- Gdzie tak długo byłeś? dzwoniłem!- spytał z wyrzutem Niall, gdy tylko wszedłem do naszego mieszkania i zciągłem buty.
-A od kiedy mnie kontrolujesz?- odparłem mijając go.
-Zayn...poczekaj to nie tak!- zawołał za mną- daj mi szansę wytłumaczyć!
Już miałem ruszyć na górę, kiedy zastawił mi ręką schody
- Proszę- szepnął.
-Jeżeli chcesz wiedzieć czemu ci nie powiedziałem, to miałem swoje powody!- odpowiedziałem.
-Zayn...zachowałem się jak dupek. To co ja czuję, jest pewnie niczym w porównaniu co ty czujesz z myślą że umierasz...- odparł- Nie wiem co ja sobie myślałem na tym balkonie, ale dałem się ponieść emocjom, czego teraz żałuję.
Oparłem się o ścianę i potarłem twarz dłoniami. Milczałem.
-Przepraszam...nie wyobrażam sobie żeby ciebie tu nie było- powiedział cicho, a po jego policzku popłynęła łza.
sięgnąłem i ręką i kciukiem ją starłem.
-Nie płacz, takie anioły jak ty nie powinny płakać- wyszeptałem.
-Nie jestem aniołem...
-Dla mnie jesteś i będziesz pięknym i radosnym aniołem- delikatnie złączyłem nasze usta w czułym pocałunku; złość ulotniła się w jednej sekundzie.
-Idziemy na górę, czy będziemy tu tak stali?- zaproponował łapiąc mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się w odpowiedzi i dałem się zaprowadzić do pokoju blondyna. Rozłożyliśmy się na łóżku, a ja położyłem głowę na piersi irlandczyka i wsłuchiwałem się w przyspieszone bicie serca. Uśmiechnąłem się pod nosem na tą reakcję. Nialler objął mnie ramieniem, a drugą, ręką bawił się moimi włosami, sprawiając że zasnąłem otoczony ciepłem jego ciała i zapachem jego perfum.
[Piątek]
Obudziłem się gdy było już dość jasno. Niall'a już przy mnie nie było, ale na poduszce gdzie spał, była mała karteczka z wiadomością że musiał iść do Liam'a w pilnej sprawie i że w kuchni jest dla mnie talerz z kanapkami. Przeciągnąłem się i spojrzałem na zegarek, była jedenasta. O cholera! ja jeszcze w ogóle nie byłem spakowany, a powinienem już być w drodze do Bradford! Wypadłem z pokoju mojego chłopaka i pobiegłem do swojego, wyciągając plecak i wrzucając do niego kilka kompletów ubrań, potrzebne dokumenty i lekarstwa. Do tylnej kieszeni spodni włożyłem portfel i telefon. Złapałem szybko w biegu emp4 i zbiegłem go kuchni. Biorąc do ust jedną z przygotowanych kanapek,wybierałem numer Nialler'a i powiadomiłem go że wyjeżdżam, a następnie wysłałem sms'a mojej mamie że nico się spóźnię.
Zamknąłem szybko mieszkanie i ruszyłem na najbliższy przystanek autobusowy. Spojrzałem przez internet na rozkład autobusów w stronę Bradford. Z przerażeniem stwierdziłem że zostało mi 10 minut, bo następny jechał dopiero za trzy godziny. Zacząłem biec ile sił w nogach na najbliższy dworzec. Nie było tak łatwo wyminąć setkę ludzi na chodniku, w pewnej chwili nawet o mało nie wpadłem na znak drogowy. W ostatniej chwili wpadłem do autobusu i kupiłem bilet. Usiadłem w samym tyle i założyłem słuchawki na uszy, opierając się łokciem o okno i zamykając oczy.
[30 minut później]
Obudziło mnie mocne zahamowanie autobusu. Rozejrzałem się do okoła lekko zaspany i zobaczyłem dwójkę dziewczyn głośno rozmawiających o..mnie i Niall'u. Założyłem szybko kaptur, tak aby mnie nie poznały. Jedna usiadła obok mnie, a druga na przeciwko niej.
Odwróciłem głowę w stronę okna, nasłuchując.
-Na serio myślisz że oni są dla siebie czymś więcej niż przyjaciółmi?
-A nie widziałaś wczorajszego wywiadu jak na siebie patrzyli? To jasne!
-No widziałam jak posyłają sobie te spojrzenia i w ogóle...
-Ohh...oni naprawdę razem słodko wyglądają! pasują do siebie jak Lou i Harry! A ich jestem pewna że są razem.
-Kolejny 'bromance' zmienia się w 'romans'. Ale i tak nie odejdę, chociażby Li też okazał się gejem...
-Moim zdaniem jest 100% hetero. Czego nie mogę powiedzieć o reszcie...
Nagle zadzwonił mój telefon. Dzwonił Niall. Nie zważając na fanki, odebrałem.
-Coś się stało?
-Nieeee, jak tam podróż?
-Całkiem dobrze. Co chciał od ciebie Liam?
-Drobna awaria, a my byliśmy najbliżej. Nie miałem serca cię budzić, tak słodko spałeś.
-Oh dzięki. Payne jak zwykle dramatyzuje. swoją drogą możesz częściej robić mi kanapki.
-A może ci od razu do łózka zanosić?
-Ja tam nie mam nic przeciwko, jestem za!- zachichotałem.
-haha zobaczymy.Dobra kończę bo ktoś dobija się do drzwi- odparł i zakończył połączenie.
Dziewczyny obok całkowicie sparaliżowało. Po chwili jednak doszły do siebie, nawijając jedna przez drugą i prosić o autografy. uśmiechnąłem się szeroko i poddałem się nowemu zajęciu.
[Wieczór]
Ledwo otworzyłem drzwi, znalazłem się w ramionach mamy. Odwzajemniłem uścisk, opuszczając plecak na podłogę. O tak, teraz potrzebowałem. Po chwili do przedpokoju wpadła Saffa i Waliyha, witając mnie radośnie.
-A gdzie tata i Doniya?- spytałem, wchodząc do salonu, prowadzony za rękę przez Waliyhę.
-Będzie wieczorem, a Doniya jest u koleżanki na noc- odpowiedziała.
Saffa już dawno pobiegła do swojego królestwa na piętro.
-Napijesz się czegoś Zayn?- zawołała z kuchni moja mama.
-Zaraz tam przyjdę i sam sobie zrobię gorącą czekoladę- odpowiedziałem, po czym zwróciłem się do siostry- chcesz?
-Jasne! Na Malikową czekoladę zawsze jestem chętna!
Uśmiechnąłem się szeroko i dołączyłem do mojej mamy. Dopiero w kuchennym świetle zobaczyłem cienie pod oczami mojej mamy od nieprzespanej nocy i zmartwiony wzrok.
Nalałem mleka do rondla i postawiłem na kuchence.
-Ej mamo, uśmiechnij się- odezwałem się, kiedy zaczęła mi się przyglądać.
- Kiedy ja mam się uśmiechać, wiedząc ze jesteś śmiertelnie chory?- wyszeptała.
-Wiesz...to mnie jeszcze bardziej dobija, kiedy widzę cię smutną mamo- odparłem, opierając się o blat-to ze cierpią prze ze mnie inni, potęguje moją świadomość że umieram...
-Zayn, nie mów tak, proszę. Jestem twoją matkę i nic na to nie poradzisz. zawsze się tak będę czuła- westchnęła.
Ukradkiem otarła łzę, która nagle się pojawiła na jej policzku.
-Najpierw Niall, a teraz ty mamo....Chcę wykorzystać w pełni czas który mi pozostał, zapominając chodź na chwilę o raku. Ale nie mogę widząc was smutnych- powiedziałem cicho przytulając drobną kobietę.
-Przepraszam- wykrztusiła przez łzy.
-Nie masz za co. Wiesz jak możesz mi pomóc?uśmiechaj się częściej- odparłem.
-Co z tą moją czekoladą Zayn?! Ja tu czekam!!- krzyknęła za ściany moja siostra.
-Zaraz ją dostaniesz- odkrzyknąłem, wywracając teatralnie oczami i zabrałem sie do pracy.
[Cztery dni później]
Pożegnałem się się z mamą i siostrami i ruszyłem do auta Nialler'a, przyjechał po mnie. Dopiero dwa dni temu zdał prawo jazdy, a już się zaoferował jako kierowca. Gdy tylko moja rodzina zniknęła w środku, pocałowałem leniwie blondyna w usta.
-Tęskniłem- wyszeptał opierając swoje czoło o moje- chociaż nie było cię tylko cztery dni...
Zachichotałem cicho.
-Ja też kochanie- odpowiedziałem.
Ruszył swoim nowiutkim autem z podjazdu i splótł swoja dłoń z moja, co chwile na mnie zerkając z iskierkami radości w oczach.
-Wrócił mój kochany, wesoły wiecznie głodny irlandczyk- wyszeptałem uśmiechając się szeroko.
Sięgnąłem do schowka i wyciągnąłem jedną z płyt Bieber'a, którą włączyłem. Niall zachwycony tym że może przy mnie słuchać swojego idola, posłał mi w powietrzu całusa, śpiewając pierwsze słowa piosenki 'Baby'.
Wybuchłem śmiechem.
Co mnie bardzo dziwiło? to że właśnie słucham spokojnie z Nialler'em Justin'a Bieber'a, czując jak bym miał przed sobą kilkadziesiąt lat życia.
[kilka godzin później]
Już zmierzchało kiedy dojechaliśmy do Londynu. Irlandczyk szybko zaparkował przed domem i wpadliśmy do domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
Zaczęliśmy się namiętnie całować, zciągając z siebie wszystkie warstwy ubrań, idąc na piętro do mojego pokoju.
-Zayn, czeka nas remont domu- powiedział blondyn, kiedy pochylałem się nad jego brzuchem, by go tam pocałować.- zrobimy sobie ogromną, piękną i wspólną sypialnię.
-Popieram- zgodziłem się, zciągając mu bokserki i dobierając się do jego kolegi.
-Zayn...?- odezwał się znowu.
-Hmm...?
-Może byśmy tak pojechali nad morze?- spytał.
Jęknął przeciągle, unosząc biodra w górę. Nie odpowiedziałem, przyspieszając tempa, słysząc coraz głośniejsze jęki Horan'a, które, nie ukrywam, strasznie mnie podniecały. W końcu irlandczyk doszedł, krzycząc w ekstazie. położyłem się obok i przytuliłem się do niego.
-Dlaczego akurat w tedy musiałeś mówić o morzu?- spytałem- myślałeś o czymś innym...
-Nie prawda. Pomyślałem o tym, myśląc że tam moglibyśmy odpocząć z daleka od dziennikarzy. Nikt by nie dowiedział się o nas...zero niepotrzebnych świadków- wytłumaczył.
-Takie miejsce nie istnieje- stwierdziłem.
-Istnieje. Willa na wybrzeżu we Francji. Dobrze strzeżona, osłonięta. Nie ma szans że coś wycieknie po za willę, do póki sami tego nie zdradzimy- powiadomił mnie.
-Widzę że jesteś dobrze poinformowany. Ale skąd mamy pewność że będziemy tam bezpieczni?- spytałem sceptycznie.
-jest już wypróbowana przez innych sławnych ludzi, którzy wolą zostać na razie anonimowi. Dziennikarze są wściekli że nie mogą tam wejść i czegoś zobaczyć- zachichotał-można też wziąść resztę chłopaków i Danielle. Będą zachwyceni prywatnością.
-To nie jest zły pomysł- zgodziłem się.
-więc postanowione!
Nagle znalazł się na de mną i zawołał jak by w pokoju stał tłum ludzi.
-Będę pieprzył Malika przy świetle księżyca!
Wybuchłem śmiechem ale zaraz Niall zatkał mi usta pocałunkiem.
_____________________________________________________
heeej! przepraszam za wszystkie błędy i mam nadzieję że podobał się rozdział jak poprzednie :)
To smutne że nie ma żadnych komentarzy pod ostatnim postem to mnie demotwywuje :(
do następnego za dwa tygodnie w piątek!
pozdrawiam Payne'owa

1 komentarz:
świetny ;>
..i pewnie nie ma komentarzy bo długo trzeba czekać na rozdziały ;/
Prześlij komentarz