-Ehh...czy to ważne? I tak już wiesz- wywróciłem oczami.
-No wiesz...zwykła ciekawość- wzruszył ramionami.
-I powiedz jeszcze że ty i Hazza jesteście TYLKO przyjaciółmi -wyparował Nialler.
-Ale...jak...skąd...?-zająknął się.
-Ha! Czyli jednak jest coś na rzeczy!- wyszczerzyłem się.
-Nie!- zaprzeczył gwałtownie.
-Nie kłam.
-Ale ja wcale nie kłamię! - bronił się rozpaczliwie.
-Tak, tak, a ja nie umiem śpiewać- zachichotałem- i tak wiemy swoje.
-Ok! Niech wam będzie! jesteśmy ze sobą od kilku miesięcy- przełamał się.
-Od kilku miesięcy?- uniosłem brew.
-Do czego pijesz?
-Mam wrażenie że to trwa dłużej...przynajmniej od powstania zespołu- odparłem.
-Skąd wiesz?!- zawołał.
-Obserwacja, Lou. A p za tym widziałem przez przypadek jak się całujecie po jednym z koncertów- odpowiedziałem.
-Dobra, przejrzałeś nas. To ile WASZ ROMANS trwa?- spytał.
-Szczerze? To od wczoraj- zachichotał blondyn- i lepiej nie pytaj jak to się stało, bo mnie Malik zabije...
-O, tak, zginąłbyś w mękach- dodałem udając groźną minę.
Po chwili jednak położyłem rękę na jego kolanie.
-Słyszałeś- odpowiedział irlandczyk, kładąc mi na ramię głowę.
-Rozumiem że nie przepuścisz okazji by powiedzieć Harry'emu i Li o nas?- spytałem.
-I po co pytasz, kiedy znasz już odpowiedź-uśmiechnął się szeroko.
-Mogłem się tego spodziewać- mruknął Niall.
[czwartek]
Poprzedniego wieczoru padłem zmęczony od nadmiaru wrażeń. Nie miałem nawet siły się rozebrać sam, więc pomógł mi Nialler. Czyżby rak miał już aż tak duży wpływ na mój organizm?
Spojrzałem na leżącego obok blondynka. Spał tak słodko...włosy miał rozczochrane, usta lekko rozchylone i zwinięty był w pozycję embrionalną. Był taki niewinny i bezbronny jak dziecko.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem. Delikatnie uśmiechnął się, przeciągając się i po chwili przytulił się do mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej, a mnie pod wpływem jego dotyku przeszły mnie dreszcze.
-Która godzina?- spytał cicho.
Sięgnąłem po mój telefon spoglądając na zegarek.
-Dopiero 7, idę spać- mruknąłem i naciągnąłem na nas więcej kołdry, obejmując Niall'a w pasie.
-Śpioch- powiedział i zaczął palcem kreślić kółeczka na moim lewym biodrze- to było naprawdę usypiające.
Już prawie odpłynąłem kiedy zadzwonił mój telefon.
-Odbierzesz?- poprosiłem zaspanym głosem, nie otwierając oczu.
-Halo?- usłyszałem po chwili-To nie mogliście nas powiadomić wcześniej?! Na przykład wczoraj? o której? Dobra, macie szczęście że już nie śpimy. Następnym razem dzwońcie dzień wcześniej!- odłożył telefon na miejsce.
-Kogo tak wcześnie niesie?
-Mamy wywiad dla jakiegoś porannego programu- odpowiedział.
- czemu mnie to nie dziwi że dzwonią dopiero teraz?- mruknąłem zrezygnowany- na którą?
-8:30 mamy tam być, więc musimy się szybko ogarnąć-odparł.
Delikatnie wyplątał się z mojego uścisku i wstał, zginając się po ubrania, w samych bokserkach.
-Mówiłem ci że masz seksowny tyłek?- wypaliłem na co irlandczyk spłonął rumieńcem- to rozumiem że już wiesz...
