piątek, 25 października 2013

Ziall-Rozdział X

[cztery dni później]

   chłopcy bardzo entuzjastycznie podeszli do zaproszenia na zlot fanów i natychmiast się zgodzili, o czym powiadomiłem Monic na twitterze na DM, zaraz gdy ją zaobserwowałem. Właśnie czekaliśmy z Niall'em przed domem na auto Louis'a. Stwierdziliśmy że pojedziemy jego autem, by zaoszczędzić paliwo co musi brzmieć dziwnie bo w końcu mamy kasy mnóstwo. No ale zawsze coś można zaoszczędzić mimo wszystko :D
   Gdy dotarliśmy po Hyde Park, czekała na nas już Monic i Luna, uśmiechając się szeroko. Z daleka było widać ze były strasznie podekscytowane naszym przybyciem.
 -Matko, na serio nie sądziłam że się pojawicie na tym spotkaniu- powiedziała na powitanie Luna.
 -Też mi cię miło widzieć znowu- parsknąłem śmiechem.
 -Cześć- przywitała się Monic- jestem Monic. Miło że przyjęliście nasze zaproszenie.
 -Hej. Zawsze jak mamy czas to chcemy się spotkać z fanami. To więc gdzie reszta ekipy?- odezwał się Harry.
 -W środku. Uprzedziłyśmy ich że przyjdziecie żeby...no wiecie, nie było jakiegoś zaskoczenia i zamieszania- powiadomiła nas.
 -Dzięki. A więc może na początek powiecie nam co będziemy robić?- spytał Louis.
 -No wiecie...najpierw pewnie będą chcieli wasze autografy i zdjęcia z wami, a później tak pogadać sobie, poznać się nawzajem. możemy się też przenieść później na koncert który się zaczyna koło 20. No w sumie to to jest taka walka między zespołami o pierwsze miejsce i rozgłos- zaczęła mówić Lena- Byłam na tym w tamtym tygodniu. Nieźle grają.
 -A Jaki to gatunek?- spytał zaciekawiony Niall.
 -Raczej mieszane. ale raczej przeważa rock i pop. ktoś jeszcze na pewno śpiewa reggae i rap- odpowiedziała.
 -A tak apropos ile nas będzie?- spytał Liam.
 -Z początku miało być nas do 30 ale wiele osób nie mogło przyjść, no i jest nas 18- odparła Monic'a.
 -To i tak nieźle ludzi. wyczuwam zajebisty wieczór- powiedział Harry.
 -Ale nie przesadzaj z alkoholem- uprzedziłem- jutro mamy pracę.
 -No jasne. I tak nie pije w środku tygodnia- wzruszył ramionami.
 -Nie trzeba alkoholu żeby dobrze się bawić! wystarczy nam Louis! to jest dopiero rozrywka!- zawołał Liam.
 -Oh! Li, dzięki za reklamę! czuję się wyjątkowy!- zażartował szatyn.
   Zaśmialiśmy się. Kilka minut później z daleka zobaczyliśmy małą grupkę fanów siedzących na trawie.
 -No to jesteśmy na miejscu- powiedziała Luna.
 -cześć wszystkim!- zawołałem.
   wszyscy zerwali się na równe nogi i podeszli do nas podekscytowani i zaczęli się po kolei przedstawiać. W grupie również było chyba z 6 chłopaków. Miłe zaskoczenie. Po rozdaniu autografów i zrobieniu sobie zdjęć, usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy tak po prostu rozmawiać, jak starzy znajomi. ja aktualnie rozmawiałem z czterema dziewczynami i dwoma chłopakami. oczywiście największą uwagę zwróciła na siebie Harry Niall. Ughh...nie powiem jak bardzo byłem zazdrosny o Nialler'a kiedy widziałem jakie zakochane spojrzenia posyłały mu fanki. Nagle dostałem takiej ochoty jak nigdy by wykrzyczeć całemu światu że Niall Horan pochodzący z Mulingar z Irlandi wcale nie jest dla mnie tylko przyjacielem. Chciałem powiedzieć jak szalenie go kocham, że jest całym moim światem i nikomu go nie oddam. Chciałem go całować bez opamiętania przy wszystkich, mając w dupie wszystkich ludzi do okoła...przygryzłem wargę kiedy nawijał o czymś i prawie zwilżył językiem wargę. Śledziłem uważnie jego wargi, przypominając sobie ich cudny smak...
 -Zayn...? wszystko ok?- usłyszałem.
   To wystarczyło żebym natychmiast wrócił do rzeczywistości i szybko odwróciłem wzrok od ust blondyna, skupiając uwagę na moich towarzyszy.
 -Tak, a czemu pytasz?- spytałem udając jak by nic się nie stało.
 -Nie mogłeś oderwać wzroku od Niall'a- zachichotała Anne.
   Mimo wolnie zarumieniłem się.
 -J-ja...no ten...- bąknąłem.
 -ktoś tu się zawstydził- zachichotała Britt.
 -ehh...po prostu o tym zapomnijcie...zagapiłem się- powiedziałem.
 -Zagapiłeś się...taaak...zżerałeś go wzrokiem- zachichotał Ben- nie wnikam co wy tam robicie.
 -C-co?! Nie!- zaprzeczyłem gwałtownie.
 -Nie musisz zaprzeczać, siedzisz w śród shiperów Ziall'a- odparła Nathalie.
 -No ten...nie wiem co powiedzieć...-wydukałem zaskoczony.
 -Po prostu powiedz czy Ziall jest prawdziwy?- spytał Max.
 -Ehh...jak bym powiedział że nie to bym musiał skłamać, ale nie powiem też tak bo nie moge- powiedziałem.
 -czyli potwierdziłeś. Nikt nie będzie o tym wiedział oprócz naszej szóstki- zapewniła Nathalie.
 -Luna i Monic też już wiedzą- poprawiła ją Anne.
 -Więc jesteście razem ale się ukrywacie bo Modest- stwierdził Ben- w sumie to nie wiem po co o to pytamy bo za mocne znaki dajecie, nawet nieświadomie.
 -Przerażacie mnie waszą wiedzą i spostrzegawczością- odparłem, zerkając niewinnie na Nialler'a.
 -To nie jest trudne. Jak mówiłam ostatnio z dziewczynami, zbytnio tego nie ukrywacie-rzekła Anne.
 -Zayn...mam takie pytanie...- zaczął niepewnie Max.
 -Tak?
 -Wiem że to nie moja sprawa...ale co cię tak wkurzyło przed tym jak zostałeś napadnięty?- spytał nieśmiało.
 -Wolałbym to zachować dla siebie. Może się kiedyś dowiecie ale nie teraz- odpowiedziałem.
 -ok, jasne.- skinął głową.
 -Tak w ogóle jakie macie hobby?- spytałem nagle.
 -Ja uwielbiam strzelać. nawet jeżdżę na zawody strzeleckie- odparła Brittanie.
 -Naprawdę?- zdziwiłem się.
    Nigdy bym nie powiedział że ta drobna i niska dziewczyna może mieć takie zainteresowania!

 [tydzień później]

   Te dni przeleciały szybko i spokojnie. Wielkimi krokami zbliżał się koncert w Menhester. Zaczęliśmy mieć próby tuż przed show, a ja jeszcze w między czasie chodziłem do ośrodka pomagać. Chłopak którego poznałem przy moim pierwszym razie w tym budynku, zmarł w tę samą noc. Było mi bardzo smutno, bo rozmowa z nim wiele mi pomogła. Oczywiście obowiązkowo poszedłem na jego pogrzeb, co nie umknęło dziennikarzom. Chcieli się dowiedzieć za wszelką cenę co go ze mną łączyło. Doszło do tego że zaczęli mnie śledzić na każdym kroku, co zaczęło być coraz bardziej wkurzające, aż w końcu mimo moich starań, jakoś się dowiedzieli gdzie znikam na kilka godzin prawie codziennie. Do tego gazety zaczęły się rozpisywać o tym, snuć jakieś wnioski dlaczego to robię, że mam wielkie serce i to że chyba mam anoreksję bo zacząłem być przeraźliwie chudy. Swoją drogą...przez ostatnie dni zdążyłem schudnąć aż osiem kilo. To dużo...w końcu zauważyłem że jem coraz mniej i byłem coraz słabszy. Ale ukrywałem to przed Niall'em. Na silę zjadałem chociaż jedno danie z obiadu, kiedy nie widział zmuszony byłem do mimowolnego wymiotowania. praktycznie już cały czas bolało mnie całe ciało, ale na szczęście, nie aż tak bardzo i to też mogłem ukrywać. Co do przyznania się do wszystkiego, przemyślałem to i postanowiłem powiedzieć chłopakom i fanom o roku, na najbliższym koncercie w Manchester. Myślę że będzie dobrze.
   Maggie jako jedyna zauważyła że jest mi coraz  trudniej i powiedziała żebym już nie pomagał bo widzi ile mnie to kosztuje.
   Do końca się nie poddam. muszę walczyć do końca i być silny..
   Starałem się spędzać jak najwięcej czasu z przyjaciółmi i rodziną. Zarosiłem nawet mamę z siostrami na tydzień. Tata nie mógł przyjechać bo nie dali mu wolnego w pracy...szkoda.
   Siedziałem właśnie w swoim łóżku kiedy na dole wszyscy oglądali telewizje. Byłem już zbyt zmęczony i stwierdziłem że idę spać...coś ostatnio nie najlepiej ze mną.

 [8 dni później]

   Uścisnąłem mocno moją mamę na pożegnanie.
 -Na pewno nie odprowadzić was na dworzec?- upewniłem się.
 -Tak, damy sobie radę. A po za tym widzę jak szybko się męczysz. Nie chce być powodem który cie wykończy- zażartowała.
 -Myślisz że taka przejażdżka z wami mogła by mnie zabić? aż taki delikatny nie jestem- zaśmiałem się.
 -Wszystko możliwe. Ok, to my idziemy, bo pociąg nam ucieknie i będziesz musiał znosić swoją mamę jeszcze przez jedną noc- uśmiechnęli się.
 -Będę tęsknił- mruknąłem.
 -Powtarzasz to już pięty raz! normalnie jak baba!- odezwała się Saffa wywracając oczami.
 -Ej! nieprawda!- zaprzeczyłem, czochrając jej włosy.
 -Prawda. a teraz wybacz mamy pociąg- wystawiła mi język i chwyciła ramie mamy ciągnąc ją w stronę taksówki- do kiedyś tam!
 -Cześć!- zachichotałem pod nosem i zamknąłem drzwi frontowe kiedy tylko odjechały.
 -Znowu sami- usłyszałem i poczułem mokre pocałunki na szyi- mam na ciebie ochotę od dawna, ale nie ładnie tak, kiedy za ścianą śpi twoja mama- wymruczał, wkładając mi ręce pod koszulkę.
    Nie odpowiedziałem tylko dałem się ponieść bliskości z Niall'em.
   Odwróciłem się do niego przodem, a on wpił się w moje usta, przypierając mnie do drzwi frontowych i wkładając mi kolano miedzy nogi. odrzuciłem głowę do tyłu czując jak ociera się o moje krocze. Z moich ust wyleciało ciche westchnięcie. irlandczyk szybko zaciągnął ze mnie podkoszulkę i zaczął całować moją szyję. przyciągłem go bliżej, sprawiając ze między nami nie było wolnej przestrzeni.
 -Cholera, kocham cię, kocham!- krzyknąłem i chwyciłem go gwałtownie za włosy i pocałowałem namiętnie w usta- Jesteś tylko mój, słyszysz?
 -Tylko twój- wymruczał zdejmując swoją koszulę i rzucając w kąt.
   Przenieśliśmy się do salonu, nieprzerywając pieszczot. Zanim zostałem pchnięty na kanapę, zostałem pozbawiony spodni i bokserek. a sam Niall się rozebrał rzucając ubrania za siebie i całując mnie zachłannie. Długo nie utrwało kiedy wszedł we mnie gwałtownie. Jęknąłem przeciągle przymykając oczy z rozkoszy. blondyn nie szczędził sobie podniecających mnie dźwięków, poruszając szybko biodrami i stymulując mojego członka. Naprawdę w domu zrobiło się nagle gorąco. aż za gorąco. przejechałem ręką po plecach irlandczyka, zcierając z nich spływające kropelki potu, kiedy on mi  szeptał czułe słówka na ucho. w końcu  Niall krzyknął głośno, wyginając się. Chwilę później i ja doszedłem. Na koniec pocałowałem go delikatnie i wtuliłem się w jego ramiona, usypiany przez smyrające palce Nialler'a po moich plecach...

[tydzień później]

  Nie spokojnie siedziałem w naszej garderobie, już ubrany. Nie najlepiej się czułem...nie miałem za dużo siły. Ostatni  raz jadłem coś dwa dni temu- jakieś marne jabłko i od tego czasu, chodź bym chciał nie mogłem za cholerę się zmusić do jedzenia.
   Dzisiaj nadszedł ten dzień, Nialler znał już cały plan.
   Wyszliśmy za kulisy całą piątką . Byłem zestresowany jak nigdy. Znowu się bałem, ale tym razem ich reakcji. Zamknąłem na chwilę oczy.
 -Zayn? Dobrze się czujesz?-spytał Harry.
 -Chyba się przeziębiłem- skłamałem.
 -Nie najlepiej wyglądasz-dodał Lou.
 -Dam rade dzisiaj jeszcze zaśpiewać- zapewniłem.
   Blondyn za ten czas zniknął w toalecie i właśnie wrócił. Pokolei zaczęliśmy wchodzić na scenę. Dzisiaj na serio czułem się o wiele gorzej niż zwykle. Czy aż tak bliski jest finał?
   Starając się dać wszystko, wiedząc że to ostatni mój koncert, zaczęliśmy pokolei śpiewać Kiss You, One Thing, What Makes You Beatifull, Over Again. W końcu postanowiliśmy zaśpiewać stary cover z x- factora -Thorn. Niall co chwile patrzył na mnie z troską, jak bym miał zaraz zemdleć.Fani byli zachwyceni. Kiedy skończyliśmy śpiewać, przeszyła mnie fala ostrego bólu i poczułem mdłości.
   Irlandczyk szybko się znalazł przy mnie.
 -Muszę do łazienki- wyszeptałem.
   Bez słowa podszedł do Liam'a i już po chwili  zeszedłem za kulisy w towarzystwie Niall'a.
   Gdy tylko wszedłem do łazienki, wszedłem do jednej z kabin i zwymiotowałem do ubikacji, stękając z bólu.
 -Potrzebujesz jeszcze czegoś?- spytał cicho irlandczyk.
    Nie odpowiedziałem tylko wyszedłem z kabiny i wypłukałem wodą usta, opierając się na chwilę o umywalkę. Po chwili jednak podszedłem do mojego chłopaka i przytuliłem się do niego.
 -Dlaczego ciebie to musiało spotkać?- spytał retorycznie, ale i tak odpowiedziałem.
 -Tak widocznie musiało być. Kocham cię...
   Uśmiechając się delikatnie złączyłem nasze usta w słodkim pocałunku.
 -Obiecaj mi że jak już mnie nie będzie, nie załamiesz się i ułożysz sobie z kimś szczęśliwe życie. Dla mnie jesteś najpiękniejszą i najlepszą osobą jaką spotkałem i tak mocno pokochałem- wyszeptałem opierając czoło o jego i zamykając na chwile oczy.
 -Postaram się- odparł i musnął moje usta swoimi.
 -Chodź, muszę im w końcu powiedzieć- splotłem nasze dłonie.
   Wróciliśmy na scenę, gdzie Liam Louis i Harry odpowiadali na pytania z Twitter'a. Niall uścisnął mocniej moją dłoń, dodając mi tym otuchy.
 -Chłopaki...muszę wam coś powiedzieć- powiedziałem cicho sprawdzając czy na razie jestem po za zasięgiem mikrofonów.
 -O co chodzi? Źle się czujesz?- spytał Liam.
-Li...ja...ja nie jestem przeziębiony. Jestem śmiertelnie chory...umieram- wydusiłem spuszczając głowę i czekając na ich reakcję.
 -Ś-śmiertelnie chory...? żartujesz...prawda?- odezwał się pierwszy Lou.
 -Nie. Mam raka trzustki...zostało mi około 3 tygodni życia- odp wiedziałem.
 -Ale..jak...dlaczego dopiero teraz o tym nam mówisz...? Od kiedy wiesz..?- zaczął jąkać się Liam.
 -Od prawie pięciu miesięcy. w tedy kiedy co tak dużo wymiotowałem i później wylądowałem nieprzytomny w szpitalu- westchnąłem.
   Harry usiadł na scenie, chowając twarz w dłoniach, by ukryć łzy. Na widowni rozległy się szmery, głośne rozmowy fanów. Li i Tommo zignorowali to i podeszli do mnie, mocno mnie przytulając, zaskoczeni tym jak bardzo stałem się kruchy i chudy. W końcu sięgnąłem o mikrofon, czując jak Nialler obejmuje mnie w pasie.
 -Chciałbym wam powiedzieć wam o ważnej sprawach które ukrywałem do dzisiaj przed wszystkimi. Niewiele osób wiedziało że...że mam raka trzustki. Nie mówiłem nic, bo nie chciałem żeby ktoś się martwił i w ogóle...- poczułem jak zaczynają piec mnie oczy- Po drugie przyznaje oficjalnie że jestem z Niall'em. Jest moim wspaniałym chłopakiem. To właśnie on był praktycznie od początku kiedy się dowiedziałem o raku...chodź dowiedział się całkiem przypadkowo.  Niall, dziękuję ci za tą troskę o mnie i pomoc w trudnych chwilach- zwróciłem się do blondyna patrząc mu prosto w oczy-Kocham cię.
   Przytuliłem się znowu do niego i dyskretnie pocałowałem w szyję.
 -Przepraszam...
   Ruszyłem szybko za kulisy, mijając resztę zszokowanej ekipy i gościa z Modestu. Skierowałem się do mojej garderoby, ocierając z policzków cieknące łzy. Ledwo otworzyłem drzwi już trzeci raz mój brzuch przeszył ból i mimowolnie upadłem na ziemię. Czułem się totalnie wyniszczony przez chorobę, jak nigdy. Nie miałem nawet siły by usiąść, zwinąłem się w pozycję embrionalną, czekając aż ktoś przyjdzie, co stało się szybko.
 -ZAYN!!- krzyknęli równocześnie Niall i Louis.
   Podbiegli szybko i podnieśli mnie z trudem, bo nie mogłem samodzielnie choćby wstać na nogi i już po chwili płożyli mnie na kanapie w środku garderoby pochylając się nade mną.
 -Zayn? Co się dzieje?- spytał niepewnie Lou.
   Nie odpowiedziałem, tylko zacząłem niekontrolowane krzyczeć z bólu.
 -Z nim jest źle, bardzo źle- wyszeptał załamany Irlandczyk.
 -Dzwonię po karetkę- zdecydował Tomlinson wyciągając szybko telefon.
   A później była tylko nieprzenikniona ciemność...


                                  __________________________________________



poniedziałek, 7 października 2013

Ziall- Rozdział IX

 [tydzień później]

   W ciągu dwóch dni doszedłem do siebie, ale już nie byłem aż tak silny jak wcześniej. W sumie to wcale mnie to nie dziwi.
   Przebrałem się szybko w ciuchy na scenę i zakradłem się od tyłu do Niall'a wskakując mu na plecy. Ukochany irlandczyk w ostatniej chwili odzyskał równowagę i trzymał mnie mocno za uda.
 -Nie za wygodnie ci?- uśmiechnął się.
 -Jest idealnie Sunshine- powiedziałem całując go w płatek ucha.
 -Jesteście tak słodcy że zaraz się porzygam- skomentował nasze zachowanie Lou.
 -Odezwał się aniołek. jak tam Noc? Zdaje się że słyszało was pół Dublin'u-odciąłem się.
   Tommo oblał się rumieńcem.
 -Hazza pewnie nie narzekał na brak atrakcji- dodał Nialler.
 -Zamknijcie się- warknął pokazując nam środkowy palec, co wywołało u nas kolejną salwę śmiechu.
   Zszedłem z Niall'a  i ruszyliśmy na scenę. Wszedłem jako ostatni zaraz po Hazzie. Powitał nas entuzjastyczny krzyk fanów, a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki 'Kiss You'. Uśmiechnąłem się i zacząłem śpiewać swoją solówkę.
   Postanowiłem dać troche rozrywki fanom i zacząłem dokuczać Harry'emu i Lou, zamieniać słowa w piosence. Na koniec zaśpiewaliśmy nasz cover z x-factor'a 'Kids In America'.
   Stanąłem nieruchomo na scenie, lekko ruszając prawą stopą i śpiewając z szerokim uśmiechem:
             
                 "...Everybody live for the music go round!
                 Na na na na na na na sing!
                 Na na na na na na sing!
                 Na na na na na na na sing!
                 Na na na na na na na! "

   Zacząłem skakać szalenie, równocześnie trochę tańcząc i przeciągając słowa. Pod koniec, Nialler skoczył mi na plecy i owinął nogi w okół moich bioder. Zacząłem się śmiać obracając się w okół własnej osi, aż straciłem równowagę i wraz z ostatnią zwrotką, runąłem na blondyna, który upadł na plecy. Jednak wciąż trzymając mikrofon w dłoni, zaśpiewałem do ostatniego słowa, na koniec, wybuchając głośno śmiechem razem z Niall'em.
 -Kocham fanów z Dublina!- zawołałem radośnie przewracając się na brzuch-Sprawiacie że ten koncert jest niesamowity!
   Odpowiedziały mi rozbawione piski fanów. Przeturlałem się z powrotem na plecy przybijając z roześmianym Irlandczykiem piątkę. Hazz zszedł na chwilę by użyć inhalatora bo dostał lekkiego ataku astmy, a szedł z nim Tommo. Posłałem w powietrzu bezgłośne 'Kocham cię' Horan'owi i w tym samym momencie przeszył mnie ostry, znajomy ból. Upuściłem mikrofon między mnie a Niall'a i zacisnąłem mocno powieki, skupiając się na tym, by stłumić jaki kolwiek dźwięk.
 -Zayn, jeżeli chcesz możemy na chwilę zejść jak potrzebujesz -zaproponował lekko spanikowany Nialler.
   Uścisnąłem delikatnie jego nadgarstek dając mu znać by się wstrzymał. Ból minął, a ja zaczerpnąłem głęboko powietrza, otwierając oczy.
 -Już o wszystkim- zapewniłem go drżącym głosem.
   Usiadłem, rozglądając się do okoła. Na szczęście moje zachowanie zauważyli tylko Liam i dziewczyna z pierwszego rzędu.
 -Coś nie tak?- spytał niepewnie Li.
 -Nie, wszystko ok- skłamałem.
   Odszedł, podchodząc chwilę później do Louis'a który wszedł dopiero na scenę i zaczął coś do niego szeptać na ucho.
 -To cię wykończy- powiedział cicho blondyn -jak długo masz zamiar to ukrywać? Li już coś podejrzewa...nie wygrasz z tym.
 -Nie tutaj!- posłałem mu ostre spojrzenie.

 [dwa dni później]

   Przez następne kilka godzin po koncercie Niall próbował mnie namówić żebym w końcu powiedział wszystkim prawdę. Ale ja wiedziałem że to jeszcze nie czas. Chciałem się przyznać ale jeszcze nie teraz. Gdy w końcu dał mi spokój, patrzył na mnie zawiedziony za każdym razem kiedy nasze spojrzenia się spotykały, a do tego Liam i Louis zaczęli mi się dokładnie przyglądać. Cholera, coraz trudniej mi było ukrywać przed wszystkimi moją chorobę, a moje samopoczucie mi zbytnio nie pomagało.
   Zirytowany tym wszystkim, zadzwoniłem do ośrodka  dla dzieci z chorobami śmiertelnymi* i spytałem czy mogę jakoś pomagać przez jakiś czas opiekować się nimi. Dzisiaj miałem iść na pierwsze spotkanie i poznanie ośrodka. wszedłem na parter gdzie mieściły się wszystkie biura i stanąłem przed drzwiami z numerem 6. cicho zapukałem i czekałem aż usłyszałem ciche 'proszę wejść'. Niepewnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. przy biurku siedziała kobieta w średnim wieku, pochylona nad stertą dokumentów. Zamknąłem drzwi i usiadłem na krześle koło biurka. kobieta nawet nie podniosła wzroku. Odchrząknąłem znacząco.
 -Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik i dzwoniłem tu wczoraj popołudniu w sprawie...- zacząłem, ale mi przerwała.
 -Witam.Miło że chce pan pomóc, chce poświęcić swój czas tym biednym dzieciom- kobieta uśmiechnęła się.
 -Wiem przez co przechodzą, może mi ani wierzyć-odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok.
 -Ktoś w rodzinie miał raka?- spytała.
 -Ja mam raka- spojrzałem jej prosto w oczy.
   Zmieszała się odwracając wzrok.
 -Przykro mi...
 -Nie chcę pani współczucia, bardziej przyda się ono tym chorym dzieciom- powiedziałem stanowczo- jeżeli mamy współpracować przez najbliższy czas, to może mówmy sobie po imieniu?
 -Jestem za. Megan- podała mi dłoń.
 -Zayn- uśmiechnąłem się.
 -To może pokażę ci teraz ośrodek i poznasz naszych podopiecznych?- zaproponowała.
 -Było by świetnie!
   Nie kryłem tego, że byłem bardzo podekscytowany, tym że mogę się na coś przydać.
   Wyszliśmy  z gabinetu i ruszyliśmy korytarzem na schody. wyszliśmy na piętro budynku i kobieta otworzyła drzwi na oddział.
   Co było dziwne, wcale tam nie było aż tak cicho. Co chwilę słychać było jakieś radosne krzyki, śmiechy i nawet kilka maluchów przebiegło koło nas bawiąc się w berka. Na moje usta wkradł się szeroki uśmiech.
 -Mówiłam żebyście nie biegali!- zawołała za nimi o czym zwróciła się do mnie- na tym piętrze mają pokoje dzieci od 3 do 10 lat. rodziny przyjeżdżają do naszego szpitala nawet z okolic Londynu. Podobno mamy bardzo dobrą opinię, na temat opiekowania się chorymi. Myślę że pewna dziewczynka będzie w niebo wzięta na twój widok.
 -Ile ma lat?- spytałem.
 -Pięć...- odpowiedziała ze smutkiem.
   Taka maleńka, a już musiała cierpieć...to nie w porządku! gdzie tu sprawiedliwość?!
   Moje rozmyślania przerwał pisk, kiedy tylko weszliśmy do jednego z pokojów. poczułem silny uścisk w pasie. Drobna ruda dziewczynka spojrzała na mnie z zachwytem. przykucnąłem, a ona natychmiast przytuliła się do mnie, wykrzykując moje imię. objąłem ramionami jej maleńkie ciałko.
 -Jak masz na imię?- spytałem.
 -Luna- odpowiedziała, odsuwając się ode mnie.
   Miała cudne duże zielone oczy.
 -Jej! Dziękuję!- zwróciła się do swojej opiekunki.
   Zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co chodzi.
 -Pani Megan obiecała że cię poznam!- wytłumaczyła dziewczynka.
 -Ah, no tak...- uderzyłem się lekko , otwartą dłonią w czoło.
   Luna uśmiechnęła się do mnie uroczo i pociągła mnie w głąb swojego pokoju, którego dzieliła z najwyżej siedmioletnią blondynką, która właśnie czytała w skupieniu książkę. Uśmiechnąłem się od nosem i dałem się zapoznać rudowłosej, z dość dużą kolekcją zabawkowych kucyków.
   Meg wycofała się po cichu, zostawiając mnie tam samego.
   Później tuż przed kolacją, zabrała mnie na drugie piętro gdzie przebywali od 11 do 18 lat chorzy. Zaprowadziła mnie do czternastoletniego chłopaka, który był już w ostatnim stadium i był już tak wyniszczony przez raka, że musieli go karmić, bo nie miał siły. Bez słowa wziąłem od pielęgniarki miseczkę z zupą mleczną i zacząłem dawać chłopakowi do ust po łyżce. Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco i nagle przestałem się uśmiechać. Za niedługo to miało czekać mnie...już powoli czułem pewne trudności.
 -Coś cię martwi?- spytał cicho
 -To nic takiego- skłamałem.
 -Przecież widzę- nie dał za wygraną.
 -Ok...no więc...Ja się boję...też mam raka- wydusiłem zamykając oczy-  ale nie powiedziałem o tym moim przyjaciołom...na razie. Wiedzą tylko moi rodzice, mój...chłopak i kilka znajomych fanek- zwierzyłem się- nie chcę żeby widzieli co robi ze mną ta choroba...
 -Dobrze cię rozumiem. Ja już się z tym pogodziłem. Jeżeli będziesz miał przy sobie najbliższych przy sobie, lepiej to przejdziesz. Powiedz im.- poradził mi.
 -Mam taki zamiar, ale jeszcze nie teraz...- mruknąłem.
 -Będzie dobrze- uśmiechnął się słabo zamykając oczy i wzdychając ciężko.- mógłbyś zawołać pielęgniarkę? Źle się...czuję- poprosił.
 -Oczywiście- odparłem i wyszedłem w poszukiwaniu jakiegoś pokoju pielęgniarek.
   Po kilku minutach chciałem ponownie wejść do pokoju chłopaka, ale nie pozwolono mi już dzisiaj. Szkoda. Nawet się z nim nie pożegnałem. ruszyłem zapoznawać się z kolejnym nastolatkami. Spędziłem tam czas do wieczora. Z mnóstwem nowego doświadczenia wróciłem zmęczony do domu.
   Niall czekał na mnie już z kolacją, ale jakoś nie miałem ochoty. grzecznie mu odmówiłem kanapek i zaciąłem go do mojego pokoju, wtulając się w niego i zasypiając.

[Rano]

   Obudziłem się wcześniej niż Niall. Dochodziła 9. postanowiłem mu wynagrodzić wczorajszy wieczór, robiąc mu dzisiaj śniadanie do łóżka.
   Po cichu wyszedłem z pokoju w samych bokserkach i skierowałem się do kuchni. zabrałem się zarobienie jajecznicy na bekonie smarowanie chleba masłem zrobienia świeżego soku w sokowirówce i pokrojenie pomidora z ogórkiem. kiedy wszystko ładnie poukładałem na tacce, wróciłem do mojego pokoju i postawiłem na chwilę śniadanie na szafce.  wsunąłem się pod pościel i zbliżyłem się do słodko śpiącego irlandczyka. zacząłem delikatnie muskać ustami jego powieki, policzki i wargi mruknął coś przez sen i uśmiechnął się delikatnie.
 -Wstajemy śpiochu śniadanie stygnie- wymruczałem mu do ucha po chwili usuwając z jego czoła pojedynczy kosmyk blond włosów.
    powoli otworzył oczy i uśmiechnął się delikatnie. Pochyliłem się jeszcze raz znów całując do w usta. Tym razem oddał pocałunek kładąc mi rękę na karku,przybliżając do siebie bliżej i pogłębiając po chwili pocałunek. Jednak odsunąłem się. Spojrzał na mnie pytająco.
 -Śniadanie- odparłem, sięgając po tacę i kładąc już na pół siedzącemu Nialler'owi na kolana.
   Sięgnąłem po widelec i nabrałem jajecznicy, wkładając ją mu do ust. W końcu blondyn się uparł żebym też coś zjadł. Nie miałem wyboru chodź w ogóle czułem że jak coś zaraz zjem to polecę do Łazienki wszystko zwymiotować...co się ze mną działo? jak przewidziałem, pod pretekstem załatwienia potrzeby jak najszybciej poszedłem do łazienki i zwymiotowałem do ubikacji. Byłem cholernie głodny ale nie mogłem nic zjeść...może to tylko chwilowe?
   Po południu wyciąłem go na spacer do parku, a później wpadliśmy do Liam'a. W końcu normalnie zjadłem u niego kanapki. spędziliśmy u niego cały wieczór,  gadając o niczym i czytając artykuły na nasz temat przez co mielimy dużo śmiechu. Zanim wyszliśmy, przyszła Danielle zostając u Li na noc. Wracając do naszego mieszkania, utknęliśmy w lekkim korku i odeszło do naszego auta kilka fanów. Niall zagadał się z jednym chłopakiem i dziewczyną na temat ostatniego meczu piłki nożnej z udziałem Manchester Unated. ja natomiast zacząłem konwersację z trzema dziewczynami.
 -No bo mamy taki pomysł żeby zrobić taki mini zlot fanów tu w Londynie. tak koło 30-40 osób. wpadlibyście? będzie fajnie!- zapewniała wysoka dziewczyna zafarbowana na kolor czerwony.
 -A kiedy to będzie?- spytałem.
 -za jakieś 4 dni. w hyde parku.- odpowiedziała szatynka.
 -Postaram się namówić chłopaków, ale nie wiem czy czasem czegoś Modest w ostatniej chwili nie wymyśli i będziemy musieli iść na jakiś wywiad czy coś w tym stylu. ale myślę że będziemy.- odpowiedziałem.
 -Było by świetnie!- zawołała druga brunetka.
 -Ale jak by co to jak możemy wam dać znać jak byśmy nie mogli?
 -Mogę dać swojego twitter'a, napiszesz mi najwyżej- odparła czerwonowłosa.
 -Ok, to napisz mi- westchnąłem podając jej kartkę i długopis znaleziony w schowku.
   Napisała szybko swojego Nicka i uśmiechnęła się szeroko
 -Tak swoją drogą jestem Monic i jestem shipperką Larry'ego i Ziall'a- wyszczerzyła się.
 -Miło mi- uśmiechnąłem się niepewnie.
 -to jest ciekawe że Modest się uwziął na Lou i Hazzę a na was nie, jak widać że...no wiesz- dodała- za bardzo tego nie ukrywacie.
 -I nawet nie zaprzeczaj- uprzedziła mnie blondynka.
   Spuściłem wzrok zawstydzony. Cholera, czemu ja nie umiem kłamać w tej sprawie? zaczynam być taki sam jak Harry i to Niall zaraz będzie za mnie mówić.
 -Myślę że i tak bym nie zdołał was przekonać- wzruszyłem ramionami.
 -Nie przejmuj się, może i lepiej. To nic nie zmienia- odezwała się druga brunetka.
 -Directioner forever, nie ważne co się stanie- zapewniła Monic.
 -I jak was tu nie kochać?- westchnąłem uśmiechając się niewinnie.
 -Nas się nie da nie kochać- wyszczerzyła się blondynka- a wracając do przedstawiania się, jestem Anne, a ona nazywa się Lena
    Zachichotałem nie mogąc się powstrzymać.
 -Znam już jedną fankę, która ma na imię Lena- przyznałem.
 -Nie czasem ta bruneta z którą siedziałeś jakiś czas w parku?- spytała Anne.
 -skąd wiesz?!- zdziwiłem się.
 -Powinieneś być już przyzwyczajony do tego że dziennikarze strzelają wam fotki- wzruszyła ramionami
 -chyba się nigdy nie przyzwyczaję- odparłem- czy to aż takie dziwne że czuje się zwykłym chłopakiem?
 -W sumie to pewnie od pewnymi względami jesteś no ale wiesz dla nas jesteś nieźle utalentowanym, miłym, przyjaznym chłopakiem- stwierdziła Lena- dla mediów zwykłym towarem...
 -Zayn ruszamy- odezwał się NIaller.
 - No to cześć dziewczyny, dzięki za zaproszenie i i skrócenie siedzenia w korku rozmową- pożegnałem się uśmiechając się szeroko.
 -Cześć!- odpowiedziały chórem.
   Zamknąłem drzwi i pomachałem im.
 -Trzymamy kciuki za Ziall'a!- zdążyłem usłyszeć jeszcze Monic i pojechaliśmy.
   Uśmiechnąłem się szeroko i dałem blondynowi całusa w policzek a on dał mi na kolano dłoń uśmiechając się czule.


                            ___________________________________________________


czwartek, 26 września 2013

Ziall -Rozdział VIII

Tydzień później]

   Wszedłem do domu, zamykając za sobą drzwi i zsunąłem się po nich, totalnie załamany. Po chwili zgiąłem kolana i oparłem nie łokcie chowając głowę. Mimowolnie rozpłakałem się.
 -Zayn? co się stało?
   Natychmiast podniosłem głowę, zaskoczony. Skąd się on tu wziął? Otarłem szybko mokre policzki i spytałem.
 -Co ty tu robisz? miałeś wrócić jutro.
 -Ale postanowiłem wrócić wcześniej, chciałem zrobić ci niespodziankę...zresztą nieważne. Co się stało?- nie dał za wygraną Niall.
 -Byłem na badaniach kontrolnych...nie były za dobre- wyszeptałem.
   Przykucnął, kładąc mi dłonie na kolanach i czekał cierpliwie.
 -Rak szybko się rozwinął...Niall, mam bardzo mało czasu- wyznałem.
 -Ile?
 -Dwa miesiące. Koncert w Manchester, będzie moim ostatnim...- odparłem, a po moim policzku spłynęła łza.
 -Stąd te bóle?
   Przytaknąłem głową.
   wstał gwałtownie i kopnął z całej siły w półkę na buty rozwalając ją.
 -Kurwa dla czego?!Dla czego rak mi cię odbiera?!- wrzasnął, po chwili jednak opadł na miejsce obok mnie i wtulił się we mnie, mocząc moją koszulę. Objąłem go ramieniem i oparłem brodę o jego głowę, zamykając oczy. Mimowolnie usnęło mi się...

[cztery dni później]

   Odkąd dowiedziałem się że zastało mi tylko dwa miesiące, przez pierwsze dni było mi z tą myślą  ciężko. Uwierzcie nie życzył bym togo nikomu, nawet najgorszemu wrogowi, by wiedział i czuł że umiera. Nie wiedziałem kompletnie co ze sobą zrobić. Rak stał się bardziej dla mnie rzeczywisty niż poprzednio. Bałem się umierania, nie bałem się śmierci. Ale miało być ze mną coraz gorzej.
   Moje i Nialler'a samopoczucie zauważyli już chłopcy. Tłumaczyliśmy to tym że przechodzimy "kryzys" w związku.
 -Niall... Nie możemy ciągle o tym myśleć- powiedziałem.
   Zbieraliśmy się rawie na odpisywanie płyt do centrum handlowego.
 -Masz rację. To bez sensu, marnujemy przez to tylko czas- westchnął po czym dodał- zabieram cię dzisiaj do kina.
 -Mam to traktować jako randkę?- uniosłem brew, mile zaskoczony
 -Jak najbardziej- musnął moje wargi swoimi.
   Splótł nasze dłonie i wyszliśmy na zewnątrz, ale kiedy doszliśmy do bramki, puściłem jego dłoń i  wyszliśmy na ulicę.

[wieczorem]

 -Niall, co ty na to żeby iść na nocny seans filmowy?- spytałem wskazując na plakat.
 -Jeszcze lepiej! Ok, to ja idę kupić popcorn i pepsi, a ty kup bilety- zgodził się podając mi  pieniądze- pamiętaj, to ja dzisiaj wszystko stawiam.
 -Jasne, rozumiem- wywróciłem oczami i ruszyłem do kas biletowych.
    Po kilkunastu minutach, usiedliśmy obładowani dwoma kubełkami popcornu i pepsi w najciemniejszym miejscu na widowni, licząc że zostaniemy niezauważeni. Ale cały szlak trafił w to kiedy puścili komedię i zaczęliśmy się z niej totalnie nabijać. Do tego zaczęliśmy si rzucać nawzajem popcornem. W końcu dziewczyna przed nami obróciła się żeby nas uciszyć, ale kiedy zobaczyła kto za nią siedzi, zaczęła piszczeć jak szalona. Efekt końcowy był taki, że wyrzucili nas i tę dziewczynę z kina. Ale wcale mi to nie zepsuło humoru.
 -Przepraszam, przeze mnie wyrzucili nas z kina- bąknęła zawstydzona bruneta.
 -Nie przejmuj się, prędzej czy później by nas też wywalili, bo cicho też nie byliśmy- uśmiechnąłem się- Jak ty w ogóle się nazywasz?
 -Christiana, w skrócie Chris-odparła.
 -Miło mi. My się nie musimy przedstawiać, tak?
 -Tak- zachichotała.
 -To co robimy?- spytał Niall- Jest pierwsza w nocy...
 -Spieszysz się gdzieś, Chris?- spytałem.
 -W sumie to w domu miałam być dopiero rano-stwierdziła.
 -No to zabieramy cię na pizzę! Oczywiście Nialler stawia.
 -Co?!
 -No co? Miałeś mi  dzisiaj za wszystko płacić, więc nie wziąłem portfela- wzruszyłem ramionami.- A Chris teraz samej przecież nie zostawimy...
 -Nie o to chodzi, Zayn! Przecież jest środek nocy, gdzie teraz znajdziemy jakąś otwartą pizzerię?- zdziwił się.
 -Ja znam- powiedziała cicho Christiana.
 -O widzisz? idziemy- zawołałem otaczając ramieniem dziewczynę.
  -No ok- mruknął i ruszyliśmy za wskazówkami dziewczyny.
 -Co jest Niall'owi?- spytała cicho brunetka.
    Spojrzałem na niego. Szedł za nami ze spuszczoną głową. Westchnąłem ciężko.
 -Pojedziesz przodem? zaraz do ciebie dołączymy- powiedziałem jej na ucho.
   Bez słowa przyspieszyła kroku, a ja się zrównałem z blondynem.
 -Co jest kochanie? Jeśli chodzi o dodatkowy wydatek, to oddam ci  kasę w domu- odezwałem się, chwytając go w pasie.
   Podniósł głowę.
 -Nie oto chodzi. Kasa nie jest dla mnie ważna. Ty jesteś dla mnie ważny. To miała być nasza randka- powiedział z wyrzutem.
 -Obiecuję że ci to wynagrodzę.
    Upewniając się ze Christiana nie patrzy, musnąłem czule jego usta.
 -Nie powinieneś...- zaczął ale mu przerwałem.
 -Jest wiele rzeczy których nie powinienem robić. jak na przykład kłócić się z managementem- wzruszyłem ramionami.
   Pociągłem go za rękę i pociąłem do naszej towarzyszki. irlandczyk szybko się rozkręcił i zaczął rozmawiać na luzie z Chris, a mi do głowy wpadł świetny pomysł. Harry powinien być zachwycony.
    Po kilkunastu minutach spaceru doszliśmy do pizzeri. Tam spotkaliśmy Lenę z brunetem.
 -Cześć Lena! Co tam u ciebie?- przywitałem się.
 -Hej!- uśmiechnęła się szeroko- tak w ogóle to mój chłopak Mat, Mat to jest Zayn, Niall i...
 -Christiana- dodała nasza towarzyszka.
 -Nowa znajoma? -spytała
 -Długa historia- odpowiedziała- póki co Niall stawia pizzę- wskazała kciukiem na blondyna, który szczerzył się od uch do ucha.
   Gdy tylko oddaliliśmy się od mojej znajomej w poszukiwaniu stolika, Niall nachylił się lekko ku mnie.
 -Wiesz, będziesz się musiał trochę namęczyć- zachichotał i ledwo zauważalnie musnął moją dłoń swoją.
   Jak gdyby nigdy nic, usiadł pod oknem przy stole.

 [Następny dzień]
 
   Obudziłem się na brzuchu, a na moich nagich plecach poczułem ciężar. Byłem pewny że to Nialler potraktował mnie jak swoją poduszkę.
 -Niall? Możesz ze mnie zejść?- spytałem niepewnie.
   Wymamrotał coś przez sen i przyległ do mnie mocniej, wywołując nieprzyjemny uścisk w żołądku.
 -Niall!- jęknąłem.
   Czułem się tak słaby i wyczerpany jak bym nie spał przez ostatnie dwie doby.
 -Hmm...?- mruknął.
 -Zejdź ze mnie, proszę - powiedziałem cicho.
 -Wszystko w porządku?-spytał, natychmiast się rozbudzając i odsuwając.
 -Muszę do łazienki- wymamrotałem.
   Blondyn zerwał się na równe nogi patrząc na mnie z troską. Zmusiłem się do wstania i pobiegłem do łazięki jak najszybciej się dało, ignorując ból brzucha. Zamknąłem szybko drzwi na klucz, pochyliłem się nad muszlą i zwymiotowałem.
 -Zayn?- usłyszałem za drzwi irlandczyka.
 -Jest ok, zaraz wyjdę, przygotuj się na wywiad- skłamałem.
 -Na pewno?
 -Tak - odpowiedziałem cicho.
   Po chwili znów zwymiotowałem. Oparłem policzek o zimne płytki podłgowe i zamknąłem oczy. Czułem się...okropnie. Jak wrak człowieka. Skąd ta nagła zmiana? Dlaczego umieranie musi być aż tak bolesne?
 -Zayneh...?Na pewno masz dość siły?-spytał Niall.
 -Dam sobie radę, nie martw się.- odparłem.
   Usłyszałem cichy dźwięk otwierającego się zamka. No tak, zapomniałem o dodatkowym kluczu. Po chwili drzwi otworzyły się.
 -Zayn!- zawołał i kucnął przy mnie.
   Otworzyłem niechętnie oczy, napotykając morski odcień tęczówek Nialler'a. Uśmiechnąłem się krzywo, czując kolejną falę bólu.
 -Nie pozwolę żebyś w takim stanie gdziekolwiek szedł- zdecydował.
 -Ale ja chcę i mnie nie powstrzymasz- mruknąłem słabo, ale zdecydowanie.
 -Musisz być aż tak uparty? Nie możesz chodź raz odpuścić?- powiedział zirytowany.
 -Nie bo chcesz mi odebrać rzecz, którą kocham! Naszą pracę!- odparłem.
 -To nie tak...spójrz na siebie!- nie dał za wygraną i podał mi lustro.
   Westchnąłem i spojrzałem na swoje odbicie, siadając po turecku. Miałem mocno podkrążone oczy, mętny wzrok, byłem blady i wyglądałem na wykończonego.
  -Wyglądasz okropnie, a jeszcze gorzej się pewnie czujesz! Nie wyglądasz normalnie, Rak cię wyniszcza...- wyszeptał tuląc mnie do siebie.
  -Jest dobrze,  jestem silny i dam sobie rade. Proszę...
  -Ale jak byś się gorzej poczuł to natychmiast daj mi znać- dał warunek.
   Kiwnąłem głową i wstałem przy pomocy blondyna. Uśmiechnąłem się lekko do niego i po chwili rozpocząłem poranną toaletę.

 [Po południu]

   -Malik możemy pogadać?
   Znikąd koło mnie pojawił się Liam. Kiwnąłem niepewnie głową.
 -Wiesz...mam wrażenie że ty i Niall coś ukrywacie przed zespołem- powiedział.
 -Zdaje ci się- wzruszyłem ramionami.
 -Mam inne wrażenie, no ale nie chcecie, nie mówcie- odparł- jak się w ogóle czujesz?
 -Jest ok- znowu skłamałem.
   W rzeczywistości tak źle się jeszcze nie czułem. Może to chwilowe? Mam nadzieję że szybko mi przejdzie bo za tydzień mamy koncert. Do tego postanowiłem się jakoś przyczynić, pomagając ośrodkowi w którym dzieci chorowały na śmiertelne choroby tak jak ja.
 -Wiesz, w kłamaniu to ty nie jesteś dobry.-zachichotał- ale mniejsza o to, załatwiłem 4 dni wolnego żebyś doszedł do siebie. ok?
 -Mam ochotę cię zamordować ale nie mam na to siły- warknąłem.
 -Jeszcze długie lata przed nami, zdążysz to zrobić niejednokrotnie- wyszczerzył się.
   Uśmiechnąłem się sztucznie. W jakim był błędzie! Nie miałem długich lat przed sobą a zaledwie powyżej miesiąca. To przerażająco mało. A ja jeszcze chciałem żyć...

                         ___________________________________________________


Z dedykacją dla mojej przyjaciółki Joli (:

pozdrowienia:
Payne'owa


piątek, 13 września 2013

Ziall - Rozdział VII

 [dwa dni później]

   Od tamtego zdarzenia ból się nie powtórzył. Właśnie szedłem do klubu razem z Niall'em i Liam'em, zaszaleć. No tak...ale plany się zmieniły. Spotkaliśmy po drodze znajomego Li i poszliśmy na domówkę. Było świetnie, kiedy nagle Irlandczyk, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę stołu, żeby na nim zatańczyć..
 -No Malik! pokarz jak umiesz świetnie tańczyć!-zawołał gdy nie wszedłem na stół, tylko przyglądałem się jak on tańczy.
  Podszedł do mnie i pociągnął mnie, do siebie tak że nie miałem wyboru.
   Stanąłem obok mojego chłopaka i zacząłem z początku nieśmiało tańczyć. Ktoś pogłośnił piosenkę LIMFAO 'Sexy And I Konow It'. Dzięki procentom we krwi, rozluźniłem się i zacząłem szaleć. W końcu na koniec obje zdjęlśmy koszuli i zaczęliśmy nimi wywijać nad naszymi głowami. Ktoś to nawet nagrywał kamerą.
   Gdy była już druga w nocy, zaciągnąłem Niall'a do jakiegoś cichego kącika i usiedliśmy tam pod ścianą.
 -Wiesz może gdzie się odziały nasze koszulki?-spytałem niepewnie, patrząc na nagą klatkę piersiową blondyna.
 -Nie mam pojęcia ale nie narzekam-odparł dotykając mojego torsu-awww Malik! Mam na ciebie ochotę!
 -To mnie bierz Sunshine- wymruczałem kusząco.
   Wszyscy i tak byli pijani i nie kontaktowali, albo po prostu spali. Wszyscy prócz Liam'a. Wpiłem się w usta Niall'a, błąkając się rękami po jego nagim ciele.
 -Może chodźmy do naszego mieszkania...-zaproponował.
 -Jasne, bo byśmy roznieśli ten dom-zachichotałem, znów dobierając się do mojego chłopaka- ale za chwilkę...
   Usiadłem na jego biodrach, specjalnie, ocierając się o jego krocze. Jęknął cicho, wbijając mi palce w plecy. Powtórzyłem ruch, a Nialler tym razem wygiął się do przodu z przyjemności, złączając nasze klatki piersiowe razem.
 -Zayn...ktoś nas zauważy!- mruknął.
 -Albo już zauważył. Zbierajcie się, zamówiłem wam taksówkę- znikąd pojawił się obok nas Liam.
 -Dzięki- odparłem, odsuwając się od blondyna.
 -Musicie zachować większą ostrożność, nawet jeśli myślicie że nikt was nie widzi- ostrzegł nas Payne.
 -Ok, ok, rozumiemy-odpowiedział irlandczyk trzymając moją dłoń.
   W jego spodniach było bardzo dobrze widać wybrzuszenie. U mnie zresztą też nie było lepiej.
 -Przyjechała już taksówka. Gdzie wsze ubrania?- spytał Li zerkając przez okno.
 -Gdzieś tam leżą-wzruszyłem ramionami- zgubiliśmy...
   Musiało to komicznie brzmieć bo przyjaciel zachichotał. No ale w końcu bylśsmy pijani. Liam wywrócił oczami i rozbawiony pomógł nam szukać naszych rzeczy. Przypilnował nas też żebyśmy się znaleźli w domu.
 -Haha! Menager nas zabije jutro- zachichotał Niall.
 -W to nie wątpię. Miała być niewinna zabawa, a jutro traficie na wywiad i sesję na kacu- westchnął Li- wpadnę po was jutro.
   I zamknął drzwi, przekazując opiekę nad nami kierowcy, dając mu spory napiwek.

 [Rano]

   Poczułem przyjemność. Wielką przyjemność. Ktoś właśnie budził mnie zajmując się moim kolegą. Jęknąłem cicho, otwierając oczy. Pod kołdrą wyczułem głowę i poznałem natychmiast średniej długości farbowane pasma włosów Nialler'a. Zacząłem je mierzwić, skupiając się na tym że zaraz dojdę. Wytrysnąłem krzycząc w ekstazie. Chwilę później poczułem jak Niall pnie się w górę całując mnie po nagiej skórze. W końcu wyłonił się z pod pościeli, całując mnie namiętnie w usta.
 -Pobudka, musimy już wstać- wyszeptał robiąc mi malinkę na barku.
   Westchnąłem cicho, uśmiechając się lekko.
 -Dziękuję za miłą pobudkę- powiedziałem całując go- Kocham cię.
    W odpowiedzi przejechał językiem po środku mojej klatki piersiowej, kończąc szlak krótkim [pocałunkiem w brzuch.
 -Koniec tego dobrego! wstawaj!- zawołał wskakując z łóżka i skrzywił się nagle- cholerny kac...
   Też szybko usiadłem i zaraz tego pożałowałem. Zakręciło mi się w głowie, a skronie przeszył ostry ból.
 -Kurwa...ostatni raz tyle piłem-mruknąłem opadając z powrotem na poduszki.
   Kiedy zbierałem się do kolejnej próby wstania, ktoś zaczął się dobijać do drzwi.
 -Idę otworzyć- zdecydował irlandczyk i wyszedł.
   Ja za ten czas ubrałem się i zszedłem na dół.
 -I wy macie niby zamiar jechać tak do studia?!- usłyszałem krzyk Rithard'a z Modest'u w kuchni.
 -Możecie ciszej? głowa mi pęka- poskarżyłem się, podchodząc do lodówki i biorą pierwszy lepszy karton sou z brzegu.
 -Zayn do cholery! Mieliście się bawić na chwilę na mieście, a nie robić striptiz u kogoś na stole!- warknął zirytowany.
 -To nie był żaden striptiz. Tańczyliśmy i na koniec ściągnęliśmy TYLKO koszulki jako efekt końcowy- wywróciłem oczami i przełknąłem dwie tabletki przeciwbólowe, podsunięte przez blondyna.
   Z wdzięcznością zmierzwiłem mu włosy na co przeszedł go dreszcz.
 -Mniejsza o to. Wyglądacie jak kupa nieszczęścia!
 -Dziwisz się? Jest w pół do piątej rano- odezwał się Niall.
 -Ugh...chodzi o to że macie kaca i cienie od oczami!
 -Kac zaraz powinien nam przejść, a reszta się zajmie nasza stylistka Lou- wzruszyłem ramionami.
 -Z wami jak z dziećmi!
 -Rith, nie przesadzaj, damy radę- zapewnił go irlandczyk.
 -Jak myślicie, ile pociągnie ten zespół, jak będziecie robić takie akcje?!
 -Rithard do cholery! Mamy swój rozum! To dzięki nam między innymi macie tą pracę, a mu kurwa, musimy od czasu do czasu się rozerwać!- krzyknąłem zdenerwowany-Mamy dopiero po 20 lat! czego od nas oczekujecie?!
 -Trochę dyscypliny!- odpowiedział.
 -To ja was rozczaruję ! Żegnam!
   Kierując się na piętro i 'przez przypadek' musnąłem palcami dłoń Niall'a.
 -Zayn! Zaczekaj! Słyszysz? Malik do jasnej cholery!- zawołał za mną ale ja go miałem głęboko w dupie.
   Dla mnie teraz było ważne by się przygotować na wywiad. Z westchnięciem sięgnąłem do szafy po ciuchy i skierowałem się do łazienki.

 [Kilka godzin później]

   Podkradłem się do Louis'a i dałem mu mocnego klapsa w tyłek. Hazza popatrzył na mnie z rządzą mordu w oczach, na co wybuchłem śmiechem nachylając się do ucha Lou.
 -Masz bardzo zazdrosnego chłopaka- szepnąłem.
 -Heh, zdarza mu się- wyszczerzył się.
 -A mówią że to my się spóźniamy! gdzie ten fotograf?- odezwał się zniecierpliwiony Liam.
 -A widział ktoś Niall'a?- spytałem.
 -Zgubiliśmy go gdzieś po drodze- odparł Harry, szturchając mnie z nudów.
   Jak na zawołanie na korytarzu pojawił się Niall z fotografem.
 -Przepraszam że musieliście czekać. Macie się ochotę trochę zabawić- spytał facet.
 -Zależy w co- wypalił Tommo- i czym.
   Wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem oprócz faceta.
 -O chyba wiem o co wam chodzi ale lepiej wróćmy do pracy. Przygotowałem  dla was pełno balonów i dmuchany zamek.. Możecie go wykorzystać jak tylko chcecie- odparł fotograf.
 -Nie powinieneś mówić 'co chcecie'- wyparował znowu Styles, co nawet mężczyznę doprowadziło do śmiechu.
 -Przeraża mnie wasz tok myślenia- powiedział facet otwierając po chwili drzwi sali.
   Po kilu dziesięciu minutach zacząłem skakać szalenie po dmuchanym zamku, odbijając się od ścianek- normalnie jak pięcioletnie dziecko. W pewnym momencie Harry powalił mnie na plecy i skoczył na mnie Nialler, przytulając się niewinnie. Ale ta chwila trwała krótko, bo skoczyła na nas reszta chłopaków.
 -Uśmiech!- zawołał fotograf, strzelając nam fotkę.
   W tym samym momencie Niall uśmiechnął się złośliwie i ścisnął mojego kolegę przez spodnie. Przeszły mnie przyjemne dreszcze i mogłem się tylko spodziewać jaką miałem minę. Blondyn tylko zachichotał i zmył się gdy miał okazję, atakując Liam'a balonem. Trudno, policzę się z nim później.
   Po skończonej sesji obejrzeliśmy wszystkie zdjęcia i usuwaliśmy te najgorsze. oczywiście chłopcy wybuchli śmiechem widząc moją minę na zdjęciu którą Li nazwał 'chwilą uniesienia'. na szczęście tylko ja i Niall znaliśmy źródło.
   Po pracy postanowiliśmy wszyscy że idziemy na miasto, gdzie skończyliśmy w pobliskim parku.
 -chłopaki ja się zbieram, bo obiecałem mamie i znajomym że przyjadę do Mulingar jak tylko będziemy mieć wolne- odezwał się po jakimś czasie irlandczyk.
 -Jasne. Miłego odpoczynku- odparł Liam.
   Pożegnał się pokolei ze wszystkimi przytulasem oprócz mnie.
 -My się jeszcze spotkamy w domu- puścił mi oczko.
 -Oczywiście- uśmiechnąłem się szeroko.
   Nialler poszedł, a my ruszyliśmy dalej parkową alejką.
 -Co robimy?
 -Idziemy do nas?- zaproponował Harry.
 -jasne. teraz nie mam co robić bo Andy przyjdzie dopiero jutro, a Dan* jest na wyjeździe.
 -Ja z Louis'em wyjeżdżamy jutro do swoich rodzin.- odparł Hazza.
 -ej, to tylko ja nic nie zaplanowałem?- zdziwiłem się.
 -Zawsze możesz się do nas dołączyć- zaproponował Payne.
 -świetnie, przynajmniej nie będzie tak nudno jak z tymi snobami- powiedziałem teatralnie wskazując na Larry'ego.
 -Sugerujesz mi coś?- zawołał oburzony Lou.
 -Yeah- odpowiedziałem ze śmiechem, chowając się z Li.
    I tak mnie to nie uchroniło przed przyjaciółmi. Louis przy pomocy Harry'ego wrzucili mnie do pobliskiego jeziora.
 -Cholera!! Pogięło was?!- krzyknąłem wychodząc na brzeg- jak ja teraz w ogóle wyglądam?!
 -Spokojnie przeżyjesz- zachichotał Lou.
 -Wy i te wasze powalone pomysły! jest dopiero połowa marca!- warknąłem trzęsąc się z zimna
 -Trzymaj- podszedł do nas  Liam, podając mi swoją ciepłą kurtkę.
 -Dzięki- odparłem, okrywając się nią.
 -Lepiej chodźmy do domu- zaproponował Louis z lekką nutką winny.
   Za zadość uczynienie zażądałem dwóch kubków gorącej czekolady i przebrałem się w suche ciuchy Hazzy.

   [Wieczorem]

   Niall wyjechał już kilka godzin temu. Leżałem sam w pokoju i rozmyślałem nad życiem, kiedy dostałem sms'a. Zdziwiłem się że to nie Nialler, tylko mój przyjaciel z Bradford, Danny.

 'Co tam Malik? Kiedy masz wolne? :)'
 
  'Hej! Po staremu, dużo akcji, śmiechu i zabawy. Wylądowałem dzisiaj w jeziorze, Lou i Harry mnie wepchnęli. Akurat mam tydzień wolnego'

 'Haha! szkoda że tego nie widziałem! Chociaż...może zobaczę w jakieś gazecie czy coś :D'

 'Bardzo śmieszne :/ Musiałem później iść tak mokry przez pół Londynu!'

 'Już widzę jak fanki krzyczą: OMG! mokry Malik!'

 '...weź...byłem pośmiewiskiem, ale Liam skutecznie odwracał moja uwagę'

 'Haha!:) a tak w ogóle, kiedy przyjeżdżasz na stare śmieci? nudno tu bez ciebie'

 'To może ty do mnie wpadnij do Londynu?Mamy cały dom dla siebie'

 'A gdzie blondyn?'

 'Wyjechał do Dublina'

 'Ok to postaram się przyjechać po jutrze'

 'Spoko. Jutro i tak spędzam dzień z Liam'em i Andy'm- jego przyjacielem:) dobranoc'

 'wezmę jeszcze braciszka, będzie zachwycony :P dobranoc!'

   Już rawie odpłynąłem kiedy ponownie pojawił się ból całego ciała. Krzyknąłem, chowając twarz w poduszkę i wgryzając się w poszwę. Rozległ się dzwonek mojego telefonu.
 -Kurwa!- wrzasnąłem, wyginając się i już ledwo kontaktując.
   Tak jak poprzednio wszystko zniknęło po dłuższej chwili.
   Oddychając jak bym przebiegł 5 mil, sięgnąłem  telefon. Nieodebrane połączenie od Niall'a. Uspokoiłem oddech i oddzwoniłem.
 -Halo?
 -Przepraszam że nie odebrałem...nie miałem przy sobie telefonu- starałem się mówić normalnie.
 -Stało się coś?
 -Nie, a czemu pytasz?
 -Nie kłam, głos ci drży. Co jest?
 -Eh.nie mogłem odebrać, bo nie byłem w stanie...
 -Znowu ten ból?!
 -Tak...
 -Zayn...martwię się o ciebie.
 -Będzie dobrze, nie przejmuj się.
 -Ale ty cierpisz...
 -Taki już jest rak.
 -dzwoniłem bo miałem przeczucie że coś jest nie tak. Chciałem się upewnić.
 -Już wszystko w porządku, nie psuj  sobie przeze mnie wolnego.
 -Wcale  tak nie uważam. Jesteś dla mnie ważny, kocham cię.
 -Czuję się jak bym był dla ciebie ciężarem...
 -Co ty za bzdury gadasz?!Nigdy nie byłeś i nie będziesz dla mnie ciężarem.
 -Dziękuję, dziękuję że jesteś.
 -Zawszę będę- ziewnął.
 -Może idźmy już spać, bo słyszę że jesteś już zmęczony. Ja zresztą też.
 - Jak by co dzwoń, nie ważne która jest godzina. Po prostu dzwoń. dobranoc.
 -Dobranoc, kocham cię.
   Rozłączyłem się i przykryłem szczelnie kołdrą, zasypiając z uśmiechem na twarzy.


                __________________________________________________________

jeszcze raz sorry za opóźnienie :/ dzięki za komentarze pod ostatnim postem  :D przepraszam za wszelkie błędy.
jeden komentarz = więcej motywacji :)

Nie mogę uwierzyć że Nialler ma już 20 lat...tym bardziej do mnie nie dociera że JA od wczoraj mam 18 lat i dziwnie się z tym czuje :O

pozdrowienia:
Payne'owa (:

Nasz kochany wiecznie uśmiechnięty solenizant :D



a tu jak zwykle Ziall :P





piątek, 6 września 2013

!! Informacja !!

przepraszam ale chwilowo nie mam dostępu do mojego komputera dlatego następny rozdział pojawi się może w przyszły piątek. Jeszcze raz przepraszam :(

pozdrawiam:
Payne'owa (:

piątek, 23 sierpnia 2013

Ziall- Rozdział VI

Niall i Liam kucneli przy mnie.
-Zayn, kochanie...- owiedział roztrzęsionym glosem blondyn i delikatnie dotknął mojego policzka.
-P...prze-praszam- wydusiłem cicho.
-Nie masz za co- odparł- zaraz przyjedzie karetka.
-Nie powinienem na ciebie wrzeszczeć-kontynuowałem- zawaliłem...
Urwałem odkaszlując krew i krzyknąłem z ostrego bólu żeber.
-Cii-uciszyl mnie
Razem z Li, który wcześniej obejrzał moją postrzeloną kostę, odnieslikoszulkę z mojej klatki piersiowej. Payne dotknął delikatnie dotknął sinego miejsca z dziwnie wystającym czymś pod skórą, a ja znów krzyknąłem.
-Połamali mu przynajmniej dwa żebra- mruknął zdenerwowany Li- ma też otwarte złamanie ręki...
-Zabije!-Zawołał Irlandczyk, gwałtownie wstając.
-Nialler! Uspokój się ścigają już ich policja, nasi ochroniarze oraz Lou i Harry! Jesteś teraz potrzebny Zayn'owi- natychmiast zareagował ciemny blondyn, zatrzymując go ręką.
-Ale...
-Niall...-odezwałem się na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
Spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem, krzywiąc się z bólu. Gdy nasze oczy się spotkały  uśmiechnąłem się ledwo zauważalnie i ogarnęła mnie ciemność.
Zemdlałem...
[Pięć dni później]

Nie otwierając oczu, próbowałem się poruszyć ale tylko jęknąłem z bólu. Podniosłem lewą rękę i dotknąłem nosa. wyczułem na nim szeroki plaster. przejechałem po policzku gdzie niedawno oberwałem, ale nie było po tym praktycznie żadnego śladu do wyczucia. Tylko na wardze wyczułem lekki strup. Zszedłem na dół wciąż posługując się tylko ręką. To co uniemożliwiało mi jakie kolwiek ruchy, okazał się gips na klatce piersiowej. Otworzyłem wreszcie oczy. Prawą rękę też miałem w gipsie, a gdy poruszyłem lewą stoą przeszył ją ostry ból tak jak mój brzuch. Obok na krześle siedział Nieller ze słuchawkami w uszach i w pełni pogrążony w lekturze, trzymanej w rękach. Zacząłem mu się dokładnie przyglądać  kiedy podniósł wzrok.
-Zayn!- krzyknął radośnie odrzucając książkę i słuchawki.
Uśmiechnąłem się lekko.Podszedł do mnie i obdarował mnie najbardziej delikatnym pocałunkiem jak dotąd.
-Zawołam pielęgniarkę- zdecydował.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z sali, o chwili wracając z jakąś blond starszą kobietą w biało-niebieskim fartuchu. Podeszłą do mnie pewnym krokiem i uśmiechnęła się przyjacielsko.
-Jak się teraz czujesz?- spytał.
-Wszystko mnie...boli- powiedziałem powoli.
-Zaraz dostaniesz morfinę. Jesteś na coś chory, o czym nie wiedzą twoi najbliżsi?
-Mam...raka trzustki- przyznałem się niepewnie.
-Eh...nie dość że cię o mało nie zatłukli i okradli to jeszcze to...- urwała patrząc na mnie ze współczuciem.
Zmarszczyłem brwi nie bardzo wiedząc skąd ona to wszystko wie co się działo.
pielęgniarka sprawdziła jeszcze kilka rzeczy i wyszła. Niall schował szybko telefon, który miał w dłoni i usiadł obok mnie. po chwili usłyszałem radosny wrzask za oknem. Posłałem mu pytające spojrzenie.
-Wysłałem tweet'a że się obudziłeś. Fani mnie o to prosili. Martwią się o ciebie, szczególnie o tym co zobaczyli...- urwał.
-Co zobaczyli?- przeszyłem go wzrokiem.
-Bo widzisz, tego jednego faceta z tamtego gangu co cię napadł, dopiero co złapali. Zdążył wrzucić do netu filmik jak się nad tobą znęcają- spuścił wzrok- cały świat o tobie mówi...
Kompletnie zapomniałem o tamtym nagraniu!
-Nawet anty fani stwierdzili że takie coś w ogóle nie powinno się zdarzyć...
Wciąż siedziałem cicho patrząc za okno na szybujące ptaki w okół rozłożystego kasztana.
-Zayn...
-Nie powinieneś tego widzieć- wyrzuciłem z siebie.
-Przynajmniej się nie poddałeś bez walki...- odparł cicho- kiedy zobaczyłem jak cię biją...jak uderzają cię tym metalowym prętem...twój krzyk...- po jego policzkach spłynęło kilka łez- w tedy kiedy cię znaleźliśmy, myślałem że cię stracę szybciej niż myślałem...
-Ale żyję- powiedziałem głupio, ocierając kciukiem zdrowej ręki jego łzy.
-Ale nie masz pojęcia, jak to jest, widzieć ukochaną osobę w kałuży własnej krwi i która cholernie cierpi, a później obejrzeć filmik, który jest o tym jak...- urwał przytulając mnie mocno.
-Już wszystko ok- mruknąłem całując go w blond włosy.
-Twój stan był ciężki...połamane trzy żebra z przemieszczeniem, złamana ręka, postrzelona kostka, pęknięta śledziona, potłuczone jelita, złamany nos i wiele innych drobnych urazów...myślałem że już się nie obudzisz- dokończył.
Zaległa cisza, która wcale nie była niezręczna. Z wielkim wysiłkiem przesunąłem się ilka centymetrów, robiąc miejsce Niall'owi. Niepewnie zdjął buty i położył się obok mnie, kładąc mi głowę na obojczyku i rękę na pierś. Po chwili usłyszałem jego głęboki oddech świadczący o tym że zasnął. Uśmiechnąłem się pod nosem i również zamknąłem oczy.

[Cztery dni później]

-Niall, jak wy mnie właściwe mnie znaleźliście?- spytałem.
-Kiedy wyszedłeś wydarłem się na Will'a. W tedy do środka wpadła jedna z fanek. Zaczęła nawijać że z ciekawości poszła za tobą i że masz kłopoty. Chcąc się upewnić  zadzwoniłem do ciebie kilka razy. Will też-no tak, zawsze mimo wszystko odbierałem, albo chociaż odrzucałem połączenie-  w końcu wpadł na nas Liam. Mówił że cię szuka i nie odbierasz telefonu. Zawołaliśmy Lou i Hazzę i daliśmy się poprowadzić dziewczynie. Trochę to zetrwało bo dziewczyna zgubiła po drodze trop.- odpowiedział.
-A ta fanka?
-Została kolejnym światkiem sprawy z pobiciem ciebie. Bardzo się o ciebie martwiła.
-Masz może z nią jakiś kontakt?- dopytywałem się.
-Mam jej twitter'a. A o co chodzi?-zdziwił się tymi pytaniami.
-Chce jej podziękować. Dałbyś radę ją tu ściągnąć?
-Jasne, kochanie.- uśmiechnął się całując mnie w czubek nosa- jesteś głodny?
-Yeah, ale to szpitalne jedzenie jest paskudne- poskarżyłem się.
Irlandczyk zachichotał.
-Zaraz zadzwonię do Louis'a żeby ci coś przywiózł do jedzenia. Mi zresztą też- odparł, wyciągając telefon i wybierając numer.

[5 dni później]

Ostatni raz spojrzałem w lusterko i schowałem je w ostatniej chwili pod poduszkę, kiedy do sali wszedł Nialler z blond pięknością.
Zauważyłem że się odszczeliła, ale stawiała na naturalność i nie eksponowała aż tak bardzo swojego ciała.
-Przepraszam że musisz oglądać mnie w takim stanie...- zacząłem, a dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rządek śnieżnobiałych zębów i dołeczki w policzkach.
-Ważne że wracasz do zdrowia- odparła.
Podeszła do mojego łózka i usiadła na krześle.
Miała cholernie podobne oczy do Niall'a. Głęboki, hipnotyzujący błękit...i w dodatku miała w sobie tyle w dzięku...
Usłyszałem zirytowane chrząknięcie blondyna i otrząsłem się z transu.
-Jessica, chciałbym ci podziękować za pomoc dwa tygodnie temu.- wydusiłem w końcu.
-I zrobiłabym to jeszcze raz, również dla reszty zespołu- posłała ciepłe spojrzenie Niall'owi- Z tego co wiedzie jestem waszą ogromną fanką i nie wiem co bym zrobiła gdyby One Direction przestało istnieć...-urwała spuszczając wzrok.
-Ej, uśmiechnij się! Nawet nie wiesz jak bardzo kochamy swoich fanów i jesteśmy wdzięczni za wszelkie wsparcie- odparłem, dotykając jej dłoni- bez was bylibyśmy nikim. Jesteście niesamowici co dla nas robicie.
Posłała mi nieśmiały uśmiech. Po chwili usłyszałem dźwięk sms'a mojego TELEFONU! Nie miałem pojęcia skąt się tu wziął.
-Odebraliśmy go temu nastolatkowi- wytłumaczył blondyn, widząc moje zaskoczenie- portfel też odzyskaliśmy.
Próbowałem otworzyć szafkę skąt dochodził dźwięk, ale przeszkadzał mi w tym gips na żebrach. Westchnąłem zirytowany. Jess widząc moje bez skuteczne starania, sięgnęła do szafki i podała mi telefon.
-Dzięki- odparłem z wdzięcznością w głosie.
Spojrzałem na wyświetlacz. Sms dostałem od nieznanego numeru.
'Przepraszam że dopiero teraz piszę, ale dopiero co wróciłam z zagranicy. Mogę wpaść do ciebie do szpitala? Lena;)'

Całkiem zapomniałem o tej dziewczynie. Uśmiechnąłem się pod nosem, wysyłając pozytywną odpowiedź.
-Kto to?- spytał zaciekawiony Niall.
-Lena. Nie znasz jej. poznałem ją jak się pokłóciliśmy- wyjaśniłem.
-Ah...no tak.- mruknął odwracając się do okna i patrząc w dal.
Zauważyłem że dziewczyna przygląda się to Irlandczykowi to znowu mnie. Czy ona coś podejrzewała?
Nagle do sali weszła pielęgniarka z notesem w dłoni.
-Powinieś się zgłosić do swojego lekarza na kontrolę, bo wydaje mi się że coś nie tak jest z nowotworem.- wyparowala.
Spojrzałem szybko na blondynkę. Siedziała w kompletnym szoku, patrząc ma mnie.
-Dzisiaj zciągniemy gips z żeber, ale musisz się oszczędzać- kontynuowała- przygotuj się, wrócę z pół godziny.
I wyszła.
-Masz raka?!- wyrzuciła z siebie Jessica.
-Taaak...wydało się- odparłem niepewnie.
-Dlaczego to ukrywasz?! Dlaczego okłamujesz fanów?!- wybuchła, niedowierzając.
-To nie tak...Liam, Harry i Lou, też nie wiedzą że umieram- wyszeptałem.
-U-umierasz?! To nie może być prawda! Przecież raka można leczyć...
-Nie w moim przypadku. Wykryto u mnie go zbyt późno, kiedy ostatnio wylądowałem w szpitalu. Chorowałem już w tedy cztery miesiące, a tylko do trzech można zareagować, przeprowadzając operację...- wytłumaczyłem.
-Czy to boli?- spytała po chwili.
-Rak? Na razie nie. pomagają mi leki. Ale w ostatnim stadium podobno bez użyteczne- przyznałem.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś o tym wszystkim?- podszedł do mnie blondyn.
-Nie chciałem cię martwić...-odpowiedziałem cicho.
Zapominając o moim gościu, zatonąłem zupełnie w jego oczach. Już chciałem dotknąć jego policzka, kiedy rozleglo się chrząknięcie. Cofnąłem się szybko, rumieniąc się.
-Hmmm...To może ja wpadnę później. Mogę przyjść...prawda?
-jasne- potwierdził Niall też zarumieniony jak ja.
-No to cześć!-wstała i wychodząc zatrzymała się i puściła nam oczko-będę milczeć o waszym romansie.
I wyszła zostawiając nas zszokowanych. Otrząsnąłem się szybko i spojrzałem na blondyna.
-Czy ty byłeś zazdrosny o MNIE?- wyparowałem.
-Nie!- zaprzeczył gwałtownie.
-Na pewno?
-No może troszeczkę...- uniosłem brew, na co westchnął- ok, może więcej niż troszeczkę. A tak po za tym podobała ci się.
-Wcale nie!-tym razem zaprzeczyłem ja.
-Ja widziałem coś innego- uśmiechnął się cwaniacko.
-Nie...
-Gapiłeś się w nią jak w obrazek-stwierdził.
-Miała podobne oczy do twoich-przyznałem.
-Ha! Wiedziałem!
-Ale ty masz piękniejsze, mój aniele-wymruczałem, muskając palcem jego usta- po za tym nie była aż tak pociągająca jak ty. Ty o mało mnie nie powaliłeś na kolana kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...
Jego oczy rozbłysły. Pochylił się szybko i pocałował mnie namiętnie.
-Też cię kocham-mruknął trącając nosem mój nos.- a teraz lepiej się przygotuj.
-Jeaah! W końcu pozbędę się tego gipsu!- zawołałem, wyciągając z pod poduszki lusterko i podałem go Nialler'owi, na co zachichotał.
-Zawsze idealny Malik- powiedział i znów złączył nasze usta.

[tydzień później]

Już miałem odnieść torbę, kiedy ubiegł mnie Niall.
-Pozwól że wezmę- uśmiechnął się.
-Eh...niech ci będzie-zgodziłem się, całując go w policzek.
Ledwo wyszedłem na zewnątrz, przywitał mnie entuzjastyczny krzyk fanów. Uśmiechnąłem się szeroko, dając się przytulic kilku nastolatkom. Dostałem nawet od jednej z nich, ręcznie robioną bransoletkę.
-Wow jaka śliczna!- nie ukrywałem zachwytu, przyglądając się kolorowym wzorkom z muliny.-będę ją zawsze nosił.
Po chwili Harry zawiązał mi ją na nadgarstku. Przyjechał Louis, więc pożegnaliśmy się szybko i weszliśmy do auta.
Szyby były lekko przyciemnione, więc Irlandczyk objął mnie w pasie, a ja oparłem się o jego klatkę piersiową, kładąc głowę na jego ramię.
-Co będziemy dzisiaj robić?-spytałem niewinnie.
-Ty na pewno będziesz odpoczywał- odpowiedział Lou.
-Bo mi tego brakowało w szpitalu- wywróciłem oczami.
-Niemartw się! Nie zostawimy was samych! Dzwonimy po Li i robimy sobie w piątkę nockę!- zdecydował loczek.
-Ej! A zaproszenia nie trzeba?!- oburzył się Horan.
-I tak nas wpuścicie, zwłaszcza kiedy przyniesiemy ze sobą pizzę- odparł nie zrażony Hazza.
-Dorzućcie jeszcze do tego skittles'y i możecie wpadać- zdecydował Niall.
-Ok, czyli o 19 u was- ustalił Louis.
-Ozdobimy twój gips-zaproponował po chwili mój ukochany.
Przed oczami stanął mi Tommo malujący penisa na twarzy kartowego prowadzącego wywiad. Zdusiłem śmiech.
-Tylko jakieś normalne rysunki i napisy, żebym mógł się pokazać z tym publicznie-dałem warunek, łaskotając go językiem za uchem.
On w zamian włożył mi rękę pod koszulkę.
-Ej, spokojnie napaleńcy! Zaraz będziemy pod waszym domem, to się sobą zajmiecie- zawołał Lou.
-Dziwisz się im? Jak ty był byś na miejscu Malika, to ja bym cię już wyruchał, tam w łóżku- odezwał się Hazz, splatając swoją dłoń z dłonią Louis'a.
Parsknąłem śmiechem na ten tekst i kładąc się na plecy i ciągnąc za sobą blondyna, złączyliśmy się na chwilę ustami.
-Daleko jeszcze?
-Nie- odpowiedzieli równocześnie Larry.

[2 dni później]

-Niall do cholery! Posprzątaj po sobie te brudne ciuchy!- krzyknąłem zirytowany, gdy natknąłem się na schodach na jego brudną bluzę i skarpetki.
-Zaraz to wezmę- odezwał się z salonu.
Oglądał właśnie jakiś film akcji, zapychając się przy tym paluszkami i piopijając wszystko soiem z kartonu.
-Dzięki za uwagę- westchnąłem zrezygnowany i wszedłem do kuchni, przeczesując wilgotne jeszcze włosy ręką z zamiarem napicia się wody mineralnej, kiedy zadzwonił telefon Nialler'a, leżący na stole.
-odbieram!- powiadomiłem go patrząc na wyświetlacz kto zdzwoni
-Co tam Li?
-Hazza miał przed chwilą wypadek autem
-CO?!
-Na szczęście nic mu nie jest.
-No chociaż tyle...wrócił już do domu?
-Nie, jest jeszcze w szpitalu. uparli się by mu zrobić badania kontrolne. Za kilka godzin ma wrócić.
-Ok, to ja sobie z nim pogadam na temat jego szaleńczej jazdy.
-Ja się dziwie że ma jeszcze prawo jazdy!
-Mam nadzieję że w końcu czegoś się nauczy. Na razie.
-Pa.
Wyszedłem na przedpokój.
-Nialler!! Ostrzegam, jeżeli nie weźmiesz tych ciuchów, to twój ulubiony sweter wyląduje w rękach fanek!
-Yhym...zaraz- mruknął.
-I nie zrobię jutro obiadu!- dodałem.
-CO?!
Zachichotałem. Ten chwyt zawsze działał. Podobno jego brat Greg też tego używał. nie utrwało kilka sekund kiedy pojawił się blondyn i wrzucił ubrania do kosza na brudy.
-To był szantaż!
-Jaki szantaż? W takim razie jesteśmy kwita bo ty też niedawno szantażowałeś mnie zdjęciami z dzieciństwa!- odpowiedziałem pewny siebie.
-Eh...niech ci będzie. A teraz zamawiamy pizzę!-zdecydował.
-Jasne. a tak w ogóle Harry miał wypadek- powiadomiłem go.
-Nic mu nie jest?!
-Nic. Tylko został na kilka godzin został w szpitalu. Jadę do niego wieczorem- odparłem.
-Zabieram się z tobą- zdecydował.
Wybrał szybko numer do pizzerii i zamówił moją ulubioną pizzę
-Dzięki-przyciągnąłem g do siebie i pocałowałem namiętnie
-Nie ma to jak wolny dzień od pracy-westchnął ciągnąc mnie do salonu.
I usiedliśmy na kanapie, zaplątani w nasze kończyny, teoretycznie oglądając film, a w ratyce zajmując się sobą. W końcu przyjechał dostawca.
-Ja odbiorę-powiedział Irlandczyk, wstając.
Również wstałem, kierując się do kuchni.
-chcesz coś do picia?- spytałem
-Nie dzięki, mam w salonie karton soku- odpowiedział.
Wyjąłem szybko butelkę z wodą z lodówki i nalałem sobie do szklani. Dziwny zwyczaj pić wodę d pizzy no ale tak już miałem.
Uśmiechając się pod nosem, wyszedłem z kuchni i gdy byłem już w połowie przedpokoju, zostałem zaatakowany ogromnym bólem w okolicy brzucha. Szklankę którą miałem w ręce, upuściłem, a ona spadła na ziemie rozlewając zawartość na podłogę i rozbijając się w drobne kawałeczki. Chwyciłem się ściany bo w momencie szybo osłabłem. Ból wcale nie miał zamiaru mnie opuszczać. Upadłem na kolana i wydałem z siebie przeciągły jęk bólu. Do pomieszczenia wpadł przerażony Nialler.
-Zayn!
Uklęknął przy mnie, nie wiedząc co robić i co się w ogóle ze mną dzieje. Zacisnąłem pięść na materiale spodni
-To nic...takiego- zapewniłem.
Kolejna fala bólu i nie wytrzymałem. Krzyknąłem na cały dom i nagle ból zniknął tak szybko ja się pojawił.
-J-już po wszystkim- wyszeptałem kładąc Niall'owi głowę na kolana i odciągając do klatki piersiowej kolana.
Blondyn natychmiast zaczął mierzwić mi włosy.
-Zayn...
-Nie mam pojęcia co to było, ale chyba coś związanego z rakiem.
-Z rakiem? To może idź do swojego lekarza..-zaproponował z troską.
-Nie trzeba. Mam umówioną wizytę za pół tora tygodnia.-mruknąłem, powoli przestając się trząść.
-Wytrzymasz tyle? A jak jeszcze raz się coś takiego powtórzy?- spytał niepewnie
-Nic mi nie będzie. Nie martw się- zapewniłem, wstając- eh...przydało by się to posprzątać- dodałem zbierając kawałki szkła.
Po chwili Irlandczyk poszedł po miotłę i mopa. Po kilku minutach było już czysto.

-Chodź jeść, pizza pewnie będzie zaraz zimna-odezwałem się, ciągnąc go do salonu.

                            ___________________________________________________________________

Hejka! 
taki jakiś mi długi wyszedł. mam nadzieję że się nie gniewacie :P
dzięki za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D pamiętajcie: jeden komentarz= więcej motywacji do pisania :)
przepraszam za błędy i do następnego!
Pozdrawiam:
Payne'owa :D



piątek, 9 sierpnia 2013

Ziall- Rozdział V

 [trzy tygodnie później]

   Zatrzymaliśmy się po dość długiej podróży. wjechaliśmy limuzyną na jakiś klif osłonięty dużą ilością krzewów od frontu, tak że nie było widać wcale willi z wyjątkiem dachu. Działka równie dobrze była osłonięta była krzewami, drzewami i specjalnym płotem. Z tego co nas powiadomiono działka miała 2000 km .. wysiadłem tuż po Danielle, Li i Harry'm. Wyciągnęliśmy swoje rzeczy z bagażnika i weszliśmy na posesję, szybko zamykając za sobą bramę. Zobaczyliśmy dwa razy większą willę, od tej jaką mieliśmy, kiedy mieszkaliśmy wszyscy razem. Było pełno kwiatów i innych ogrodowych roślin ozdobnych, posadzonych wzdłuż ścieżki do drzwi frontowych i koło budynku. Za domem rozciągał się wielki ogród z różnokolorowymi owocami południa, a na samym dole rozciągała się dość szeroka plaża, z boiskiem do siatkówki. Z daleka słychać było morskie fale rozbijające się o brzeg plaży.
 -No chłopaki, zaszaleliście!- powiedziała zachwycona Danielle.
   Nialler wtulił się mocno we mnie, całując szyję.
 -Problemu ze znalezieniem kącika dla nas nie będzie problemu-wyszeptał mi do ucha.
 -Już się nie mogę doczekać- odparłem, bardziej go do siebie przyciągając.
    W odpowiedzi położył mi głowę na ramieniu.
 -Ej, gołąbeczki, może przestaniecie się tak do siebie kleić i wejdziecie do środka?- zwrócił się Li do Larry'ego, wywracając oczami.
   Spojrzałem na nich i zobaczyłem jak niechętnie odsuwają się od swoich twarzy. Zachichotałem i poczułem jak Niall wkłada mi rękę pod bluzkę i gładzi moje plecy.
 -Moglibyście czasami się powstrzymać. nie jesteście sami- mruknął Payne. Wybuchliśmy w czwórkę śmiechem.
 -Kochanie, lepiej zostawmy ich samych. niewyżyci- dodał zniesmaczony i pociągnął szatynkę za rękę do środka.
 -Co ty na to żeby najpierw zwiedzić plażę?- zaproponowałem blondynowi.
 -Jak najbardziej- zgodził się i i skierowaliśmy się do ogrodu.
 -Nie bierzecie kąpielówek?- zawołała za nami Pazer.
 -Nie potrzebne nam teraz!- odkrzyknąłem.
 -To chociaż poczekajcie na nas!- dodał Li.
   Przystanęliśmy na chwilę czekając na przyjaciół. Doszli do nas również Lou i Harry, którzy złapali za łokcie irlandczyka i zaczęli zbiegać w dół. Zrównałem kroki z Lanielle.
 -Czyli mamy dla siebie cały tydzień, bo później macie dwa koncerty w Londynie?- odezwała się mulatka.
 -O tak. puki co, korzystamy na maksa!-odparłem, zerkając na nieodzywającego się Payne'a.
 -podoba mi się tu. Jest tu tak niesamowicie. To zachodzące słońce i w ogóle...- powiedział po chwili obejmując Dan w asie i całując w czoło.
 -Oho, odzywa się twoja romantyczna strona?- dałem mu kuśca w bok.
   Zanim zareagował, odsunąłem się na bezpieczną odległość.
   Przed nami ukazał się piasek. plaża była naprawdę szeroka, a nad samym morzem był drewniany pomost. Do szła do nas pozostała trójka z piaskiem na ciuchach i włosach. Poczułem chęć zrobienia czegoś szalonego. Uśmiechnąłem się szeroko.
 -Mam pomysł!- powiedziałem do Liam'a.
 -Jaki?- spytał.
 -To patrz- odparłem.
   Zdjąłem szybko buty, wyciągłem telefon, zciągnąłem zegarek z ręki i ruszyłem sprintem przez plażę ku pomostowi. W ostatniej chwili odbiłem się mocno od drewnianych desek i zrobiłem salto w powietrzu.
 -Yeaaah!- krzyknąłem, chwilę później lądując w morskiej toni.
   Wypłynąłem na powierzchnię i odrzuciłem włosy do tyłu, ruchem głowy. Spojrzałem na brzeg, gdzie do skoku szykował się Hazza. Odsunąłem się na bok i już po chwili skoczył na główkę do wody. Gdy się pojawił tuż obok mnie miał...proste włosy do ramion!
 -Styles! ty seksowny, słodki...mój artysto!- krzyknął Lou, skacząc do wody, a następnie ciągnąc do wody loczka za stopę, tym samym rozpoczynając z nim bitwę wodną.
   Zachichotałem, ale chwilę później zostałem ochlapany przez Horan'a, skaczącego na bombę, a za nim wszedł Li pod dziwnym kontem, ciągnąc za sobą Danielle, która protestowała, bezskutecznie. Nialler posłał mi słodki uśmiech i wciągnął mnie pod wodę. Po chwili poczułem jak jego usta przywarły do jego. Niesamowite uczucie, całować się pod wodą, ale musieliśmy po chwili zaczerpnąć powietrza. Gdy tylko wypłynęliśmy na powierzchnię, Liam skoczył na mnie, lekko mnie podtapiając. Nie zostałem mu dłużny i już po chwili wyszliśmy na brzeg całkowicie wyczerpani.
 -Zgłodniałem- powiedział Liam- Idziemy coś zjeść?
 -Jasne!- zgodziła się Danielle, dając mu całusa w pliczek.
   Po chwili para ruszyła do willi a za nimi Larry. Ku mojemu zaskoczeniu, Niall wcale się nigdzie nie ruszał, tylko usiadł mi na biodrach i opierając się rękami o piasek nad moją głową pocałował mnie w nos, tym samym strzepując na mnie kilka zimnych kropel.
 -Zimny jesteś kocie- mruknąłem całując go w usta- co ty na to by wykorzystać siłę słońca?
 -Przynajmniej mnie coś opali, bo jestem biały jak ściana- zgodził się, zciągając koszulkę i rzucając ją na piach, a zaraz do niej dołączyły spodnie. Po chwili ja również leżałem na piasku w samych bokserkach. Rozkoszowałem się promieniami słońca, trzymając dłoń blondyna. Obróciłem głowę na bok, obserwując irlandczyka, po chwili jednak zamknąłem oczy i tak po prostu...zasnąłem.

   Przerażony biegłem ile sił w nogach przed turbusem, który prowadził szalenie Louis, kiedy nagle wyskoczył przede mną zupełnie nagi Harry tańcząc Makarenę, dołączył do niego Niall, twierdząc że przechodzi na dietę. Lekko zszokowany ruszyłem przez wysoką trawę, nie mając pojęcia właściwie po co. Nagle trawa została w tyle i wyszedłem nad brzeg ogromnego jeziora, gdzie siedział Liam na płaskiej skale. Czując ulgę, podszedłem do niego  i ze zdziwienie stwierdziłem że...pali skręta! już miałem coś mu powiedzieć, kiedy zostałem obudzony rzez Nialler'a , który delikatnie mnie pocałował w usta.
   Odskoczyłem do tyłu zdezorientowany. Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony. Odetchnąłem z ulgą kiedy dotarło do mnie że to tylko durny sen.
 -Coś się stało?- spytał niepewnie.
 -Nie nic...tylko miałem głupi sen.- odparłem, siadając.
 -Miałeś koszmar?
 -Coś gorszego,tańczyłeś z Harry'm macarenę i stwierdziłeś że przechodzisz na dietę- odparłem- Liam jarał trawkę, a Lou chciał mnie przejechać turbusem!
   Irlandczyk opadł na piasek, głośno się śmiejąc. Po chwili dołączyłem do niego.
 -Co wam tak wesoło?- znikąd pojawił się Louis.
   Dopiero teraz zauważyłem że zaczęło się zciemniać. Spojrzałem z powagą na szatyna.
 -Nigdy więcej nie dopuszczę cię do kierownicy- odparłem i znów dostałem ataku niekontrolowanego śmiechu.

 [30 minut później]

   Stałem nad grillem, piekąc wszystkim kiełbaski. Co chwilę musiałem odganiać Niall'a i Harry'ego, którzy non stop powtarzali że są głodni.
   Po skończonej kolacji, mimo że było bardzo późno, wymknąłem się z Nialler'em do ogrodu. Spacerowaliśmy w miłej ciszy, trzymając się za ręce.
 -Zayn...mogę cię o coś spytać?- spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem.
 -yhym- zgodziłem się.
 -Ile...ile ci zostało?- spytał cicho.
   Zatrzymałem się gwałtownie i westchnąłem ciężko.
 -Nie musisz mówić jak nie chcesz- powiedział szybko patrząc mi w oczy.
 -Ale chcę. Jestem ci to winien- odpowiedziałem- zostało mi...pół roku.
   Spuściłem wzrok na nasze splecione dłonie. po chwili złapał mnie za podbródek i uniósł go.
   Był tak blisko mnie...
   Czułem niesamowity zapach, który sprawiał że moje serce szybciej biło. Na każdy jego dotyk, moje ciało przechodziły dreszcze. Był blisko i mimo że było ciemno, widziałem każdą rysę jego twarzy, gęste rzęsy okalające jego duże piękne morskie oczy, w których za każdym razem tonąłem. Usta też były idealne, w brzoskwiniowym odcieniu, kuszące mnie na każdym kroku. I ten mały nosek, farbowane blond włosy, dodające mu uroku, silny irlandzki akcent...Allahu, jak ja go kochałem!
 -Zostanę z tobą do końca- wyszeptał składając na moich ustach delikatny pocałunek.
 -Dziękuję. Dziękuję że jesteś. Kocham cię.
   Przytuliłem się mocno do niego, chowając twarz w jego zagłębieniu na szyi. Natychmiast objął mnie w pasie, całując w czubek głowy. Po chwili jednak odsunąłem się od Niall'a i pociągłem go w stronę plaży.
 -Chodź szybko!
 -Ale dlaczego? stało się coś?-zdziwił się moją nagłą reakcją.
 -Jak to dla czego? Jest noc, pełnia, ciepło, a ty mi coś obiecałeś!- zawołałem biegnąc.
 -Yyy...oświeć mnie?
 -Powtarzam twoje słowa: 'Będę pieprzył Malika przy świetle księżyca!'
 -Ach, no tak- uderzył się otwartą dłonią w czoło.
   Ledwo wbiegliśmy na piasek, Nialler runął na ziemie, ciągnąc mnie za sobą. Po chwili to on był nade mną, całował mnie i zaciągał ze mnie ciuchy.
 -Obiecuje, że nie zapomnisz tej nocy-wymruczał.
 -No, ja mam nadzieję- odparłem szybko wyciągając ze spodni prezerwatywę i z cwaniackim uśmiechem rzuciłem mu ją- cała plaża jest nasza!
 -Zaplanowałeś to.
 -Taaaak. Powiedziałem chłopakom żeby lepiej nie szli już dzisiaj na plażę- zachichotałem i wpiłem się w jego usta.

 [10 dni później]

 -Dajcie im w końcu spokój! Przecież nic takiego nie robią!- zawołałem.
   Właśnie kłóciłem się z Will'em, facetem z Modest! Magment na temat Larry'ego. Odkąd wróciliśmy z Francji, uwzięli się ostro na chłopaków, praktycznie pozwalając im na spotykanie się razem tylko w towarzystwie. To zabijało Hazzę i Lou. Nawet fani zaczęli coś podejrzewać.
 -Dopóki plotki o Larry'm Stylinson'ie nie ucichną, nic się nie zmieni!- odparł.
 -Czy ty nie widzisz że jeszcze bardziej ich pogrążacie? Już nie są sobą!- warknąłem.
 -A co mnie to obchodzi? nic się na razie nie zmieni!
 -Jesteście żałośni- odparłem odwracając się na pięcie ruszając w stronę wyjścia.
 -Zayn! ZAYN! Wracaj! Macie zaraz koncert!
 -A huj wam wszystkim w dupę!- krzyknąłem wściekły i minąłem Niall'a.
   Blondyn pobiegł za mną.
 -Zayn, zaczekaj!- próbował mnie zatrzymać.
 -Daj mi spokój- zbyłem go.
 -To powiedz chociaż gdzie idziesz- nie dał za wygraną.
   Przystanąłem zirytowany i spojrzałem na niego.
 -Idę do pobliskiego sklepu i idę zapalić-odpowiedziałem.
 -Zayn! przecież wiesz że cię to szybciej zabija!- odparł.
 -I co z tego?! Moja sprawa!- warknąłem i gdy już byłem przy drzwiach, zawołał.
 -Weź chociaż ochroniarza!
 -Nie potrzebuję!- otworzyłem drzwi.
 -Nie możesz...
 -Czego nie mogę?! Przestańcie w końcu mi wszyscy mówić co muszę a czego nie! To wyłącznie moja sprawa, więc się odpieprzcie!- krzyknąłem i trzasnąłem drzwiami.
   Bez słowa minąłem fanów, którzy widząc moją wściekłość, przepuścili mnie, rzucając mi zaskoczone spojrzenia.
   Skierowałem się tam z czego pamiętam był sklep. Ledwo minąłem kolejny róg budynku, ktoś wykręcił mi boleśnie ręce i zatkał usta ręką.
 -Kogo tu mamy? sławny Zayn Malik!- odezwał się blondyn ubrany w szary dres.
   Zaczął mnie prowadzić między dwa budynki, próbowałem się wyrwać, na darmo.
 -Patrzcie kogo przyprowadziłem!-krzyknął mój napastnik, do stojących niedaleko osób.
   Była w śród nich kobieta i chłopak który najwyżej mógł mieć 15 lat. Wszyscy ubrani byli jak typowy miejski gang z którego słynął Nowy Jork.
 -Pedał z One Direction!- zawołał zaskoczony facet z kolczykiem w brwi.
 -Cóż tak bez ochrony, cioto?- spytała kobieta.
 -Pośćcie mnie do cholery!- warknąłem i facet w dresie pchnął mnie na ziemię.
 -Nie tak szybko koleś- mruknął facet z kolczykiem w brwi- młody przeszukaj go.
   Po chwili nastolatek wyjął z mojej kieszeni portfel i telefon. Facet w dresie sięgnął po telefon i zaczął go dokładnie go oglądać.
 -7 nieodebranych połączeń...od Niall'a, Liam'a i Modest'u...- mruknął- nie ładnie tak nie odbierać.
 -Co ja wam zrobiłem?- zawołałem wstając.
 -Zamknij się. Ktoś ci pozwolił wstać?- zanim się zorientowałem, facet z kolczykiem uderzył mnie z pięści w twarz.
   Syknąłem z bólu, łapiąc się za krwawiący nos. chyba był złamany.
 -Ile ma przy sobie kasy?- spytała kobieta.
 -Z jakieś 100 funtów plus dwie karty bankowe- odpowiedział nastolatek patrząc do mojego portfela.
 -To całkiem nieźle- powiedział dresiarz.
   Zacząłem bardzo żałować że nie osłuchałem Nialler'a i nie wziąłem ze sobą ochroniarza.
 -No cóż, tylko tyle z niego pożytku- westchnęła kobieta- zróbmy przysługę hejterom.
   Zobaczyłem jak dresiarz zakłada kominiarkę, a dzieciak wyciąga kamerę i kieruje obiektyw w naszą stronę.
 -Panie i panowie! przedstawiam wam sławnego Zayn'a Malik'a z One Direction. Postanowiliśmy zrobić maleńkie przedstawienie z nim w roli głównej. Żebyśmy nie wyszli na niesprawiedliwych, pozwolimy mu się bronić- powiedział blondyn.
   Odwrócił się do mnie i ciągnąc mnie za włosy, zmusił mnie do wstania. Zacząłem się bać i modliłem się w duchu żeby ktokolwiek mi pomógł. Mężczyzna zamachnął si, ale uniknąłem zgrabnie ciosu, wykręcając mu rękę, ale najwyraźniej się przygotował na to i uderzył mnie mocno w krocze. Walcząc z cholernym bólem, odwdzięczyłem się, łamiąc mu nos. No ale cóż, z dwoma nie wygram. facet z kolczykiem również założył kominiarkę i wykręcił mi znów ręce, a drugi zaczął okładać mnie pięściami w twarz i brzuch.
   Niepoddając się, w końcu wyrwałem się i zacząłem walić na oślep. Po chwili jednak zostałem powalony na ziemię metalowym prętem. Zasłoniłem głowę. Czułem kopniaki i ból wywołany kolejnymi uderzeniami prętem. Nagle oberwałem w klatkę piersiową i krzyknąłem z potwornego bólu żeber i przy oddychaniu. Ledwo już kontaktując poczułem jak prętem łamią mi prawą rękę. Leżałem totalnie bezbronny, osłabiony i oślepiony bólem. Nagle przestali mnie bić. Jeden z nich zmusił mnie do siadu i poczułem coś chłodnego na skroni. to był pistolet.
 -Tak kończy sławny Malik!- zadrwili.
 -Chłopaki, zbieramy się! Ktoś idzie!- zawołała kobieta stojąc na czatach.
   Nastolatek wyłączył kamerę i zaczął biec za kobietą i dresiarzem, zabierając moje rzeczy.
   Facet odsunął się ode mnie, a ja osunąłem się na ziemię.
 -Powodzenia śmieciu - powiedział mierząc w moją kostkę i powietrze przeszył strzał. Wrzasnąłem z bólu kuląc się jeszcze bardziej.
   Kopnął mnie po raz ostatni raz w żebra i uciekł z resztą gangu.
   Po chwili rozległy się krzyki. Zamknąłem oczy próbując jak najmniej się ruszać. Miałem urywany oddech. Po chwili zobaczyłem przerażonego Niall'a i Liam'a, biegnących w moją stronę.

                                ______________________________________

Hejka!
po pierwsze: tak tak, wiem trochę drastyczny rozdział :P
po drugie: dodaję co 2 tygodnie i brak komentarzy wcale nie oznacza że rzadko dodaje. czytam inne blogi na których są wpisy raz na miesiąc a nawet rzadziej i mają bardzo komentarzy, więc nie wiem co wam szkodzi poświęcić minute czy dwie na dodanie opinii która mnie motywuje i także krytyki która mnie lekko uczy ;) a po za tym też mam swoje życie prywatne. 1 komentarz = więcej motywacji do pisania czego mi ostatnio brakuje
no więc do następnego za dwa tygodnie! :)

pozdrawiam:
Payne'owa (: