzieć- zaczął.
-Tak?
-Harry i Lou...oni są razem- wyznał.
-Razem?- uśmiechnęłam się szeroko- Wiedziałam! Czekałam aż w końcu się ujawnią!
-Naprawdę? Fajnie że nie masz nic przeciwko- odetchnął z ulgą.
-A Carmen wie?- spytałam.
-Niall powiedział jej dwa dni temu. Też się ucieszyła- odpowiedział.
-Jesteśmy od zawsze za Larry'm mój ty idolu- odparłam dając mu całusa w policzek.
Zabrał ode mnie torbę i pociągnął mnie za rękę splatając nasze dłonie po chwili wychodząc ze szpitala.
(Perspektywa Zayn'a)
-Niall ! Louis ! Harry !- zawołałem, zdenerwowany stojąc przed lustrem, nie wiedząc w co kompletnie się ubrać.
-Co się stało?!- wpadli wszyscy trzej do mojego pokoju.
-Błagam móżcie! Za chwilę mam randkę z Anne! -jęknąłem.
Louis wywrócił teatralnie oczami i zajrzał razem z Hazzą do szafy. Nialler wziął do ręki żel i zajął się moimi włosami. Piętnaście minut i byłem już gotowy. Spojrzałem w lustro i stwierdziłem że efekt jest całkiem niezły
-Dzięki chłopaki!- krzyknąłem zciskając wszystkich pokolei.
Złapałem szybko telefon z portfelem i zbiegłem na dół. Po kilkunastu minutach wszedłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet z 45 czerwonych róż. Dotarłem na miejsce dużo przed czasem i niecierpliwie czekałem. Po 20 minutach moje oczy zasłoniły delikatne ciepłe dłonie. Odwróciłem się natychmiast i wręczyłem Anne bukiet. Była zachwycona.
-Zayn! Jakie piękne!
-Nie tak piękna jak ty- odpowiedziałem.
-Dziękuję- powiedziała lekko zarumieniona.
-To co będziemy robić? jakieś propozycje?- spytałem.
-Nie mówiłam ci wcześniej, ale w Londynie jestem dopiero trzy tygodnie i nie zdążyłam jeszcze nic zwiedzić- przyznała się.
-Ale jak to?- zdziwiłem się- gdzie wcześniej mieszkałaś?
-W Szwecji pod Göteborg. Na pewno nie będziesz wiedział gdzie to- odpowiedziała.
-Masz rację nie mam pojęcia. Ale mam nadzieję że kiedyś mi pokażesz- uśmiechnąłem się.- No to teraz idziemy na London Eye!
Nieśmiało chwyciłem jej dłoń i zacząłem prowadzić do ogromnego koła.
Z każdą minutą poznawałem ją coraz lepiej. I chyba...powoli się zakochiwałem.
(Perspektywa Harry'ego)
Z wyczekiwaniem siedzieliśmy w naszym salonie, aż nowa płyta wejdzie na rynek muzyczny. Ja i Louis na dwuosobowej kanapie, Liam, Selena, Zayn i Anne na kolejnej kanapie, a Niall w fotelu z Carmen na kolanach.
Nie mogłem uwierzyć że tak wiele zdarzyło się od lipca do dzisiaj, 13 listopada. Najbardziej zapadło mi w pamięci występ na zakończenie igrzysk olimpijskich.
-Jest! Udało się!- zawołał Liam.
- Otwieramy szampana!- zdecydował Lou i chwycił butelkę alkoholu.
Nalał wszystkim do kieliszków (Selena z jakiegoś powodu odmówiła).
-Za szybko rozwijającą się karierę One Direction! -zawołałem.
-Za nas wszystkich!- dodał Niall.
Stuknęliśmy wszyscy kieliszkami i wypiliśmy całą zawartość dwóch butelek.
-Słuchajcie wszyscy!- zawołał Liam.
-Mamy dla was wiadomość!- dodała Sel.
-Tak się zdarzyło że wpadliśmy i...- zaczął Li
-Liam zostanie prawdziwym Daddy- dokończyła dziewczyna.
-CO?!- zawołał Louis.
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?!- oburzyła się Carmen.
-Myślałem że się ucieszycie...- zaczął mówić niepewnie Payne.
-Zostaję ojcem chrzestnym!- wyrwał się Nialler.
-Gratuluję!- uśmiechnąłem się szeroko.
-Kiedy ślub?- zawołali jednocześnie Zayn i Anne, chwilę później wybuchając śmiechem.
-Hej, Hazza a może my zaadoptujemy jakiegoś malucha?- zaproponował Louis.
-Z tobą zawsze kochanie- odparłem, całując go namiętnie w usta.
-Fuuuuj!- usłyszeliśmy jęki naszych przyjaciół.
Zachichotałem z Tommo z ich reakcji.
-Żartowaliście z tą adopcją, prawda?- upewniła się Selena.
Uśmiechnęliśmy się do nich tajemniczo.
Po kilku godzinach oblewania wejścia naszej nowej płyty i ciąży Sel, postanowiliśmy się udać do góry, do naszego pokoju. Reszta postanowiła się przejść na dłuuuuugi spacer. Od kilku tygodni co ja mówię! Od kilku miesięcy(czyt: nieszczęsny wypadek z Eleanor) zostaliśmy sami w domu. Tylko ja i Lou.
Zamknąłem drzwi frontowe i na wszelki wypadek drzwi do naszego pokoju na klucz. Po drodze gwizdnąłem Niall'owi bitą śmietanę z półki. Trudno, później policzymy się z jego wściekłym żołądkiem.
Ledwo zamknąłem drzwi, Lou pchnął mnie na ścianę i (dosłownie) rzucił się na mnie. Pierwszy raz widziałem Tommo w takim stanie. Już na dole przy wszystkich, widziałem jak rozbiera mnie wzrokiem. Nie miałem mu tego za złe, sam na niego miałem ochotę.
W szybkim tempie, prawie zdarł ze mnie ubrania. Nie byłem mu dłużny. W końcu stwierdziłem że będzie nam wygodniej na łóżku a nie przy zimnej ścianie. Pchnąłem go na łóżko i zacząłem całować go po szyi w dół. Z przyjemnością zacząłem się bawić jednym ze sutków, tak że Lou zaczął cicho jęczeć.
-Boże jedyny! Hazz, jesteś niesamowity!- wychrypiał.
Zachichotałem cicho i przejechałem językiem po całej długości jego podbrzusza. Zciągłem szybko jego bokserki. Nagle wstałem i podszedłem do ściany gdzie wcześniej upuściłem tubkę z bitą śmietaną. Louis spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnąłem się łobuzersko, poruszając kusząco brwiami i specjalnie oblizałem powoli górną wargę. Boo patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem.
Usiadłem mu na nogach i otworzyłem tubkę, wyciskając z niej zawartość na nadprzyrodzenie Lou, jego klatkę piersiową i na samego siebie, przy okazji resztę pakując sobie do ust. Odrzuciłem puste opakowanie za siebie gdzie uderzyło o drzwi z impetem.
Zająłem się zlizywaniem bitej śmietany z ciała MOJEGO CHŁOPAKA. teraz chyba mogłem go tak nazywać wśród przyjaciół. Bo czemu nie? I tak wiedzą że jesteśmy razem :)
Na koniec zostawiłem sobie jego penisa. Z lubością patrzyłem jaką robiłem mu przyjemność, aż doszedł z moim imieniem na ustach.
Zadowolony z siebie, położyłem się obok niego dając mu gorącego całusa w usta. Po kilku minutach Tommo niespodziewanie znalazł się na mnie i tym razem to on zaczął się pozbywać bitej śmietany z mojego ciała. za nim dobrał się do mojego penisa, zauważył ze z szafki coś wystaje. Sięgnął po tą rzecz która się okazała kajdankami które kupiłem kilka dni temu, by je wykorzystać na Lou, ale wychodziło że będzie odwrotnie. założył mi je na nadgarstkach i przykuł do łóżka, na koniec nachylając się do mojego ucha.
-Krzycz chcę cię słyszeć- szepnął mi do ucha a mnie przeszły ciarki.
Chwała Li, że namówił wszystkich na spacer,, bo krzyczałem jak nigdy. Tomlinson po prostu doprowadzał mnie do krawędzi szaleństwa. Pieścił każdy zakątek mojego ciała dłoniami, ustami i językiem. gdy nadszedł finał naszej zabawy, stwierdziłem że tego wieczoru nigdy nie zapomnę. W końcu Louis uwolnił mnie i wtulił się we mnie a ja objąłem go ramionami.
-Kocham cię- powiedział z czułością.
Pocałowałem go namiętnie w odpowiedzi. To była piękna magiczna chwila, którą przerwał Lou.
-Harry...ożeniłbyś się z facetem jak było by to możliwe?
-Jeżeli byłbyś nim, to oczywiście- odpowiedziałem.
-Zrobił bym to samo.
-A co tak pytasz?
-No bo tak sobie myślę...fajnie by było cię mieć za męża. Aww byłbyś już na zawsze ze mną!-odparł.
-Niestety w Brytanii nie ma jeszcze takiego prawa*- powiedziałem cicho
-No wiesz...to wcale nie musi być oficjalnie... ta po za prawem, tylko w śród rodziny i przyjaciół. Zgodził byś się na taki?- wyparował.
-Louis'ie William'ie Tomlinson czy ty właśnie próbujesz mi się...oświadczyć?- spytałem zaskoczony.
-Ok przejrzałeś mnie. ale nie wiem jak się za to zabrać- oskarżył się.
-A jak byś się oświadczył...dziewczynie?- spytałem.
-Ale ty nie jesteś dziewczyną.
-Mniejsza o to- wywróciłem oczami.- no jak?
-Wyjdziesz za mnie?
-Oczywiście kochanie!- zawołałem szczerząc się.
-To był odstęp!- oburzył się.
-Sam nie wiedziałeś jak to powiedzieć to ci pomogłem.- westchnąłem.
-Niech ci będzie- zachichotał- No to skoro już jesteśmy zaręczeni...to co z tym ślubem? No bo wiesz...zawsze możemy jechać do Los Angeles i tam wziąść go legalnie- zaproponował.
-Można wziąść to od uwagę Lou- odparłem.
Zapadła przyjemna cisza, kiedy wyparowałem:
-Tommo pierz mnie!
-Hazz..ale ty jesteś pewny...?- spytał zaskoczony.
-Tak, bo inaczej po cholerę kupowałbym wcześniej lubrykant i prezerwatywę?- powiedziałem prosto z mostu.
-Hmm- wymruczał szatyn- odzywa się twoja niegrzeczna natura...?
W odpowiedzi wpiłem się w jego usta i po chwili wyciągłem z szafki wcześniej wspomniane rzeczy. Lou uśmiechnął się chytrze i zbliżył się do mojego tyłka. Delikatnie włożył najpierw pierwszy, później drugi i trzeci palec i zaczął je powoli zginać. Myślałem że to będzie boleć, a tu co? Lou robi to ta jak by kiedyś to już robił...
-Louis?! Skąd wiesz jak to się robi?!- zdziwiłem się.
-Curly, pewnie nie pamiętasz ale...co ja mówię! Miałeś urwany film następnego ranka, zaraz po imprezie urodzinowej Sel i nawet nie wiesz że cię w tedy pieprzyłem!- wybuchł.
-I teraz raczysz mi o tym powiedzieć?!- zawołałem oburzony.
-Twoja wina! Nie trzeba było tyle chlać!- odburknął.
-Aha...dobra nie kłóćmy się już tylko kontynuuj.- wyszczerzyłem się.
Tommo przewrócił oczami i powiedział żebym się obrócił na brzuch. Spełniłem jego prośbę i o chwili poczułem jak we mnie wchodzi i porusza biodrami...
(Perspektywa Louis'a)
Pochyliłem się do przodu i przyssałem się do idealnych pleców Hazzy zostawiając w kilku miejscach malinki. Co chwile czułem coraz intensywniejsze odczucia rozkoszy, wsłuchując się w jęki Loczka.
Nie mogłem w to uwierzyć! Harry jest moim NARZECZONYM! Ciekawe jak zareaguje na to reszta?
-Ja zaraz dojdę LouLou!- wyjęczał.
Nie odpowiedziałem, tył wykonałem ostatnie pchnięcie wyginając się z rozkoszy, a chwilę później doszedł Hazz. Wyszedłem z niego i zciągnąłem szybko zużytą prezerwatywę, rzucając na podłogę. Przytuliłem się mocno do Harry'ego.
-Na zawsze razem?- spytał.
-Na zawsze- odpowiedziałem.
___________________________________________________________________
*pisałam ten rozdział zanim ogłoszono w Wielkiej Brytanii legalne śluby homoseksualistów więc już postanowiłam tego nie zmieniać ;)
no cóż nie doczekałam się tych komentarzy pod ostatnim postem, no ale wiem że są pewne osoby które KOMENTUJĄ i to ze względu na nie dodaje. To smutne że mam prawie 5000 wejść a tak mało komentarzy, bo wiem że stać was na nie :/ no ale cóż mówi się trudno. czekam na te osoby które są takie kochane i mam nadzieję że skomentują :)
Epilog dodam już w tę sobotę papa! ;**
pozdrawiam Payne'owa :D
Larry dla was na koniec :)
aww musiałam Nialler'a dodać :D



1 komentarz:
Pisz, pisz, pisz! Nie rób epilogu, bo się popłaczę. Chyba że masz zamiar pisać drugą część tego opowiadania ^^ Chcę poczytać o ślubie Larrego ;)
Prześlij komentarz