-Malik, nie gadaj tyle, tylko się zbieraj, mamy niecałą godzinę- popędził mnie.
Jak poparzony wyskoczyłem z pościeli i pobiegłem do łazienki krzycząc przez ramię:
-Zaklepuję pierwszy!
Usłyszałem głośny śmiech Niall'a i w tedy przypomniałem sobie że jestem całkiem nagi...no tak ten piękny zwyczaj spania bez niczego odziedziczyłem po Hazzie. w końcu spędziliśmy razem w jednym domu ponad rok!
Rozejrzałem się po łazience i jak na złość ręcznika też nie było!
-Niall, kochanie, przyniósł byś mi ręcznik?- poprosiłem przez drzwi.
-Ok, ale wpuścisz mnie- dał warunek.
-Ale...
-Nie to nie- przerwał mi i już miał odejść z pod drzwi kiedy krzyknąłem:
-Niech ci będzie! tylko masz się pospieszyć!
Otworzyłem drzwi. Nialler wszedł szybko, rzucając ręcznik w kąt i niespodziewanie pchnął mnie na ścianę namiętnie całując.
-Miałem na myśli nasz wspólny prysznic, głąbie- wymruczał mi do ucha.
-Aww ty zboczuchu!- odparłem chwytając go za tyłek.
Po chwili jednak to ja przyciskałem go do ściany i całowałem bez opamiętania. Przenieśliśmy się od prysznic. Chcąc się odwdzięczyć za wczorajsze doznania, zszedłem w dół i objąłem jego kolegę ustami, ruszając w przód i tył i pomagając sobie jeszcze ręką. Niall zaczął szybciej oddychać, ręce ułożył wzdłuż zimnych kafelek, a głowę odchylił do tyłu, pozwalając spływać ciepłej wodzie po twarzy. Zassałem koniuszek penisa przyglądając się zadowolony jego reakcji. Złapał mnie za włosy i lekko pociągnął, wydobywając z siebie przeciągły jęk tym samym dając mi znak że zaraz dojdzie. Długo nie utrwało, kiedy zawartość jego przyjaciela znalazła się w moich ustach. Przełknąłem szybko i wstałem całując blondyna w usta i przygryzając lekko jego dolną wargę.
-Lepiej się umyjmy, bo nie będą długo czekać- powiedziałem cicho.
Sięgnąłem po gąbkę i wylałem na nią trochę żelu pod prysznic. Zacząłem czule myć tors irlandczyka, który nie był mi później dłużny.
[trzy godziny później]
Wyszliśmy ze studia w dobrym humorze; ja i Hazza rzucaliśmy się kawałami słodkiej bułki, a Niall przepychał się z Lou i Liam'em kłócąc się o zdanie w jakieś tam sprawie.
Nagle zadzwonił mój telefon. Dzwoniła moja mama. Odszedłem na bok, wychodząc na balkon, a reszta poszła dalej.
-No cześć mamo!
-Cześć synku. Widziałam właśnie wywiad. Był świetny jak zawsze. wariaci.
-heh, dzięki- zachichotałem- a co tam w domu?
-Po staremu. Wiesz...znalazłam dla nas nowy idealny dom. przeprowadzamy się tam za 4 miesiące. pomożesz nam w przeprowadzce?
-Emmm...ok postaram się, ale nie obiecuję, zależy od...mojego stanu zdrowia.
-Co? o czym ty mówisz Zayn?
-Miałem przyjechać do domu...powiedzieć tobie i tacie...jestem chory.
-chory?Gdyby to była normalna choroba nie mówiłbyś...
-Mamo, ja mam raka trzustki. umieram, to jest pewne- po moim policzku słynęła samotna łza, którą szybko starłem rękawem bluzy.
-Jak to..raka?!
-Przyjadę jutro, to porozmawiamy. Kończę, pa.
Rozłączyłem się szybko, próbując zapanować nad łzami, który cisły mi się niebezpiecznie do oczu.
-Kiedy miałeś nas o t-tym powiadomić?!- usłyszałem za sobą zachrypnięty głos.
Obróciłem się gwałtownie i zobaczyłem zapłakanego irlandczyka.
-ja...
-Okłamałeś nas! To nie było żadne zatrucie tylko rak! jak mogłeś?! w takich sprawach się nie kłamie, zwłaszcza kiedy ma się RAKA!
-Nie chciałem was martwić...
-Zayn i co z tego?! myślałem że jesteśmy przyjaciółmi...co ja mówię, przecież ja jestem twoim CHŁOPAKIEM! Zawiodłem się na tobie- prawie krzyczał.
-Niall...przepraszam! Nie mów chłopakom, że mam raka- powiedziałem cicho.
-A właśnie że powiem!- odparł i zniknął w środku.
-Niall!!- krzyknąłem rozpaczliwie, ale na darmo.
po jakimś czasie zobaczyłem jak idzie przez plac zatrzymuję się chwilowo przy chłopakach. Zamienili kilka słów i blondyn wsiadł do auta, a Harry przewrócił oczami śmiejąc się z czegoś z resztą. Czyli jednak im nie powiedział... Jednak nie chciałem teraz jechać do domu. Wysłałem sms'a do Li żeby na mnie nie czekali, że muszę iść jeszcze coś załatwić. A tak naprawdę poszedłem przejść się po parku...
[30 mn później]
Czułem się cholernie zmęczony, więc usiadłem w trawie wbijając wzrok na rozciągające się przede mną jezioro.
Dlaczego wszystko musi się nagle tak chrzanić?! Dopiero co udało mi się wzbić z chłopakami na światowym rynku muzycznym, to ja oczywiście musiałem umierać!
Wyciągnąłem telefon i wszedłem na twitter'a. Jak zwykle mnóstwo wiadomości od fanów i hejterów... Wysłałem tweet'a 'Dlaczego? Dlaczego tak musi być? Co zrobiłem źle? wszystko nagle traci na wartości... :( '.
zostało mi 7 miesięcy życia. To bardzo mało... ale jakoś trzeba wykorzystać dobrze ten czas. Muszę napisać testament...o Allahu jak to dziwnie brzmi...testament.
Muszę więcej spędzić czasu z rodziną (może nawet spełnię marzenie Waliyh'y i kupie jej bilety do Australii?), przyjaciółmi i fanami. Trzeba będzie im wszystkim w końcu powiedzieć prawdę...ale jeszcze nie teraz. tak gdzieś pod koniec.
-O czym tak myślisz zawzięcie Malik?
podskoczyłem wystraszony. Obok mnie usiadła drobna szatynka uśmiechając się szeroko.
-O takich tam sprawach- odpowiedziałem- a ty jesteś...
-Lena, Directionerka- przedstawiła się-przeszkadzam ci w rozmyślaniach?
-Nie, ależ skąd- odparłem uśmiechając się- no wiesz...nie codziennie spotykam nie wrzeszczące mi do ucha fanki.
-Oh jak miło, że mnie do nich nie zaliczasz. Ale, uwierz, krzyczałabym tak na widok Harry'ego!- zachichotała.
-O, tak, Hazza z pewnością za bardzo działa na pewne osoby- uśmiechnąłem się tajemniczo.
-Mówisz o Lou?
-Nic takiego nie mówiłem, ale zinterpretuj to jak chcesz- wyszczerzyłem się.
-I tak wszyscy wiedzą że jesteś z Nialler'em największym shipper'em Larry'ego, a to co między nimi jest, widać na odległość- odparła.
-Taaak, stary Larry rządzi- zachichotałem.
Spojrzałem na telefon. były 3 nieodebrane połączenia od Niall'a. Westchnąłem i napisałem mu wiadomość że wrócę wieczorem.
-Dlaczego jesteś smutny? - spytała Lena.
-Dlaczego tak twierdzisz?
-Widać na odległość, a po za tym, twój tweet. Martwisz się czymś? stało się coś?
- jest wiele rzeczy o które się martwię w tej chwili. ale na razie się o nich nie dowiesz, ale na pewno za niedługo- odparłem patrząc w dal.
rozumiem, to chyba coś...ważnego- powiedziała cicho.
-Nawet nie wiesz jak- szepnąłem, chowając twarz w dłoniach- życie piosenkarza nie jest łatwe.
-Nie wątpię. Może na poprawienie humoru pójdziesz ze mną i z moimi przyjaciółmi na lody?- zaproponowała.
-Z chęcią- odparłem mile zaskoczony.
Lena odwróciła się i gestem ręki przywołała kogoś. Spojrzałem przez ramię i zobaczyłem idących w naszym kierunku chłopaka i dziewczynę.
-To jest Shannon i Max- przedstawiła mi tę dwójkę.
-Cześć- przywitała się dziewczyna.
Miała blond włosy, niebieskie oczy i była całkiem wysoka. Można by powiedzieć że była podobna troszeczkę do Taylor Swift, która zarywała bez skutecznie do loczka.
-Hej- odparłem uśmiechając się.
-Ty jesteś Zayn Malik z One Direction, tak?- spytał nisi brunet z czekoladowymi oczami.
-Tak- potwierdziłem, pomagając wstać Lenie.
-Lena dużo mówiła o twoim zespole. Uwielbia was- powiedziała Shannon.
-Przesadzasz- powiedziała szatyna, rumieniąc się.
-To gdzie idziemy?- przerwał im Max.
-Na lody- odpowiedziałem.
Ruszyliśmy do najbliższej lodziarni, rozmawiając. A więc jedno z postanowień zacząłem spełniać. Spędzałem czas z fanką. Lena, Shannon i Max okazali się świetnymi towarzyszami. Miałem z nimi świetny kontakt. I chyba pomogły mi te lody.
Nie obyło się też bez dziennikarzy, robiących nam zdjęcia z daleka, ale mieliśmy to w dupie. Teraz świetnie się razem bawiliśmy.
-Słuchajcie...ja już muszę iść. Nie jestem jeszcze spakowany, a jutro jadę do Bradford- powiadomiłem ich, widząc że się ściemnia.
-Do Bradford?- zdziwiła się Lena.
-No tak, odwiedzić rodzinę- wytłumaczyłem może się jeszcze kiedyś spotkamy.
-Było świetnie! równy z ciebie gość!- odezwał się Max.
-Eh...dzięki. Ty też- zacząłem pocierać kark, czując się niezręcznie i wstałem- miło was było poznać.
-Zayn...Dałbyś mi swój...autograf?- spytała nieśmiało szatynka.
-Jasne!- uśmiechnąłem się szeroko.
Napisałem na podsuniętej kartce: 'Dla świetnej dziewczyny z którą spędziłem miłe popołudnie- Zayn Malik'. Dopisałem jeszcze swój numer telefonu, podałem jej i pomachałem im na pożegnanie.
_____________________________________________________________
Hej Hej! kolejny za nami :D
Myślałam że nie napiszę tego rozdziału bo miałam mocny wypadek z palcem i nożem :/ ale jakoś mi się udało :D dzięki za wszystkie wejścia i komentarze :) a co do komentarzy to pod ostatnim rozdziałem dostałam lekką krytykę. Do tej dziewczyny co ją napisała- dzięki za twoją opinię, szanuję twoje zdanie. trochę
mi smutno że ci się nie podoba, no ale przecież nie każdemu musi się podobać. Jednak większości się to podoba jak piszę i nie mam zamiaru niczego zmieniać :P
do następnego za dwa tygodnie xx
pozdrawiam: Payne'owa (:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz